Cudnej mimozie – wstrętna pokrzywa

Cudnej mimozie – wstrętna pokrzywa |Recenzja

„Cudnej mimozie – wstrętna pokrzywa” Listy Kornela Makuszyńskiego do żony Janiny i teściów, odczytanie z rękopisu, opracowanie i wstęp Justyna Staroń

Miłość, która przetrwała wojnę, zsyłki i cenzurę, uwięziona w papierze, wciąż tchnie ciepłem słów i szelestem papeterii. Wśród odcieni czułości, pełnych neologizmów i westchnień, Kornel Makuszyński jawi się nie tylko jako pisarz, ale jako człowiek – kochający, wrażliwy, bystry obserwator rzeczywistości. I choć dziś epistolografia to już niemal ginący gatunek, książka Cudnej mimozie – wstrętna pokrzywa udowadnia, że list potrafi mówić więcej niż powieść.

Sztuka epistolografii na naszych oczach zamiera, właściwie to już ledwie dyszy. Jedni uznają ją za anachroniczną, a ci, którzy trochę się snobują, za godną naśladowania. Natomiast popularność tego typu publikacji jest spora, ogarnia i niszowe zachwyty badaczy, pasjonatów, a czasem ociera się o bestselery.  W świecie dominujących form praktycznych i użytecznych komunikatów, dobrze jest więc czasami zatrzymać się, zwolnić, przyjrzeć, pomyśleć… ileż to stron ręcznego pisma.

Tak, list jest zapewne gatunkiem najbardziej wystawionym na zmienną pogodę rzeczywistości. Im mniej piszemy listów, tym więcej i chętniej czytamy publikowane zbiory. Edycje korespondencji znanych pisarzy,  zaczęły się pojawiać incydentalnie już w XIX wieku, a pod koniec XX stały się oddzielną dziedziną rynku wydawniczego oraz pracy naukowej. Pasjonują czytelników, historyków, biografów, literatów, często inspirują. No i czytamy je z przysłowiową  łezką w oku, mrucząc, że kiedyś to były czasy… pachnące atramentem i szeleszczące papeterią.

Ważną rolę spełnia ten, kto opracuje zachowane w rękopisach, odnalezione w archiwach listy. Od tego jak je uporządkuje, jaką strukturę nada tekstowi, od jego pomysłu na publikację  zależy późniejsza recepcja czytelnicza i popularność dzieła. Takiego zadania podjęła się Justyna Staroń i dzięki jej pracy otrzymaliśmy niezwykłą kronikę miłości kochającej się rodziny, utkaną z listów Kornela Makuszyńskiego, pisanych w ciągu dwudziestu lat, a datowanych od roku  1926  do  1946. Badaczka odczytała z oryginału zachowaną korespondencję Makuszyńskiego, czyli rzeczonej „wstrętnej pokrzywy” do żony  Janiny – tytułowej „cudnej mimozy” oraz teściów Zofii i Antoniego Gluzińskich.

Justyna Staroń swoją publikację opracowała z pietyzmem i rzetelnością edytorską najwyższej próby. Edycję korespondencji opatrzyła fascynującymi przypisami, w których czytelnik odnajdzie nie tylko informacje kto, gdzie, kiedy, w jakich okolicznościach dziejowych, ale również w jakiej kopercie z jakim znaczkiem, z jakimi wycinkami z gazet, rysunkami czy naklejonymi zdjęciami… były te listy.  Zaiste benedyktyńska praca, ale i  niekłamana przyjemność dla czytelnika.

Ach, jak to się czyta: „Koperta uszkodzona, brunatna bibułowa wyściółka, zaadresowana odręcznie czarnym atramentem, Znaczki wycięte. Papier listowy i koperta należą do tego samego kompletu papeterii – papier gładki, pożółkły, faktura w kratkę.”  Cóż za inspiracja dla czytelniczej wyobraźni i jakie możliwości stawiania pytań np. kto wyciął znaczki? Jaki odcień brązu miała bibułka, czy pachniała kiedyś perfumami? Rozszerza możliwości interpretacji, skłania do wielopoziomowego odczytywania oraz ukazuje perspektywę dokumentalną tej pracy.

