Na papierze wygląda to jak dobroczynność. W praktyce często jest to system nacisku, oczekiwań i transakcji, w którym hojność bywa walutą, a wdzięczność – umową społeczną. Mecenat jako narzędzie władzy działał długo zanim ktokolwiek nazwał to PR-em.
Są słowa, które brzmią niewinnie, dopóki nie zobaczysz rachunku. „Mecenat” i „patronat” należą do tej kategorii: pachną kulturą, świątynią, biblioteką. A potem nagle wchodzą do polityki bocznymi drzwiami. Jak wyglądał ten mechanizm w praktyce? Jako obowiązek, inwestycja, a czasem forma zabezpieczenia życia.
Kiedy hojność jest obowiązkiem, a nie wyborem
Rozpatrując działalność mecenasowską z perspektywy historycznej, musimy zacząć od starożytności. Samo słowo pochodzi od Mecenasa, rzymskiego protektora artystów z czasów cesarza Augusta.
Wydaje się, że społeczeństwa antyczne wyjątkowo jasno określiły kryteria funkcjonowania w nich bogaczy, w tym konieczność różnego rodzaju aktywności patronackiej, i to niekiedy dość demonstracyjnej – jasność ta była posunięta tak dalece, że patrząc przez antyczny pryzmat na dzisiejsze zbiorowości, widzimy w nich cechy, które inaczej mogłyby ujść naszej uwadze.
Tekst jest fragmentem książki Jak bogowie pośród ludzi, która czeka na Ciebie tutaj:
Być może najlepiej widać to na przykładzie społeczeństwa i kultury greckiej. Rozważmy szczególnie adekwatny w tym kontekście tekst, fragment dzieła Ksenofonta Ekonomik.
Jest to dialog sokratyczny traktujący o naturze bogactwa i właściwym zarządzaniu gospodarstwem. W rozmowie z ateńskim człowiekiem interesu i właścicielem ziemskim Kritobulosem Sokrates dowodzi, że pomimo swego bogactwa Kritobulos jest uboższy od niego, a to z następujących powodów:
Otóż, po pierwsze […] dostrzegam, że musisz składać liczne i wspaniałe ofiary, w przeciwnym bowiem razie ani bogowie, ani ludzie, jak sądzę, nie będą z ciebie zadowoleni; po drugie, stosowne jest, byś przyjmował licznych gości, i to hojnie; po trzecie, musisz wydawać uczty dla obywateli i oddawać im przysługi, inaczej bowiem stracisz sojuszników. Oprócz tego zdaję sobie sprawę, że państwo już nakazuje tobie wydawać olbrzymie kwoty na hodowlę koni, pełnienie obowiązków chorega, gimnazjarchy oraz patrona metojków, a gdyby wybuchła teraz wojna, to nakazałoby tobie również sprawowanie trierarchii i nałożyłoby takie podatki od majątku, których nie byłbyś w stanie uiścić bez trudu. Gdyby natomiast uznano, że niedostatecznie wypełniasz te zobowiązania, to wiem, że Ateńczycy mściliby się na tobie, i to nie mniej zaciekle, niż gdybyś został przyłapany na kradzieży ich własnego mienia.
Ksenofont, który w dialogu mówi ustami Sokratesa, wyraża się jasno: społeczeństwo ateńskie wymaga wiele od swoich najbogatszych obywateli, między innymi łożenia na szkoły, chóry i świątynie. Działalność dobroczynna bogaczy miała obejmować też inne sfery i zwielokrotniać się w czasach takich kryzysów jak wojny, podczas których zamożni obywatele mogli być proszeni między innymi o wyposażenie i utrzymanie okrętu wojennego o nazwie triera (zwało się to trierarchią).
Społeczna zgoda bywa warunkowa
Akceptacja bogaczy przez społeczeństwo zależała od ich gotowości do finansowania różnych celów publicznych; inaczej „ani bogowie, ani ludzie” nie byliby z nich zadowoleni. W demokracji ateńskiej czasów Sokratesa (V wiek p.n.e.) odrzucenie społeczne łatwo mogło pociągnąć za sobą opłakane skutki, włącznie z wygnaniem, a nawet wyrokiem śmierci. Tym łatwiej, że skąpy bogacz zostałby „pozbawiony zwolenników”.
Jak pamiętamy z poprzedniego rozdziału, w czasach przedprzemysłowych pozycja bogaczy, a zwłaszcza największych bogaczy w społeczeństwie była niepewna. Z tej perspektywy widać, że wywód Ksenofonta dobrze ilustruje przeszkody, jakie później, w średniowieczu, utrudniały bogaczom zdobycie społecznego uznania, chociaż rzeczywistość społeczno-kulturowa wyglądała wówczas zupełnie inaczej, a średniowieczny pogląd na krezusów był przeniknięty chrześcijańską teologią. Innym aspektem, który wymaga naświetlenia, jest polityczny charakter działalności dobroczynnej greckich bogaczy.
„Dobrowolne” w cudzysłowie: pieniądz, który ustawia reguły gry
To, co powiedziano o Atenach, dotyczy również innych miast-państw greckich: fundusze gromadzono dzięki „dobrowolnym” darowiznom (epidosis) i liturgiom (za których sprawą bogacze przyjmujący je brali na siebie pewne wydatki publiczne, na przykład choregia, czyli opłacanie chóru przygotowującego się do igrzysk teatralnych, albo gymnasiarchia, czyli łożenie na drużynę uczestniczącą w igrzyskach olimpijskich).
