wyznania religijne w SS

Religia w III Rzeszy. Wiara i wyznania religijne w SS

Czym była religia w III Rzeszy? W lutym 1939 r. Obersturmführer Rahn formalnie wystąpił z SS, a w marcu zmarł wskutek zamarznięcia podczas górskiej wyprawy, w czym dopatrywano się właściwego doktrynie katarów sakramentalnego samounicestwienia poprzez długotrwały post – tzw. endura, co miało zapewnić zbawienie i życie wieczne. Himmler oficjalnie uznał czyn Rahna za honorowe samobójstwo popełnione dla odkupienia win.

Niemcy i religia

Europejczyk końca XIX i pierwszych dekad XX wieku często zadawał pytania na temat swojego miejsca w świecie, a rozpowszechnione dotychczas wzorce światopoglądowe niekoniecznie oferowały odpowiedzi atrakcyjne dla człowieka żyjącego w tamtych czasach.

Niemcy jako zbiorowość mieli ponadnormatywne poczucie sprawczości i irracjonalną wizję kolektywnej mocy oparte na kulcie silnego państwa jako urzeczywistnienia woli opatrzności, wymagającej podporządkowania trwałej ziemskiej hierarchii. Do tego potężny ładunek romantycznego poczucia wyższości nad innymi narodami, który nie był sezonowym zauroczeniem, lecz sprymitywizowanym następstwem myśli Lutra, Kanta, Hegla, Fichtego, Schellinga czy Paula de Lagarde.

Wobec megalomańskiego konstruktu budowanego od dawna przez wieszczów narodu fantazjującego na temat równości z Bogiem, jakkolwiek rozumiane wartości uniwersalne i ponadnarodowe stawały się wtórne lub zdawały się przeszkadzać. Tradycyjna etyka, w tym pojęcie grzechu, uległy erozji, na kulturę wpływało za to zniekształcone wspomnienie germańskich mitów.

Himmler w otoczeniu funkcjonariuszy SS
Fot. Wikimiedia Commons/IPN

Religia w III Rzeszy

W klimat epoki wpasowali swój przekaz narodowi socjaliści ze swą rewolucją w imię domniemanej woli narodu i niemieckiego modelu życia. Przyspieszali rozkład starych pojęć, by skuteczniej zapanować nad duszami swych wyznawców, a później wszystkich niemieckich obywateli. Służba nowej sile wymagała niejednokrotnie rewizji bądź rodzaju wymuszonego „uporządkowania” indywidualnego światopoglądu tam, gdzie sumienie stawało w poprzek.   

Zauważmy, że 24 punkt programu NSDAP z 1920 roku, przytoczonego w treści Mein Kampf, której wagi żaden zwolennik nazizmu nie śmiał podważać, głosił: „Żądamy wolności dla wszystkich wyznań religijnych; jej granice stanowić będą bezpieczeństwo państwa oraz wystąpienia naruszające poczucie moralności narodu niemieckiego. Partia, jako taka, popiera chrześcijaństwo, ale nie wiąże się w kwestii wiary z żadną religią”.[1]

W praktyce funkcjonowania państwa totalitarnego, budowanego w latach 30., zdanie powyższe oznaczało po prostu, że od miejscowego chrześcijaństwa, nominalnie religii znacznej większości Niemców, wymaga się, by stało się składnikiem systemu nie tylko instytucjonalnie, lecz także doktrynalnie.

Szybko okazało się, że co najmniej część spośród działających w Niemczech kościołów, zdaniem nazistów, nie służy we właściwy sposób ojczyźnie, a ich przekaz nie jest zgodny z duchem niemieckości, skażony wpływami Rzymu, ideami żydowskimi lub innym bliskowschodnim elementem kulturowym, który rzekomo zdławił pierwotną niemiecką mistykę.

Na szczególną wzgardę z punktu widzenia narodowych socjalistów, nie wyłączając powołanych do zwalczania wrogów systemu Sztafet Ochronnych, Schutzstaffel (SS), zasługiwały chrześcijańskie współczucie wobec słabszych, pokora (wobec czegokolwiek) i powszechność w braterstwie, podobnie jak inne formy uniwersalizmu, a także pojawiające się tendencje pacyfistyczne, które należało przezwyciężyć w imię „rozwoju sił narodu”.

Nazistowska krytyka chrześcijaństwa występowała z pozycji odwrotnych niż pozycje współczesnego zatroskanego humanizmu, zatem: nie postulowano większej równości, różnorodności, uniwersalizmu, demokratyzmu, indywidualizmu, personalizmu, empatii i prawa do ekspresji, lecz wprost przeciwnie – uświęconą hierarchię, elitaryzm, kolektywizm, antydemokratyzm, posłuszeństwo, rasizm, antysemityzm, brak empatii i pogardę dla słabych.

Zatroskanych nowoczesnych humanistów, którzy istnieli w niewielkiej liczbie w Niemczech, Hitler niszczył jako popleczników żydowskiego kosmopolityzmu i obcych wpływów ekonomicznych. Z kolei zwycięstwa średniowiecznych władców i zakonów rycerskich przedstawiano nie jako triumf chrześcijaństwa, lecz przejaw triumfu aryjskiego, a zwłaszcza germańskiego ducha, któremu dane było – wbrew tendencjom epoki – ówczesną słabość pokonać.

Tendencja do wpisywania słabości jako cechy w samą istotę chrześcijaństwa przez wypaczających myśl Nietzschego rasistowskich pseudonastępców tego filozofa, była bardziej nawet niż sam nazizm rozpowszechnioną postawą.

„Najcięższym ciosem, jakiego doznała ludzkość, było powstanie chrześcijaństwa” – mówił Hitler w rozmowie w wąskim gronie – „Bolszewizm jest nieślubnym dzieckiem chrześcijaństwa, a oboje wytworem Żydów”[2]. Zdaniem Goebbelsa Hitler był „głęboko religijny, ale całkowicie antychrześcijański”[3].

„Dziś rodzi się nowa wiara: mit krwi, wiara, że wraz z krwią bronimy również boskiej istoty człowieka w ogóle. Ucieleśniona z najjaśniejszą wiedzą wiara, że nordycka krew stanowi to misterium, które zwyciężyło i zastąpiło dawne sakramenty”[4] – głosił kreujący się na głównego intelektualistę narodowego socjalizmu i punkt odniesienia dla wyznaniowych radykałów Alfred Rosenberg, postulując zniesienie Starego Testamentu z powodu jego niewątpliwej semickości.

Rosenberg uważał, powtarzając za Mistrzem Eckhartem (1260-1327/28), że Boga należy szukać w duszy człowieka i nie jest do tego potrzebny instytucjonalny Kościół. Popularyzowaną przez tego nazistę wiarę w „mit krwi” i cały zestaw poglądów, w które obrosła ta obsesja[5] trudno jednak nazwać religią, nawet postulowaną.

Raczej był to rodzaj dogmatyzmu ideologicznego pełniącego podobną rolę jak u marksistów mit o wyższości socjalizmu nad kapitalizmem. Nie było w poglądach Rosenberga afirmacji przykrojonego na potrzeby nazizmu tzw. pozytywnego chrześcijaństwa, które dla wielu Niemców stanowiło jakąś wskazówkę, lecz nawet on twierdził, że chrześcijaństwo może przetrwać, o ile zostanie oczyszczone z antyrasistowskich elementów „syro-etruskich” czy też „judeo-rzymskich”[6].

Istnieje też pogląd o „religii politycznej”, jaką narodowy socjalizm sam w sobie mógł docelowo się stać, ze swymi dogmatami, prorokami, przywódcami duchowymi, zestawem świętych, miejscami kultu, ciągłym poszukiwaniem głębszego sensu historycznego, próbami własnego zdefiniowania „centrum historii” i podkreślaniem roli germańskiej misji cywilizacyjnej, jednakże tzw. religia polityczna w rzeczywistości religią nie jest, a Hitler zaprzeczał jakoby jego doktryna była religią lub miała się w nią przekształcić.

