Zygmunt Bauman (1925-2017) to jeden z najważniejszych współczesnych polskich socjologów, filozofów o światowej renomie. To postać nietuzinkowa, nieco kontrowersyjna – przynajmniej dla niektórych prawicowych środowisk w Polsce. Jego życiowe perypetie były uwarunkowane jego żydowskim pochodzeniem. W odrodzonej Polsce musiał borykać się z szykanami. W czasie nazistowskiej okupacji, zagrożony śmiercią, wraz z rodziną zbiegł do Związku Sowieckiego, w którym zdobył i wykształcenie, i przebył drogę wojskową, biorąc udział w walkach o Kołobrzeg czy Berlin.
Związany był z polskim systemem komunistycznym, ale po jakimś czasie stał się dla niego niepotrzebny, a wkrótce zaczął wspierać działalność wspierać niektórych opozycjonistów, w tym Jacka Kuronia czy Karola Modzelewskiego.
Gdy w Polsce ruszyła nagonka na Żydów, Zygmunt Bauman został zwolniony z pracy na Uniwersytecie Warszawskim, po czym wyemigrował do Izraela, a następnie do Wielkiej Brytanii, gdzie żył aż do śmierci, pełniąc funkcję wykładowcy na Uniwersytecie w Leeds.
Nie będę wnikał w jego dorobek naukowy, zresztą dosyć spory. Te informacje możecie znaleźć sami. Nas interesują bowiem motywacja, życiowe wybory, które stworzyły obraz socjologa, jakiego znamy współcześnie. I właśnie takie informacje znajdziemy w publikacji ‘W pierwszej osobie. Wspomnienia i rozliczenia”.
Rozliczenia czy wybielenie?
Autor spisuje swoje wspomnienia, które nieodłącznie związane zostały z jego żydowskim pochodzeniem. To co pisze, może nie wstrząsa, ile zaciekawia. Tyle różnych, nieraz trudnych kolein losu musiał przejść, a pomimo tego zachował tę przekorę, poczucie humoru i godności, które wyziera z wszystkich jego prac, które wcześniej czytałem.
Publikacja bardzo mi się spodobała, bo w nieco dwuznaczny, jakby nieosobowy sposób, kreśli większą część polskich dziejów w XX stuleciu. Jest więc o odrodzonej Polsce, Rzeczypospolitej pod okupacją, o Polsce ludowej i Rzeczypospolitej już po dekomunizacji. Jest ciekawie, czasem śmiesznie, a czasem – nie wiedziałem jak do pewnych kwestii podejść.
Przyznam, że jestem zaskoczony. Nie spodziewałem się, że Bauman do swojej autobiografii podejdzie z taką… nonszalancją. Wiele z postaci, które spotykał w swoim życiu, nie zostało wymienionych nawet z imienia czy nazwiska. I tu nasuwa mi się pytanie – czy Autor uczynił tak, aby zdeprecjonować to, co mu uczynili, czy też pogodził się z tym wszystkim, dochodząc do wniosku, że te wszystkie przygody i przeżycia, uczyniły go takim jakim był? I już drugi dzień zastanawiam się jak odpowiedzieć sobie na to zagadnienie. A wy jak myślicie?
Oczywiście, jak to bywa w tekście autobiograficznym, pewne sprawy nie zostały poruszone, inne zostały tylko zasugerowane. Nie deprecjonuje to wartości tekstu, choć jako czytelnik, bardzo chciałbym poznać odpowiedzi na właśnie te kontrowersyjne fragmenty w życiorysie Zygmunta Baumana. Czy było mu wstyd, czy zabrakło mu refleksji nad dosyć ważnymi, z naszej narodowej perspektywy wydarzeniami? A może zwyczajnie nie dotyczyły one bezpośrednio przyszłego socjologa? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, i przyznam, że nieco mnie to uwiera. A może zwyczajnie dałem się zmanipulować prasą nieprzychylną temu badaczowi ludzi?
Jednocześnie, sam Bauman od razu pisze, że jego pamięć bywa zawodna (a może to tylko wytrych, by nie poruszać rzeczy kontrowersyjnych)? A przecież pisze otwarcie o tylu niewygodnych sprawach, jak choćby o tym, że był dzieckiem nie do końca chcianym, o życiu w zamknięciu – wszak polskie społeczeństwo było uprzedzone do społeczności żydowskiej. Mówi nam o swym komunistycznym zaangażowaniu, a jednak ma się wrażenie, że poruszył tylko to, co było zasadniczo neutralne.
Tym, co bardzo mi się podobało, to pewne rezerwa – w stosunku do własnej historii, ale i historii której był – mniej lub bardziej – świadomym uczestnikiem. Nie wybiela się, ale i nie próbuje stawiać się jako bohater. Tok wypowiedzi jest czasem trudny, i trzeba wracać, aby zrozumieć sens ogólny, głębszy sens. Początkowo nieco mnie to raziło, ale gdy już się przyzwyczaiłem, taka forma wypowiedzi/narracji, nabrała nowego znaczenia. Ale są to moje indywidualne przemyślenia, którymi się z wami nie podzielę.
Podsumowanie
„W pierwszej osobie. Wspomnienia i rozliczenia” to jedna z ciekawszych autobiografii, tym bardziej, że pisana jest ze swadą, poczuciem humoru i nieoczywistymi wnioskami, które pobudzają naszą wyobraźnię. Autor w nieszablonowy sposób, przy pomocy własnego życia, stworzył obraz życia polskich Żydów w XX i na początku XXI wieku. To obraz niesamowity, wciągający i, choć zabrzmi to dziwnie, dobrze się bawiłem – słowem, wieloznacznością i wielkim poczuciem humoru. Polecam z czystym sumieniem.
Książka zamyka się na 280 stronach. Trochę szkoda, że w środku nie ma zdjęć. Ale sama „powaga” tematu nadrabia ten brak.
Wydawnictwo Agora
Ryszard Hałas