Noryang: Deadly Sea/Polskie Diabły, reż. Kim Han-min, 2023
Interesującym dla widza z Polski bądź z Europy może być fakt, że Noryang: Deadly Sea to już ostatnia część trylogii reżysera Kim Han-min’a, której główną postacią jest Yi Sun-sin, wybitny admirał koreańskiej armii. Osobiście nie wiedziałem o tym jak wchodziłem na salę kinową, jednakże nie przeszkodziło mi to, by bawić się rewelacyjnie podczas oglądania tej produkcji.
Film można traktować na spokojnie jako oddzielny byt. Po prostu każda część trylogii opowiada o innej bitwie stoczonej przez admirała Yi Sun-sin’a. W 2014 roku w Korei wyszła pierwsza część (ang. tytuł: The Admiral: Roaring Currents) opowiadająca o bitwie pod Myeongnyang. Druga część trafiła do kin w 2022 roku (ang. tytuł: Hansan: Rising Dragon) i skupiła się na bitwie pod Hansan. Zamykające trylogię dzieło: Noryang: Deadly Sea przedstawia starcie pod Noryang, które było ostatnią bitwą admirała Yi Sun-sin’a. Wszystkie potyczki zostały stoczone pod koniec XVI wieku, podczas japońskiej inwazji na Koreę (1592–1598).
Noryang: Deadly Sea (kor. 노량: 죽음 의 바다; w RR [czyli Revised Romanization, transkrypcja poprawiona języka koreańskiego]: Noryang: Jugeumui Bada; w dosłownym tłumaczeniu Noryang: The Sea of Death). Polski tytuł tego dzieła to Morskie Diabły. Premiera w Korei Południowej miała miejsce 20 grudnia 2023 roku. Polacy mieli szansę obejrzeć go w kinach od lutego 2024 roku.
O czym jest Noryang: Deadly Sea?
Po tym teoretycznym wstępie czas przybliżyć trochę to, co działo się na ekranie (oczywiście, bez spoilerów). Spróbuję dorzucić do tego opisu pewne smaczki w mojej opinii, które zauważyłem, a według mnie sprawiają, że film jeszcze mocniej przykuwa uwagę widza i wciąga go w akcję, rozgrywającą się na ekranie.
Dzięki temu może Drogi Czytelniku, będziesz bardziej chętny zabrać się do seansu, bo uznasz takowy drobiazg za ciekawy lub odwrotnie, po przeczytaniu opisu będziesz chciał wyrobić sobie własną opinię na temat filmu. Niezależnie od motywacji, postaraj się przenieść na chwilę w myślach do Japonii z końca XVI wieku.
Mamy końcówkę roku 1598. Wojna (Imjin) koreańsko-japońska trwa już dobre kilka lat. Przywódca Japonii – Toyotomi Hideyoshi – umiera, przez co wojska japońskie oblegające nieliczne już forty w południowej Korei zmuszone są do powrotu na wyspy. Admirał Yi dowiedziawszy się o planowanym odwrocie, formuje wspólnie z dynastią Ming flotę, której celem jest doprowadzenie do ostatecznego starcia i pokonaniu w nim wroga, by zakończyć to raz na zawsze, gdyż według admirała: wojna nigdy nie powinna się tak zakończyć.
Jednak jak to w życiu bywa, nawet ludzie teoretycznie stojący po tej samej stronie barykady, nie zawsze muszą się ze sobą zgadzać. Nie mówię tutaj oczywiście, o istnieniu w produkcji intryg politycznych, niczym z Gry o Tron, ale do końca nie było pewne, co każdy z dowódców zaplanował, ponieważ niektórzy trzymali swoje karty bardzo dobrze przy orderach. Użycie stwierdzenia „po tej samej stronie barykady”, również nie było przypadkowe, bo konflikty te występowały po obu stronach.
Ale tu już więcej nie będę nic zdradzał.
Smaczki na ekranie
Przechodząc do tych smaczków, które zapowiedziałem…. Na początku filmu, gdyż jak wspomniałem jest to ostatnia część trylogii, ciężko było mi rozpoznać, przedstawicieli której armii widzę właśnie na ekranie. Jednak po niedługim okresie przestałem mieć z tym problemy, gdyż różnice w ubiorze, zbrojach czy hełmach był zauważalne i później w miarę łatwo można było odróżnić żołnierzy japońskich od koreańskich czy chińskich.
Ciekawym zabiegiem było, prawdopodobnie odwzorowującym ówczesne realia, posiadanie przez dowódców tłumaczy, choćby na oficjalnych negocjacjach. Według mnie pomagało to widza bardziej wciągnąć w akcję, czułem się jakbym sam w tych oficjalnych rozmowach uczestniczył.
Niech Cię to jednak nie zmyli!
Przy ostrzejszej wymianie zdań, dowódcy, w końcu wyedukowani ludzie, bez problemu przechodzili na język adresata, by personalnie z nim pomówić. Podobnie jak co do ubioru, różnorodność uzbrojenia armii była widoczna. Nawet na takim prostym przykładzie, jak miecz.
Taktyki wojenne wydają się być także adekwatne i podobne do realiów czasowych tamtego okresu. Fascynujące jest, jakie maszyny potrafił budować człowiek oraz jakie techniczne rozwiązania były używane podczas starć i to wszystko ponad 400 lat temu.
Smutnym aspektem natomiast pozostaje okrutność wojowników wobec jeńców oraz swoich własnych żołnierzy. Nie chcę tu podawać winnych stron, gdyż widoczne one były u wszystkich trzech. Zrealizowanie starcia również precyzyjnie oddało piekło każdej wojny.
Dodatkowym plusem (ktoś powie, że dla filmów historycznych jest to obowiązek – możliwe, ale warto o tym wspomnieć), jest według mnie obiektywne ujęcie tego starcia oraz brak ukazania przeciwników (Japończyków) czy innych narodów (Chińczyków) w złym świetle przez producentów z Korei.
Podsumowując, fantastyczna reżyseria, ciekawie opowiedziana historia i wyśmienite aktorstwo powodują, że uważam produkcję Noryang za solidne dzieło południowokoreańskiego kina. Sądzę, że może się ona spodobać miłośnikom kina azjatyckiego oraz wielkich historycznych dramatów, ale może także zaskoczyć tych, którzy zazwyczaj nie oglądają filmów, zaliczających się do wyżej wymienionych grup.
Ocena recenzenta: 4,5/6
Paweł Pałyga
Fot. Plakat filmu, źródło: Wikimedia Commons, Daum (Noryang)