Zadziwia tym samym kunszt i precyzja Justyny Staroń w eksponowaniu nawet najmniejszych szczegółów badawczych czy ciekawostek archiwalnych. Publikacja zawiera również bibliografię, indeksy utworów Makuszyńskiego oraz nazw geograficznych, nazwisk, pseudonimów, przydomków, wszelkiej maści wykaz skrótów. Kompozycja jest dwudzielna, w tradycyjnym układzie chronologicznym. Część pierwsza to listy do żony, a druga – do teściów.

Jak zwykle w publikacjach IPN – u otrzymujemy równocześnie fascynujący zbiór ikonograficzny. Zdjęcia, ilustracje, plakaty, rysunki, gazety, nuty, listy, telegramy, bilety wizytowe, wiersze, wycinki, okładki książek… naprawdę tę książkę też się świetnie ogląda. Taka podróż sentymentalna do lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Warto spojrzeć przez te infografiki na samego pisarza, trochę odkładanego na półkę szanowanych, zacnych, acz niedzisiejszych, trochę anachronicznych i coraz trudniejszych językowo dla odbiorców. Zwłaszcza, że nazwisko znane, rozpoznawane i jeszcze wciąż obecne w tożsamości kulturowej narodu.

Promieniem słońca…

Z  „promieniem słońca…”  kojarzymy najczęściej Kornela Makuszyńskiego i jego metodę twórczą i tak nazwała ją w swojej pracy Anna Czerwińska -Rydel. Pisał promieniami słońca o urodzie istnienia. Szukał blasku życia, nie jego cieni. “Oto drży pióro moje jak żądło podnieconej czymś osy; i mimo stu słonecznych promieni, choćby mi słońce każdą chciało wyzłocić kartę, choćby się dzień słoneczny położył na moich papierzyskach i grał, i dzwonił złotem swoich promieni — pióro moje…”. Stąd najczęściej jest kojarzony przede wszystkim jako autor pogodnych książek dla dzieci i młodzieży. Wymieniany jednym tchem zestaw tytułów: „Awantura o Basię”, „Szatan z siódmej klasy”, „Panna z mokrą głową”, „O dwóch takich, co ukradli księżyc”, „Szaleństwa panny Ewy”, „Przygody Koziołka Matołka” czy „Awantury i wybryki małej małpki Fiki – Miki”. Bestselery!

Niestety, o wiele mniej znane są jego utwory pisane  dla dorosłych. Takie tytuły jak „Fatalna szpilka”, „O duchach, diabłach i kobietach”, „Perły i wieprze”, „Radosne i smutne” czy „Człowiek znaleziony w nocy” nie należą już do tych powszechnie znanych i rozpoznanych. Jednak i one były „…pisane słońcem”. Najczęściej są to powieści humorystyczne, arcyzabawne, czasami z kryminalną fabułą, często ukrytymi znaczeniami oraz eksponowanym morałem. To podobało się ogromnie  i przed wojną był Makuszyński jednym z najpoczytniejszych, najbardziej popularnych i najbardziej płodnych polskich pisarzy. Dzięki temu stał się też człowiekiem zamożnym, kolekcjonerem dzieł sztuki, bywalcem salonów II RP. Oczywiście, jeszcze mniej znana jest jego korespondencja. Praca Justyny Staroń jest w jakimś zakresie absolutnie pionierska.

