Jednym precyzyjnym strzałem można zatrzymać natarcie całej armii. Historia zna takich ludzi – samotnych łowców, którzy z ukrycia zmieniali bieg bitew, a czasem nawet wojen. Snajperzy, których zabrakło we wrześniu 1939 roku, mogli nie ocalić Polski, ale z pewnością sprawiliby, że wróg zapłaciłby za każdy krok o wiele wyższą cenę. Zamiast tego była zwłoka, wahanie i stracona szansa, która do dziś brzmi jak wyrzut.
Każda współczesna, nowoczesna armia ma w swoim składzie snajperów. Za sprawą takich filmów jak „Snajper” w reżyserii Clinta Eastwooda czy „Wróg u bram” Jean-Jacquesa Annauda – opartych częściowo na autentycznych życiorysach – etos wyborowych strzelców trafił do szerokiej rzeszy odbiorców, obok komandosów rozpalając umysły młodych chłopców.
Dzieje strzelców wyborowych mają jednak długą historię. Takie wojny jak secesyjna w USA, krymska, francusko-pruska czy rosyjsko-japońska potwierdziły niezwykłą skuteczność strzelców wyborowych na polu walki. Do tego stopnia, że po tej ostatniej niektóre armie ujednoliciły mundury oficerów i żołnierzy, by niejako ukryć dowódców przed snajperami.
I wojna światowa przyniosła zwłaszcza na froncie zachodnim dalszy rozkwit strzelectwa wyborowego. Wybrani żołnierze wyposażeni w dobrą broń z celownikami optycznymi, działający z ukrytych stanowisk, polowali na żołnierzy przeciwnika, szczególnie na oficerów, łączników, obserwatorów artyleryjskich.
Nic więc dziwnego, że w odradzającym się Wojsku Polskim II Rzeczpospolitej również pomyślano o przygotowaniu strzelców wyborowych i wyposażeniu ich w odpowiednio celną broń oraz specjalistyczne celowniki optyczne. W grudniu 1928 roku podczas konferencji poświęconej organizacji naszej piechoty zaproponowano wyposażenie jednego strzelca w drużynie piechoty w dobry karabin z optycznym celownikiem zapewniającym naprawdę dużą celność ognia.
Musiało niestety upłynąć prawie dwa i pół roku aby najwyżsi wojskowi decydenci uznali, że pomysł jest rzeczywiście godny uwagi i wreszcie w kwietniu 1931 roku szef Departamentu Uzbrojenia MSWojsk. wydał decyzję o rozpoczęciu badań nad celownikami. Prace nad nimi powierzono Polskim Zakładom Optycznym w Warszawie.
Polskie tradycje strzelców wyborowych
Do wykorzystywania uzdolnionych strzelecko żołmierzy w polskich oddziałach dochodziło jednak o wiele wcześniej. Artur Panasiuk i Przemysław Wójtowicz w książce „Zanim naciśniesz spust. Pierwszy poradnik polskich snajperów” wspominają o sytuacji, która miała mieć miejsce podczas bitwy polsko-szwedzkiej pod Tczewem w sierpniu 1627 roku. W drugim dniu bitwy Szwedzi zbliżyli się do jednej z grobli na Wiśle, której bronili Polacy.
Król szwedzki Gustaw Adolf, jak miał w zwyczaju, wysunął się na czoło, by osobiście przyjrzeć się walce. Przez lunetę dostrzegł go dowódca polskiej roty pieszej Samuel Stanisław Nadolski. Wezwał wtedy swoich dwóch najlepszych muszkieterów i wskazał im władcę. Strzelcy wykazali się kunsztem i król spadł z konia trafiony w szyję i ramię. Ciężka rana Gustawa Adolfa spowodowała wstrzymanie szwedzkiego natarcia. Niebawem też król wrócił do Szwecji. „Postrzelenie szwedzkiego króla to jeden z pierwszych udokumentowanych przypadków, gdy precyzyjny strzał wstrzymał natarcie i ruch armii” – czytamy w książce.
Ideę utworzenia specjalnych oddziałów strzelców celnych w Wojsku Polskim historycy wojskowości przypisują Tadeuszowi Kościuszce. Podczas amerykańskiej wojny o niepodległość w latach 1775–1783 widział on skuteczność ochotniczych oddziałów amerykańskich myśliwych oraz farmerów uzbrojonych w broń myśliwską tak zwaną kentucky rifles, którzy zadawali nią duże straty wojskom brytyjskim.
Polscy strzelcy uzbrojeni w gwintowane sztucery (wytwarzane w Kozienicach) wzięli udział w wojnie polsko-rosyjskiej 1792 roku toczonej w obronie Konstytucji 3 maja, a także podczas insurekcji 1794 roku. Uczciwie mówiąc nie był on w Europie pierwszy. W Prusach oddziały jegrów (po niemiecku Jäger – strzelec, myśliwy) zaczęto tworzyć w roku 1744, w Austrii – w roku 1758, wykorzystując je m.in. w II wojnie śląskiej i w wojnie siedmioletniej.
