pomnik w Prinsenbeek

Pomnik w Prinsenbeek upamiętni bitwę pod Nieuwveer. Heroiczna, lecz zapomniana walka polskich żołnierzy 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka

Na końcu Nieuwveerweg nad rzeką Mark wraca historia nieudanej przeprawy 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka. Pomnik w Prinsenbeek upamiętni bitwę pod Nieuwveer i wskazuje konkretne miejsce walk o przyczółek. To punkt odniesienia dla mieszkańców i gości, którzy chcą wiedzieć, co wydarzyło się tu w kilka najtrudniejszych dni wyzwalania Brabancji.

W sobotę, 1 listopada, na końcu Nieuwveerweg w Prinsenbeek, nad brzegiem rzeki de Mark, odbędzie się uroczyste odsłonięcie pomnika upamiętniającego bitwę pod Nieuwveer – dramatyczną próbę przekroczenia rzeki przez 1. Dywizję Pancerną generała Stanisława Maczka w końcu października 1944 roku. Wydarzenie, które niemal całkowicie zatarło się w lokalnej pamięci, było jednym z najbardziej zaciętych epizodów walk o wyzwolenie południowej Holandii.

W skrócie:

  • 1 listopada w Prinsenbeek odsłonięty zostanie pomnik upamiętniający bitwę pod Nieuwveer (1944). W walkach uczestniczyli żołnierze 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, którzy próbowali przekroczyć rzekę Mark. Pomnik stanie na Nieuwveerweg, w miejscu, gdzie 80 lat temu Polacy walczyli o przeprawę przez Mark.
  • Bitwa trwała od 30 października do 2 listopada 1944 roku i zakończyła się niepowodzeniem, ale była kluczowa dla dalszych działań w Brabancji. Zginęło co najmniej 15 polskich żołnierzy, choć na tablicach pamiątkowych widnieje tylko siedem nazwisk.
  • Frans Ruczynski, syn polskiego wyzwoliciela, apeluje o dalsze badania i zachowanie pamięci o tej operacji. Maczek Memorial w Bredzie oraz lokalni badacze wspierają inicjatywy dokumentujące losy polskich żołnierzy w Niderlandach.

Zapomniany epizod wyzwolenia Brabancji

Gdy jesienią 1944 roku siły alianckie ruszyły w kierunku Moerdijk, celem było przerwanie niemieckich linii i zdobycie mostów nad rzeką Mark, co otworzyłoby drogę na północ. Jednym z punktów przeprawy był rejon Nieuwveer, położony kilka kilometrów na północ od wsi Prinsenbeek, niedaleko Bredy. To właśnie tam żołnierze 1. Dywizji Pancernej mieli przekroczyć rzekę i utworzyć przyczółek.

Jak wspominał Frans Ruczynski, syn polskiego żołnierza Konrada Ruczynskiego, który brał udział w tamtych wydarzeniach, walka była krótka, ale niezwykle brutalna. Ta walka od 30 października do 2 listopada 1944 roku przy moście na Marku była piekłem dla saperów – mówił.

Polacy, wspierani przez alianckie jednostki pancerne, podjęli próbę budowy mostu pontonowego w warunkach niemal niemożliwych do opanowania. Pod ostrzałem artylerii i karabinów maszynowych, w błocie, w zimnie, bez osłony – saperzy próbowali zbudować most, po którym mogłyby przejechać czołgi i działa. Gdy to się nie udało, próbowali z prowizorycznymi łodziami i pontonami – wspominał Ruczynski.

Próba przeprawy zakończyła się niepowodzeniem. Polscy żołnierze zostali odcięci od swoich pozycji i znaleźli się pod zmasowanym ogniem. By się wycofać, artyleria musiała otworzyć ogień tuż przed własne pozycje. To było bardzo ryzykowne, ale konieczne, by powstrzymać Niemców – podkreślał.

Krótka, ale krwawa bitwa pod Nieuwveer

Według źródeł historycznych, walki o Nieuwveer trwały cztery dni – od 30 października do 2 listopada 1944 roku. W tym czasie Polacy stracili kilkanaście czołgów i wiele pojazdów opancerzonych. W ogniu niemieckich dział i moździerzy ginęli nie tylko saperzy, ale i piechota, która próbowała utrzymać zdobyty przyczółek.

Ruczynski opisuje, że żołnierze 1. Dywizji Pancernej, odcięci od własnych oddziałów, walczyli z ogromną determinacją, mimo że nie mieli żadnych szans na sukces. Może dwustu, może trzystu żołnierzy próbowało w ciągu kilku dni zdobyć przyczółek, który miał umożliwić dalsze natarcie w kierunku Moerdijk. Ale to się nie udało. Trzeba było się wycofać. Wielu zginęło, wielu zostało rannych – relacjonował.

