
W prawie germańskim stanowiły one istotną i niezbędną część zawierania małżeństwa, w odróżnieniu od prawa rzymskiego, gdzie były one aktem nieistotnym dla samego małżeństwa. Dla Germanów zaręczyny były swego rodzaju umową ślubną, zaś sam obrzęd ślubu nie zawierał żadnej nowej umowy, co prowadziło do utożsamiania terminologicznego zaręczyn i aktu zaślubin[16].
Akty poprzedzające czy też towarzyszące właściwym zaręczynom w prawie germańskim (czyli umowie zawarcia w przyszłości małżeństwa) nie były wymagane przez Kościół, lecz tolerowane, gdyż dzięki temu uzyskiwano efekt namysłu i zapobiegano pochopnym małżeństwom. W wypadkach gdy na przykład z powodu biedy pomijano któryś z elementów towarzyszących właściwym zaręczynom (np. przekazanie wiana), a małżeństwo następnie zawarto, dochodziło do konfliktu miedzy tym, co uznawał Kościół, a tym, co uznawało prawo i zwyczaj germański. Kościół bowiem traktował takie małżeństwo jako ważnie zawarte, zaś prawo germańskie dopatrywało się weń konkubinatu lub tzw. małżeństwa połowicznego. Kościół zachodni nie przywiązywał bowiem do tych przedwstępnych aktów znaczenia prawnego i traktował zaręczyny tak, jak traktowano je w prawie rzymskim, z tym, że można było w sądzie kościelnym domagać się, aby strona zaręczona, która nie chciała zawrzeć małżeństwa, została do tego zobowiązana. W dobie średniowiecza popularną była teoria, według której zaręczyny, jeśli były połączone ze współżyciem seksualnym (copula carnalis) dającym wyraz przynależności do siebie nawzajem na całe życie, automatycznie przekształcały się w małżeństwo[17]. W tym względzie Kościół chciał wyznaczyć moment, w którym małżeństwo wywiera skutki, co doprowadziło do dysput między dwiema szkołami prawa: bolońską i paryską. Pierwsza z nich na czele z Gracjanem opowiadała się za teorią przypisującą siłę tworzącą małżeństwo pierwszemu aktowi płciowemu narzeczonych (copula facit matrimonium). Z kolei szkoła paryska trzymała się rzymskiej zasady solus consensus facit nuptias, przypisującej sprawczą rolę zgodzie małżeńskiej[18]. Stąd też w XII wieku (występujące w pismach Hugona de st. Victora i Piotra Lombarda) rozróżnienie pomiędzy zaręczynami i małżeństwem oparło się na wyróżnieniu woli skierowanej na zawarcie małżeństwa w przyszłości (consensus de futuro) oraz woli skierowanej do zawarcia małżeństwa w teraźniejszości (consensus de praesenti)[19].

W ślad za doktryną poszło także prawo kanoniczne, gdy papież Aleksander III (1159-1181) oraz jego następcy na tronie Piotrowym określili zasady prawne dotyczące zaręczyn. Pomimo tych rozwiązań pogląd szkoły bolońskiej utrzymywał się bardzo długo, aż do 1892 r. uznawano za małżeństwo zaręczyny zawarte ważnie i nierozwiązane, jeśli nastąpiło po nich współżycie płciowe. Zasadę te uchylił dopiero papież Leon XIII dekretem Consensusmutuus.
Ponadto dawniejsze prawo kanoniczne przyznawało zaręczynom szereg doniosłych skutków. Kościół wymagał, aby zaręczyny przybrały formę wzajemnie przyjętego przyrzeczenia, poza tym nie żądał żadnych innych formalności, ani nawet ich błogosławienia. Dzieci poniżej siódmego roku życia mogły zostać zaręczone przez swoich rodziców, o ile po osiągnięciu dojrzałości wyraziły swoją zgodę[20]. Papież Bonifacy VIII w XIV w. ogłosił, że zaręczyny zawarte w imieniu dzieci przez rodziców bez ich zgody są nieważne [21]. Natomiast zawarcie małżeństwa przez osoby niedojrzałe było traktowane jako zaręczyny. Ponadto zaręczyny stanowiły przeszkodę tamująca dla zwarcia małżeństwa z inną osobą, jednakże mogły zostać one za zgodą obydwu stron rozwiązane. Strona porzucona czy też poszkodowana mogła wnieść skargę do proboszcza o niedopuszczenie do takiego małżeństwa. Proboszcz mógł w tym wypadku odmówić udzielenia ślubu, tylko gdy ordynariusz zarządził inhibitorum, tzw. nihil transeat. Jednakże stronę niewierną można było dopuścić do zawarcia nowego małżeństwa, gdy uznano to za mniejsze zło. Novum w stosunku do prawa rzymskiego była możliwość dochodzenia na drodze skargi spełnienia tego obowiązku. Strona uchylająca się od tego obowiązku mogła zostać przez sędziego obłożona nawet ekskomuniką.