Alfabet runiczny, tzw. Armanen Runen
Fot. Wikimedia Commons

Analizując genezę nazizmu w kontekście różnic światopoglądowych między niemieckimi rasistami przełomu wieków a tradycyjnymi wyznaniami, często przywołuje się działalność i poglądy germańskich okultystów tamtego czasu mianowicie:

  • Guido von Lista, twórcę tzw. ariozofii – odmiany teozofii dostosowanej do niemieckiej ideologii volkistowskiej,
  • Jörga Lanza von Liebenfels – wyznawcę boga nieosobowego w postaci ożywiającej wszechświat kosmicznej energii, której najdoskonalszą emanacją stała się, wg Lanza, rasa aryjska,
  • Rudolfa Gorslebena – twórcę Towarzystwa Eddy, głoszącego podobnie jak Lanz teorie o „boskości rasy”,
  • Rudolfa von Sebottendorfa – założyciela Towarzystwa Thule, od którego partia nazistowska przejęła m.in. symbol swastyki, i innych.

Ich wpływ jest jednak przeceniany. Mimo że odegrali rolę w ewolucji niemieckiego rasizmu i poszukiwaniach nowej formy postchrześcijańskiej duchowości, a działalność Thule stanowiła niedający się pominąć etap w powstaniu NSDAP, partia w czasie swej działalności i rządów nigdy nie powoływała się na dorobek przednazistowskich okultystów.

Hitler miał stałą tendencję do przypisywania najbardziej znaczących osiągnięć ruchu tylko sobie, co jest  o tyle zrozumiałe, iż bez jego szalonej aktywności w latach 20., partia nie przetrwałaby próby czasu lub pozostałaby mało znaną lokalną grupą działaczy.   

Istniały też różnice poglądów między Hitlerem a poprzedzającymi go germańskimi okultystami. List i Lanz cenili Habsburgów i późną monarchię austriacką, co Hitlerowi było obce. Można przypuszczać, że Führer, choć sam w czasach nędznej wiedeńskiej młodości zaczytywał się w rasistowskich publikacjach Lanza, jako wódz wolał uniknąć osunięcia się w groteskę niektórych jego ekscentrycznych teorii z obszaru tzw. teozoologii – np. dywagacji Lanza o „sodomskich małpoludach” dla uzasadnienia tezy o powstaniu „niższych ras” jako krzyżówek aryjczyków ze zwierzętami.

Jedną z głównych przyczyn zaniechania narzucania Niemcom na większą skalę form nowej wiary w postaci np. mitologii preparowanej przez Rosenberga lub idei przednazistowskiego okultyzmu był najwyraźniej zwykły pragmatyzm.

Z uwagi na wysoki w Niemczech lat 30. odsetek osób formalnie należących do wyznań: katolickiego i protestanckiego, naziści nie zdecydowali się na frontalną walkę z tymi wyznaniami, postulując raczej „pozytywne chrześcijaństwo” – korektę postaw i poglądów Niemców w kierunku, który nie kolidował z narodowosocjalistycznym projektem. Korekta obejmowała m.in. jednoznaczne przypisanie Jezusowi „aryjskości” i przeciwstawienie jej biblijnemu światu żydowskiemu.

Członkowie SS – firmowego produktu nazizmu, jako wzór posłuszeństwa byli stosunkowo łatwi do odgórnego „urabiania” także w kwestiach światopoglądowych, w porównaniu np. z armią niemiecką, której oficerowie wywodzili się często ze średnich i wyższych warstw społecznych.

O ile jednak udało się szybko wpoić młodym esesmanom określoną ideologię, sfera duchowa, z natury trudniejsza do zmiany i kontroli przez władzę polityczną, nawet totalitarną, pozostała przez cały okres istnienia organizacji w fazie ciągłego, niedookreślonego kształtowania i ukierunkowywania.

Ścieżkę światopoglądową, jaką przebył kierujący niezmiennie SS Heinrich Himmler – od gorliwego katolicyzmu do rodzaju odkrywczego pogaństwa, można uznać za charakterystyczną najwyżej dla części esesmanów, raczej z wyższych szczebli organizacji.

Pierścień SS – Totenkopfring
Fot. Wikimedia Commons

„Zawsze będę kochać Boga, modlić się do niego, pozostanę wierny Kościołowi katolickiemu i będę bronić go, nawet gdybym został z niego wyrzucony” – deklarował w 1919 roku 19-letni Himmler, wówczas katolik, chętnie uczestniczący w praktykach religijnych[7].

Później, w miarę rosnącego zaangażowania w ruch nazistowski, odwracał się od wczesnych ideałów. W dziennikach z lat 1923-24 występował już z krytyką Kościoła, dostrzegając w nim „doktrynerstwo” i „fanatyzm”, choć nie miał jeszcze zamiaru dokonywać konwersji.

„Renan wierzył, że Jezus był Żydem, a on jest z pozoru przyjacielem Żydów” – twierdził po lekturze książki „Żywot Jezusa” (1863) francuskiego pisarza i filozofa Ernesta Renana – „Jednak on udowadnia mi całą swoją książką, że Jezus nie był Żydem, a chrześcijaństwo było i jest najważniejszym protestem Aryjczyków przeciwko Żydom, protestem dobra przeciwko złu”[8].

Na pewnym etapie poglądy Himmlera przestały mieścić się nawet w obszarze tego, co określono później jako tzw. pozytywne chrześcijaństwo. Czerpał inspirację z własnej wizji aryjskiej prehistorii oraz mitu „krwi i ziemi”, czym zbliżył się do Rosenberga i ministra Rzeszy do spraw rolnictwa Richarda Walthera Darré. „Drogowskazem w naszej walce nie jest Stary ani Nowy Testament, ale testament polityczny Adolfa Hitlera” – głosił[9].

Nie oznaczało to, że negował znaczącą rolę chrześcijaństwa w dziejach Niemiec: „W szkoleniu ideologicznym zabraniam wszelkich ataków na Chrystusa jako osobę, ponieważ takie ataki, czy insynuacje, że Chrystus był Żydem [zgodnie z oficjalnym nazistowskim nauczaniem Chrystus oczywiście Żydem nie był] są nas niegodne i na pewno historycznie nieprawdziwe. Chcę, by esesmani byli przekonani o wartości naszej własnej krwi i naszej przeszłości, poprzez znajomość prawdziwej historii naszego narodu, wielkości i kultury naszych przodków, aby całkowicie zakorzenili się w wartości przeszłości, teraźniejszości i przyszłości”

– mówił w memorandum z 1937 roku[10].

„Mój ojciec, zgodnie z naszą rodzinną tradycją, był przekonanym chrześcijaninem, w jego przypadku: katolikiem” – mówił z kolei w przemówieniu do kierownictwa SS. „Wiedział dokładnie jakie było moje nastawienie. Jednak nie mówiliśmy o kwestiach religijnych, nie poruszaliśmy tematów politycznej szkodliwości i korupcji kościołów chrześcijańskich, co do których byliśmy kiedyś zgodni. Ani razu nie dotknąłem jego przekonań ani on moich. (…) Uważam, że musimy zachowywać takie nastawienie wobec tych osób starszych, które nie potrafią wejść na naszą drogę. Z tego powodu wykazałem zrozumienie i będę to robić w przyszłości, gdy ktoś powie: z szacunku dla moich rodziców muszę ochrzcić moje dziecko. Proszę! Oczywiście!”[11].

Deklarowany szacunek Himmlera do przekonań religijnych innych Niemców przybierał formy nawet bardziej rygorystycznych zaleceń: „Zabraniam członkom SS nękać, drażnić lub kpić z innych osób z powodu ich poglądów religijnych. Tak jak Niemiec nigdy nie tolerował wobec siebie religijnego przymusu, tak święte i nienaruszalne są dla niego przekonania religijne bliźnich”[12].

