Hans von Lehndorff, Wspomnienia z Prus Wschodnich
Przed II wojną światową, na terenach niemieckich Prus Wschodnich, które w 1945 roku zostały w większości przyznane Polsce (Warmia i Mazury), a w części przyznane Związkowi Sowieckiemu (obwód królewiecki), niemieckie rody arystokratyczne posiadały swoje liczne majątki. Warto zapoznać się ze wspomnieniami przedstawiciela jednego z tych rodów.
Prusy Wschodnie w okresie dwudziestolecia międzywojennego były jedną z najważniejszych twierdz wyborczych hitlerowskiej NSDAP. Niemiecka ludność tam zamieszkała znajduje się w czołówce regionów Republiki Weimarskiej, odpowiedzialnych za powstanie nazistowskiej dyktatury w 1933 roku. Była to jedna z najważniejszych przyczyn (aczkolwiek nie jedyna) z powodu której 25 lutego 1947 roku Sojusznicza Rada Kontroli Niemiec zlikwidowała całkowicie państwo pruskie, a większość jego terytorium przypadła Polsce i ZSRS (w Niemczech pozostała Brandenburgia). Hans von Lenhdorff jest jednym z wielu niemieckich arystokratów, którzy w wyniku likwidacji państwa pruskiego utracili swoje majątki na terenie naszych dzisiejszych Mazur…
Tęsknota za „rajem utraconym”
Hans von Lehndorff urodził się 13 kwietnia 1910 roku w Graditz w Saksonii. Był synem hrabiego Zygfryda Lehndorffa (1869–1956) i jego żony Marii von Oldenburg (1886–1945), Dzieciństwo spędził w Trakenach, które obecnie noszą nazwę Jasnaja Polana, znajdują się na terenie obwodu królewieckiego, należącego do Rosji. Po uzyskaniu matury, studiował prawo w Genewie i Paryżu, a potem medycynę w Królewcu, Monachium i Berlinie. W 1938 roku zamieszkał w Insterburgu (obecnie Czerniahowsk w obwodzie królewieckim) i podjął pracę w tamtejszym szpitalu jako chirurg.
W czasie II wojny światowej nie został powołany do służby wojskowej w armii niemieckiej i nadal pracował jako lekarz Insterburgu. Na przełomie 1941/1942 roku związał się z Kościołem Wyznającym, grupującym protestantów opozycyjnie nastawionych do reżimu hitlerowskiego. W styczniu 1945 roku trafił do Królewca, w którym pracował jako lekarz do czasu zdobycia miasta przez Armię Czerwoną, 9 kwietnia 1945 roku. Został zatrzymany i osadzony w ośrodku dla internowanych. Od jesieni 1945 roku do lata 1947 roku przebywał na należących już wtedy do Polski terenach Mazur. Latem 1947 roku wyjechał do Niemiec.
W 1951 roku uzyskał doktorat z medycyny na Uniwersytecie w Getyndze. 5 listopada 1952 roku zawarł związek małżeński z hrabiną Margarethe Finck von Finckentstein. Z tego małżeństwa urodziło mu się dwóch synów. W latach 1954-1970 był ordynatorem szpitala w Bad Godesbergu. Zmarł 4 września 1987 roku w Bonn. Pozostawił po sobie kilka książek autobiograficznych, m.in. „Dziennik z Prus Wschodnich. Notatki z Prus Wschodnich 1945-1947” (1961), „Lata Insterburga. Moja droga do Kościoła Wyznającego” (1969).
Wydane przez Ośrodek Karta „Wspomnienia z Prus Wschodnich”, w oryginale niemieckim noszą tytuł „Ludzie, konie, otwarte przestrzenie. Wspomnienia z dzieciństwa i młodości”. Po raz pierwszy zostały opublikowane w 1980 roku. Lenhdorff opisuje w nich swoje dzieciństwo i wczesną młodość do zamieszkania w Insterburgu i podjęcia tam pracy jako lekarz w 1938 roku. Łącznie liczą one 286 stron.
Jak trafnie zauważył autor Posłowia do książki, prof. Robert Traba, „Lehndorff nie pisał by zrozumieć czas i siebie w nim zanurzonego. Pisał, bo tęsknił. Cała opowieść podszyta jest sentymentalnym wspomnieniem dzieciństwa, zabaw, radości, pozytywnego przypominania sobie tego, czego nie ma i już nie będzie można dotknąć”. (s.295). Widać to doskonale z ostatniego fragmentu wspomnień niemieckiego arystokraty: „Ponieważ brat mojego ojca nie założył rodziny, a czterej moi bracia nie przeżyli wojny, nadeszłaby moja kolej, aby przejąć Steinort [obecnie Sztynort w województwie warmińsko-mazurski]- bezprzedmiotowe, a zatem zbyteczne rozważanie po utracie Prus Wschodnich.
