U – 505 ׀ Recenzja

Ł. Grześkowiak, „U – 505. Prawda o wojnie na morzu”

Jak często ludzie sięgają po książkę skuszeni opisem na okładce lub obwolucie? Ile to razy zdarzyło się, że to, co tam napisano ma się absolutnie nijak do zawartości pracy? Oczywiście zdaję sobie sprawę, że u każdego te statystyki będą inne, więc potraktujcie te pytania jako retoryczne. W przypadku U-505 Prawda o wojnie na morzu napisano, że losy tego okrętu, to gotowy materiał na scenariusz filmowy. No i ta szumna prawda o wojnie na morzu. Ile zostało z tych górnolotnych zapowiedzi?

U-505 był, i w sumie dalej jest, okrętem, który ma nietypową historię. Na jego pokładzie kapitan popełnił samobójstwo i był to jedyny taki przypadek w całej flocie podwodnej III Rzeszy. Poza tym jest jedynym okrętem podwodnym, który został zdobyty przez aliantów w czasie wojny, a nie po jej zakończeniu. Wreszcie jest jedynym tego typu okrętem, który można do dzisiaj oglądać. Jest w Chicago. Poza tymi kwestiami U-505 ma kompletnie standardową historię. Zbudowany, zwodowany, pływał na patrole, raz on atakował, raz jego atakowali, radził sobie z sabotażami, wychodził cało z opresji etc. Gdyby faktycznie zekranizować jego historię, to film byłby niczym flauta. Na patrole wypływał jakieś 10 razy. Z tego ponad połowę musiał przerwać z powodu uszkodzeń i awarii niedługo po wyjściu w morze.

Ta prawda o wojnie, to też spora przesada. Wiem, ma być chwytliwie. Ale w jednej, 300-stronnicowej książce traktującej o jednym, słownie jednym, okręcie podwodnym ile prawdy o całej wojnie na morzu można zmieścić? Jestem przekonany, że „swoją prawdę” będzie miał marynarz okrętu nawodnego, dowódca tegoż, pilot samolotu na lotniskowcu, marynarz pływający na Atlantyku, na Pacyfiku, floty niemieckiej, brytyjskiej, japońskiej, amerykańskiej. Zatem jeśli szukacie prawdy, to przeczytajcie U-505, a potem wiele dziesiątek innych. I dopiero wtedy wyróbcie sobie zdanie o tym, co jest prawdą, a co całą prawdą.

Dobra, mamy to za sobą, więc możemy przejść do innych aspektów książki. To, co mi się w niej najbardziej podoba, to baza źródłowa. Autor wykorzystał naprawdę sporo dokumentów wytworzonych przez dowództwo marynarki wojennej, a także pamiętników marynarzy U-505. W wielu miejscach porównuje wersje Niemców z dokumentami pochodzącymi od aliantów i koryguje pewne nieścisłości czy błędy. Zatem to na plus. Momentami bardzo plastycznie przedstawione jest życie codzienne podwodniaka. Takie jak brak higieny, normalnego jedzenia, nuda, marazm, stagnacja, szkorbut, okazjonalne spotkania z nieprzyjacielem, ćwiczenia, zanurzenia, wynurzenia, smród, brud, zęza. Razem do kupy zebrane każą mi stwierdzić, że podtytuł powinien brzmieć: Jak i dlaczego nie być podwodniakiem. Dużym plusem książki są język i styl. Czyta się naprawdę szybko i sprawnie.

Jak widać liczba plusów dodatnich przeważa nad plusami ujemnymi. Nie zmienia to jednak faktu, że nie jest to pozycja, do której będę wracał. Ot, postawię na półce i szybko o niej zapomnę. Po części dlatego, że zwyczajnie rzadko wracam do przeczytanych książek. Po części też dlatego, że wojna na morzu, ani po prostu marynistyka, to nie jest moja dziedzina. Książkę mogę polecić na pewno do bibliografii tym, którzy się tą tematyką zajmują. Jestem przekonany, że znajdziecie tam mnóstwo przydatnych informacji. Ja się do takich osób nie zaliczam. Zatem, moim zdaniem, z tych szumnych zapowiedzi z początku tej recenzji została stopa wody pod kilem.

Wydawnictwo: Bellona

Ocena recenzenta: 3/6

Jakub Łukasiński

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*