„Najściślej zabraniam wszelkich zakłóceń, jak również wszelkiego nietaktownego zachowania w stosunku do wydarzeń religijnych wszystkich wyznań (np. procesji Kościoła katolickiego). Podobnie, gdy odwiedza się kościoły z powodów historycznych lub artystycznych”[13].

Oczywiście surowe zasady dotyczące szacunku i tolerancji nie obowiązywały wobec praktyk religijnych osób narodowości uznanych przez nazistów za niższe, w szczególności zamieszkujących kraje okupowane, gdzie płonęły synagogi, a duchownych różnych wyznań spotykały represje.

Istotnym dla ewolucji światopoglądu nazistów zjawiskiem, które nasiliło się w 1936 roku, a występowało często w SS, było formalne wystąpienie z Kościoła instytucjonalnego (katolickiego lub protestanckiego) i zadeklarowanie się jakogottgläubig (wierzący w Boga), co oznaczało brak przynależności do konkretnego wyznania, lecz w żadnym razie nie ateizm.

Spośród wysokich rangą nazistów oficjalnego wystąpienia dokonali: w 1933 roku Rosenberg (z kościoła kalwińskiego), w 1936 roku Himmler i Heydrich (obaj z Kościoła katolickiego) oraz pewna liczba gauleiterów (szefów okręgów).

O ile w skali całych Niemiec odsetek gottgläubig w 1937 roku wyniósł 3,5%, w szeregach SS, gdzie idee nazistowskie wyznawano ze szczególną gorliwością, sięgnął wówczas 21,1% (w porównaniu z 60% protestantów i 18,7% katolików). W 1938 roku liczby te wyniosły odpowiednio: 25,7%, 51,4% i 22,7%.

Zatem, o ile wierzyć wewnętrznym sondażom SS, nastąpił wzrost „bezwyznaniowych”. Z kolei relatywny wzrost liczby katolików spowodowany był aneksją terytoriów o znacznej liczbie ludności katolickiej (Austria, Sudetenland)[14].

Charakterystyczne, że ponadprzeciętny odsetek gottgläubig notowano wśród oficerów SS oraz funkcjonariuszy SD pod kierownictwem Heydricha, podczas gdy reszta esesmanów nadal w większości przynależała do protestantyzmu lub katolicyzmu. Zarazem zabronione było łączenie członkostwa w SS z wykonywaniem kierowniczych funkcji w Kościołach i związkach wyznaniowych.

Światopogląd członków SS, których zaufanie do tradycyjnych wyznań (o ile wcześniej to zaufanie posiadali) zostało trwale podważone, można było dalej formować w pożądanym przez władzę kierunku, ale zauważmy, że Himmler wykazywał ostrożność w kwestii występowania z Kościołów przez swych podwładnych: „Jak wiecie, osobiście zdecydowałem się opuścić Kościół. Ale nie chciałbym, by stało się to sportem dla liderów niższego szczebla. Wolałbym, by jedynie 10 procent wystąpiło [z Kościołów], jeżeli pozostałe 90 procent pozostanie po prostu dobrymi narodowymi socjalistami. Zdecydowanie wolę, jeżeli komuś zajmie rok, dwa lub pięć lat by opuścić Kościół, ale zrobi to z przekonaniem, niż jeśli ktoś podąża za modą i robi to jako zewnętrzny gest”[15].

W latach wojny odnotowano pochwały Himmlera wobec Kościoła katolickiego za pozytywny stosunek do wielodzietności i negatywny – wobec masonerii. Ktoś nawet dostrzegł, że córka Himmlera Gudrun odmówiła modlitwę przed obiadem, w jego obecności[16].

Zagadnięty przez osobistego masażystę, Felixa Kerstena na temat podobieństw i różnic miedzy chrześcijaństwem a religiami Azji: „Przeczytałem Bhagawadgitę, którą tak cenisz, i inne pisma indyjskie i znalazłem w nich te same nauki, które chrześcijaństwo głosi w Kazaniu na górze. Dziesięć przykazań powtarza się w nieco innej formie w doktrynie buddyjskiej, w Wedach i Rygwedzie. Nie ma wątpliwości, że duchowość jest taka sama, z wyjątkiem tego, że chrześcijaństwo dodaje wiarę w osobowego Boga, który sądzi ludzi po ich śmierci. To faktyczne wprowadzenie w życie tej nauki, która naprawdę uczyni różnicę”, Himmler dowodził, że jest antyklerykalny, lecz nie antychrześcijański: „To prawda i nie mam nic przeciwko chrześcijaństwu samemu w sobie, bez wątpienia ma wzniosłe idee moralne. (…) Musimy mieć się na baczności przed światową potęgą, która wykorzystuje chrześcijaństwo i jego organizację, by sprzeciwiać się naszemu narodowemu zmartwychwstaniu metodami, których jesteśmy wszędzie świadomi”[17].

„Ale z pewnością nie jesteś przeciwny Maryi Dziewicy, Herr Reichsführer?” – dopytywał Kersten Himmlera. „Nie, wcale. Połączyć kobiecość z religią to szlachetna idea. Pasuje do naszego germańskiego światopoglądu”[18].

Zarazem Himmler nie był zainteresowany konserwowaniem chrześcijaństwa w dłuższej perspektywie: „Żyjemy w epoce ostatecznego konfliktu z chrześcijaństwem. Częścią misji SS jest przekazanie narodowi niemieckiemu w następnym półwieczu niechrześcijańskich fundamentów ideowych, na których ma on prowadzić i kształtować swoje życie. Zadanie to nie polega wyłącznie na pokonaniu ideologicznego przeciwnika, ale musi mu towarzyszyć na każdym kroku pozytywny impuls: w tym przypadku oznacza to odbudowę niemieckiego dziedzictwa w najszerszym i najpełniejszym sensie”[19].

„Gdyby katolicki kościół pozostał tym, czym był – dopełnieniem duszy, pośrednikiem ku Bogu… byłoby w porządku.” – deklarował Himmler, podkreślając z kolei rolę protestantyzmu jako częściowego zwycięstwa niemieckiego ducha nad doczesną, szkodliwą władzą Kościoła katolickiego pozostającego w ciągłym konflikcie z imperium i jego ludem.

Zwłaszcza iż jego zdaniem Żydzi z czasem zinfiltrowali Kościół, by zdominować niemiecki lud, czemu w praktyce przeciwstawił się swym wystąpieniem Luter [20]. Faktem jest, że Luter w swych osądach Żydów bywał bezlitosny, a osądy te, w sposób niezamierzony przez reformatora, znalazły w osobie Himmlera zbrodniczego wyznawcę. 

„Wierzymy we wszechmocnego Boga, który stoi nad nami, on stworzył ziemię, ojczyznę i zesłał nam wodza. Ktokolwiek nie wierzy w Boga, powinien być uznany za aroganta, megalomana i głupca, zatem nie pasuje do SS”[21] – głosił religijny, lecz nie chrześcijański Himmler, twierdząc, że ateiści stanowiliby potencjalne zarzewie buntu jako nieuznający siły wyższej, zatem niezdolni do posłuszeństwa, które w SS było bardzo ważne.

Nawet jeżeli obawiał się na wyrost (dla porównania obywatelom powojennej NRD lub Związku Sowieckiego zarówno ateizm jak i posłuszeństwo udało się równolegle narzucić), słowa przysięgi nowych członków SS niezmiennie obejmowały odwołanie do Boga: „Przysięgam Adolfowi Hitlerowi wierność i męstwo. Tobie i mianowanym przez ciebie przełożonym ślubuję posłuszeństwo aż do śmierci. Tak mi dopomóż Bóg”[22].

