Zbrodnia w Puźnikach

Zbrodnia w Puźnikach: noc, którą przetrwała tylko pamięć

Kiedy noc przestaje być schronieniem, a sąsiedzi stają się oprawcami, cisza zaczyna brzmieć jak ostrzeżenie. Wśród popiołów nieistniejącej już wsi, zbrodnia w Puźnikach przypomina o tym, jak cienka może być granica między życiem a śmiercią, spokojem a grozą. To historia o ludziach, którym obiecano bezpieczeństwo – tuż przed tym, jak odebrano im wszystko.

Wieś Puźniki, położona przed II wojną światową w ówczesnym powiecie buczackim województwa tarnopolskiego, była spokojną, w przeważającej części polską osadą, liczącą około 800 mieszkańców. Choć główną grupę stanowili Polacy, wśród mieszkańców żyły również nieliczne rodziny ukraińskie oraz rodziny mieszane. Mimo różnic narodowościowych społeczność funkcjonowała w zgodzie – bez większych napięć czy sporów.

Codzienność w Puźnikach miała ustalony rytm, silnie zakorzeniony w tradycji rolniczej. Mieszkańcy zajmowali się przede wszystkim uprawą ziemi i hodowlą, prowadząc swoje gospodarstwa. Duże znaczenie miała też religia – życie duchowe skupiało się wokół lokalnego kościoła, będącego nie tylko miejscem modlitwy, ale także wspólnotowego spotkania. Ważną rolę odgrywała również szkoła – pełniła funkcję ośrodka edukacyjnego, a zarazem przestrzeni budowania więzi międzyludzkich.

Pierwsze oznaki zagrożenia

Sielankowy porządek zaczął się gwałtownie burzyć wraz z wybuchem II wojny światowej. Najpierw nadciągnęła okupacja sowiecka, a od czerwca 1941 roku teren wsi znalazł się pod kontrolą niemiecką. Z biegiem czasu atmosfera stawała się coraz bardziej napięta i niepokojąca. W 1943 roku do mieszkańców Puźnik zaczęły docierać przerażające wiadomości o brutalnych mordach na polskiej ludności, dokonywanych przez nacjonalistyczne formacje ukraińskie – zwłaszcza na terenach Wołynia i Małopolski Wschodniej.

Narastał strach i poczucie zagrożenia. W obliczu realnego niebezpieczeństwa, społeczność Puźnik postanowiła działać. Zawiązano struktury samoobrony, których organizację objął porucznik Mieczysław Warunek – doświadczony żołnierz, wcześniej związany z Armią Krajową. W obronę włączyli się również miejscowi harcerze oraz liczni ochotnicy – zarówno mężczyźni, jak i kobiety, bez względu na wiek. Wszyscy kierowali się jednym celem: bronić się przed zbliżającym się zagrożeniem.

Uzbrojenie zdobywano różnymi drogami. Istotnym źródłem broni stała się potyczka z sierpnia 1943 roku, stoczona w pobliskim lesie koropieckim między oddziałem sowieckiej partyzantki pod dowództwem Sidora Kowpaka, a niemieckim wojskiem. Po bitwie, mieszkańcy zebrali porzuconą broń, co znacznie wzmocniło ich możliwości obronne.

Jednak niedługo później nastąpiła odwetowa akcja – niemieccy żołnierze, wspierani przez ukraińską policję, przeprowadzili pacyfikację części wsi. Spalono wtedy 12 gospodarstw, a kilku mieszkańców wzięto jako zakładników. Choć ostatecznie zostali uwolnieni, wspomnienia tej dramatycznej nocy na długo zapisały się w zbiorowej pamięci mieszkańców.

