Obraz życia dworskiego w czasach panowania Augusta II i Augusta III Wettynów w pamiętnikach z epoki

„Za króla Sasa jedz pij i popuszczaj pasa”, „Za króla Sasa było chleba i miasa”, „Jadłem dziś jak król Polski” – to tylko niektóre powiedzenia ukute w czasie, gdy Rzeczpospolitą Obojga Narodów rządzili Sasi. Przysłowia te odnoszą się oczywiście do czasów słodkiego pokoju i niestety upadku znaczenia politycznego Rzeczpospolitej za Augusta III. Z kolei panowanie Augusta II to okres bardzo burzliwy, czas śmiałych choć często niedoskonałych planów politycznych reformy Rzeczpospolitej i połączenia jej z Saksonią niestety zakończonych wbrew intencjom uzależnieniem od Rosji. Jednak życie dworskie, które w istocie zawsze było odbiciem wizerunku polityki władcy było w tamtych czasach zupełnie wyjątkowe.

Dworski przepych i karnawał w czasach Augusta II

Typowa uczta w czasach saskich
Fot. Wikimedia Commons

August II stworzył dwór na własne podobieństwo. Zapewne część inspiracji czerpał z wzorca francuskiego dworu króla Słońce nie była to jednak wierna kopia Wersalu. W przepychu i skali przedsięwzięć dwór odzwierciedlał miarę ambicji króla, miał ukazywać jego wielkość, wyznaczać nowe kierunki w sztuce. Etykieta dworska nie była jednak tak sztywna jak na dworze Ludwika XIV, dostęp do Augusta II był stosunkowo łatwy. Poza polityczną i kulturową warstwą działalności dworu, stanowił on rodzaj królewskiej zabawki. Dawał sposobność do oderwania się od skomplikowanej i męczącej politycznej rzeczywistości, a także odpoczynku na miarę wykwintnych i wybujałych oczekiwań. Zdaniem XVIII-wiecznego obieżyświata – arystokraty, hrabiego Michaela van Loena, dwór drezdeński był najlepszym na świecie[1]. Życie dworskie było w istocie jedną niekończącą się zabawą organizowaną przy użyciu wręcz nieograniczonych środków, której rozwój był determinowany przez coraz to bardziej wysublimowane pomysły króla i jego otoczenia. Rytm życiu dworskiemu nadawały: festyny, bale, zabawy i polowania. Pierwszy festyn odbył się w Warszawie z okazji przyjazdu nowego monarchy w styczniu 1698 r. Po kilkunastu miesiącach król powrócił z nieudanej co prawda wyprawy mołdawskiej, ale za to w glorii dawcy pokoju gdyż w styczniu 1699 roku podpisano traktat z Turcją. Była to okazja do zdyskontowania sukcesu politycznego swojego poprzednika na tronie, jak też ukazania swoich zasług w walce z półksiężycem. Karnawał miał zapewne nadać rozgłos polityczny, z drugiej zaś strony okazję do odpoczynku. „Opery codziennie bywają. Po operach, które trwają trzy, cztery godziny, co dzień bywają tańce w izbie senatorskiej i kolacje”[2] – donosił hetmanowi wielkiemu koronnemu Jabłonowskiemu jego agent. Król uświetniał swoją osobą bale w magnackich pałacach, organizowane były także walki zwierząt i turnieje rycerskie. Te ostatnie były wprost dedykowane dla Augusta Mocnego ze względu na jego potrzebę popisywania się siłą i sprawnością, toteż brał w nich czynny udział. „Die ultima februarii była lukta taurorum et ursorum to jest byków i niedźwiedzi. Był młody byk trzyletni uchwycił go król za rogi, a choć już był od psów zmocowany trzasnął Panem i w nogę go uderzył”.[3] Kontuzja, jaką odniósł August, nie przeszkodziła mu wziąć udziału w turnieju rycerskim, czyli karuzelu. 