Nadaje ono jednak dzisiejszym odwiedzinom tych starych miejsc dodatkowy urok. Przechodząc z moimi synami przez park, który jest całkowicie zdziczały i zarośnięty, ale w którym wciąż istnieją dębowe aleje, zasadzone prawie 400 lat temu, przeżywam w sobie koncentrację wszystkiego, co wypełnia treścią pojęcia Prusy, ojczyzna, rodzina. Tablic z wierszami już nie ma, a niektóre z potężnych dębów wyglądają, jak gdyby miały nie przetrwać kolejnej burzy. Ale pamięć wciąż z łatwością rekonstruuje to, co minęło, i pozwala przenieść się w czas, kiedy Steinort był jeszcze wielką dziczą.
Ci wszyscy, którzy odtąd tu mieszkali i działali, przenikają przez mój umysł i pozwalają mi dzielić się ich radościami i cierpieniami, ich wielkością i nędzą, ich lękami i nadziejami. W tym miejscu stulecia stapiają się w kawałek wieczności, w której są oni bezpieczni, z której przybyli i do której powrócą.” (s.286).
Styl życia pruskich junkrów
Młody Hans został wychowany w duchu religijnym (ewangelickim) i mocno konserwatywnym, którym to wartościom pozostał wierny przez całe swoje życie. Jego dzieciństwo upłynęło wśród koni i polowań, czyli charakterystycznych rozrywek wschodniopruskich junkrów. Dobrze znał również historię swojej rodziny „Przodkowie moi przybyli do Prus razem z zakonem krzyżackim. Początkowo osiedlili się w okolicy Konigsbergu, a na początku XVI wieku przekazano im duży kawałek ziemi, który nosił nazwę Sztynocka Dzicz. Należało do niego wiele miejscowości graniczących z tą puszczą. Ponieważ moja rodzina liczebnie pozostawała niewielka, a z każdego pokolenia zachowały się szczegółowe dokumenty, bez przeszkód możemy zorientować się w linii ojców.” (s.200).
Tym co mocno zadziwia jest opis Prus Wschodnich jedynie z perspektywy niemieckiej. Polscy mieszkańcy tych ziem, czyli Mazurzy w ogóle się nie pojawiają. Po raz kolejny należy zatem przyznać rację prof. Trabie: „ponieważ we wspomnieniach ani razu nie pojawiają się Mazurzy można przypuszczać, że Hans von Lehndorff miał słabe pojęcie o tym, że okoliczni chłopi mówili w polskim dialekcie, czyli po mazursku.” (s.302-303). Dlatego też, czytając pamiętniki Lehndorffa można odnieść całkowicie fałszywe mniemanie, że przed II wojną światową tereny te były zamieszkałe tylko przez Niemców.
Ostatnim ważnym aspektem na który chciałbym zwrócić uwagę, to odniesienia autora na temat procesu rodzenia się reżimu nazistowskiego: „30 czerwca 1934 przeżyliśmy jeden z najbardziej znaczących dni reżimu Hitlera. Po raz pierwszy Hitler pokazał wprost z jakiej ulepiony jest gliny i że nie cofnie się przed morderstwem, nawet gdyby w grę wchodził przyjaciel. Rohm, szef sztabu SA, a więc jeden z tych, którzy pomogli Hitlerowi w przejęciu władzy, na jego rozkaz został rozstrzelany. Wraz z nim zabito ponad stu niewygodnych ludzi w różnych częściach Niemiec. Ta tak zwana czystka trwała 24 godziny”. (s.260).
Jak jednak pisze von Lehndorff, dla niego samego reżim nazistowski nie był szczególnie uciążliwy: „Organy NSDAP w rzeczy samej zostawiły mnie w spokoju. Nie musiałem iść na ustępstwa. To wysokiemu poważaniu mojego szefa we wszystkich urzędach zawdzięczam, że nie musiałem nikogo witać pozdrowieniem „Heil Hitler”. Zalecono mi jednak stosować niemieckie pozdrowienie przynajmniej w stosunku do kreisleitera, starosty i lekarza prowadzącego na naszym oddziale internistycznym. Ale nawet tego mogłem uniknąć.” (s.281).
Wnioski końcowe
Wspomnienia Hansa von Lehndorffa, mimo pewnych swoich słabych stron dały mi dużą przyjemność w trakcie ich lektury. Ukazały mi bowiem przedwojenne, nieistniejące już oblicze naszych Mazur i Warmii, świat pruskich właścicieli ziemskich, ich stylu życia, wyznawanych wartości oraz sposobów spędzania przez nich wolnego czasu. Ludzie ci ponoszą ogromną odpowiedzialność za zbrodnie hitlerowskie, warto przypomnieć, że generalicja niemieckiego Wehrmachtu w czasie II wojny światowej w bardzo dużej części (choć nie całkowicie) składała się właśnie z niemieckich arystokratów i do samego końca wypełniała ona rozkazy Hitlera. Niemniej jednak uważam, że warto poznać ich styl życia przed II wojną światową, chociażby z czystej ciekawości. Dlatego też rekomenduję wszystkim lekturę pamiętników von Lehndorffa.
Ośrodek Karta
Ocena recenzenta: 4/6
Konrad Ruzik
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Ośrodka Karta. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.