Małżeństwo w Republice Rzymskiej | Część 1

            Pasek podtrzymujący tunikę w talii wiązano, stosując węzeł Herkulesa – a jego rozplątanie należało do przyszłego małżonka. Włosy również czesano według ściśle określonego wzorca – rozdzielano je za pomocą narzędzia zwanego hasta calibaris, mającego kształt ostrej bojowej dzidy. Co ciekawe, nad pochodzeniem owego zwyczaju zastanawiali się sami starożytni. Plutarch wyjaśniał fakt tym, że opiekunką małżeństwa była Junona, która była również uważana za wojowniczkę[4]. Fryzura przyszłej panny młodej zawsze pozostawała niezmienna – ułożona była w sześć warkoczy, które umocowane były wokół czoła wełnianymi wstążkami. Podczas uroczystości ślubu skrywał ją flammeum, czyli ognisty, czerwonozłoty welon, który okalał twarz, spadając na ramiona. Jego kolor uważany był za przynoszący szczęście.

            Rankiem w dzień ślubu wszyscy zaproszeni goście gromadzili się w domu narzeczonej, gdzie składano ofiarę bogom. Wieszczkowie wróżyli z trzewi ofiarnego zwierzęcia. Po zakończeniu tych czynności zaczynała się właściwa ceremonia ślubu. Małżonkowie, w obecności świadków, składali wzajemne oświadczenia o swojej zgodzie. Pronuba – prowadząca weselny orszak kobieta, pełniąca również rolę poręczycielki i wzorca dla młodej dziewczyny, łączyła uroczyście dłonie małżonków. Akt ten, zwany dextrarum iunctio, uwidaczniał i symbolizował zawarcie związku małżeńskiego – wiązał parę młodą w jedną istotę. Proszono też wtedy bóstwa o błogosławieństwo i opiekę, przyzywano pięcioro spośród bogów, jeśli wierzyć Plutarchowi byli to: Jowisz, Junona, Wenus, Fides i Diana. Łatwo zauważyć, że w owym zestawieniu znajdujemy jednego boga i cztery boginie. To właśnie kobieta miała być w związku w szczególny sposób otaczana troską bogów.

            Małżonkowie ponownie składali ofiarę, po czym wszyscy zasiadali do stołu w oczekiwaniu na nadejście wieczoru, do tego czasu panna młoda pozostawała w domu rodzinnym. Nadejście Vesper, czyli wieczornej gwiazdy, stawało się znakiem do opuszczenia swego domu przez kobietę, która, udając strach, szukała schronienia w ramionach matki, wyrywana z owych objęć przemocą, prowadzona była w uroczystym orszaku do domu męża[5]. Radosnemu pochodowi towarzyszyły tradycyjne przyśpiewki przepełnione, podobnie jak wygłaszane przez uczestników pochodu teksty, różnego rodzaju sprośnościami. Dzięki owym nieprzyzwoitościom próbowano odwrócić wszelkie „zło” i pobudzić małżeńską płodność. W tym celu obrzucano uczestników pochodu orzechami. Pannie młodej towarzyszyło trzech chłopców, którzy, był to warunek konieczny, musieli posiadać żyjących rodziców. Jeden z nich trzymał pochodnię z gałęzi głogu. Inni goście również przyświecali pochodniami, wróżąc przy tym z blasku rozpalonych głowni. Jasne i mocne światło stanowiło dobry znak, słabe i zasnute dymem było niepomyślną wróżbą. Za panną młodą kroczyły również dwie służebnice niosące kądziel i wrzeciono. Nowa pani domu, jeśli należała do wysokiej rangą rodziny patrycjuszy mającej na swoje usługi rzesze niewolników, oczywiście nie miała w planach używania tych narzędzi, co nie zmienia jednak faktu, że przędzenie wełny uznawane było za symbol domowych cnót. Stanowiło to jedyne zajęcie, jakiego można było oczekiwać od wolnej kobiety. Nigdy nie trudziła się chociażby ugniataniem ciasta czy mieleniem ziarna. Co ciekawe, panie z domu Augusta własnoręcznie tkały i przędły noszone przez niego tuniki.

            Po dotarciu do domu weselnego panna młoda zatrzymywała się, aby wznieść modły do bogów opiekujących się progiem, namaszczała drzwi, po czym przyczepiała do nich wełniane wstążki. Niesiona przez towarzyszących jej chłopców z orszaku przekraczała próg, dzięki czemu unikała źle wieszczącego omenu. W atrium na zaprezentowaną domowym bóstwom żonę oczekiwał pan młody. Ofiarowywał jej ogień i wodę – dwa niezbędne elementy dla życia i świętych obrzędów. Młoda żona wypowiadała wspomnianą już formułę: „Gdzie ty, Gajusz, tam ja, Gaja” i zaczynała tym samym nowy etap w swoim życiu. Ofiarowywała również przy tym trzy monety: jedną mężowi, drugą bogom opiekuńczym domowego ogniska, trzecią Larom najbliższych rozstajów dróg. Sława formuły wypowiadanej przez pannę młodą przetrwała do naszych czasów. Powtarzająca ją kobieta miała odczuwać zawiązanie emocjonalnej więzi z mężem, który nie miał być dla niej panem, jak niektórzy sobie to wyobrażają, lecz jej drugim „ja”. Oboje stawali się połówkami tego samego istnienia. Formuła ta, jak w micie platońskiej uczty, nie była symbolem związku cielesnego czy też związania dusz, była prawdziwym aktem stworzenia.

Formy zawierania małżeństwa

Fragment rzymskiego sarkofagu ukazujący ślub Dionizosa i Ariadny w Naxos. Źródło: Wikimedia Commons
Fragment rzymskiego sarkofagu ukazujący ślub Dionizosa i Ariadny w Naxos.
Źródło: Wikimedia Commons

W Rzymie istniały różne formy zawierania związku małżeńskiego: confarreatio, coemptio i usucapio. Faktycznie nie chodzi tu o trzy odmienne typy małżeństw, lecz o odmienne obrzędy mające na celu przekazanie nowo poślubionej kobiety pod piecze męża i uczynienie z niej osoby w pewnym względzie od niego zależnej.

            Confarreatio było charakterystyczne dla dawnego społeczeństwa patriarchalnego. Uświęcano je w obecności pontifeksa – zwierzchnika narodowej religii, oraz flamina (kapłana) Jowisza. Obowiązkowa była również obecność dziesięciu świadków. Do ofiar składanych po dextrarum iunctio należały placki sporządzone z orkiszu, składano obiatę bogini Tellus (urodzajnej ziemi) i Cererze (stworzycielce człowieka). Confarreatio przenosi się w świat głęboko naznaczony życiem wiejskim, w którym to życie człowieka ma dokonywać się w harmonii z żywiołami ziemi, nieba i przyrody. Związek zawarty przez confarreatio jest nierozerwalny.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*