Podobną do losów Himmlera drogę, od dorastania w gorliwie katolickiej rodzinie do nazistowskiego antyklerykalizmu, przeszedł jego współpracownik, szef SD – Służby Bezpieczeństwa Reichsführera SS, Reinhard Heydrich. Twierdził, że „Wszelka opozycja wobec nazizmu pochodzi od Żydów lub upolitycznionego kleru”[23].

„Pierwotnie kościoły miały służyć jako pośrednicy między Bogiem a ludem. Według ich założycieli, ich królestwo nie miało być z tego świata. Dopiero całkowicie upolitycznione i materialnie ambitne duchowieństwo zaprzeczyło nauce założycieli kościołów” – pisał w książce Losy naszej walki (1936)[24]. Praktyczny i skupiony na sprawach ziemskich Heydrich nie podzielał natomiast pasji Himmlera do poszukiwań duchowych i inspiracji pragermańskimi wierzeniami.

Po śmierci Heydricha w czerwcu 1942 roku wskutek w zamachu w Pradze, jego następca na stanowisku szefa austriackiego SS Ernst Kaltenbrunner złagodził antyklerykalną kampanię poprzednika i stwierdzić miał, że go „nie rozumie”[25], a rolę dyżurnego antyklerykała wśród nazistów zaczął pełnić szczególnie nieprzychylny chrześcijaństwu SS-Obergruppenführer, od 1941 szef Kancelarii Partii Martin Bormann.

„Idee narodowego socjalizmu i chrześcijaństwa są nie do pogodzenia” – twierdził Bormann – „Kościoły chrześcijańskie zbudowane są na ludzkiej niepewności i starają się utrzymywać ten strach wśród jak największej części, bo tylko w ten sposób mogą zachować swoją władzę. Natomiast narodowy socjalizm opiera się na podstawach naukowych. Chrześcijaństwo ma niezmienne fundamenty, ustanowione prawie 2000 lat temu, zesztywniałe w formie dogmatów obcych rzeczywistości. Z drugiej strony, narodowy socjalizm, jeżeli jego zadanie ma być wypełnione, musi być zawsze ukierunkowany na najnowsze wyniki badań naukowych. Ze względu na niezgodność idei narodowego socjalizmu i chrześcijaństwa ​powinniśmy zaniechać wzmacniania istniejących wyznań chrześcijańskich. Rozróżnienie między różnymi wyznaniami chrześcijańskimi nie powinno być dokonywane. Z tego powodu myśl o stworzeniu »kościoła protestanckiego Rzeszy« poprzez połączenie różnych kościołów protestanckich została porzucona, ponieważ protestantyzm jest nam tak samo wrogi jak Kościół katolicki. Nie można więcej Kościołowi pozwolić wpływać na przewodzenie narodowi”[26].

Bormann inicjował bądź wspierał działania nieprzyjazne względem Kościołów, nakazał np. usuwanie krzyży z bawarskich szkół i ograniczanie lekcji religii. Sugerował Albertowi Speerowi, by w kontekście planowanej powojennej odbudowy Berlina nie przyznawać Kościołom gruntów pod zabudowę. Opowiadał się za aresztowaniem i egzekucją biskupa Münsteru Clemensa Augusta von Galena protestującego przeciwko eutanazji osób chorych umysłowo. Poglądy Bormanna miały wśród nazistowskiego kierownictwa politycznego ograniczoną siłę przebicia i często kończyły się na deklaracjach, a sam Bormann, choć wpływowy, działał raczej zakulisowo, nie eksponując publicznie swej osoby.  

Z czasem znaczący okazał się fakt, że Himmler szczególnie intensywnie poszukiwał inspiracji w sferze mitycznej, magicznej, nadnaturalnej, duchowej, legendarnej, w wierze odległych przodków i tajemniczych artefaktów, a swój zakon – SS wzorował na krzyżakach i jezuitach, nie w sensie doktrynalnym, lecz w zakresie organizacji, posłuszeństwa i poświęcenia wyższym ideom. Członek SS miał czuć się jak niezłomny rycerz walczący ze smokiem międzynarodowego żydostwa i bolszewizmu.

Lecz fascynacja esesmanów germańską mitologią nie mogła w prosty sposób skutkować wskrzeszeniem dawnych wierzeń, tym bardziej ich skutecznym przeszczepieniem na współczesny grunt – nie tworzyły one w swoich czasach jednolitego systemu, lecz różniły się w zależności od kraju i regionu, nie były też unikalne w swej treści (wykazywały liczne podobieństwa do innych mitologii) ani odporne na oddziaływanie innych kultur.

Ponadto zakres informacji i wiedzy na ich temat ograniczała szczupłość dostępnych współcześnie źródeł. Neopoganom z SS udało się jedynie wykorzystać w swej alternatywnej rzeczywistości elementy tych wierzeń, nadać im krótkotrwałe znaczenie, obudować nowymi mitami, np. współczesnym rasizmem i nową symboliką. Powszechnie znanym emblematem SS stały się  dwa znaki pseudoruniczne „sig” z zestawu Armanen Runen Guido von Lista z 1902 roku. Wykreowano też odmienne od tradycyjnych, dziwaczne, pseudoreligijne ceremonie zaślubin członków SS oraz chrztów ich dzieci.

Zaślubiny odbywały się w miejscach wyłożonych dębową boazerią pokrytą runami, słonecznikami (symbolizującymi słońce) oraz gałęziami jedliny. Na środku płonęła pochodnia symbolizująca ognisko domowe. Młoda para stawała przed nią, następnie wymieniała obrączki, chleb i sól — symbole płodności i czystości, po czym mąż oddawał żonie swój sztylet esesmański, symbolizujący jej zdolność do noszenia broni. Po zawarciu małżeństwa przełożony pana młodego wręczał podwładnemu nowy sztylet[27].

Ceremoniał chrztu noworodka odbywał się przed portretem Hitlera, egzemplarzem Mein Kampf i znakiem swastyki. Podczas uroczystości oficer SS wypowiadał formułę wiary w Boga, posłannictwo niemieckiej krwi, narodu oraz wodza[28].

We wrześniu 1933 roku w otoczeniu Himmlera pojawił się okultysta Karl Maria Wiligut. Niektórzy przeceniali jego rolę jako tajemniczego maga, inni lekceważyli jako szaleńca. Faktem jest, że stworzył zalążek pewnej formy nazistowskiej kultury niematerialnej, która w przypadku przetrwania ideologii, mogłaby być kontynuowana, w jakiejś mierze uczestnicząc w stopniowym wypieraniu lub wypaczaniu tradycyjnych religii.

Wiligut podawał się za obdarzonego zdolnością jasnowidzenia potomka germańskiego plemienia żyjącego wiele tysięcy lat wcześniej, który w 1890 r. przeszedł inicjację polegającą na reinkarnacji duszy legendarnego kapłana i maga Weisthora – w ciele Wiliguta[29].

Twierdził, że jego ród germańskich kapłanów pochodził ze związku Asów – bogów powietrza i Wanów – bogów wody i że odegrał ważną dla Germanów historyczną rolę przywódczą, a w związku z tym jego przedstawiciele byli, włącznie z nim, obiektem prześladowań ze strony Żydów, katolików i masonów[30]. Przypisywał sobie unikalną znajomość dawnych zwyczajów i praktyk religijnych przodków.

Z zapałem snuł wizję historycznych zmagań wyznawców właściwej Germanom religii – jego zdaniem powstałej kilkanaście tysięcy lat temu – irminizmu ze zwalczającymi ich heretyckimi wotanistami oraz wrogimi wszelkim pragermańskim wierzeniom chrześcijanami.