Opór, nadzieja i sąsiedzka solidarność

Z czasem działania samoobrony przybrały bardziej zorganizowany charakter. Wprowadzono całonocne warty, a każda osoba wchodząca do wsi była legitymowana. Dzięki determinacji oraz zaangażowaniu mieszkańców udało się odeprzeć atak oddziału banderowców z Zalesia – choć napastnicy podpalili trzy gospodarstwa, nie odnotowano ofiar śmiertelnych. Ta skuteczna obrona była możliwa dzięki niezwykłej solidarności i współpracy wewnątrz społeczności.

Jednak zagrożenie nie ustępowało. We wrześniu 1943 roku spalono osiedle Nagórzanka, lecz także i tym razem, dzięki błyskawicznej mobilizacji, uniknięto ofiar. Puźniki nie ograniczały się wyłącznie do ochrony własnej – były gotowe nieść pomoc innym. 29 lutego 1944 roku oddział samoobrony z Puźnik pospieszył z pomocą zaatakowanemu Korościatynowi, co uratowało tamtejszych mieszkańców przed pogromem. Tego rodzaju współdziałanie między wsiami było świadectwem wspólnego wysiłku w obronie ludzkiego życia i godności.

Latem 1944 roku do Puźnik wkroczyła Armia Czerwona. Początkowo wśród mieszkańców zapanowała nadzieja na zakończenie terroru. Porucznik Warunek, wierząc w możliwość stabilizacji, ujawnił się sowieckim władzom razem ze swoją łączniczką. Niestety, został aresztowany i wywieziony na Syberię, gdzie zginął w nieznanych okolicznościach. Wielu młodych mieszkańców Puźnik zostało przymusowo wcielonych do Ludowego Wojska Polskiego lub do batalionów niszczycielskich, wspierających działania NKWD w zwalczaniu niepodległościowego podziemia.

Początek 1945 roku przyniósł kolejne ciosy. W nocy z 5 na 6 lutego doszło do masakry w pobliskim Baryszu. Dwa dni później, 7 lutego, w Zalesiu zamordowano kilkadziesiąt osób – wśród nich siedmioro mieszkańców Puźnik. Przerażeni mieszkańcy zaczęli opuszczać wieś, szukając schronienia w Buczaczu i Koropcu.

11 lutego do wsi przybyli urzędnicy sowieccy. Uspokajali mieszkańców, zapewniając, że nie grozi im niebezpieczeństwo, a sytuacja została opanowana. Nakazano oddanie broni. W obliczu fałszywych zapewnień, mieszkańcy podporządkowali się.

Zbrodnia w Puźnikach

W nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku wieś została otoczona przez oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Atakiem dowodził Petro Chamczuk, ps. Bystry, wspierany przez sotnie Siri Wowki i Czernomorci. Świadkowie wskazywali, że atak rozpoczął się około północy, choć sowieckie raporty wspominały godzinę czwartą rano. Napastnicy uderzyli jednocześnie z kilku stron, odcinając mieszkańcom drogę ucieczki.

Około 200 uzbrojonych napastników – z bronią palną i białą, taką jak noże, siekiery i bagnety – przystąpiło do brutalnej rzezi. Zabijano ludzi w domach, piwnicach, kryjówkach. Wielu spłonęło żywcem. Ostatnie punkty oporu stanowiły: kościół, plebania oraz domy rodzin Malinowskich, Borkowskich, Rolowych, Jarzyckich i Łacinów.

Niektórzy zdołali przeżyć:

  • Rozalia Dancewicz ukryła się w lesie,
  • Honorata Dancewicz przetrwała noc, chowając się w kapliczce i osłaniając się figurą Matki Boskiej,
  • kilkadziesiąt osób zginęło w tzw. rowie Borkowskiego – zostały tam zamordowane bezlitośnie.

Napastnicy często unikali broni palnej, by nie wzbudzać alarmu – większość ofiar zginęła od ciosów broni białej.

Zbrodnia w Puźnikach – skala tragedii i pierwsze reakcje

Nad ranem oprawcy opuścili wieś. Dopiero około południa przybył oddział batalionu niszczycielskiego z Koropca. Wśród ocalałych panowało przekonanie, że interwencja została opóźniona celowo, a pościg za napastnikami poprowadzono w błędnym kierunku.

