Paweł Lisicki, Mesjasz i Trzecia Świątynia. Herezja chrześcijańskiego syjonizmu, jej wyznawcy i ich wojny
Z publikacjami Pawła Lisickiego spotykam się pierwszy raz. I prawdę powiedziawszy nie jestem jeszcze pewien w jakim stopniu informacje przez Niego zebrane w tej książce są prawdziwe. Niemniej to, co już doczytałem i tak budzi moje pewne obawy. Pewnie głupio to zabrzmi, ale mam takie odczucie, jak gdyby ktoś sugerował się słynnymi „Protokołami Mędrców Syjonu” i chciał je wcielić w życie. Co gorsza, jeśli wierzyć Lisickiemu, pewne grupy żydowskich ultra-prawicowych ruchów, robią wszystko, aby opanować jak najbardziej intratne i wpływowe instytucje na świecie, z Stanami Zjednoczonymi na czele, gdzie żydowskie lobby od dawna jest niezwykle silne.
Judaizm plus
Autor w prosty sposób ukazuje nam pewne aspekty umacniania się żydowskich wpływów w różnych środowiskach na całym świecie. Zdaje się sugerować, że co poniektórzy członkowie judaistycznych organizacji, zyskali znaczący wpływ na to, co dzieje się w Waszyngtonie, w Watykanie. Pisze również o tym w jaki sposób kościoły chrześcijańskie postrzegają i wspierają Żydów na świecie. Przyznam, że nie wszystko z tego zrozumiałem, a i pewne rzeczy muszę sprawdzić sam. Jednak wnioski wypływające z tej lektury napawają mnie obawami. Bo fanatyzm, w jakiejkolwiek formie, zawsze jest zły.
Lisicki w swej książce nie szczędzi również słów krytyki dla hierarchów katolickich. Wielu z nich wymienia wprost z imienia i nazwiska. Dostało się nawet Janowi Pawłowi II, który „resetując” kontakty katolicko-żydowskie, doprowadził do pewnego jednostronnego wzmocnienia linii żydowskiej w życiu Kościoła. Oczywiście nie mam nic przeciwko judaizmowi, ale jako katolik czuję się niekomfortowo, że wyznawcy innej religii mówią mi czy Kościołowi, jak mamy żyć.
W książce Autor przytacza również wiele fragmentów niepokojących treści, zwłaszcza tworzonych przez rabina Shmuleya Boteacha, który tworzy „mitologię żydowską”, pełną błędów merytorycznych,. Ogólne fakty przetwarza na bieżące problemy natury politycznej, których jedynym celem jest wspieranie państwa Izrael. I to każdym kosztem, a jeśli ktoś ośmieli się w jakikolwiek sposób skrytykować to państwo, posądzany jest o antysemityzm… I mniej lub bardziej prześladowany.
Ów rabin nie tylko deprecjonuje misję Jezusa Chrystusa, z którego czyni żydowskiego bojownika o niepodległość Izraela, zawłaszczonego przez niegodnych i zakłamanych chrześcijan. Co więcej zohydza chrześcijańskie dogmaty wiary, obraża poszczególnych świętych, i wprost sugeruje, że wiara chrześcijańska jest jednym wielkim błędem, opartym na masie kłamstw… Poważnie, a tego typu wniosków jest więcej. Co gorsza, w te kłamstwa, pół-prawdy i ewidentne fałszerstwa wierzą również prominentni politycy protestanccy czy katoliccy na całym świecie.
Na poparcie tych wszystkich rewelacji, przytacza dzieje i zasady funkcjonowania różnych organizacji czy mniej formalnych stowarzyszeń, takich jak Chabad Lubawicz czy noachidzi. Spytacie co to? Już spieszę z wyjaśnieniami.
Chabad Lubawicz – co to jest?
Najprościej rzecz ujmując, to chasydzka grupa Żydów, powstała pod koniec XVIII wieku pod przewodnictwem rabbiego Szneura Zalmana. Jest to jedna z najszybciej rozwijających się ruchów chasydzkich na świecie. Jednym z celów tej organizacji jest pomoc w przejściu na judaizm ludziom posiadającym żydowskie korzenie co więcej, ostatnimi czasy swą pomoc poszerzyła również na grono byłych chrześcijan, których stara się pozyskiwać dla wiary żydowskiej.
Jak udało mi się wyczytać, grupa ta początkowo była antagonistycznie nastawiona wobec powstania państwa Izrael, ale od momentu akceptacji tego tworu państwowego, przedstawiciele Chabad Lubawicz zaczęli postrzegać ten fakt przez pryzmat wypełniania się mesjanistycznych proroctw żydowskich. Ich celem jest więc doprowadzenie do wybudowania nowej świątyni w centrum Jerozolimy, nawet za cenę wywołania wojny światowej.