Prolegomena  autorki, poprzedzająca publikację korespondencji, prezentuje nie tylko życie pisarza  i jego drugiej żony. Eksponuje także kontekst dziejów znakomitej rodziny Gluzińskich.  Wprowadza w sam środek pulsującego życia towarzyskiego środowisk artystyczno – literackich przedwojennej Polski. Listy Makuszyńskiego są wypełnione anegdotami, dykteryjkami, plotkami i ploteczkami o znajomych, sławnych osobach ze świata nauki, teatru, malarstwa, literatury, muzyki, ale także polityków, profesorów akademickich i działaczy społecznych. To barwny portret socjety, w której właśnie Kornel Makuszyński był gwiazdą. Znany, podziwiany, zapraszany… bywał i zaszczycał…, a potem z ogromnym dystansem pisał o tym wszystkim do swojej ukochanej żony. Pisał łatwo, szybko, z ogromną swadą i poczuciem humoru, pisał szczerze, dosadnie, ale jak to on – pisał zawsze „…promieniami słońca”.

Introdukcja Justyny Staroń jest dokładna, uporządkowana, przedstawia fascynującą biografię pisarza.  Poznajemy historię pierwszego małżeństwa z Emilią z Bażeńskich, nazwaną przez Leopolda Staffa „archaniołem o czarnych oczach czarodziejki”. Poznajemy Litwę z Wilnem oraz artystyczny Lwów czasów Młodej Polski, wydarzenia I wojny światowej. Następnie Warszawę i Zakopane, kiedy Makuszyński żyje samotnie jako wdowiec aż do spotkania Janiny z Gluzińskich i zawarcia z nią w 1927 roku małżeństwa.  Następną odsłoną są lata trzydzieste i II wojna światowa. Utrata wszystkiego, cudowne ocalenie życia, okupacja i eksodus mieszkańców Warszawy po upadku powstania.

Najmniej uwagi poświęca Justyna Staroń czasom po zakończeniu wojny, a to okres najmroczniejszy w życiu Makuszyńskiego, bo wtedy to – jak pisał Mariusz Urbanek – „ukradziono mu słońce”. Po 1945 objęty został zakazem publikacji i poddany szykanom, właściwie skazany na niebyt. Cenzura prawem kaduka i bez znieczulenia zmieniała dowolnie jego utwory. Ta instrumentalna ingerencja  najprawdopodobniej spowodowała, że autor „Listów z Zakopanego” zaprzestawał pisania.

Dzięki istnieniu ostatnich prywatnych wydawnictw w PRL-u wydał tylko jedną książkę pt. „List z tamtego świata”. W Zakopanem żył w zapomnieniu, biedzie. Zajmowali z żoną niewielkie mieszkanie, Janina pracowała jako nauczycielka muzyki. Był to czas naznaczony też piętnem jego choroby, cierpienia i niemocy wobec powojennego świata. „Nie, ani słowa więcej nie napiszę, ani litery ode mnie nie usłyszą!” Człowiek autentycznego sukcesu, jeden z najweselszych i najbardziej optymistycznych pisarzy dwudziestolecia międzywojennego zderzył się z nową, komunistyczną rzeczywistością. I ona ostatecznie go pokonała.

„Jedyna i po Bogu Najukochańsza!” Listy … ach! jakże miłosne.

List to hybryda, jeden z najbardziej eklektycznych gatunków literackich. To manifest intymnej formy wypowiedzi, w której tak naprawdę można prawie wszystko. Korespondencja należy bowiem do tzw. dokumentu prywatnego. Pojawiają się więc pewne wątpliwości czy można drukować wszystko.  Jednak zazwyczaj zwycięża element kognitywny, faktograficzne dążenie do prawdy.

Listy, które wyszły spod ręki Makuszyńskiego  zespalając właśnie tę nutę intymną z nutą pisarską, nutą światowca, tworzą niebanalne,  bogate źródło i świadectwo epoki. Epistolografia ta  intryguje poznawczo, dostarcza przyjemności, nie budzi kontrowersji w odbiorze czytelniczym. Dzieje się to dzięki znakomitej pracy edytorskiej Justyny Staroń, która swoją edycją nie  łamie zasad decorum, troszczy się o elegancję przekazu, ale  i stoi na straży wolności badacza.

