Słowiański przewodnik po świętowaniu

Słowiański przewodnik po świętowaniu |Recenzja

Anna Stasiak, Słowiański przewodnik po świętowaniu

Czy istnieje coś takiego jak magia świąt i co to właściwie oznacza? Komercjalizacja sprawia, że znicze na grobach nie zdążą się dopalić po Wszystkich Świętych, a już zewsząd atakują nas reklamy i produkty bożonarodzeniowe, a kiedy ledwo wskoczymy w Nowy Rok, półki sklepowe już są pełne ozdób wielkanocnych. Mimo to w Wigilię jak zawsze zostawiamy puste nakrycie, a w wielu miejscach ludzie wciąż oblewają się wodą w Lany Poniedziałek. Tradycja trwa, choć sposoby jej podtrzymywania się zmieniają. Jak daleko sięgają korzenie obrzędów, które znamy? Co to znaczy świętować jak Słowianin? Anna Stasiak stworzyła Słowiański przewodnik po świętowaniu, który odpowiada na te i inne pytania.

Niesamowite, jak „słowiański Instagram” rośnie w siłę w ostatnich latach. Konto autorki, prowadzone pod nazwą – a jakże – Słowiański Przewodnik, było jednym z pierwszych, które zaczęłam obserwować kilka lat temu na swoich prywatnych social mediach. Przyznam, że w związku z tym na premierę książki czekałam z ekscytacją. Czy było warto? – Nie będę owijać w bawełnę i powiem od razu: jeszcze jak!

Wydanie

Słowiański przewodnik po świętowaniu jest po prostu pięknie wydany. Już sama okładka przyciąga wzrok, choć przyznam, że pomarańczowy nie jest moim ulubionym kolorem. Niemniej jednak cała szata graficzna – autorstwa Hanny Doli – jest zachwycająca. Zarówno okładka, jak i wszystkie pozostałe ilustracje, wymagają od czytelnika skupienia i dosłownie wciągają, bo im dłużej się je ogląda, tym więcej szczegółów i słowiańskich smaczków można dostrzec.

Ilustracje są kapitalnym uzupełnieniem treści, która podzielona jest według pór roku. Skojarzenia z Reymontem chyba nie da się uniknąć, bowiem świętowanie zaczynamy od jesieni. Całość opatrzona jest dosłownie setkami przypisów, które zajmują prawie trzydzieści (!) stron na końcu książki, zatem czytelnik może być spokojny o dogłębny research.

Historia badań nad religią Słowian jest historią rozczarowań[1]

Zaryzykuję tezę, że niemal w każdej książce analizującej historię lub jakieś aspekty życia Słowian pada stwierdzenie, że Słowianie byli niepiśmienni, w związku z czym nie mamy źródeł „z pierwszej ręki”. Skąd zatem czerpać wiedzę? Autorka poleca dodanie do materiału historycznego również znalezisk archeologicznych, analiz językoznawców, a także porównanie ich z badaniami etnograficznymi.

Inną kwestią, podnoszoną równie często, jest wchłonięcie i przekształcenie pogańskich obrzędów przez chrześcijaństwo. W tym przypadku podejście autorki również mnie przekonuje: Świętowanie było – a w znacznej mierze nadal jest! – niejednorodne i wynikało ze zderzenia starego z nowym. Ulegało wpływom i transformacjom, a jednocześnie uparcie powielało pewne schematy, mimo częściowego zaniku pierwotnych treści.

To wszystko uświadamia, że współcześnie trudno mówić o świętowaniu słowiańskim bez uwzględnienia chrześcijańskiego kalendarza liturgicznego. Mimo to ślady przedchrześcijańskich praktyk obecne w słowach i czynnościach pozwalają na możliwie najbardziej prawdopodobną rekonstrukcję pierwotnych wierzeń.

Tym bowiem były święta – przeciwieństwem codzienności

Słowiański przewodnik po świętowaniu jest napakowany informacjami. Poszczególne święta dają pretekst do szerszego omówienia na przykład tła historycznego, wykorzystania w sztuce czy sposobów świętowania w różnych regionach Słowiańszczyzny. Świętowanie przedstawione jest nie tylko jako obchody uroczystości pod konkretną datą. Mogą nim być także czynności codzienne, mające na celu uczczenie przodków i/lub duchów domowych, które mają zapewnić pomyślność i opiekę.

Autorka dużo miejsca poświęca również słowiańskiemu panteonowi bóstw, demonów i innych istot nadprzyrodzonych. Robi to w taki sposób, że chociaż świętowanie jest główną osią, to Słowiański przewodnik…  jest także dobrze skrojonym kompendium wiedzy, które słowiańskiego laika wprowadzi w temat, a osobom bardziej obeznanym uporządkuje wiedzę.

Każda przeczytana strona daje odczuć, że Anna Stasiak przelała na papier zarówno pasję, jak i lata zgłębiania wiedzy na temat kultury Słowian. Konkrety przeplatają się z plastycznymi opisami, nie brakuje również subtelnego ironizowania czy sarkazmu.

Jesteśmy istotami symbolicznymi

Słowiański przewodnik… jest napisany w taki sposób, że z jednej strony jest wypełniony wiedzą popartą setkami źródeł, a z drugiej jest w nim też coś przyjemnie swojskiego – może na co dzień zapomnianego, ale znajomego, jeśli się nad tym zastanowić. Podczas lektury często myślami wracałam na wieś i wakacje u dziadków – takie, jakie pamiętam z dzieciństwa. Echa dawnych wierzeń wydawały się wtedy nieco głośniejsze.

Jednak kiedy się głębiej nad tym zastanowić, okaże się, że wiele zwyczajów kultywujemy praktycznie bez zastanowienia od setek, a może tysięcy lat. Dobrym i dość oczywistym przykładem jest topienie Marzanny – forma może i uległa zmianom, ale sens pozostał, nawet jeśli tylko w formie zabawy – to jest kontynuowany, a tradycja pozostaje podtrzymana.

Ogromnie podoba mi się również to, że autorka pisze z szacunkiem do różnych systemów religijnych. Z jednej strony nie szczędzi brutalnych cytatów z materiałów źródłowych, ale z drugiej omawia dawne zabobony, które dziś słusznie uważamy za niedorzeczne, krzywdzące lub seksistowskie, przedstawiając ich kontekst i uwarunkowania historyczne czy społeczne. Nie ocenia, a to ważne przy dzieleniu się wiedzą.

Słowiański przewodnik poświętowaniu – podsumowanie

Wyczekiwałam premiery Słowiańskiego przewodnika… i się nie zawiodłam. Lektura od początku do końca była ucztą. Nie czytałam lepszej książki na rozpoczęcie przygody ze słowiańskością. Na usystematyzowanie słowiańskiej wiedzy również. Polecam z czystym sumieniem.


Wydawnictwo Insignis
Ocena recenzenta: 6/6
Aleksandra Bernatek-Krakowiak


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Insignis. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.


[1] wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki

Comments are closed.