Dlaczego XX wiek jest najpopularniejszą epoką historyczną

Dlaczego XX wiek jest najpopularniejszą epoką historyczną?

XX wiek dominuje w naszej przestrzeni publicznej. Jest obecny o wiele bardziej niż pozostałe epoki historyczne. Ale dlaczego XX wiek jest najpopularniejszą epoką historyczną?

Obserwując polską przestrzeń publiczną trudno nie zauważyć jak wiele miejsca zajmuje w niej miniony wiek. Niewątpliwie XX stulecie było czasem przełomowym dla ludzkości: wynalazki o rewolucyjnym znaczeniu, rozwój technologii już istniejących, postęp w medycynie.

Także jest to czas, który wielu z żyjących pamięta z własnego doświadczenia, a wiadomo, że koszula bliższa ciału. Jednakże czasami można odnieść wrażenie, że według niektórych historia Polski zaczęła się w 1939 roku, względnie w 1918. W tym tekście opisuję to zjawisko i staram się znaleźć jego przyczyny. Wszystko to dla pobudzenia refleksji nad naszą debatą historyczną – mam nadzieję, że ten cel uda mi się spełnić.

Historia a społeczeństwo

Według badania CBOS z 2016 roku 87% Polaków uważa wiedzę o przeszłości za potrzebną w życiu człowieka, a blisko trzy czwarte deklaruje zainteresowanie historią w stopniu przynajmniej średnim.

Najlepiej znanymi datami (tj. z więcej niż 50% poprawnych odpowiedzi) były 966 (74%), 1410 (80%), 1918 (57%), 1939 (82%) i 1989 (57%). Inne badanie – przeprowadzone przez pracownię ABR SESTA Sp. z o.o., w którym pytano o bardziej zniuansowane daty, najlepiej znanym wydarzeniem okazało powstanie warszawskie (55%).

Dalej były strajki sierpniowe (44%), wybuch powstania listopadowego (33%) i styczniowego (31%) oraz Poznański Czerwiec (30%). Chrzest Polski i bitwa pod Grunwaldem zdają się być najlepiej znanymi wydarzeniami (o powodach niżej), aczkolwiek widać, iż dominuje znajomość dat XX-wiecznych – trzy na pięć najlepiej znanych w badaniu CBOS i ABR SESTA. Zresztą znamienne jest to, że pierwsza pracownia na osiem wybranych dat wyznaczyła cztery z ubiegłego stulecia, a druga sześć na jedenaście.

Dla wielu jest to po prostu czas znany z autopsji, niektórzy byli nawet świadkami historycznych wydarzeń. Profesor Andrzej Nowak opowiadając o swojej książce Kto pisze naszą historię? Rozmowy polskie wiosną XXI wieku podaje przykład Małgorzaty Musierowicz, która znała z dzieciństwa Romana Strzałkowskiego – zastrzelonego podczas Poznańskiego Czerwca, z kolei w mieszkaniu Antoniego Libery zakładano Komitet Obrony Robotników.

I trudno mieć do kogokolwiek pretensje, że czuje sentyment do lat swej młodości (a nie jest to celem autora, by czynić jakieś wyrzuty) – a te przypadają dla większości Polaków na XX stulecie. Pewna dość znana piosenka wszakże mówi:

To nie tęsknota za komuną,

To jest tęsknota za młodością[1].

Trudno, żeby średniowiecze czy XVIII wiek cieszyły się podobnym sentymentem. Zwłaszcza, że mało kto zna swoich przodków dalej niż do dziadków. Dobrze by było, gdyby każdy z nas mógł informacje o swoich dalszych antenatach znaleźć, lecz niestety wymaga to mnóstwo wysiłku (niekiedy też pieniędzy).

Niestety turbulencje historyczne w naszej części świata sprawiły, że brak nam swego rodzaju ciągłości państwowej i łączności z dalekimi przodkami. Przesiedlenia, zsyłki, morderstwa czy zaginięcia dostatecznie mieszają w naszej tożsamości. Zasiedlający Ziemie Odzyskane Polacy to przecież w większości „wyrwani z korzeniami” ze swej ojcowizny Kresowiacy. Na de facto obczyźnie musieli zacząć wszystko od nowa. Bez znajomych stron, cmentarzy czy pamiątek. Udziałem wielu był los sieroty albo dorastanie w niepełnej rodzinie.

