strzelec wyborowy Wehrmachtu

Strzelec wyborowy Wehrmachtu: wspomnienia z celownika wojny

Nad ranem pocisk trafił go prosto w czoło — chwilę później obudził się we własnym łóżku, spocony, ale żywy. Nie każdy koszmar zostawia po sobie zapach rosy i echo huku, który kiedyś zagłuszał bicie serca. W jego wspomnieniach strzelec wyborowy Wehrmachtu nie jest już tylko żołnierzem — to człowiek uwięziony między lunetą a pamięcią.

Na froncie wschodnim wstawał promienny letni poranek. Nocna rosa nadawała ogrzewającemu się powietrzu zapach ziemi i trawy. On jednak nie był wrażliwy na uroki natury, nawet nie było mu wolno ich odczuwać. Wszystkie zmysły miał napięte. Był podobny do żerującego drapieżnika. Po raz kolejny spoglądał przez lunetę swojego karabinu na przedpole sowieckich pozycji.

Gdzieś tutaj musi znajdować się doskonale zamaskowane stanowisko rosyjskiego snajpera, którego ofiarą w ciągu ostatnich dni padło dziewięciu jego towarzyszy. Musiał to być mistrz w swoim fachu, bowiem Sepp już od dwóch dni nadaremnie poszukiwał jego kryjówki. Gdy wczesnym rankiem kula przeciwnika dosięgła ostatniego z kompanów, uważał, że potrafi, chociaż w przybliżeniu, określić kierunek strzału.

Nareszcie! W końcu zdradził swe położenie.

U stóp jednego z krzaków znajdowała się dziwnie wyglądająca kępka trawy. Wzrok Seppa cały czas koncentrował się na podejrzanym miejscu. Tak, to na pewno jest on. Adrenalina zaczęła krążyć mu w żyłach, gdy rozpoznał elementy lunety celowniczej oraz koniec karabinowej lufy, gdy ta nagle rozbłysła. Już widział, jak z głośnym hukiem zbliża się do niego pocisk. Jak sparaliżowany leżał na swej pozycji, niezdolny do wykonania szybkiego ruchu ratującego go przed niechybną śmiercią.

Z głuchym uderzeniem pocisk trafił go w sam środek czoła, powodując eksplozję czaszki i myśli. W tym samym momencie obudził się z głębokiego snu. Serce podskoczyło mu aż do gardła. Trwało to kilka minut, zanim powrócił z roku 1944 do współczesności. Powoli pojął, że nie ma co myśleć o dalszym śnie. Przez otwarte okno sypialni docierały przytłumione odgłosy nocy oraz mile orzeźwiające podmuchy wiatru. Wstał i podszedł do okna.

Głęboko wdychał nocne powietrze w skrępowaną pierś. Jego spojrzenie zbłądziło na kilka chwil ku sylwetce Alp Styryjskich, nad którymi zawisł piękny księżyc. Tak jasno świecił również wtedy, późnym latem nad rosyjskim stepem, którym – zagubiony w niezmierzonej przestrzeni – oddział podążał na front. Przypomniał sobie, jak usiadł w otwartych drzwiach pełen  niespokojnych myśli o nadchodzącym twardym, prawdziwym życiu żołnierza.

„Jakże biednymi i niedoświadczonymi młokosami wtedy byliśmy” – wspominał i podążał myślami ku tamtym czasom. Od wielu lat epizody wojenne z jego życia same pojawiały się w myślach. Niektóre z nich, mimo upływu 50 lat, są tak wyraźne, jakby miały miejsce wczoraj. Urodzony we wrześniu 1924 roku Sepp dorastał jako syn mistrza stolarskiego w zacisznej styryjskiej wsi. W czasie beztroskiej młodości wpojono mu konserwatywne wartości, takie jak miłość ojczyzny, pilność, wypełnianie obowiązków i posłuszeństwo wobec autorytetów społecznych.

Prawdopodobnie powyższe, mocno zakorzenione w nim wartości etyczne stały się przyczyną jego fatalnego losu. Było oczywiste, że Sepp poszedł w ślady ojca i przystąpił do nauki stolarstwa, aby pewnego dnia przejąć prowadzenie warsztatu rodziców. Przybliżająca się służba wojskowa była jednocześnie obowiązkiem i zaszczytem, pozwalającym młodemu żołnierzowi cieszyć się uznaniem okolicznych mieszkańców.

