Szturm straceńców | Recenzja

Szturm straceńców, Piotr Langenfeld

Polska zaatakowana w 1941 roku przez Związek Sowiecki, Hermann Göring na czele Tysiącletniej Rzeszy, marszałek Rydz-Śmigły i jego sztab prowadzący działania wojenne zza murów twierdzy Lwów. Ten schemat doskonale znają czytelnicy trylogii „Odległe rubieże”, jednak czy ostatni tom napisany nie przez Wolffa, a Langenfeld sprosta oczekiwaniom? Czy Polska wygra wojnę?

Alternatywna historia Polski napisana przez Vladimira Wolffa trzymała w napięciu chyba wszystkich czytelników. Czy autorowi uda się tak skonstruować fabułę, że jednak Polakom uda się wygrać i uniknąć okupacji? Może jednak sojusznicy wypełnią swoje złożone na papierze zobowiązania? W obliczu tych pytań może troszkę dziwić, że nagle ostatni tom trylogii „Odległe rubieże” został napisany przez innego człowieka.

Piotr Langenfeld, którego znamy z wielu publikacji WarBooka, wykonał swoje zadanie w sposób arcymistrzowski. Dzięki doskonale zbudowanej narracji udało mu się stworzyć emocjonującą powieść doskonale wpisującą się w poprzednie tomy trylogii. Porucznik Marek Bagiński i jego towarzysze z odtworzonych Polskich Sił Powietrznych doskonale dają sobie radę podczas straceńczej szarży na froncie wschodnim. Czy możliwe jest żeby okopana na ostatnim ocalałym skrawku Rzeczypospolitej polska armia zdecydowała się na kontrofensywę? Czy Westerplatte i Hel bronią się jeszcze? Zdecydowanie tak.

Nie można pominąć także wątku działań szpiegowsko-dywersyjnych. Inspirowane przez Oddział II Sztabu Naczelnego Wodza działania grupy generała Mikołaja powodują nie tylko destabilizację sytuacji na Zachodniej Białorusi, ale także wpływają negatywnie na morale frontowych sołdatów. Do tego udaje się im zabić (choć w sumie całkiem przez przypadek) okrutnego szefa NKWD Berię. To śmierć na wagę złota w obecnej sytuacji geopolitycznej. Do tego dochodzą tajemnicze akty dywersji we Francji, co zmusza niechętnego prezydenta Republiki do wypowiedzenia wojny Rzeszy i miażdżącego uderzenia na Niemcy. Nie powtarza się sytuacja z lat 1914-1918 i armia francuska zamiast zalec w błotnistych okopach niespodziewanie wdziera się na terytorium wroga. Możemy się także tylko domyślać, co polski wywiad otrzymał od Japończyków i co przekazał Anglikom, że ci oficjalnie włączają się do wojny, a także po kompletnej destabilizacji Związku Sowieckiego umacniają generała Mikołaja jako nowego rosyjskiego przywódcę (prawie cara).

Choć wielbiciele prozy Vladimira Wolffa mogą poczuć się lekko zaniepokojeni zmianą autora ostatniego tomu trylogii „Odległe rubieże” to jednak mogą spokojnie zasiąść do lektury. Piotr Langenfeld poradził sobie doskonale, a dramatyczne wydarzenia, które w dużej mierze zależą od porucznika Marka Bagińskiego spowodują, że nie łatwo będzie was odciągnąć od lektury.

Nie wiem kim jesteś Vladimirze Wolffie, ale gratuluję wyboru kontynuatora trylogii. Tylko, czy Stalin zginął w pancernym pociągu czy nie?

Ocena recenzenta: 6/6

Daria Czarnecka

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*