Społeczna walka o pamięć w Ostrowi Mazowieckiej

Mjr Władysław RAGINIS, płk Łukasz CIEPLIŃSKI, płk Marian KUKIEL czy płk Marian PORWIT. Tych oficerów pasjonatom historii wcale nie trzeba przedstawiać. Rzeczeni Panowie stanowią nie tylko wzory postaw i kunsztu żołnierskiego, ale także zapisali się w historii wojskowości jako „primus inter pares”. Co ich w takim razie łączy?

Ostrów Mazowiecka – niewielka miejscowość na drodze z Warszawy do Białegostoku. Z całą pewnością na tysiącach ludzi tamtędy przejeżdżających nie robi ona szczególnego wrażenia. Przyczyna jest prozaiczna, miasteczko księżnej Anny Mazowieckiej nie różni się szczególnie od innych niewielkich miejscowości woj. mazowieckiego, poza jednym ważnym szczegółem. Korzystając więc z okazji i mając chwilę wolnego czasu można zatrzymać się na chwilę, odwiedzić kilka ciekawych miejsc, a może porozmawiać z ludźmi, którzy prowadzą na tym terenie prawdziwą batalię o pamięć? Jak to też często bywa, nie bez problemów lokalnych. Smutna rzeczywistość niektórych samorządów polega na tym, że nie potrafią wykorzystać świetnych walorów historycznych dla promocji własnego regionu. Skąd tak pesymistyczne wnioski? Niestety sprawa jest mi znana z autopsji.

Kiedy kurz batalii historycznych o pamięć już delikatnie opadnie, można spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy. Wizyta ekipy programu Adama Sikorskiego „Było… nie minęło. Kronika zwiadowców historii” wprowadziła nie tylko poruszenie w kręgach pasjonatów historii związanych z miejscowością, ale mam nadzieję uświadomiła części władz lokalnym, że czas zacząć współpracować na swoim terenie ze społecznikami. Odpowiedzialność za tzw. wychowanie propaństwowe spoczywała i spoczywa nie tylko na entuzjastach historii czy miejscowych społecznikach, ale właśnie na lokalnej władzy, choćby z racji danego im przez wyborców mandatu zaufania. Kuriozum w tym przypadku jest takie, że w II Rzeczpospolitej Szkoła Podchorążych Piechoty w Komorowie/Ostrowi Mazowieckiej była kolebką wychowania patriotycznego przyszłych oficerów i lokalną dumą. Dzisiaj przez większość postrzegana jest zupełnie inaczej, albo wcale nie jest postrzegana, ponieważ większość o niej nie pamięta. Choć podobne aleje pomników jak w Komorowie można znaleźć tylko w amerykańskiej West Point i jest to powód do dumy, okazuje się, że nawet wielu mieszkańców Ostrowi Mazowieckiej nie do końca wie z czym ma do czynienia.

Szkoła Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej/Komorowie

Trudno opisać w kilku zdaniach tę elitarną szkołę kształcącą przedwojennych oficerów wszystkich rodzajów broni. Okazuje się, że wielu bohaterów wojny obronnej 1939 r., a następnie dowódców Państwa Podziemnego i Żołnierzy Niezłomnych ma w swoich życiorysach naukę na tej uczelni. Niewielu wie także, że lotnicy XX- lecia międzywojennego wcale nie kształcili się od razu w Dęblinie. Większość oficerów kończyła wcześniej „Komorowo” i dopiero zdobywali szlify lotnicze. Ten system szkolenia pozwalał zrozumieć współdziałanie lotnika z piechotą i dawał możliwość sprawdzenia się przyszłego oficera w dowodzeniu. Tak więc o Ostrowi Mazowieckiej wiadomo niewiele, niewiele się także pisze. Stawiając na piedestale żołnierskiego wychowania jednego z komorowskich komendantów – płk. Ludwika BOCIAŃSKIEGO i chcąc dowiedzieć się szczegółów z jego służby, w Ostrowi Mazowieckiej można spotkać pana Ryszarda Ejchelkrauta, urodzonego w 1924 r., który o dziwo jako mały chłopiec pamięta tego „srogiego ojca podchorążych”. Opowieści o komendancie i jego podchorążych można słuchać godzinami i aż się nie chce wierzyć, że mój rozmówca ma już 91 lat. Dynamiki, komunikatywności i elokwencji z cała pewnością mogłoby pozazdrościć mu wielu, bo w tym wieku to rzadkość. Na uroczystościach i innych wydarzeniach, które odbywają się w Muzeum Garnizonu i Ziemi Ostrowskiej, praktycznie zawsze spotkacie Pana Ryszarda, bo chętnie rozmawia z ludźmi snując niesamowite opowieści o „rycerzach nie z tej ziemi”.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*