W Polsce Kościuszko był prekursorem. W październiku 1789 r. przedstawił na sejmie projekt sformowania oddziałów tzw. strzelców celnych. Amerykańskim wzorem miano do nich przyjmować leśniczych i myśliwych, a zwłaszcza – Kurpiów, którzy słynęli z umiejętności strzeleckich. W bitwie mieli oni prowadzić precyzyjny ogień z dużej odległości, w przeciwieństwie do piechoty liniowej prowadzącej zmasowany ogień oddawany salwami.
W 1791 r. ukazała się przygotowana przez Kościuszkę specjalna „Instrukcja ćwiczenia strzelców celnych”. Zakładała, że w każdej kompanii będzie 15 strzelców i jeden podoficer. Do 1792 r. wyszkolono 896 strzelców w siedmiu regimentach piechoty. Złożone z nich jednostki uczestniczyły w wojnie polsko-rosyjskiej w 1792 r. i powstaniu kościuszkowskim w 1794. Broń dla nich, gwintowane sztucery sprowadzono z z Prus (500 sztuk) a 400 wyprodukowano w królewskiej manufakturze w Kozienicach.
Bataliony strzelców celnych jako jednostki nieregularne tworzono także podczas powstania listopadowego. Kompletowały je poszczególne ziemie, województwa, a także osoby prywatne. Sformowano 11 batalionów.
Wróćmy jednak do II Rzeczpospolitej.
Gonimy króliczka
W wyniku strzelań odbytych w październiku 1931 roku Polskie Zakłady Optyczne opracowały nowy, poprawiony celownik. W marcu 1932 roku specjaliści z departamentu uzbrojenia uznali celownik PZO za lepszy od niemieckiego i jednocześnie za nadający się do praktycznego zastosowania w oddziałach, „w celu przeprowadzenia szerokich studiów i wypracowania własnej doktryny użycia strzelców wyborowych w walce”.
Co więcej na początku 1933 roku zamówiono nawet w PZO łącznie 92 celowniki optyczne do kbk w cenie po 400 zł za sztukę. Jednak w styczniu 1934 roku znów odbyła się w IBMU konferencja pod przewodnictwem ppłk. inż. T. Felsztyna w sprawie dotychczasowych wyników prób i … tym razem stwierdzono, że obecny typ celownika nie odpowiada potrzebom bojowym, głównie z powodu osadzenia i że będzie służył tylko do szkolenia.
PZO się postarały i w maju 1934 roku pierwszy egzemplarz celownika osadzonego poosiowo poddano próbom. Mimo pozytywnych wyników badań, Departament Piechoty nie był w pełni zadowolony i wysunął w listopadzie nowe żądania dotyczące lunet celowniczych. Co ciekawe pomimo nowych wymagań, Departament Piechoty chciał wprowadzić zbadany już typ do wyposażenia WP jako przejściowy. Stanowisko to spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem szefa Departamentu Uzbrojenia, który stwierdził, że wprowadzenie do uzbrojenia przejściowego typu celownika byłoby szkodliwe zarówno pod względem zaopatrzeniowym, jak i budżetowym.
Wydawało się jednak, że chęć wprowadzenia snajperów do WP jest szczera. Postanowiono bowiem wybrać, przygotować i przeszkolić żołnierzy do roli strzelców wyborowych. Jednocześnie rozesłano do jednostek piechoty 1131 kb i kbk wybranych w toku produkcji, a wyróżniających się celnością i określonych jako wyborowe.
Na początku 1935 roku w PZO powstał nowy model celownika optycznego, zgodny z ostatnimi wymaganiami i przeszedł próby z dobrym wynikiem. W związku z tym Komitet ds. Uzbrojenia i Sprzętu zlecił ocenę celownika i po zapoznaniu się z materiałem uznał za wskazane posiadanie opracowanego typu celownika optycznego, określonego jako wz. 1935. Ze względu jednak na „stosunkowo niewielką pilność zagadnienia i ze względów budżetowych” Komitet sprzeciwił się natychmiastowemu jego wprowadzeniu do uzbrojenia WP.
I dalej to już była tylko gra pozorów. Między innymi w 1935 roku 20 lunet i 26 kb wz. 1898 wyborowych było używanych w oddziałach KOP. W 1938 sześć lunet było w różnych oddziałach. W opracowaniu na temat wojennych potrzeb piechoty, z listopada tegoż roku, uwzględniono w drużynach piechoty strzelców wyborowych. Postulowano jednak wyposażenie ich nie w kb powtarzalne, ale samopowtarzalne. Wiemy też, że przed wojną w magazynach i jednostkach znajdowało się 347 kb wyborowych z podstawami do lunet. Z tego 100 szt. były to kb produkcji polskiej i 247 produkcji niemieckiej. Celowników optycznych było 116, z czego 110 znajdowało się dyspozycyjnej rezerwie bieżącej MSWojsk., w Głównej Składnicy Uzbrojenia nr 1. Zapewne jak wiele innego uzbrojenia wpadły w ręce niemieckiego agresora.