Makuszyński pisze lekko, dowcipnie, plotkuje o wszystkim, smuci i weseli, zapisuje te setki stron wyznaniem miłości, tęsknoty do swojej ukochanej żony. Pokazuje również niezwykle życzliwy, oparty na prawdziwej przyjaźni kontakt z teściami. „Są również doskonałym dowodem, jak wielkie poczucie humoru i talent poetycki miał pisarz, jakim uczuciem darzył swoją żonę, w jak barwny sposób opisywał codzienność, ale też na to, że bywał próżny i nie stronił od plotek.”

Można listy czytać jako biografię znanego pisarza czy portret wewnętrzny artysty, ale również bardzo intryguje odbiór tej korespondencję ze względu na sam język wypowiedzi. W tym aspekcie te teksty to unikalny przykład polszczyzny, która odeszła lub odchodzi do przeszłości. Pamiątka polszczyzny eleganckiej, wykwintnej,  czasami ekscentrycznej. Zdania brzmią trochę anachronicznie, trochę obco, ale w tym właśnie ich urok. Kiedy czytamy chociażby zwroty do ukochanej Janiny: „Mój Ty najdroższy Chryzostomie Pasku!” „Lutni moja szczerozłota!”, „Rozśpiewane Twoje usta całuję. Całuję serce Twoje, pełne słodkiej, niebiańskiej harmonii.”,  „Janusiu, moja jedyna!”, „Januśku, ptaku śpiewający!”, „Janusieczko Słodka i Najlepsza!”, „Janusik cudny, drogi, jedyny, najukochańszy, najcudowniejszy, najlepszy!”, „Dziewczyno, śnie mój złoty!”… to zagłębiamy się w poetykę wyznania, prezentację odcieni czułości i subtelności.

Dominacja zdrobnień, neologizmów, częste użycie przymiotników i przysłówków w stopniu najwyższym, do tego ekspresyjna interpunkcja, potwierdza spostrzeżenie Cypriana Norwida, że o „… miłości nie można pisać bezosobowo”. Styl epistolografii Makuszyńskiego staje się demonstracją jego osobowości, jego zachwytu nad pięknem życia, miłością do żony i niekłamaną radością doświadczania pogodnej codzienności. Pisze tak jak kocha, bezpretensjonalnie, bez udawania, zakładanie maski  artysty kochanka. Listy są prawdziwe, szczere, są częścią jego / ich życia, radosnego oczarowania, zanurzenia się w miłości małżeńskiej. Tak po prostu. „Kończę, Januś mój cudowny, tysiącami pocałunków. Kochaj mnie, jak ja Ciebie kocham – więcej nie chcę”.

Malkontenci powiedzą: ale, to już tyle  razy było! A Makuszyński w każdym liście zdaje się mówić: chwilo, życie trwaj! Wbrew powtarzalności, przemijalności. W  tym dostrzegał największy urok i  sens istnienia.

„Gadali dużo banałów i śnieżystych komunałów. Ale serca zacne.” W Zakopanem.

Makuszyński pisał praktycznie z każdego miejsca, dokąd sam wyjeżdżał, ale największa część tej korespondencji powstawała w Zakopanem. Pokochał Zakopane bez pamięci – „To jest bajka, i poemat, i cudo” . Przyjeżdżał tam i latem, i zimą. Interesował się rozwojem narciarstwa, zwłaszcza wśród najmłodszych i niejeden późniejszy mistrz zawdzięczał mu swoje pierwsze narty.