Pozytywne orzeczenie komisji poborowej o przydatności do służby wojskowej oraz następujące po nim powołanie stanowiły dla młodych mężczyzn niezwykłe przeżycie, zwiększające ich samoświadomość oraz dające poczucie przynależności do grona dorosłych. Sepp został ukształtowany przez środowisko towarzyskie i polityczne tamtych czasów.

Na jego dzieciństwo miała przemożny wpływ przesycona ideologią polityka Trzeciej Rzeszy, w przypadku młodzieży perfekcyjnie godząca narodową samoświadomość oraz konserwatywne cnoty i system wartości z bezwarunkową gotowością do realizacji celów politycznych. Oczywistym obowiązkiem młodych mężczyzn w jego wieku było zgłoszenie się na ochotnika do służby, aby z bronią w ręku walczyć o ideały nowych czasów.

Gdy wojna trwała już od trzech lat, a Wehrmacht podążał od jednego zwycięstwa do drugiego, wielu młodzieńców obawiało się, że nie zdąży dołączyć do grona tworzących nowy świat, bowiem zwycięstwo, jak głosiła wszechobecna propaganda, miało nastąpić niebawem.

Z dala od wyobrażeń o gorzkiej i bezlitosnej rzeczywistości wojny ten jesienny dzień poboru w 1942 roku był dla młodych mężczyzn ze wsi dniem chwały. Burmistrz wygłosił nieskładną mowę o służbie ojczyźnie i bohaterskich oddziałach walczących ze światowym bolszewizmem.

Orkiestra strażacka odegrała żywą melodię, a dziewczęta z BDM (Bund Deutscher Mädel – Związek Dziewcząt Niemieckich) przygotowały bukieciki kwiatów, które zatknęły w butonierki przyszłych bohaterów. W umysłach żołnierzy in spe w ogóle nie pojawiła się myśl o możliwej śmierci lub kalectwie. Sześciu z tych dumnie pozujących do fotografii młodzieńców nie przeżyje następnych dwóch lat. Kilka miesięcy później pełni nadziei rozpoczynali służbę wojskową.

Po zakończeniu nauki w lutym 1943 roku osiemnastoletniego Seppa skierowano do Oddziału Strzelców Górskich w Kufstein, gdzie trafiali prawie wszyscy młodzi mężczyźni z okolicy. Po załatwieniu zwykłych formalności, takich jak wydanie umundurowania, dziesięć dni później wraz z towarzyszami został wysłany do Mittenwaldu w celu odbycia podstawowego przeszkolenia wojsk piechoty. Pod koniec półrocznego okresu „szlifowania” Sepp został strzelcem obsługującym ciężki karabin maszynowy.

Podczas całego szkolenia w ogóle nie był poruszany temat strzelca wyborowego jako elementu taktycznego koncepcji walk piechoty własnej lub wroga. Zdawkowo wzmiankowano o rosyjskich strzelcach „zza węgła” oraz o kobietach-strzelcach, których to z bezlitosną zaciekłością musiały zwalczać załogi karabinów maszynowych. Szkolenie było ciężkie, lecz nikogo nie poniżano jak w czasach pokoju czy na początku wojny.

Przykładano wiele starań, aby młodych mężczyzn przynajmniej fizycznie i pod kątem pewnego posługiwania się bronią w sposób optymalny przygotować do wypełniania trudnych zadań. Szczególnie wykładowcy z doświadczeniem frontowym próbowali przekazywać dalej swą wiedzę.

Byli oni bowiem świadomi dramatycznie wysokich strat dotykających żołnierzy z nowego poboru, których przytłaczała nagle niszcząca wszystko, niewyobrażalna rzeczywistość wojenna. U wielu z nich, gdy stanęli oko w oko z bezlitosną brutalnością walki, najbardziej archaiczny typ paniki wywołał trudny do opanowania odruch ucieczki. Jednakże to w czasach prehistorycznych rozsądne postępowanie, obecnie w obliczu maszyn niosących śmierć nie tylko na dużych obszarach, ale i na duże odległości, stało się przekleństwem.

