„Ostatnia otwarta brama z obozu koncentracyjnego” – exodus ludności żydowskiej do Portugalii w okresie lat 30. XX w. i II wojny światowej

W 1940 r. widmo nazizmu ogarnęło prawie całą Zachodnią Europę, a mityczny miecz Damoklesa zawisnął nad losami wielu ludzi. Był to kulminacyjny moment już zapoczątkowanego exodusu i kolejny etap ucieczki od rządów niemieckiego „faraona”. Zastępy zdesperowanych ludzi zmierzały daleko na Zachód, do państwa mogącego stanowić bezpieczną przystań, lecz nieżyczącego sobie obecności obcych. Była to leżąca na skraju Starego Kontynentu, uboga i autorytarna Portugalia.

Narastanie niepokojów

Od 1933 r. w nowopowstałej III Rzeszy zaczęły przybierać na sile drastyczne represje wobec różnych grup ludności „niepożądanych” przez nowe, narodowosocjalistyczne władze. Wśród nich można było znaleźć osoby homoseksualne, komunistów oraz nieniemieckie narodowości, na których tle wyróżniali się Żydzi. Totalitarny reżim stawiał sobie w tamtym okresie za cel odebranie im praw obywatelskich i odseparowanie od ludności „aryjskiej”. Zamierzenia te realizowano bardzo szybko i wraz z kolejnymi latami rządów NSDAP sytuacja stawała się coraz gorsza. Wprowadzono ustawy rasowe, zaczęto na różne sposoby masowo bojkotować Żydów oraz dokonywano makabrycznych mordów, które przybierały charakter zorganizowanych pogromów. Wielu przedstawicieli narodu semickiego wiedziało, że ich przyszłość w III Rzeszy nie będzie nawet w najlepszym przypadku znośna, wobec czego decydowali się z własnej woli lub pod przymusem na emigrację. Początkowo szukali schronienia w sąsiednich krajach, głównie Francji i Holandii, ale także w USA i znajdującej się pod brytyjskim mandatem Palestynie, gdzie do 1936 r. wyjazdy cieszyły się popularnością[1]. Wiele z tych państw wydawało wizy tranzytowe, dzięki czemu Żydzi mogli starać się opuścić Europę na jednym ze statków płynących zazwyczaj do Nowego Świata. Często zaczynało jednak dochodzić do sytuacji, kiedy uchodźcy decydowali się pozostać w krajach ościennych i nie opuszczać Starego Kontynentu. Władze wielu państw odpowiedziały na to ograniczeniami w wydawaniu dokumentów wyjazdowych, nie życząc sobie obecności obcych w swoim kraju. W tym momencie wzrok części osób kierował się nieco dalej na zachód, w stronę rządzonej autorytarnie Portugalii[2].

Ostatnia z dostępnych opcji

Leżący na krańcu Europy kraj nie miał w zasadzie nic, co mogłoby stanowić atrakcję dla obcokrajowców chcących tu przyjechać. Portugalia było stosunkowo biedna i nie posiadała odpowiednich warunków ekonomicznych ani adaptacyjnych dla zamierzających tu przybyć Żydów. Co więcej, sam reżim Nowego Państwa, konserwatywny i narodowy, widział we wszystkich przybyszach agitatorów niepożądanych idei komunistycznych, a w przypadku Żydów także potencjalne źródło napięć społecznych. Mimo takiego nastawienia i realiów państwa, wielu widziało
w Portugalii swoją szansę. Wynikało to z faktu, iż przyjazd tutaj był dla wielu Żydów znacznie łatwiejszy. Na mocy bilateralnej umowy z 1926 r. obywatele Niemiec nie musieli posiadać wiz, aby przybyć tutaj w celach turystycznych na maksymalnie 30 dni[3]. Wystarczał jedynie paszport. Trwało to jednak tylko do pewnego czasu, gdy liczby przybywających były dla reżimu „znośne”. W momencie, kiedy zachodni sąsiedzi Niemiec zmieniali swoją politykę wizową, portugalskie placówki dyplomatyczne zaczęły donosić o dużej liczbie chętnych napływających do konsulatów. Władze w Lizbonie z niepokojem przyglądały się sytuacji i rozważały kroki, jakie należy w tej sprawie podjąć. Nie chcąc podrażniać stosunków z Rzeszą, dr António de Oliviera Salazar, dyktator Portugalii, zdecydował się, za namową Alberta da Veige Simõesa, ambasadora Portugalii w Berlinie, na wprowadzenie wizy konsularnej oznaczonej w paszporcie literą „J”. Wydawano je Żydom, którzy od momentu ich uzyskania mieli zakaz powrotu na terytorium Niemiec[4]. Wszystko to działo się w okresie rosnących niepokojów i napięć w całej Europie. Wojna domowa w Hiszpanii, wywrotowa działalność komunizmu i rosnąca potęga III Rzeszy skutkowały tym, że portugalski autokrata decydował się na rozbudowę struktur policji politycznej PVDE (Polícia Vigilância e de Defesa do Estado), której podlegała autoryzacja wiz. Uważano, że bez żadnych sentymentów,
w sposób chłodny i sprecyzowany zajmie się ona kwestią obcokrajowców. Salazar, mimo takiego oficjalnego uregulowania kwestii emigracyjnej, polecił swojej formacji, aby stosowała środki zniechęcające Żydów do przybywania do Portugalii. W ten sposób policja m.in. poinformowała firmy zajmujące się morskim przewozem osób, iż osoby „niepożądane” nie będą wpuszczane na ląd w portugalskich portach[5]. Do tej grupy mogła jednak zaliczyć każdego, co skutkowało tym, że do wspomnianych sytuacji dochodziło kilkukrotnie. Motywem tych działań była obawa, iż przybyli Żydzi pozostaną w Portugalii na stałe, tak jak działo się to w państwach graniczących z Rzeszą. Ostatecznie 10 października 1938 r. wydano tzw. Okólnik nr 10, zabraniający Żydom osiedlania się w Portugalii. W granice państwa wpuszczani mieli być tylko ci, którzy mogli udowodnić posiadanie wizy docelowego kraju podróży, dowodu zakupu biletu na stosowny statek oraz mogli legitymować się odpowiednimi środkami finansowymi umożliwiającymi życie w Portugalii w czasie oczekiwania na dalszą podróż[6]. Rok później, 13 listopada 1939 r., w życie weszło nowe rozporządzenie, Okólnik nr 14, który mówił, iż wszystkie prośby o wizę składane przez bezpaństwowców lub Żydów mają być kierowane do rozpatrzenia w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Centralizacja miała pomóc reżimowi w koordynacji ruchu emigracyjnego. Mimo tych obostrzeń, w okresie od 1933 r. do lata 1940 r. przybyło do Portugalii kilkaset żydowskich rodzin, które planowały zacząć tutaj swoje nowe życie oraz wielu, dla których Portugalia była tylko punktem tymczasowym w podróży do Nowego Świata[7].

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*