2 i 3 lutego 1698 roku odbyły się zawody w „ubieganiu się do pierścienia” organizatorem był wojewoda płocki Jan Dobrogost Krasiński. „Biegał i sam Król z kopią do pierścienia i bardzo dobrze trafiał”.[4] Zabawy rycerskie kontynuowano w dniach następnych z większym jeszcze rozmachem. „We wtorek ostatni na podwórzu Pana Wojewody Płockiego piękne widowisko było, kiedy cztery kompanie, żółta, zielona czerwona, błękitna, w każdej po dwanaście kawalerów pod królewiczem Konstantym, królewiczem Alexandrem, Xięciem Podkanclerzym (Karolem Radziwiłłem) i Królem z zamku w maszkaradach, przy kotłach, trąbach muzyce, każdej kompanii służącej, zaraz po południu wyjechawszy, hastiludium na podwórzu pałacu P. Wojewody Płockiego odprawiły. Było tam dosyć ludzi, dam i Kawalerów, lecz nikt lepiej do tarczy nie trafił prócz samego Króla, bo sześć razy uderzył w samo centrum”.[5] Kulminacją zabaw i festynów był fajerwerk, który odbył się 5 marca 1699 roku, a który swoją formą i treścią nawiązywał do zmagań z Turcją. „Obito Machinę tę częścią deszczkami, częścią płótnem skałę reprezentujących zamek chocimski od Dniestru. Ma być na fajerwerku ( jako mi magister jego powiadał) wszystkich ogniów dwanaście tysięcy pięćset”.[6] Pokaz zorganizowano z niezwykłym rozmachem. „In frontispicio na słupach zawieszono młynów kilka i liter osiem na drutach, między któremi w środku złocista korona Królewska wespół z literami gorzała. To wszystko drzewami w rynne wydrążonemi obszańcowano, w które rynny powbijano rury jak krucicowe jedne przy drugiej i te drzewa alias organki rurami przed teatrum na staj w szerz i wzdłuż rozłożono. Ogrodzie tedy 10 tej w nocy uderzono z dział i moździerzy, potem organki zapalono Interea litery V. A. S. R. P. E. E. S. i koronę zapalono. Było wiele rac dobrych i wysoko w górę wypadających”.[7] Race strzelały także w kierunku dekoracji przedstawiającej zamek chocimski, wyobrażając szturm. Inscenizacja ataku na fortecę potęgowana była przez huk: muszkietów, dział, granatów i moździerzy. Widowisko obserwował król wraz z prymasem Michałem Radziejowskim i innymi dostojnikami z pałacu Jana Dobrogosta Krasińskiego, którego gospodarz po zakończeniu pokazów ok. północy „zaprosił do siebie na Kolacyą”.[8] Nieco inaczej odbywał się karnawał w Dreźnie. W odróżnieniu od polskiego, gdzie dominowały raczej statyczne uczty wielkopańskie, skupiające tylko kręgi magnackie w Saksonii karnawał miał charakter bardziej otwarty. Karnawałem żyło dosłownie i w przenośni społeczeństwo. Dosłownie, bo przygotowania do karnawału wymagały wytworzenia wielu artykułów luksusowych takich jak np.: peruki, maski, stroje, jadło, napoje. To z kolei   pozwalało mieszkańcom na dodatkowe zarobkowanie. Ceremoniał odbywał się według wcześniej ustalonego scenariusza. Punktem centralnym zabaw karnawałowych była specjalnie w tym celu zbudowana reduta. „Sala redutowa przedzielona jest kratkami na dwie części. W jednej z nich mieści się rodzina królewska, dwór, i zaproszone do niego osoby, w drugiej mieszczą się maski niższego rzędu”.