Dzięki starannemu wyszkoleniu czasami możliwe jest przełamanie wrażliwości dochodzącej do głosu w momencie konfrontacji z rzeczywistością, a będącej owocem mozolnie wypracowanych wartości etycznych. Wojskowy dryl o narastającej intensywności stanowi dobre narzędzie do opanowania instynktu ucieczki. Jednakże w ostatecznym rozrachunku każdy indywidualnie decyduje o tym, czy jest zdolny spoglądać w oblicze wojny, czy też nie.

Już tutaj krystalizuje się postawa wojownika, którego drugą naturę stanowi walka, zaś ojczyznę – wojna. Jest on więźniem anachronicznej fascynacji możliwością zabijania i bycia zabitym. Dopiero w tym  ogniu wojennego realizmu wykuwa się właściwy strzelec wyborowy, który na pierwszej linii w tyglu walki potrafi zachować jasność myślenia oraz zdolność do skutecznego posługiwania się własną bronią i lunetką celowniczą.

Jedynie ci żołnierze zasługują na miano „strzelca wyborowego”. Na początku września do Seppa oraz jego kolegów dotarł rozkaz wymarszu 144. Pułku Strzelców Górskich, ciągle jeszcze stacjonującego na południowym odcinku frontu wschodniego pod Woroszyłowskiem.

Tym samym stanowili oni ostatnie wsparcie osobowe, którego zadaniem było odtworzenie siły bojowej pułku. Dla większości z nich była to ostatnia okazja w ich młodym życiu do zobaczenia i pożegnania się z rodziną. Trzydniowy urlop przed wymarszem minął w mgnieniu oka.

Choć brakowało słów, aby opisać nieznaną przyszłość, matka młodego żołnierza wykorzystywała każdą sposobność, by czule pogładzić jego włosy, szukając pocieszenia. Ojciec, żołnierz I wojny światowej, skrywał swoją troskę w milczeniu i pilnej robocie. Nieubłaganie zbliżał się moment rozstania. Gdy wsiadał do autobusu, który miał zabrać go z powrotem do koszar w Mittenwald, matka zalała się łzami.

Ojciec zaś objął go na pożegnanie, czego nigdy przedtem nie czynił, i wyszeptał mu do ucha: „Uważaj na siebie, mój synu. Życzę ci z całego serca, abyś powrócił do nas zdrów. Jednakże wszystko jest w ręku Boga”. Gdy tylko autobus ruszył, Sepp jeszcze raz pomachał rodzicom i nieruchomo patrzył przed siebie, by nie utracić z tak wielkim trudem zachowywanego spokoju ducha. Największą troskę 3. Dywizji Górskiej stanowiła od trzech tygodni Armia Czerwona, która wzmocniona dostawami nowego amerykańskiego uzbrojenia gotowała się do wielkiej ofensywy w Zagłębiu Donieckim na Ukrainie.

Każdy, kto tylko mógł wzmocnić siłę bojową oddziałów niemieckich, był witany z otwartymi rękami. Świeżo wyszkoleni żołnierze spędzili wiele dni w wyściełanych słomą bydlęcych wagonach, przemierzając rosyjski step, zanim dotarli do celu. W chwili przybycia do Woroszyłowska Sepp wraz z kolegami miał „szczęście” trafić na rozpoczynający się sowiecki atak. Już pierwszego dnia, pozbawieni możliwości oswojenia się z życiem frontowym, zostali rzuceni w wir niezwykle ciężkich i okupionych wielkimi stratami walk o wąwóz Redkina.

Mówiąc żargonem żołnierskim – Sepp wyciągnął przeklętą kartę, bowiem 3. Dywizja Górska miała do końca wojny brać udział w nietypowych akcjach piechoty w punktach zapalnych południowego odcinka frontu wschodniego. Straty w ludziach były przeogromne i przewyższały kilkakrotnie ogólny stan osobowy dywizji.


Tekst jest fragmentem książki Niemiecki snajper na froncie wschodnim Wydawnictwa RM.

Fot. poglądowa, niemiecki snajper w kamuflażu odłamkowym, Front Zachodni, Bundesarchiv

Comments are closed.