Głosił, że Biblia została napisana w Niemczech, lecz później ukradziona przez Semitów i chrześcijan, którzy wykorzystali jej treść, łącznie z postacią germańskiego boga Krista. Wskazywał rzekome lokalizacje świętych miejsc irminizmu, nadawał magiczne lub historyczne znaczenie miejscowościom, regionom i obiektom przyrodniczym, a  słynny kompleks skał Externsteine w Lesie Teutoburskim uznawał za dawne miejsce kultu irministów –legendarny Irminsul (Słup Irmina), zniszczony, według przekazów, w 772 roku przez Karola Wielkiego, chrześcijańskiego króla Franków i Longobardów.

Faktem jest, że teorię łączącą Irminsul z Externsteine wysnuł w 1929 roku kontrowersyjny archeolog z Detmold, Wilhelm Teudt, z kolei w 1934 roku Himmler zainicjował wykopaliska w rejonie Externsteine dla potwierdzenia jego teorii, co w sensie ścisłym się nie udało.

Uznawanie przez Wiliguta wotanistów za odłam heretycki (odmiennie niż twierdził Guido von List) nie oznaczało odcięcia się od wielu innych poglądów twórców i krzewicieli rasistowskiego okultyzmu, zresztą z wieloma z nich, jak członkowie Ordo Novi Templi (ONT) i Towarzystwa Eddy, Wiligut utrzymywał kontakt przez większość życia.

Jak i oni preferował ucieczkę od współczesności poprzez zanurzenie w micie wykreowanym lub wskrzeszonym, współtworzył wizję państwa teokratycznego i zhierarchizowanego, uznawał mieszanie się ras za przyczynę degeneracji. W praktyce działania jego organizacji (SS) można było dostrzec upiorne echo postulatów Liebenfelsa zwiastującego niewolę, sterylizację, kastrację i eksterminację „niższych ras”.

Innym ważnym elementem, jaki łączył światopogląd Wiliguta (i niestety nie tylko jego) z poglądami pierwszych ariozofów był postulat stworzenia aryjskiej elity na wzór zakonu. List kreślił niegdyś w swych pracach wizję nadejścia „fanatycznej ligi” i „niezniszczalnego państwa”[31].

Liebenfels, były zakonnik z Heiligenkreuz zorganizował nawiązujący do dawnego zakonu templariuszy, działający od 1900 roku Ordo Novi Templi – wspomniany już pseudozakon o pseudochrześcijańskiej powierzchowności i obrzędach, a Sebottendorf współtworzył Germanen Orden – Zakon Niemiecki, przypominający bardziej lożę masońską.

Wyznawany przez Wiliguta kult rzekomych historycznych zmagań depozytariuszy pragermańskiej gnozy z wrogimi władcami chrześcijańskimi także współgrał z poglądami poprzedników – List twierdził np. że armaniczna gnoza przetrwała dzięki templariuszom, klasycznym różokrzyżowcom XVII i XVIII wieku i całej plejadzie innych heretyków i wolnomyślicieli, a ukrytych znaczeń i symboli gnozy germańskiej doszukiwał się w starych niemieckich herbach i konstrukcjach budowli gotyckich.

Pozostający pod wrażeniem wizji Wiliguta Himmler mianował go naczelnikiem Departamentu Prehistorii i Wczesnej Historii w Głównym Urzędzie Rasy i Osiedlenia SS, następnie Wiligut, pod  pseudonimem Weisthor, stopniowo awansował w hierarchii SS do stopnia Brigadeführera.

Wiligut był autorem projektu Totenkopfring – pierścienia z motywem trupiej czaszki, będącego symbolem wierności sprawie i zobowiązania aż do śmierci, wręczanego uroczyście przez Himmlera członkom SS. Przypisuje mu się także koncepcję lokalizacji swoistego centrum duchowego SS na zamku Wewelsburg w Westfalii – zamek został przejęty przez SS już w 1934 roku.

Inspirowane przedstawioną przez Wiliguta legendą o pasterzu ogarniętym wizją bitwy między armiami Wschodu i Zachodu kierownictwo organizacji urządziło tam symboliczną siedzibę pseudozakonną, w której odbywały się okultystyczne ceremonie i rytuały. Himmler miał tam swą komnatę poświęconą Henrykowi I Ptasznikowi (876-936), a Weisthor osobiście przewodniczył obrzędom ślubnym oficerów SS, posługując się pałeczką z rzeźbami run[32].

Zamek Wewelsburg
Fot. Wikimedia Commons

Istniały imponujące plany rozbudowy Wewelsburga jako czegoś w rodzaju ośrodka duchowo-pielgrzymkowego. Krótki żywot III Rzeszy nie pozwolił na realizację tych zamierzeń, a idea Wewelsburga przetrwała tylko w kulturze masowej jako symbol mrocznej tajemnicy. Tym większą mrzonką był pomysł Wiliguta przywrócenia w Niemczech religii irministycznej, choć odprawiane na zamku obrzędy miały podobno w tych wierzeniach swe źródło.

Dowodem na to, z jaką powagą i sentymentem Himmler traktował starego maga, był fakt, że wyszedł on obronną ręką z konfliktu z Ahnenerbe – Towarzystwem Badawczym nad Pradziejami Spuścizny Duchowej, Niemieckie Dziedzictwo Przodków, założonym w 1935 roku m.in. przez Himmlera i Richarda Waltera Darré, znanym chociażby z poszukiwania spuścizny kultury aryjskiej w Tybecie i grabieży dorobku kulturowego podbitych narodów, a po wojnie uznanym za organizację zbrodniczą.

Towarzystwo zostało swego czasu zasypane esejami poleconego przez Wiliguta pseudobadacza germańskiej spuścizny, Günthera Kirchhoffa. Ahnenerbe potraktowało go jak nawiedzonego fantastę i odrzuciło jego pozbawione dowodów spekulacje, lecz inspirowany przez Wiliguta Himmler zalecił mimo to dalsze kontakty z Kirchoffem.

Emblemat Ahnenerbe Fot. Wikimedia Commons

Dodajmy, że Hitler nie wykazywał entuzjazmu wobec archeologicznej pasji Himmlera. „Czy nie wystarczy, że Rzymianie wznosili wielkie budowle, kiedy nasi przodkowie jeszcze mieszkali w lepiankach; teraz Himmler zaczyna rozkopywać te wioski pełne lepianek i zachwyca się każdą skorupą i kamiennym toporem, jaki znajdzie”[33].

W 1938 roku Himmler polecił Wiligutowi dokonać recenzji poglądów włoskiego tradycjonalisty integralnego Juliusa Evoli, który wygłosił w Niemczech kilka wykładów. Nie był on w żadnym razie zwolennikiem polityki masowej i głosu ludu, który w formie poparcia niemieckich robotników i chłopów wyniósł nazistów do władzy, ale jako zwolennik społeczności zhierarchizowanych na obraz starożytnych monarchii i pradawnych despotii, zdradzał wyraźne zainteresowanie projektem elitarnego zakonu, jakim miało stać się SS.

Evola przywiązywał znaczenie do pojęcia mitów jako punktów granicznych historii, ponadto był rasistą. Jedno i drugie zdawało się korespondować np. z podglądami Rosenberga, jednak rasizm Evoli miał charakter kulturowy, a nie genetyczny (dzielił społeczności, podobnie jak wyznania religijne, na nadrzędne – solarne i podrzędne – chtoniczne), co w połączeniu z krytyką współczesnego nacjonalizmu, oddalało go od nazizmu.

Evola czerpał inspirację z własnej wizji tradycji pierwotnej, na dodatek przejął od Nietzschego teorię wiecznego powrotu – przeświadczenie o powtarzalności zjawisk i wydarzeń w kolejnych, następujących po sobie cyklach historycznych, w czasie których cywilizacje ulegają degeneracji, by ustąpić miejsca nowym bytom, zapoczątkowanym przez mit wyznaczający początek nowego cyklu.