Historia a kultura

Pominąwszy media komercyjne, a skupiając się tylko na tych publicznych, które to mają w swe istnienie wpisaną swego rodzaju misję nietrudno dostrzec, że choćby telewizja publiczna tworząc kontent historyczny wpisuje się w omawiany w tym felietonie trend – przytłaczająca część seriali produkowanych w ostatnich latach osadzona jest w realiach XX wieku.

Produkcje z innych epok można policzyć na przysłowiowych palcach jednej ręki. Nie wiem, czy to kwestia zapotrzebowania na martyrologię (główną tematyką jest II wojna światowa i okres PRL), czy też po prostu taniej jest stworzyć scenografię realiów niezbyt oddalonych od współczesności – zamiast ciężkiej stalowej zbroi wystarczy ubrać bohatera w garnitur i kapelusz.

Chlubny wyjątek stanowi tu serial „Korona królów” opowiadający – jak dotąd – o wydarzeniach z XIV oraz XV wieku, który zdaje się zbierać sporą popularność. Pokazuje to, że da się odbiorcę współczesnego zainteresować tak odległą epoką i można tego próbować z innymi okresami historycznymi.

Nawet TVP Historia zawodzi. Ilekroć tam nie zajrzę (może po prostu przełączam w „złe godziny”) to albo jest coś o XX wieku albo o starożytnym Rzymie. Czasem trafi się francuski program Historia w postaciach zapisana, jednakże – mimo szerokiego wachlarza – rzadko wspomina o postaciach znad Odry, Wisły i Niemna.

Oczywiście ramówka przewiduje materiały o innych epokach, ale jest ich niezwykle mało. Do niedawna Polskie Radio nieco nadrabiało poprzez audycje profesora Andrzeja Nowaka o historii Polski od dziejów pierwszych Piastów po współczesność (pt. Historia żywa).

Brak nam rytuałów sięgających wieków. Znaczące są polskie perturbacje ustrojowe. Nie ma u nas tego elementu stałości, jaki mają chociażby zachodnioeuropejskie monarchie – koronacja Karola III to nie tylko widowiskowe wydarzenie, ale i niezwykle stare. Zawsze to okazja do wspominek. Sam fakt, że mamy Karola III każe nam pomyśleć, że był jeszcze jakiś I i II.

Są też rekonstrukcje. Najpopularniejszą jest chyba coroczna bitwa pod Grunwaldem i według komentarza do badań CBOS z 2016 roku to właśnie ona przyczyniła się do takiej znajomości 15 lipca 1410 roku.

Myślę, że tak, choć dodałbym tutaj popularność Krzyżaków(już raczej nie książki Henryka Sienkiewicza, a adaptacji filmowej Aleksandra Forda) oraz sam fakt, jak w potocznej opinii ceniony jest Władysław II Jagiełło. To, że występuje na banknocie 100-złotowym też może nie być bez znaczenia.

Historia a polityka

Nie oszukujmy się – politycy i polityka mocno oddziałują na nas i na przestrzeń publiczną. W interakcjach między sobą lubią sięgać do historycznych porównań, a oczywiście wiadomo, że najlepiej przeciwnika zestawić z… faszystami.

Albo komunistami, jeśli kierujemy obelgę w stronę kogoś z lewej strony politycznej. Z rzadka ktoś kogoś nazwie targowiczaninem, co także jest mocną obelgą, nacechowaną negatywnie, ale przynajmniej bez etykietki ludobójcy.

Wracając jeszcze do argumentu o ludzkiej autopsji, słyszałem kiedyś anegdotę (niestety źródła nie pomnę), że prezydent Warszawy Lech Kaczyński, mając do wyboru stworzenie Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 roku lub Muzeum Powstania Warszawskiego, wybrał tą drugą koncepcję ze względu na żyjących jeszcze weteranów zrywu stolicy.

