Statek Batavia. Śmiertelny rejs

Wyprawa slupem na Jawę

Los uśmiechnął się do kupca Pelsaerta i oficerów, choć podczas tej żeglugi cierpieli głód, pragnienie, nieznośny upał za dnia i odbierający siły chłód nocą. Po 26 dniach żeglugi, 3 lipca 1629 roku, w cieśninie Sudańskiej natknęli się na trzy statki VOC. Na pokład przyjął ich Sardam i po czterech kolejnych dniach, 7 lipca, przybyli na Jawę, a konkretnie do Batawii.

W roku 1629 stanowisko gubernatora Batawii z ramienia VOC, zresztą po raz drugi w karierze, piastował Jan Pieterszoon Coen. To były niespokojne czasy, w latach 1628-1629 bowiem faktorię dwukrotnie oblegały wojska sułtana Agunga i podczas drugiego oblężenia – 21 września 1629 roku – Coen zmarł na skutek wybuchu epidemii cholery. Była to postać nietuzinkowa. Pobierał nauki w Rzymie i zatrudniony przez VOC osiągnął z handlu tak dużą prowizję, iż szybko awansował w strukturach Kompanii. To z jego inicjatywy powstała Batawia, która przekształciła się w stolicę Holenderskich Indii Wschodnich. Dzięki jego polityce VOC stała się największym europejskim graczem w tym rejonie świata. Zasługi były tak wielkie, iż jeszcze w XX wieku uznawano Coena za holenderskiego bohatera, wybielając jego postać.

Jan Pieterszoon Coen
Fot. Wikimedia Commons

Miał jednak drugie, okrutne oblicze. Jako kalwinista dotrzymywał wprawdzie umów z miejscowymi władcami, ale bezpardonowo niszczył wszelką konkurencję. Najgłośniejsza była pacyfikacja wyspy Banda, na której uprawiano gałkę muszkatołową. Pomimo umów na wyłączność, podpisanych pod groźbą muszkietów z VOC, tubylcy pokątnie sprzedawali też towar Anglikom. Jan Pieterszoon Coen przy pomocy japońskich najemników wybił i przesiedlił ludność wyspy, tak iż z 15 tysięcy pozostało ich tam niespełna tysiąc. Z wywiezionych w charakterze niewolników do Batawii przeżyło ledwie kilkuset.

Prawdziwą jest również opowieść o powierzonej jego opiece Coenie Saartje Specx, której o mało nie utopił w beczce z wodą, nakrywszy dziewczę na schadzce z chorążym – Pieterem Cortenhoeffem. Przebłagany, kazał wychowankę wychłostać, a jej absztyfikanta ściąć.

Wróćmy jednak do komandora Pelsaerta i jego wyprawy ratunkowej. Po przybyciu statków i złożeniu relacji kapitan Batavii Adriaen Jacobsz i starszy bosman Jan Everszt zostali aresztowani za próbę przejęcia jednostki. Ten pierwszy trafił do więzienia, drugiego gubernator Coen poddał torturom i po wyjawieniu planów przejęcia Batavii powiesił 10 lipca.

Z uwagi na złą pogodę dopiero 15 lipca 1629 roku starszy kupiec Pelsaert wraz z 26-osobową załogą wyruszył na pokładzie jachtu Sardam (Zaandam) na pomoc rozbitkom. Nie mieli jednak szczęścia, poza tym otrzymali błędne instrukcje od kapitana Jacobsza dotyczące położenia wraku: według niego wrak leżał na dnie 28°15′ lub 28°20′ szerokości południowej, a faktycznie było to: 28°30′ tej szerokości. Dotarli do raf dopiero po 63 dniach – 16 września 1629 roku. Ich podróż trwała dwukrotnie dłużej niż zakładali.

Gdy w drugiej połowie września 1629 roku podpłynęli w okolice wraku, zobaczyli na Wysokiej Wyspie dym i spuścili łódź, na której pokład zabrali beczkę wody, chleb i baryłkę wina. Po drodze natknęli się na prymitywnej roboty łódź wiosłową z czterema osobami na pokładzie, którymi dowodził szeregowy Wiebbe Hayes. Zdziwienie Pelsaerta wzbudziła nietypowa broń tych ludzi. Wtedy usłyszeli o wszystkim tym, co działo się na wyspach podczas ich nieobecności i o planach aptekarza Cornelisza, by przejąć jacht idący rozbitkom na ratunek.

Gdy dwie łodzie rozbitków ubranych w dziwaczne czerwone stroje uszyte z laken podpłynęły do jachtu, starszy kupiec Pelsaert wiedział, czego się spodziewać. Dowodził nimi w zastępstwie byłego aptekarza – Jan Hendricxsz. Niedoszli piraci zostali aresztowani. Wieczorem pulę więźniów uzupełnił jeniec szeregowego Hayesa – Jeronimus Cornelisz. Jak doszło do uwięzienia jedynego oficera, który pozostał z rozbitkami na wyspach i dlaczego tak się stało, wyjaśnię w poniższych akapitach.

Rozbitkowie

Po odpłynięciu dowódców na Jawę wśród pozostawionych samym sobie ludzi zapanowała rozpacz. 70-osobowa grupa na wraku piła i mordowała się wzajemnie, tak że po dziewięciu dniach, gdy statek rozpadł się całkowicie, żyły jedynie 24 osoby. Wśród ocalałych, którzy na prymitywnych tratwach dotarli na wyspę Beacon, nazwaną przez nich Kerkhof, był jedyny oficer kompanii VOC – młodszy kupiec (niderl. onderkoopman) Jeronimus Cornelisz.

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*