Julius Evola
Fot. Wikimedia Commons

Evola dostrzegał w świecie germańskim i duchu pruskim echo bohaterskich i wojennych cnót, właściwych niegdyś cywilizacji łacińskiej[34]. Twierdził, że wojowniczy Germanie stanowili w średniowieczu relikt starożytnego heroizmu i zaporę przeciw chrześcijańskiemu uniwersalizmowi z jego przeklętym kultem słabości i pokory.

W faszyzmie widział źródło nowego mitu, w SS – rodzaj zakonu ascetyczno-rycerskiego hołdującego heroicznoolimpijskim i aryjskim ideałom honoru i wierności, a w przyszłości być może „elity uprawnionych i prawowitych przedstawicieli porządku hierarchicznego i jakościowego”[35] wyrażające esencję wspomnianego mitu.

O pewnym zainteresowaniu idealizmem Evoli w III Rzeszy świadczy fakt, że jego sztandarową książkę Rivolta contro il mondo moderno (Bunt przeciw nowoczesnemu światu) z 1934 roku przetłumaczono na niemiecki jeszcze w latach 30., podczas gdy na angielski –dopiero w latach 90.

Mimo pozornej atrakcyjności, z punktu widzenia niemieckich rasistów, reprezentowanego przez Włocha pesymizmu kulturowego, kultu elityzmu, heroizmu oraz znajomości tradycji wielu kultur, kluczowa z punktu widzenia Himmlera i jego maga Wiliguta okazała się kwestia nieznajomości dawnych wierzeń i instytucji germańskich. W rezultacie Weisthor – umysł skromniejszej miary i ideowy hochsztapler, doprowadził do zaprzestania organizowania wykładów Evoli w Rzeszy.

Po wojnie Evola określał faszyzm jako stężenie pośmiertne poprzedzające ostateczny rozkład cywilizacji, dla której nie ma ratunku. Nadal pisał książki i eseje. W jednym z nich np. narzekał na brutalność w sporcie i kulturze współczesnej Ameryki[36], co w jego wykonaniu brzmiało kuriozalnie.

Nie słyszałem, by narzekał na brutalność formacji, dla której urządzał wykłady, a która w czasie rządów nazistów więziła setki tysięcy ludzi za drutami lub wysyłała do pieców. Próbując zrozumieć umysły o tak selektywnej wrażliwości, twierdzę, że zadziałał w tym przypadku mechanizm wyparcia w połączeniu z częstym w pokoleniu Evoli „zachodniackim” kolonialnym sobiepaństwem mentalnym, skutkującym pogardą dla narodów arbitralnie uznanych za gorsze.

Inną fascynującą postacią, która w latach 30. (1936-1939) starała się służyć duchową inspiracją w departamencie Wiliguta był Otto Rahn, pisarz i badacz średniowiecznych legend, który przez znaczną część swego niedługiego (35 lat) życia snuł wizję zaginionej w mroku dziejów aryjskiej religii pochodzenia gockiego[37]. Jej śladów doszukiwał się w legendzie o Świętym Graalu i w herezji katarów (albigensów).

Otto Rahn
Fot. Wikimedia Commons

Rozwinięta w XII w. doktryna katarów głosiła dualizm absolutny: przeciwstawienie świata duchowego stworzonego przez Dobrego boga, światu materialnemu będącemu wytworem złego boga lub złego ducha. To, co materialne, w tym ciała ludzkie i płodzenie dzieci, było zatem złe z natury.

Surowa asceza, praktykowana przez bardziej wtajemniczonych spośród katarów, tzw. doskonałych, była ideałem, a śmierć – wyzwoleniem z pęt materialnego świata. Nie było w wierzeniach i praktyce katarów miejsca na kult zdrowego ciała, fizycznej krzepy, spartańskie wzorce wychowawcze, wielodzietność i imprezy w stylu Kraft durch Freude.

Paradoksalnie, stosunek do materii stawiał światopogląd nazistowski bliżej chrześcijaństwa, „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1, 31) niż herezji katarskiej. Choćby dlatego próba inkorporacji poglądów katarów do światopoglądu nazistowskiego, w szczególności w wydaniu SS, ostatecznie nie mogła się udać nawet za przyczyną kreatywnej interpretacji Rahna. Poza niechęcią do hierarchicznego chrześcijaństwa trudno dostrzec zbieżność między tymi dwoma nurtami.

Mimo to, Rahn dopatrzył się w wierzeniach katarów szczególnie wartościowej ekspresji aryjskiej duszy i mądrości, a Wiligut i za jego pośrednictwem – zawsze poszukujący głębokiego natchnienia Himmler, zwerbowali Rahna będąc pod wrażeniem jego poglądów wyłożonych w książce Kreuzzug gegen den Gral. Die Tragödie des Katharismus (Krucjata przeciwko Graalowi. Tragedia kataryzmu) z 1933 roku.

Szefostwo SS dostrzegło we wzniosłych dywagacjach Rahna na temat prymatu ducha nad materią pewien potencjał, a on sam, przeciwnik chrześcijaństwa i judaizmu: „Moi przodkowie byli poganami, a moi dziadkowie – heretykami”[38], „Pochodzę ze świata z orbity Graala, Parsifala. Zygfryd i Odyn-Wotan byli moimi ojcami chrzestnymi”[39], stale trapiony problemami finansowymi, poddał się organizacyjnej presji i został archeologiem w służbie SS.

Rahn twierdził, że Graal nie był kielichem, jak to zostało utrwalone w chrześcijańskiej kulturze, lecz świętym klejnotem symbolizującym trzecie oko Lucyfera, który odpadł od jego korony, by wylądować na wzgórzu w Montségur w Pirenejach – ostatniej twierdzy katarów. Katarzy stali się zatem ostatnimi prawowitymi posiadaczami i obrońcami Graala.

Klejnot został wrzucony przez swych obrońców w otchłań, nad którą zamknęły się skały i dzięki temu nie dostał się w ręce oblegających Montségur diabelskich armii[40]. Mądrość katarów – zdaniem Rahna, a także Evoli – przetrwała w pieśniach średniowiecznych trubadurów w formie symboli o niedostępnym dla pospólstwa tajemnym
znaczeniu[41].

Sam Lucyfer był „niosącym światło” i „poznanie” bożkiem Aryjczyków, w tym Germanów, postacią pojawiającą się, zdaniem Rahna, pod różnymi imionami, w mitologii greckiej, perskiej i celtyckiej, wreszcie także w wierzeniach katarów. Z czasem został zdiabolizowany przez judaizm i chrześcijaństwo.

Zainspirowany losami katarów i własnymi barwnymi wizjami Rahn penetrował okolice Montségur i wysłuchiwał miejscowych legend.  

„To Mojżesz i jego plemię narzucili nam swoją wiarę, swoje pisma i prawa. To oni są nieczystymi, o duszach niewolników i bękartów. My jesteśmy ludźmi nordyckiej krwi, którzy zwą się katarami, tak jak ci ludzie nordyckiej krwi z Orientu zwali się farsami, czystymi. (…) Farsowie, starożytni Aryjczycy, i my, katarzy, nie zdradziliśmy naszej krwi (…). A jeśli szukasz Graala, szukasz świętego kamienia – »ghral« farsów (…). Nasze niebo to nie raj Jerozolimy i Rzymu. Nasze niebo mówi tylko do czystych, nie do podłych czy istot mieszanej krwi – ale do Aryjczyków, czcigodnych i wielkich”[42] – głosi zjawa katarskiego rycerza z widzenia Rahna.

Z kolei bohater legend arturiańskich, poszukiwacz Graala, rycerz Parsifal, utrwalony w niemieckiej kulturze m.in. za sprawą słynnej opery Ryszarda Wagnera, odzwierciedlał wg Rahna motyw walki światła z ciemnością pochodzący z pism i pieśni religijnych katarów[43].