Obraz Zakopanego, który wyłania się z listów, pocztówek i telegramów, wysyłanych prawie codziennie, pulsuje życiem artystycznej stolicy Tatr. To miejsce magnetyzowało wielu i to Zakopane właśnie przez Rafała Malczewskiego (1892–1965), wybitnego malarza, pisarza i taternika, nazwane zostało „pępkiem świata”. Określenie przylgnęło do  miejscowości pod Giewontem niemal od razu. Doszło do tego nie tylko za sprawą położenia u stóp Tatr. Sprawili to  ludzie. Górale oraz przybysze – wybitni artyści, naukowcy, indywidualiści, ekscentrycy, wizjonerzy, którzy znaleźli tutaj natchnienie i czasami  dom.

Za ich sprawą dzisiejsze Zakopane posiada tak wiele unikatowych miejsc, obiektów, zabytków, składających się na jedyną w swoim rodzaju galerię adresów, pensjonatów, domów, gdzie bawili, mieszkali, gościli wybitni Polacy.  

Zakopane, ten pępek świata, miało w sobie coś, co przyciągało i tworzyło wielu nieprzeciętnych ludzi i wiele ponadprzeciętnych myśli oraz idei: Tytus Chałubiński,  Andrzej Chramiec, Władysław hrabia Zamoyski, Stanisław Witkiewicz (ojciec), Oswald Balzer. Tu tworzyli m.in. Seweryn Goszczyński, Henryk Sienkiewicz, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Jan Kasprowicz, Jarosław Iwaszkiewicz,   Karol Szymanowski, Michał Choromański, Helena Modrzejewska, Władysław Orkan, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Józef Conrad, Bronisław Malinowski, Maria Pawlikowska – Jasnorzewska, Magdalena Samozwaniec… i wielu innych. Ta inwazja artystycznego świata zaczęła się w połowie XIX wieku,  i pewnie trwać będzie dopóki w Tatrach wieje halny.

A Kornel Makuszyński stał się w dwudziestoleciu międzywojennym ikoną tego zakopiańskiego świata. Podziwiany i rozpoznawany. Traktowany z szacunkiem, lubiany. Sława podkreślała jego pozycję w życiu literackim przedwojennej Polski. Pisał o tych zaszczytach, chwalił się żonie i teściom. W listach pobrzmiewa nawet  nieskrywana duma.  Otrzymał w 1927 roku honorowe obywatelstwo Zakopanego, a w 1934 roku spełnił swoje wielkie marzenie i  wraz z żoną zakupił mieszkanie w willi „Opolanka”. Tu też po II wojnie światowej zamieszkał. Ale wtedy już listów nie pisał.

Ukochana Janina była obok, troskliwa żona, pielęgniarka w chorobie, przyjaciółka  kresu.  Makuszyński zmarł w 1953 roku,  a Janina z Gluzińskich, wdowa Kornelowa Makuszyńska, przechowała rękopisy, książki, fotografie, uporządkowała spuściznę i przekazała w całości domowe archiwum Muzeum Tatrzańskiemu. „Wśród tej spuścizny znalazła się brązowa koperta pierwotnie zapieczętowana i opisana słowami skreślonymi ręką Janiny Makuszyńskiej: Do otwarcia po mojej śmierci, tylko dla studiów. Wewnątrz znajdowały się trzy płócienne  saszetki, a w nich z kolei jedna z prawdopodobnie najcenniejszych pamiątek wdowy po pisarzu – zbiór jego listów do niej i do jej rodziców.”

Dzięki temu epistolograficzne dziedzictwo Kornela Makuszyńskiego trwa i może być przedmiotem zarówno naukowej eksploracji, jak  i odczytywanym strukturalnie dziełem artystycznym.

„Cudnej mimozie – wstrętna pokrzywa. Listy Kornela Makuszyńskiego do żony Janiny i teściów” to bardzo dobra książka. Polecam gorąco! Zachwyt nad światem i cudem kochania gwarantowany! Znakomita lektura na wakacyjne wieczory, pogodne i ciepłe, z utrwalonymi „…promieniami słońca”.  Zapewniam.


Wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej (IPN)
Ocena recenzenta: 6/6
Jolanta Szacik – Jankowska


UWAGA! Wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki.


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa IPN. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.