Kończący się rok jest nie tylko rokiem 80 rocznicy zakończenia II wojny światowej, ale także rokiem 80 rocznicy rozpoczęcia procesu przywódców nazistowskiej III Rzeszy w Norymberdze (20.11.1945-1.10.1946). Z tej okazji James Vanderbilt postanowił nakręcić film na temat tego procesu. Niestety, tylko częściowo poradził sobie z tym zadaniem…
Film rozpoczyna się na początku maja 1945 roku od ukazania momentu dobrowolnego oddania się Hermanna Goringa, marszałka III Rzeszy i człowieka „numer 2” po Hitlerze w hierarchii nazistowskiego reżimu w ręce żołnierzy amerykańskich. Następnie widzimy kulisy zapadania decyzji o zorganizowaniu procesu niemieckich zbrodniarzy wojennych w Norymberdze.
Oskarżycielem nazistowskich dygnitarzy zostaje Robert H. Jackson, który jest sędzią Sądu Najwyższego USA. Amerykanie wyznaczają psychiatrę Douglasa Kelley’a do wnikliwego i dogłębnego przebadania Hermanna Goringa, który ma być głównym oskarżonym w procesie, w celu znalezienia jego „słabych punktów”, co ma pomóc Jacksonowi w jego roli oskarżyciela. Ich wzajemna relacja staje się główną osią całego filmu.
Psychiatra zdominowany przez swojego pacjenta
Niestety, jak widzimy dalej, Kelley nie radzi sobie ze swoim zadaniem. Wyjątkowo inteligentny Goring zaczyna nim manipulować. Widzimy jak psychiatra ulega fascynacji swoim pacjentem, który zaczyna nad nim dominować. Dopiero pod koniec filmu Kelley wyzwala się spod wpływu zbrodniarza i dostarcza Jacksonowi i innym oskarżycielom cennych informacji na temat jego osobowości, które pomagają obalić podczas procesu jego linię obrony.
Niemniej jednak, znajomość z Goringiem pozostawia destrukcyjne skutki w jego psychice, co także zostało świetnie ukazane w ostatnich scenach filmu. Także od strony gry aktorskiej Rami Malek zupełnie nie poradził sobie ze swoim zadaniem, ponieważ grana przez niego postać jest mocno nijaka i nudna.
Zupełnie inaczej rzecz ma się z marszałkiem Rzeszy. W ogóle nie poddaje się wpływom przydzielonego mu przez Amerykanów psychiatry oraz cały czas zachowuje spokój, opanowanie, zimną krew i po mistrzowsku kontroluje swoje emocje. Widać to nawet w scenie jego samobójstwa, które popełnia aby uniknąć śmierci na szubienicy, którą uważa za hańbiącą dla siebie. Nie odczuwa też żadnych wyrzutów sumienia za popełnione przez siebie zbrodnie, jest przerażająco zimny i pozbawiony jakichkolwiek uczuć ludzkich.
W ogóle kreacja tej postaci przez Russella Crowe’a to w mojej opinii najmocniejsza strona tego filmu i zasługuje na najwyższe uznanie, ponieważ w genialny sposób ukazał on wszystkie odcienie granej przez siebie postaci, zarówno jej narcystyczny i zbrodniczy charakter, jak i też jej nie przeciętną inteligencję i pewnego rodzaju charyzmę.
Przekłamania i braki historyczne
Największym zarzutem wobec filmu są pojawiające się w nim poważne przekłamania historyczne. Ich przykładem jest chociażby scena rozmowy prokuratora Jacksona z ówczesnym papieżem, Piusem XII. Amerykanin próbuje w niej zmusić papieża do jawnego poparcia procesu norymberskiego, zarzucając, że w 1933 roku Watykan miał jako pierwszy uznać rząd Hitlera, co miało być wsparciem z jego strony dla nazistowskiego reżimu.
Problem polega na tym, że do takiej rozmowy między papieżem a amerykańskim prokuratorem nigdy nie doszło, ta scena jest całkowitym wymysłem reżysera i nie ma nic wspólnego z faktami. Ciężko stwierdzić, co powodowało Jamesem Vanderbiltem, że umieścił ją w swoim filmie: antyklerykalizm, czy chęć wzbudzenia taniej sensacji?
Poważnym mankamentem filmu jest także skupienie się reżysera prawie wyłącznie na samym Hermannie Goringu. Poza nim w filmie z nazistowskich dygnitarzy pojawiają się tylko Julius Streicher i Rudolf Hess, pozostali oskarżeni w procesie norymberskim właściwie nie istnieją. Tylko w kilku scenach widzimy ich jak podążają do swoich cel. Jest to katastrofalny błąd ze strony reżysera.
Przypomnijmy bowiem, że w procesie norymberskim poza Goringiem, sądzeni byli także Joachim von Ribbentrop, Alfred Jodl, Wilhelm Keitel, Alfred Rosenberg (drugi obok Hitlera ideolog nazizmu), Generalny Gubernator okupowanej Polski Hans Frank, Albert Speer i ostatni przywódca III Rzeszy po samobójstwie Hitlera, admirał Karl Donitz.
Przedstawienie osobowości tych ludzi oraz danie im możliwości wypowiedzenia się w filmie przez reżysera byłoby z jego strony kapitalnym zabiegiem, który znakomicie uatrakcyjniłby fabułę filmu. Niezwykle blado wypadł także sam prokurator Jackson w kreacji Michaela Shannona. Ukazany bowiem został jako człowiek o wyjątkowo słabej inteligencji i osobowości, który zupełnie nie nadaje się na stanowisko, które mu wyznaczono.
Podumowując: „Norymberga” Jamesa Vanderbilta miał wielkie szanse żeby stał się dziełem na najwyższym światowym poziomie ze względu na fundamentalnie ważny temat historyczny o któremu był poświęcony. Niestety, przekłamania historyczne oraz braki opisane wyżej sprawiają, że ostatecznie okazał się filmem na poziomie średnim. Jedyne co go do pewnego stopnia ratuje to znakomita gra aktorska Russella Crowe’a jako Hermanna Goringa, za którą aktor powinien otrzymać Oscara.
Ocena recenzenta: 3/6
Konrad Ruzik