Efekty swych przemyśleń podczas służbowych podróży po Europie Rahn zawarł w swym dzienniku zatytułowanym Luzifers Hofgesind. Eine Reise zu Europas guten Geistern (Dwór Lucyfera. Podróż do dobrych duchów Europy) z 1937 roku. Późniejsi badacze doszukali się różnic między jego pierwszą a drugą książką, mogących wskazywać na ingerencję machiny SS w treść tej ostatniej (obecność topornych wątków rasowych i antysemickich)[44].

Okoliczności zakończenia działalności Rahna w SS pozostają niejasne. W 1937 roku odbył czteromiesięczną służbę w dywizji SS-Totenkopf „Oberbayern”, w obozie koncentracyjnym Dachau, co mogło być formą kary lub zdyscyplinowania.

W lutym 1939 r. formalnie wystąpił z SS, a w marcu zmarł wskutek zamarznięcia podczas górskiej wyprawy[45], w czym dopatrywano się właściwego doktrynie katarów sakramentalnego samounicestwienia poprzez długotrwały post – tzw. endura – co miało zapewnić zbawienie i życie wieczne[46]. Źródła sugerują jednak przedawkowanie środków nasennych. Himmler oficjalnie uznał czyn Rahna za honorowe samobójstwo popełnione dla odkupienia win[47].

Wśród przyczyn (win?), które mogły ostatecznie zaważyć na rozstaniu Rahna z organizacją, wspomina się wątpliwości kierownictwa SS co do zasadności kontynuacji jego prac badawczych, odmienne poglądy, a nawet domniemaną niemożność dostarczenia wymaganego zaświadczenia o pochodzeniu rasowym[48].

W jednym z opublikowanych listów Rahn stwierdził, że „…niemożliwym jest dla tolerancyjnego, liberalnego człowieka, jak ja, żyć w kraju, jakim moja ojczyzna się stała”[49]. Nie jest jasne, czy miał na myśli panujący w Rzeszy system sam w sobie, czy jego groźną ewolucję związaną z nadchodzącą nieuchronnie wojną. W każdym razie dla Rahna zabójcza okazała się rozbieżność między jego własnym modelem idealizmu, a tym, w którym narodowy socjalizm ostatecznie się ulokował.

Dystrybucja publikacji Rahna przez SS była kontynuowana także po jego śmierci, co świadczy o tym, że ich treść przedstawiała jednak dla „zakonu” pewną wartość.

W tym samym (1939) roku, swój ponury kres osiągnęła także kariera Karla Wiliguta. Weisthor zmuszony był odejść z SS krótko przed wybuchem wojny, oficjalnie ze względu na podeszły wiek i zły stan zdrowia, lecz faktem jest, że wyszedł wówczas na jaw jego kilkuletni pobyt w zamkniętym zakładzie dla umysłowo chorych w Salzburgu, gdzie osadzono go w latach 1924-1927 z diagnozą schizofrenii, paranoi i megalomanii, jako osobę niezdolną do kierowania własnymi sprawami[50].

Himmler mógł obawiać się, że obecność w najbliższym otoczeniu ministra Rzeszy osoby z doświadczeniem przymusowego leczenia psychiatrycznego zaszkodzi jego (Himmlera) wizerunkowi, o ile zbrodniarzowi uważającemu się za inkarnację Henryka Ptasznika mogło jeszcze coś zaszkodzić.  

Po roku 1939 Wiligut nie odegrał już żadnej roli, jedynie tułał się po Niemczech do swej śmierci w roku 1946.

Nasuwa się na koniec kilka konkluzji.

Dynamiczny i regresywny charakter epoki przeciwdziałał próbom trwałego obudowania nazizmu głębszą, duchową, quasi-religijną treścią. Evola powiedziałby, że kres cyklu cywilizacyjnego zdominowany przez materializm nie sprzyja tworzeniu arystokracji ducha. Spoglądając praktycznie, próby nie mogły się udać z powodu krótkiego żywota ideologii konstytuującej III Rzeszę. Kształtowanie się wyznań religijnych i systemów filozoficznych to zbyt złożony i długotrwały proces, by coś znaczącego mogło się wykluć w tak krótkim czasie.

Co do wolności religijnej – obywatele Rzeszy nie musieli obawiać się represji za sam fakt identyfikacji z konkretnym wyznaniem. Można nawet mówić o pewnym zakresie tolerancji w tej konkretnej dziedzinie. Jednakże błędne jest moim zdaniem mniemanie, że ruch nazistowski zakładał w praktyce zachowanie chrześcijaństwa, perspektywę jego kontynuacji choćby w ograniczonej i wypaczonej formie. Chrześcijaństwo podporządkowane ideologii (jakiejkolwiek) staje się składnikiem tej ideologii, tracąc swój konstytutywny przekaz. Dla nazisty ukrzyżowanie symbolizuje zemstę Żydów, zamiast symbolizować po prostu bezsens grzechu.

Zredukowanie chrześcijaństwa do obumierającej tkanki było widoczne w Rzeszy w postaci pronazistowskiego tzw. pozytywnego chrześcijaństwa, otwartego na nazizm, ale zamkniętego na Rzym, a w naszych czasach widoczne jest choćby w postaci licznych „otwartych na współczesny świat”, ale zamkniętych na tradycję, środowisk pseudokatolickich, podporządkowanych całkowicie ideologii liberalnej lub pseudoliberalnej.  

SS było w ramach żywiołu nazistowskiego strukturą odrębną organizacyjnie, ale nie światopoglądowo. Krajobraz wyznaniowy „zakonu”, który w założeniu miał być czołówką najwierniejszych narodowych socjalistów, w dużym stopniu odzwierciedlał sytuację w całym ruchu, a ten, choć z dystansu mógł wydawać się monolitem, zdradzał oznaki subtelnych podziałów na jednostki (i koterie) światopoglądowo bardziej radykalne (jak Himmler, Bormann, Heydrich, Rosenberg) i bardziej zachowawcze (Göring, Goebbels, Kaltenbrunner, Koch).

Różnice w podejściu do religii między nazistami, np. radykalnym Bormannem i jego bardziej umiarkowanymi oponentami, nie rozdzierały ruchu, choć bywały odczuwalne jako konkretne posunięcia w polityce wyznaniowej.

Nad wszystkim panował niespójny, niejasny pod względem wyznaniowym, wygłaszający niejednoznaczne i dające możliwość różnych interpretacji opinie Hitler, który wiele razy, zwłaszcza w gronie współpracowników, krytykował tradycyjne religie, lecz formalnie nigdy z Kościoła nie wystąpił.

Dodajmy, że nieraz wyrażał niechęć wobec „wybujałych teorii” i stawiał narodowy socjalizm jako ideologię ludu niemieckiego tj. robotników i chłopów, w kontrze do wizji „intelektualistów”. „Nowa religia partyjna mogłaby jedynie spowodować powrót do mistycyzmu średniowiecza. Rosnący mit SS pokazał to wystarczająco wyraźnie, podobnie jak nie dający się przeczytać Mit XX wieku Rosenberga” – stwierdził podczas jednej z pogadanek w Obersalzbergu[51].

Martwy Heinrich Himmler
Fot. Wikimedia Commons

Postawa wodza była prawdopodobnie najistotniejszym czynnikiem, który powodował, że na funkcjonariuszach niemieckiej rewolucji nie wywierano silnej presji na wystąpienie z Kościołów. Dlaczego mieliby to robić, jeżeli sam Führer nie uznał tego za konieczne? Członek SS nie musiał identyfikować się z konkretnym wyznaniem.

Wystarczyła identyfikacja z ideologią wykluczającą empatię wobec szeroko rozumianego wroga i bezwzględne posłuszeństwo, które ostatecznie doprowadziło do czynów najgorszych z możliwych.   