Szacunkowe dane dotyczące liczby ofiar różnią się:

  • około 70 – według historyków Grzegorza Hryciuka i Ryszarda Kotarby,
  • około 100 – według Zdzisława Skroka, Henryka Komańskiego i Szczepana Siekierki,
  • 120 – w relacji księdza Józefa Anczarskiego,
  • 104 – według Michała Sobkowa, który dotarł na miejsce kilka godzin po tragedii.

Według dokumentów sowieckich spalono od 172 do 200 domów. Wśród ofiar przeważały kobiety, dzieci i osoby starsze.

Po tragedii ocaleni przez kilka tygodni trwali w ruinach. Niektórzy mieszkali w ocalałych budynkach, inni w plebanii. Latem 1945 roku rozpoczęła się akcja przesiedleńcza – dawni mieszkańcy Puźnik trafili głównie na Dolny Śląsk i Opolszczyznę, osiedlając się w miejscowościach takich jak Ratowice czy Paczków. Była to nie tylko utrata domów, ale przede wszystkim ostateczne pożegnanie z miejscem urodzenia i tożsamości.

Zbrodnia w Puźnikach – historia wciąż trwa

Przez dziesięciolecia miejsce zbrodni zarastało lasem. Nie prowadzono badań, nie postawiono żadnych pomników. Dopiero w 2022 roku, dzięki inicjatywie Fundacji Wolność i Demokracja, uzyskano zgodę władz ukraińskich na rozpoczęcie badań archeologicznych. Po wielu miesiącach odnaleziono zbiorowy grób. Jak stwierdził profesor Andrzej Ossowski, pochowano tam głównie kobiety i dzieci.

24 kwietnia 2025 roku rozpoczną się ekshumacje, które potrwają około trzech tygodni. Prace poprowadzą specjaliści z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, Instytutu Pamięci Narodowej oraz Fundacji Wolność i Demokracja. Szczątki zostaną poddane badaniom i, jeśli to możliwe, zidentyfikowane przy użyciu materiału genetycznego przekazanego przez potomków – głównie z Ratowic. Zostaną następnie pochowane z należytą godnością.

Media nie będą miały dostępu do miejsca ekshumacji – oficjalne informacje zostaną przekazane podczas wspólnej konferencji prasowej po zakończeniu prac.

Zbrodnia w Puźnikach była jednym z ostatnich i jednocześnie najokrutniejszych przejawów etnicznych czystek, dokonanych przez UPA na Polakach. Dziś konieczne jest przywrócenie pamięci o tych wydarzeniach – nie tylko jako elementu historii, ale także jako aktu sprawiedliwości wobec ofiar.

Upamiętnienie miejsca zbrodni, identyfikacja szczątków oraz ich godny pochówek są obowiązkiem wobec tych, którym odebrano nie tylko życie, ale także imię i tożsamość. To również moment refleksji. Historia Puźnik może i powinna stać się trudnym, lecz potrzebnym mostem między narodami. Mostem zbudowanym na wspólnej trosce o prawdę, pamięć i pojednanie.


Źródła:

  • Junko Jarosław, Dziennikarze nie zostaną dopuszczeni do ekshumacji w Puźnikach, PAP [dostęp: 11.04.2025].
  • Junko Jarosław, Ekshumacje polskich ofiar w Puźnikach na Ukrainie rozpoczną się 24 kwietnia, PAP [dostęp: 11.04.2025].
  • Materiał genetyczny od mieszkańców dolnośląskich Ratowic posłuży do identyfikacji ofiar UON i UPA w Puźnikach, PAP [dostęp: 11.04.2025].
  • Szukała Michał, Zbrodnia w Puźnikach – mniej znany epizod rozprawy ukraińskich nacjonalistów z Polakami, PAP [dostęp: 11.04.2025].

Fot. PAP/W. Jargiło

KF

Comments are closed.