Krótkowzroczność decydentów
Odłożenie produkcji i zaniechanie wprowadzenia celowników optycznych dla wyszkolonych strzelców wyborowych było błędem wojskowych II RP. Trzy tysiące snajperów w pułkach piechoty i jazdy (po 1 strzelcu na pluton, łączny koszt celowników ok. 900 tys. zł) nie zmieniłoby wyniku wojny, ale przyczyniłoby się do znacznie większych strat Niemców w toku kampanii wrześniowej. Dzięki nim mógłby się też załamać nie jeden niemiecki atak. Dowiódł tego dalszy przebieg wydarzeń.
Liczba snajperów we wszystkich walczących armiach systematycznie rosła wraz z czasem trwania II wojny światowej. Najlepsi snajperzy stawali się bohaterami narodowymi i obiektami intensywnej propagandy oraz źródłem podnoszenia morale.
Świetnym przykładem jest tu fiński strzelec wyborowy walczący z rosyjskim wojskiem podczas agresji ZSRR na Finlandię, czyli podczas tzw wojny zimowej 1939–1940. Simo Häyhä – uznawany za najskuteczniejszego snajpera w historii wojen, w ciągu 98 dni (do chwili kiedy został ciężko ranny) zabił 542 agresorów z karabinu i podobno jeszcze ok. 250 w zasadzkach z pistoletu maszynowego.
Sowieci nazwali go „białą śmiercią”, wzbudzał panikę w szeregach wroga, który starał się zlikwidować budzącego grozę snajpera wszelkimi metodami. Wysyłali przeciwko Simo własnych snajperów z których pięciu groźny Fin zabił, rejon w którym działał ostrzeliwali z dział i moździerzy, a nawet wzywali lotnictwo i bombardowali obszary prawdopodobnej obecności Simo Häyhä.
To najlepiej świadczy jak ważna – nie tylko z powodu ilości zastrzelonych wrogów – może być rola strzelców wyborowych. Dlatego swoich strzelców wyborowych miały wszystkie ważne armie z okresu II wojny światowej, a ich rola rosła wraz upływem czasu wojny. Najlepszy niemiecki snajper Matthäus Hetzenauer, walczył jako strzelec wyborowy od 1944 roku i jest uznawany za najbardziej efektywnego snajpera Wehrmachtu, z oficjalną liczbą 345 zabitych żołnierzy wroga. Drugi pod względem skuteczności Josef Allerberger jako snajper zaczął działać w połowie 1943 roku, a jego lista obejmuje 257 zastrzelonych żołnierzy wroga i jest on uznawany za drugiego najskuteczniejszego strzelca wyborowego Wehrmachtu.
Swoich strzelców mieli też oczywiście sowieci. Najbardziej znany jest Wasilij Zajcew, znany głównie z walk pod Stalingradem, gdzie zabił ponad 200 wrogich żołnierzy. Jednak według sowieckich danych pod względem liczby zabitych wrogów przewyższają go Iwan Sidorenko z ponad 500 potwierdzonymi trafieniami oraz Fiodor Ochłopkow z ponad 400 potwierdzonymi trafieniami. Wśród najskuteczniejszych jest też Ludmiła Pawliczenko, z przypisywaną liczbą 309 zabitych wrogów. Są to oficjalne dane, jednak znając swobodny stosunek do prawdy rosyjskiej propagandy, nie przywiązywałbym się zbytnio do tych liczb.
Podczas II wojny światowej strzelcy wyborowi pojawili się więc również w 1. i 2. Armii Wojska Polskiego, II Korpusie Polskim na Zachodzie, 1. Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej oraz 1. Samodzielnej Kompanii Commando. Byli też po wojnie w ludowym Wojsku Polskim. Są w dzisiejszej polskiej armii. Zabrakło ich we wrześniu 1939 roku, a jedynym pocieszeniem jest fakt, że wyszkoleni strzelcy wyborowi zostali przynajmniej wykorzystani jako fachowa obsługa świetnych polskich karabinów przeciwpancernych.
Bibliografia:
- Gembarzewski Bronisław, Wojsko Polskie – Królestwo Polskie 1815-1830, reprint: Kurpisz Poznań 2003.
- Gembarzewski Bronisław, Rodowody pułków polskich i oddziałów równorzędnych od 1717 do 1831, Warszawa 1925.
- Gwóźdź Z., P. Zarzyski: Polskie konstrukcje broni strzeleckiej, Warszawa 1993.
- Kukiel Marian, Zarys historii wojskowości w Polsce, Londyn 1993.
- Nowosadzki Ryszard, Zapobiec klęsce, Lublin 2017.
- Panasiuk Artur, Przemysław Wójtowicz, Zanim naciśniesz spust. Pierwszy poradnik polskich snajperów, Kraków 2024.
- Rostafiński Mieczysław, Zarys historji rozwoju wojskowości w Polsce (992—1792 r.), Poznań, 1922.
- Wimmer Jan, Historia piechoty polskiej do roku 1864, Warszawa 1978.
Ryszard Nowosadzki
Fot. Kadr z filmu American Sniper, reż. Clint Eastwood