Bibliografia:

  • J. Drozdowicz, Totalitarna duchowość w nazistowskich Niemczech. O roli religii w modelu edukacji
          autorytarnej
    , „Przegląd Religioznawczy” 1 (271)/2019.
  • A. van Dyle, Hitleryzm a religia, „Przegląd Powszechny” 1932, 196, nr 586.
  • N. Goodrick-Clarke, Okultystyczne źródła nazizmu: tajne kulty aryjskie oraz ich wpływ na ideologię
       nazistowską, ariozofowie z Austrii i Niemiec 1890–1935
    , tłum. J. Prokopiuk, J. Tyczyńska, Bellona,
       Warszawa 2001.
  • A. Hitler, Moja walka, tłum. I. Puchalska, P. Marszałek, Scripta Manent, Krosno 1992.
  • A. Kmak-Pamirska, Elementy „religijne” w ideologii i obrzędach narodowosocjalistycznych Trzeciej
       Rzeszy
    , „Acta Universitatis Wratislaviensis. Studia nad Autorytaryzmem i Totalitaryzmem” 2012, 34,
       nr 2.
  • A. Kmak-Pamirska, Religia w czasach Trzeciej Rzeszy, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2010.
  • Przedhitlerowskie korzenie nazizmu czyli dusza niemiecka w świetle filozofii i religioznawstwa,
       red. B. Grott, O. Grott, Wydawnictwo von Boroviecky, Warszawa 2018.
  • R. Steigmann-Gall, „The Holy Reich” Religious dimensions of nazi ideology, 1919-1945, University of
       Toronto, Toronto 1999.
  • P. Szuppe, Omówienie mistycyzmu nazistowskiego w polskiej debacie naukowej, „Studia Historyczne”,
       2017, R. LX, Z. 1 (237).
  • P. Szuppe, Przedstawienie mistycznych źródeł nazizmu w polskiej literaturze historyczno-filozoficznej,
      „Studia Historyczne” 2016, R. LIX, 2016, Z. 4 (236).
  • P. Taufer, „Tradycja Pierwotna” a Tradycja katolicka, Te Deum, Warszawa 2012.
  • K. Wojtasik, Otto Rahn i poszukiwania świętego Graala, „Przegląd Religioznawczy” 2014, nr 3 (253).
  • K. Wojtasik, Karl Maria Wiligut – „Rasputin Himmlera”, „Studia Niemcoznawcze” 2014.

Źródła internetowe:

  • J. Evola, Zmurzynienie Ameryki, dostęp: 15.12.2021.
  • G. Kantecki, Karl Maria Wiligut. Pierwszy okultysta nazistowskich Niemiec, dostęp: 28.04.2021.
  • P. Longerich, Heinrich Himmler: A Life, Oxford–Oxford University Press, New York 2012.
  • J. Lubecka, Hitler jako człowiek religijny?, Instytut Pamięci Narodowej, Przystanek Historia,
      dostęp: 22.11.2022.
  • Otto Rahn Biography, otto-rahn.com, dostęp, 12.11.2022.
  • A. Ucińska, Otto Rahn i ostatnia krucjata, dostęp: 25.05.2010.
  • A. Zwoliński, Reinkarnacja i wędrówka dusz, Wydawnictwo Petrus 2008, fragment: W służbie faszyzmu, dostęp: 15.11.2022.

[1] A. Hitler, Moja walka, tłum. I. Puchalska, P.Marszałek, Scripta Manent, Krosno 1992, dostęp: 22.11.2022.

[2] J. Lubecka, Hitler jako człowiek religijny?, Instytut Pamięci Narodowej, Przystanek Historia, dostęp: 22.11.2022.

[3] Ibidem.

[4] P. Szuppe, Omówienie mistycyzmu nazistowskiego w polskiej debacie naukowej, „Studia Historyczne” 2017, R. LX, Z. 1 (237), s. 51.

[5] R. Steigmann-Gall, „The Holy Reich” Religious dimensions of nazi ideology, 1919-1945, University of Toronto, Toronto 1999, s. 113

[6] ibid., s. 115

[7] Ibid., s. 128.

[8] Ibid., s. 129.

[9] Ibid., s. 233.

[10] Ibid., s. 236-237.

[11] Ibid., s. 238.

[12] Ibid.

[13] Ibid.

[14] Ibid., s. 356.

[15] Ibid. s. 356-357.

[16] Ibid. s. 395-396.

[17] Ibid. s. 397.

[18] Ibid. s. 397-398.

[19] P. Longerich, Heinrich Himmler: A Life, Oxford–Oxford University Press, New York 2012.

[20] R. Steigmann-Gall, op. cit., s. 398.

[21] H. Ziegler, Nazi Germany’s New Aristocracy: The SS Leadership, 1925–1939, Princeton University Press,
    Princeton–New Jersey 2014, s. 85.

[22] A. Kmak-Pamirska, Elementy „religijne” w ideologii i obrzędach narodowosocjalistycznych Trzeciej Rzeszy, „Acta Universitatis Wratislaviensis. Studia nad Autorytaryzmem i Totalitaryzmem” 2012, 34, nr 2, s. 31.

[23] R. Steigmann-Gall, op. cit., s. 240.

[24] Ibid. s. 240.

[25] Ibid. s. 394.

[26] Ibid. s. 385.

[27] A. Kmak-Pamirska, Elementy „religijne”…, op. cit. s. 31.

[28] P. Szuppe, Omówienie mistycyzmu…, op. cit., s. 58.

[29] A. Zwoliński, Reinkarnacja i wędrówka dusz, Wydawnictwo Petrus 2008, Kraków 2008, fragment: W służbie
    faszyzmu,
https://opoka.org.pl/biblioteka/I/IR/reinkarnacja_i_wedrowka_04.html , dostęp: 15.11.2022 r.

[30] N. Goodrick-Clarke, Okultystyczne źródła nazizmu: tajne kulty aryjskie oraz ich wpływ na ideologię
    nazistowską, ariozofowie z Austrii i Niemiec 1890–1935
, tłum. J. Prokopiuk, J. Tyczyńska, Bellona, Warszawa
    2001, s. 256.

[31] Ibid., s. 130.

[32] N. Goodrick-Clarke, op. cit., s. 263.

[33] R. Steigmann-Gall, op. cit., s. 236.

[34] P. Taufer, „Tradycja Pierwotna” a Tradycja katolicka, Te Deum, Warszawa 2012, s. 9.

[35] Ibid., s. 7.

[36] J. Evola, Zmurzynienie Ameryki, dostęp: 15.07.2021.

[37] N. Goodrick-Clarke, op. cit., s. 266.

[38] Otto Rahn Biography, otto-rahn.com, dostęp: 12.11.2022.

[39] Ibid.

[40] Nigel Graddon, Otto Rahnand the Quest for the Holy Grail, Adventures Unlimited Press, Kempton, Illinois,
    2008,Conservative revolution, web.archive.org, dostęp: 22.11.2022.

[41] Ibid.

[42] K. Wojtasik, Otto Rahn i poszukiwania świętego Graala, „Przegląd Religioznawczy”, 2014, nr 3 (253), s. 143.

[43] Ibid., s. 140.

[44] Ibid., s. 136.

[45] N. Goodrick-Clarke, op. cit., s. 266.

[46] Nigel Graddon, Otto Rahnand the Quest for the Holy Grail, Adventures Unlimited Press, Kempton, Illinois, 2008, Conservative revolution, web.archive.org, dostęp: 22.11.2022.

[47] A. Ucińska, Otto Rahn i ostatnia krucjata, https://www.focus.pl/artykul/otto-rahn-i-ostatnia-krucjata, dostep:
    25.05.2010.

[48] Otto Rahn Biography, otto-rahn.com, dostęp: 12.11.2022.

[49] Nigel Graddon, Otto Rahnand the Quest for the Holy Grail, Adventures Unlimited Press, Kempton, Illinois, 2008, Conservative revolution, web.archive.org, dostęp: 22.11.2022.

[50] N. Goodrick-Clarke, op. cit., s. 257.

[51] R. Steigmann-Gall, op. cit., s. 408.

Comments are closed.