Organizacja uczy, że goje są ludźmi gorszymi od Żydów, którym powinni służyć. Głoszą również, że Żydzi są nosicielami DNA Boga, i dlatego życie przeciętnego Żyda ma większą wartość niż nie-Żyda. Znalazłem również opinie, co zresztą potwierdza Autor publikacji, że przedstawiciele tej organizacji starają się doprowadzić do wybudowania Trzeciej Świątyni Jerozolimskiej, aby przyspieszyć nadejście czasów ostatecznych.
Takich rewelacji jest znacznie więcej, ale jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej, to musicie poszukać sami. Ja jeszcze nie czuję się w tym temacie pewnie, więc nie będę Wam polecał jakiś pozycji książkowych czy informacji, które można znaleźć w Internecie. Tak czy inaczej, w moim odczuciu to grupa, której należy się obawiać, a na pewno uważnie śledzić jej poczynania.
Kim są noachidzi?
Wedle judaizmu są to synowie biblijnego patriarchy Noego, goje, którzy przestrzegają praw Noego – czyli zakaz wielobóstwa, zakaz bluźnienia, mordowania, rozwiązłości seksualnej, kradzieży, spożywania mięsa oraz nakaz przestrzegania praw. Żydzi wierzą, że to siedem podstawowych praw i nakazów, które pozwalają człowiekowi, nawet niewierzącemu, wykonywać podstawowe obowiązki wobec Boga. Teorię tę poparł Majmonides, który sugeruje, iż „pobożni goje” przestrzegający praw Noego, zyskają życie wieczne, mimo nie bycia prawowiernym Żydem.
Współcześnie pod tym mianem ukrywa się cała gama byłych chrześcijan, którzy zrezygnowali z przynależności do któregoś z chrześcijańskich wyznań, ale nie wyrzekli się Boga, ani otwarcie nie przystąpili do judaizmu, którym niewątpliwie są zafascynowani. Paweł Lisicki sugeruje, iż na świecie istnieje taka społeczność, która zaczyna się organizować w siłę na wpół polityczną, której celem jest wypełnienie żydowskich proroctw odnośnie odbudowy Trzeciej Świątyni Jerozolimskiej, co ma przyspieszyć ponowne nadejście Boga, czyli wypełnienie się mesjanistycznych proroctw.
Czego brakło?
Książkę czyta się ciekawie, choć merytorycznie jest trudna. Jednak kilka rzeczy, w moim mniemaniu, należałoby dopracować. Po pierwsze – w publikacji brak przypisów, zwłaszcza do tekstów związanych z judaizmem. O ile znaleźć można fragmenty Pisma Świętego, czasem pojawiają się nawet adnotacje do źródeł chrześcijańskich, ale w przypadku tekstów związanych z judaizmem czy amerykańską polityką, takowych już brak. A szkoda, bo bardzo chciałbym sam poszukać tych wszystkich tekstów, żeby móc zastanowić się nad ich sensem. Zresztą, nie lubię oceniać czegoś, gdy nie znam całego źródła/źródeł, a tylko niewielkie fragmenty, najczęściej wyrwane z kontekstu.
Po drugie – w publikacji jest za dużo ironii i niepotrzebnego komentowania. Rozumiem pewne oburzenie, jakie wywołują w Autorze zebrane fakty, interpretacje czy polityczne plany, ale powinien starać się zachować choćby pozory bezstronności. Tutaj tego zdecydowanie zabrakło, wobec czego jestem przekonany, że pojawią się głosy sugerujące antysemityzm, uprzedzenia i inne tego typu sprawy.
Po trzecie – mam wrażenie, że Autor w tekście zbyt wiele narzeka. Rozumiem krytykę, ale ciągłe wynurzenia, że ten tamto, a tamten tamto, są męczące, przedłużają i tak już trudną lekturę i jak podejrzewam, zdecydowana większość czytelników nie dotrze do końca.
Po czwarte – dlaczego w tej książce nie ma zdjęć? Ani dokumentów, ani postaci występujących na łamach publikacji. Nic, zero, a przecież warto byłoby taką dawkę wiedzy ubogacić, a jednocześnie wzmocnić wizualnie przekaz książki. Wielka szkoda…
Podsumowanie
„Mesjasz i Trzecia Świątynia” to dosyć ciekawa pozycja, wprawdzie nie pozbawiona pewnych mankamentów, ale na pewno warto po nią sięgnąć. Autor ukazuje nam wiele ciekawych, i raczej mało znanych aspektów światowej polityki, zwłaszcza tej amerykańskiej i watykańskiej, które mają swe źródło w pewnych ugrupowaniach judaistycznych. Czytając tę książkę trzeba uzbroić się w cierpliwość i pewien dystans, ale na pewno nie wolno przekreślać jej wagi. Ale o tym najlepiej przekonajcie się sami.
Publikacja zawiera się na 400 stronach tekstu. Wielka szkoda, że zabrakło tutaj fotografii, nie tylko dokumentów, ale i poszczególnych postaci, o których Autor pisze. Mimo to – polecam.
Wydawnictwo Fronda
Ryszard Hałas