Miało to być ich godne upamiętnienie, może też swego rodzaju rekompensata, rehabilitacja po wielu latach szydzenia z nich i ich poległych towarzyszy jako „zaplutych karłów reakcji”.

Jednakże moim zdaniem podobnej rehabilitacji wymagają polscy generałowie wymordowani w noc listopadową przez podchorążych Piotra Wysockiego – nie byli oni przecież zdradzieckimi kolaborantami, jak się ich przez lata przedstawiało i przedstawia; wszak wielu z nich to weterani orientacji napoleońskiej, w której szukali drogi do restytucji niepodległej Polski, a mimo to pozbawiono ich upamiętnienia. Ale oni już od dawna nie żyją i nikt się o nich nie upomina.

Gwoli uczciwości trzeba jednak przyznać, że odpowiednikiem obecnego hołubienia powstańców Warszawy było podobne traktowanie powstańców styczniowych w II RP. To wówczas zresztą wytworzył się mit „zwycięstwa z opóźnionym zapłonem”, jakoby odzyskanie niepodległości w 1918 roku było dzięki powstaniu 1863 roku. Tak i my dzisiaj mówimy o transformacji ‘89 jako efekcie ‘44.

Ostatnio usłyszałem, że w polityce historycznej należy szczególnie uwzględniać dzieje najnowsze, jednak bez żadnego uzasadnienia. Zacząłem więc zastanawiać się sam. Cóż, żyjemy w porządku pojałtańskim. Owszem, od 1945 roku pewne rzeczy się zmieniły, ale porządek wiedeński (1815-1914) też dopuszczał pewne korekty, lecz główne pryncypia pozostały niezmienne.

I celem polityki historycznej każdego państwa jest udowodnić, jak wielki udział się miało w budowie obecnego, umownie mówiąc, systemu. Stąd zresztą te różne kłamstwa Federacji Rosyjskiej na temat działań Związku Radzieckiego i tuszowanie jego sojuszu z III Rzeszą, której to upadek był świtem nowego porządku świata (analogicznie jak pokonanie Napoleona było świtem systemu wiedeńskiego).

Zatem zadaniem polskich polityków jest włączyć się do tej ogólnoświatowej „licytacji”, kto po czyjej stronie był i ile dla niej zrobił. Przy okazji starają się oni udowodnić, że Polska od dawna jest częścią Zachodu i umieszczenie naszego kraju we wschodniej strefie wpływów było fatalną pomyłką.

I zrozumiałe jest ich zaangażowanie m. in. dlatego, że choćby niemiecka polityka historyczna dąży do tego, by podzielić się odpowiedzialnością za II wojnę światową i Holokaust z Polakami. Niemniej wydaje mi się, że nie można poświęcać całej uwagi na udowadnianie, że nie jest się wielbłądem.

Dostrzegłem jeszcze jeden powód tak wielkiego zainteresowania ze strony polityków dziejami ostatnich kilkudziesięciu lat. Otóż jest to czas stosunkowo nieodległy i nie wszystkie konflikty jeszcze wygasły. Wymowny jest cytat Leszka Żebrowskiego: Trzecie pokolenie AK walczy z trzecim pokoleniem UB.

Z kolei z drugiej strony barykady można by usłyszeć wierzących w to, że Hydra faszyzmu jeszcze nie dobita!, jak głosiła jedna z ulotek rozprowadzanych w sierpniu 1945 roku. Jest to jednak przestrzeń ideowa, lecz są też zwady bezpośrednie. Nie jest intencją autora wymieniać nazwiska konkretnych osób z życia publicznego, ale ogólnie można napisać, iż wciąż żywe są spory o to, kto co robił w stanie wojennym albo jaką postawę miał wobec rządu Jana Olszewskiego. Należy zatem jasno powiedzieć, że zbyt krótko jeszcze żyjemy w XXI wieku, żeby pewne sprawy nie wzbudzały tyle emocji.