Polacy nie zrezygnowali. Po kilku dniach podjęli kolejną próbę – tym razem w rejonie Ter Aalst i śluzy Oosterhout, gdzie udało się ostatecznie przekroczyć rzekę. Tam w końcu osiągnęli cel, ale znowu za cenę wielu ofiar – przypomniał Ruczynski.

Jak Polacy zapamiętali Beek?

Wspomnienia Ruczynskiego sięgają dzieciństwa. Urodzony w 1948 roku, był synem polskiego żołnierza i holenderskiej matki – Adriany Dirven z Etten. Jego ojciec po wojnie pozostał w Holandii, podobnie jak wielu innych Polaków z dywizji generała Maczka.

Kiedy w latach 50. jeździłem z ojcem na rowerze do Beek, wieś wyglądała zupełnie inaczej. Mała, z wysoką wieżą kościoła, którą było widać z daleka. Tak samo musieli ją widzieć polscy żołnierze, gdy przybyli tu w 1944 roku, by przegnać Niemców – wspominał.

Co roku, w niedzielę najbliższą 30 października, polscy weterani i mieszkańcy Prinsenbeek spotykali się, by wspominać poległych. Odbywała się msza, a potem wspólne świętowanie wyzwolenia – z pieśniami, tańcem, polską wódką i lokalnym piwem. Śpiewaliśmy rano pieśni kościelne, a po południu wesołe piosenki. To było święto wolności, które łączyło nas wszystkich – pisał Ruczynski.

Tradycja ta trwała do 1962 roku, kiedy to przeniesiono polskie groby z Prinsenbeek na Polski Cmentarz Wojenny przy Ettensebaan w Bredzie. W Vredeskapel – Kaplicy Pokoju w Prinsenbeek – pozostała jednak tablica upamiętniająca sześciu Polaków, którzy spoczywali tam pierwotnie. Dwóch z nich nawet nie miało zapisanych swoich prawdziwych imion – zauważył Ruczynski.

Badania lokalnych pasjonatów historii

Jak podkreśla Mos Mosqueira, lokalny historyk z Prinsenbeek, pamięć o Polakach jest tu wciąż żywa. Prowadzi on dokumentację żołnierzy, którzy zginęli lub osiedlili się w regionie po wojnie. Dzięki niemu znane są nazwiska rodzin o polskim pochodzeniu, które stały się częścią lokalnej społeczności: Świder, Saturzewicz, Wilkowski, Jurkiewicz, Markowski, Pybysz, Srokowski i Nowak.

W książce „Oorlog op de Beek” autor Hans Luiken udokumentował, że w okolicach Prinsenbeek zginęło co najmniej 15 żołnierzy polskich, choć na tablicach pamiątkowych wymienionych jest zaledwie siedmiu. Nie mogę uwierzyć, że w tak ciężkiej walce zginęło tylko tylu ludzi. To musiała być większa bitwa, niż ktokolwiek przypuszczał – zaznaczał Ruczynski.

Ofiary pochowano w różnych miejscach: w Bavel, Princenhage, a także na cmentarzach wojskowych w Leopoldsburgu i Lommel w Belgii. Wielu z nich nie ma dziś indywidualnych grobów, a ich nazwiska przetrwały jedynie w archiwach wojskowych.

Od Maczek Memorial do Nieuwveerweg – nowy symbol pamięci

Trzy tygodnie temu Frans Ruczynski odwiedził Maczek Memorial w Bredzie, gdzie spotkał się z francuskim małżeństwem, które przekazało pamiątki po Franciszku Kałwie, żołnierzu poległym właśnie pod Nieuwveer. Nie wiedzieli, gdzie zginął ani gdzie leży Nieuwveer. Mogłem im to wytłumaczyć. To nie był przypadek – mówił.

Pomnik, który zostanie odsłonięty 1 listopada, ma upamiętnić właśnie takich żołnierzy – bezimiennych bohaterów, którzy oddali życie w deszczu i błocie za wolność kraju, którego nigdy nie poznali.

Ruczynski dodał: Wiem, że kilku ludzi pracuje nad tym, by powstało trwałe miejsce pamięci przy Nieuwveer. To byłby mały gest wobec ogromnego poświęcenia, ale też przestrzeń, gdzie rodziny mogłyby przyjść i wspominać.

Ta bitwa znika w zapomnieniu i w przypisie historii – ostrzegał Ruczynski. Ale im więcej o niej myślę, tym bardziej widzę, że była to większa operacja, niż ktokolwiek dotąd sądził. Nie była to historia sukcesu, ale heroicznego wysiłku.

W zakończeniu przekazał: Dziękuję wam, mieszkańcy Prinsenbeek, że co roku wspominacie naszych żołnierzy 4 maja i teraz. W ich imieniu dziękuję za pamięć. Niech będzie ona nie tylko wdzięcznością, ale i ostrzeżeniem, że czasy mogą się szybko zmienić.


Źródło: Ruczynski over Beekse bevrijdingsgeschiedenis, prinsenbeeknieuws.nl/Maczek Memorial Breda [dostęp: 26.10.2025].

Comments are closed.