[9] Nie wszyscy jednak mieli dostęp do króla i otoczenia. Przed wejściem, gdzie przebywał dwór królewski, oficerowie nakazywali uczestnikom zabawy zdjęcie maski, by dokonać ewentualnej identyfikacji nieproszonych gości. „Część ta sali którą dworską nazwę, jest bardzo wspaniała. Po lewej stronie jest wielki komin, na którym zawsze ogień się pali a lubo w sali z powodu wielkiego natłoku ludzi aż nadto bywa gorąco, koło komina przecież zawsze snują się maski, znajdują się albowiem koło niego dwie framugi, w których stojące osoby ze sali są niewidzialne. Tam więc ściągają się osoby, które gdzie indziej widzieć się z sobą i rozmawiać nie mogą. W środki tej części sali obszerna jest loża dworska, której Król z książętami rodziny swojej i dworem się mieści. Cała te część sali rzęsisto jest oświetlona licznemi zawieszonymi lustrami.”[10] „W części dla niższych klas przeznaczonej, są bufety w której wino, chłodniki, ciasta i łakocie wszelkiego rodzaju przedają. Tu żadnej nie ma etykiety, i każdy robi to co chce tańczy, zaleca się damom, przegarza inne maski”.[11] Przed redutą wystawiony był teatr dla mieszkańców miasta. „Tam skoczkowie i arlekiny pokazywali sztuki swoje; tam często do swarów przychodziło, a kiedy się zgiełk i hałas wzmagał, król wraz z pierwszemi damami dworskiemi porzucając własne zabawy spieszył do okien, aby się temu przypatrzeć”.[12] Kwitł też hazard. W pokojach obok teatru dla gminu odbywały się uciechy przy zielonym stoliku. W czasie trwania karnawału obowiązywał w mieście osobliwy zwyczaj, którego kultywowanie prowadziło czasem do zabawnych zdarzeń. „Maskowane osoby zwykły w ten czas chodzić po mieście po domach gdzie także wszyscy w maskach siedzą nawet służący. Gdzie tylko stół był nakryty, maski obce śmiało siadały do niego   nie zdejmując maski z twarzy i wraz z gospodarzem smacznie zajadały.  […]Tym sposobem przyszliśmy do zacnego jednego domu gdzie córka gospodarza wzięła mię za kochanka swego ukryć się przed nią pragnącego. Wzięła mię więc na stronę i po włosku mówić ze mną zaczęła. Niedobrze przecież examinie się popisałem, zaczęła albowiem przypominać mi dziwne jakieś wspomnienia na które trafnie odpowiedzieć nie umiałem domyśliwszy się w końcu, że obcym byłem bardzo się o ten żart uraziła i chciała mi maskę z twarzy zedrzeć”.[13] Autor narażony na zdemaskowanie musiał co prędzej umykać, zapewne już nie z ramion, ale szponów zagniewanej kobiety. Można by sparafrazować przysłowie i powiedzieć, że „karnawał łagodzi obyczaje”, gdyż, jak tego dowodzi Autor tekstu, w czasie karnawału „Rzadko kiedy o jakim większym występku w Dreźnie wtenczas słychać było. Baczność w tej mierze króla była wielką a jeżeli ,który złodziej zegarek komu lub chustkę ukradł wtenczas go sądzono na drewnianego osła gdzie jakby u pręgierza wystawiony był na pośmiewisko i grube żarty pospólstwa”.[14] Karnawał kończył pyszny karuzel, podczas którego odbywał się turniej w trafianiu kopią do pierścienia oraz zabawa w gospodarstwo tzw. „wirthschaft”.[15] W czasie tej zabawy uczestnicy pozbywali się swoich rang i godności stając się wedle fantazji: wieśniakami, pastuchami, garncarzami itp. „Król dobierał sobie jakie rzemiosło i wystawiał np. złotnika, mieczownika, młynarza lub t. p. dobrawszy sobie gospodynię, która mu w jego gospodarstwie pomagała. Najznakomitsze osoby dworu inne na siebie przybierały role, każde gospodarstwo miało swój własny kram. Zaproszeni na tę zabawę goście chodzili od jednego kramu do drugiego, kupowali”.[16] Warto dodać, że sam król August II w tych zabawach przyjmował najczęściej najmniej dostojne role: posługacza, parobka, stajennego.[17]

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*