Jeszcze co do naszych polityków muszę przyznać, że mimo wszystko samorządowcy najczęściej nadają ulicom swoich miejscowości imiona Tadeusza Kościuszki i Adama Mickiewicza – w skali wojewódzkiej te dwie postaci dominują, odpowiednio w 8 i 6 województwach (w śląskim obaj panowie ex aequo, zaś w świętokrzyskim jednak wyjątkowo zwycięża Stefan Żeromski).

XX stulecie – wiek zerwania?

Kiedy rozmawiałem ze znajomym studentem historii o popularyzacji naszej dziedziny, ten powiedział, że kiedy rozmawia się z ludźmi spoza Wydziału Historii, to najbardziej interesującym tematem przy przysłowiowym piwie jest coś z XX wieku i użył ciekawych argumentów.

Stwierdził, że jest to epoka dynamiczna, w której każdy znajdzie coś dla siebie i tak bliska naszym czasom, że deklasuje pozostałe. Wspomnienie przeze mnie XIX-wiecznej Austrii poskutkowało szybkim ucięciem ze strony mojego interlokutora, który powiedział, iż współczesnemu człowiekowi ojczyzna Mozarta kojarzy się tylko i wyłącznie z kształtem znanym obecnie, z „małym kraikiem w Alpach”.

Co tu dużo mówić – w ubiegłym stuleciu dokonał się wielki (i krwawy) reset tego, co było do tamtej pory znane. Mury runęły i pogrzebały stary świat – jakby to zaśpiewał Jacek Kaczmarski. W sensie dosłownym runęła Warszawa grzebiąc pod gruzami setki lat historii, została zrujnowana szlachta (ziemiaństwo), będąca nośnikiem pewnych tradycji, a częste wzloty i upadki polskiej państwowości (21 lat II RP, 44 lata PRL, 35 III RP – każde odcinające się od poprzedniego) nie sprzyjały jakiemuś zakotwiczeniu Polaków, świadomości ciągłości państwowej przez wieki.

Pamięć kalendarzowa

A nie pomaga w tym to, że patrząc w kalendarz widzimy ustanowione przez naszych parlamentarzystów święta i narodowe dni pamięci dotyczące głównie XX wieku. Policzyłem je i wyniki wypadają tak:

  • Średniowiecze: 1
  • Nowożytność: 3
  • XIX wiek: 0
  • XX wiek: 12

Warto sobie krótko omówić, co upamiętniają i jakie mają korzenie:

Pierwsze mamy stosunkowo młode święto: Dzień Edukacji Polskiej przypadający na 19 lutego. Ma ono upamiętniać wszystkich polskich naukowców na przestrzeni wieków. Data jest jednak nieprzypadkowa – zbiega się ona z urodzinami Mikołaja Kopernika.

1 marca – Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Święto tyleż znane co kontrowersyjne, a przez to wchodzące w społeczną pamięć. Jedni manifestują, drudzy kontrmanifestują.

24 marca – Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów. Temat, o którym się wiele mówi (i dobrze).

14 kwietnia – Święto Chrztu Polski. Wedle przytaczanych już badań CBOS z 2016 roku 1050-lecie tego wydarzenia spowodowało spore zainteresowanie tym tematem. Myślę jednak, że dla wielu na wszystko to padał cień obchodów z 1966 roku i pamiętna rywalizacja władzy komunistycznej z Kościołem katolickim.

1 maja – komunistyczne Święto Pracy. Z rzadka obchodzone inaczej niż jako dodatkowy dzień wolny w majówce.

Następnie jest Narodowe Święto Konstytucji 3 Maja. Wedle wspomnianego już badania CBOS jest to dla Polaków ważna data, jednakże niewielu spośród pytanych potrafiło wskazać poprawny rok uchwalenia Ustawy Rządowej.

Jeśli chodzi o jego obchody to jest to de facto dodatkowy dzień wolny w majówce – z dużą śmiałością mogę rzec, że nic okolicznościowego się wówczas nie dzieje. Nie ma nawet „ogólnonarodowej” debaty czy Konstytucja była potrzebna i powinna zostać uchwalona czy też nie, jak to ma miejsce choćby 1 sierpnia odnośnie powstania warszawskiego.

I to wcale nie jest tak, że sens wydarzeń z 3 maja 1791 roku nie podlega dyskusji. Chociażby profesor Andrzej Chwalba w popularnonaukowej książce (właściwie wywiadzie z nim przeprowadzonym przez Wojciecha Harpulę) Zwrotnice dziejów. Alternatywne historie Polski podważa utarte postrzeganie Konstytucji, kwestionując rozsądek uchwalających ją polityków. Być może kiedyś ta naukowa dysputa przeniknie również do przestrzeni publicznej.

8 maja – Narodowy Dzień Zwycięstwa. Czasem zdarzają się głosy polemiczne czy faktycznie jest co świętować i wtedy goreje dyskusja na temat bilansu II wojny światowej.

20 czerwca – upamiętnienie powstań śląskich.

12 lipca – Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej.

1 sierpnia – Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego. Niezmiennie budzący emocje, godnie upamiętniany sygnałem syren w godzinę „W” i omawiany.

15 sierpnia – Święto Wojska Polskiego. Coroczna parada i przemówienia okolicznościowe służą raczej bieżącej polityce niż upamiętnieniu przeszłości.

31 sierpnia – Dzień Solidarności i Wolności.

14 października – Dzień Edukacji Narodowej. W potocznej pamięci po prostu Dzień Nauczyciela. Jednakże to święto ma upamiętniać powstanie KEN w 1773 roku – pierwszego takiego przedsięwzięcia na świecie.

19 października – Narodowy Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych.

11 listopada – Narodowe Święto Niepodległości. Chyba nie trzeba nic nadmieniać.

27 grudnia – Narodowy Dzień Pamięci Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego.

Dlaczego XX wiek jest najpopularniejszą epoką historyczną? Podsumowanie

Na pierwszych zajęciach z Nauk Pomocniczych Historii XX wieku prowadzący zapytał nas, dlaczego starożytności i XX stuleciu są poświęcone aż po dwa semestry zajęć, podczas gdy średniowieczu, nowożytności i XIX stuleciu tylko po jednym.

Wówczas jeden ze studentów pozwolił sobie na żart, iż po prostu istnieje „lobby starożytnicze”, które działa na rzecz takiej atencji dla antyku. Ja, na podsumowanie tych przydługich wywodów, mogę postawić tezę, że istnieje „lobby XX-wieczne” i takim lobbystą (co nie jest bynajmniej obelgą) jest każdy żyjący i pamiętający coś z ubiegłego stulecia.

Jak już napisałem wyżej – koszula bliższa ciału. Jednakże nie zapominajmy, że historia nie zaczyna się od nas. Zwłaszcza, że przed nami 1000. rocznica koronacji Bolesława I Chrobrego, 500. hołdu pruskiego i wiele innych, mniej okrągłych.


Bibliografia:

  • Czejarek R., Tych trzech królów specjalnie zasłużyło się Polsce, jedynka.polskieradio.pl [dostęp 29.11.2024].
  • Dzisiaj trzecie pokolenie AK  walczy z trzecim pokoleniem UB, 1945, techpedia.pl [dostęp 29.11.2024].
  • Kto pisze naszą historię? Prof. Andrzej Nowak – 1000 lat historii i wojna „polsko-polska” [PL], youtube.com [dostęp 29.11.2024].
  • Najczęstsi patroni ulic w poszczególnych województwach w Polsce, techpedia.pl [dostęp 27.11.2024].
  • Niedbalski M., Średnio 952 tys. widzów ogląda w TVP 1 serial „Korona królów. Jagiellonowie”, press.pl [dostęp 24.11.2024].
  • Piotrowski M., Świadomość historyczna Polaków pod względem elementarnej wiedzy oraz dumy i wstydu – wyniki badania sondażowego, „Klio. Czasopismo poświęcone dziejom Polski i powszechnym”, LXIV, 2022, 4, s. 157-170.
  • Świadomość historyczna Polaków, „CBOS”, LXVIII, 2016, cbos.pl [dostęp 24.11.2024].

[1]A. Sikorowski, M. Sikorowska, Pani Zosia, 2010.

Comments are closed.