Do ważnych epidosis należały przedsięwzięcia budowlane na dużą skalę; w ten sposób sfinansowano na przykład nowy stadion wzniesiony około 330 roku p.n.e. pod Atenami dla uczestników odbywających się co cztery lata igrzysk panateńskich. Niektórzy bogacze czuli się zapewne przytłoczeni obowiązkami społecznymi, na które musieli się godzić z obawy przed utratą pozycji wśród równych sobie, choć mogły ich one zrujnować.
Patronat finansowy i kontrola: elegancka forma nacisku
Na ogół jednak system dobrowolnych i na wpół dobrowolnych darowizn służył też zapewnieniu elicie ekonomicznej kontroli nad życiem politycznym. Przecież, jak wiemy z rozdziału 8, zdaniem wielkiego ucznia Sokratesa, Platona, wspaniałość (megaloprépeia) należała do charakterystycznych cnót króla-filozofa. Ksenofont (również uczeń Sokratesa) podkreśla ekonomiczne znaczenie wspaniałości, która polega na osiąganiu wielkich celów za pomocą ostentacyjnego łożenia na cele publiczne.
Jeśli w demokracji ateńskiej bogacze sprawowali patronat finansowy nie tylko przez wzgląd na karierę polityczną, lecz także na zagrożenie dla ich osobistego bezpieczeństwa, gdyby nie spełnili społecznych oczekiwań, to w Republice Rzymskiej, z jej znacznie stabilniejszym i społecznie konserwatywnym ustrojem, związek między ponoszeniem wydatków na cele publiczne a ambicjami politycznymi był jeszcze wyraźniejszy.
Ile kosztuje kariera?
Cyceron, słynny polityk i mówca, pisze w rozprawie De officiis (O powinnościach), że człowiek bogaty powinien ostrożnie szafować datkami, gdyż szybko może wyczerpać swe zasoby. Zarazem jednak zauważa, że gdy okazja jest stosowna, bogacz powinien okazać szczodrość (liberalitas), zwłaszcza gdy chce zrobić karierę polityczną, bo samo podejrzenie o skąpstwo może ją zwichnąć już na początku.
Bardzo bogatemu Mamerkusowi, który nie przyjął urzędu edyla z obawy o wydatki na publiczne uroczystości i dlatego nie został wybrany na konsula, przeciwstawia Cyceron młodego polityka Publiusza Krassusa (syna triumwira Marka Licyniusza Krassusa), którego wysoko cenił. W czasie pełnienia urzędu edyla Krassus urządził wspaniałe igrzyska, dzięki czemu zdobył większe poparcie i rozszerzył swoje wpływy – ku pożytkowi publicznemu, albowiem (według Cycerona) był on cnotliwym mężem.
Cyceron uznawał za zasadne wydatki na organizację igrzysk, uczt, walk gladiatorów i podobnych rozrywek, jeśli domagał się tego lud i jeśli służyło to karierze uczciwego polityka. Uważał jednak, że inne formy ofiarności publicznej, zwłaszcza finansowanie wielkich projektów inwestycyjnych, takich jak budowa murów, doków, portów i akweduktów, bardziej zasługują na pochwałę. Tego rodzaju budowle, pisał, „zaskarbią nam większą wdzięczność potomności”.
Po upadku republiki i ustanowieniu pryncypatu przez Oktawiana Augusta, którego rządy rozpoczęły się w 27 roku p.n.e., zdolność i gotowość do dokonywania wielkich dzieł (oraz płacenia za nie), czyli do okazywania wspaniałości, były nadal niezbędne każdemu, kto chciał zajść wysoko w cesarstwie. Dobrym przykładem jest historia Heroda Attyka (101–177 n.e.), potomka niezmiernie bogatej rodziny ateńskiej i senatora za czasów Antoninów, który doszedł do stanowiska konsula.
W czasie swojej kariery Herod ufundował wiele budowli publicznych (teatrów, łaźni, akweduktów i tak dalej) w Italii i Grecji, sfinansował także remont kapitalny Stadionu Panateńskiego w Atenach, który został pokryty marmurem i rozbudowany do pojemności 50 tysięcy miejsc. Herod, sam wybitny filozof i słynny mówca, odznaczył się też jako mecenas sztuki i literatury. Zresztą ta forma patronatu była zapewne częściej spotykana za cesarstwa niż w czasach republiki.
W początkowym okresie cesarstwa rozwinął działalność Mecenas (68–8 p.n.e.), towarzysz Augusta i być może największy protektor literatury w dziejach Zachodu. Do jego podopiecznych należeli poeci: Wergiliusz, Horacy i Propercjusz oraz historyk Liwiusz. Ten potomek Cilniuszy, etruskiego rodu książęcego z Arretium (dziś Arezzo w Toskanii), odziedziczył duży majątek, ale był też znany jako zdolny administrator.
Mecenat i propaganda: gdzie kończy się przyjaźń, zaczyna ustrój
Zdaniem wielu działał w porozumieniu z Augustem jako nieoficjalny minister kultury, a jego zadaniem była propaganda, mająca zwiększyć poparcie dla nowego ustroju. Pogląd ten również się kwestionuje, gdyż nie ma dowodów na to, aby Mecenas żądał jakichś konkretnych przysług od artystów, którymi się opiekował i których traktował bardziej jak przyjaciół (amici) niż klientów.
Zapewne garnęli się do niego, bo podzielali jego poglądy, w tym polityczne. Pozostaje jednak faktem, że powstanie pryncypatu zostało życzliwie przyjęte przez artystów z różnych dziedzin, a wielu z nich udało się pod skrzydła Mecenasa; rzymskie pojęcie amicitia obejmowało również wymianę usług. Sam Mecenas, mimo domniemanych sporów z Augustem, do śmierci pozostał jego bliskim przyjacielem, wyznaczając go nawet na spadkobiercę całej swej spuścizny.
Mecenat publiczny z czasów rzymskich uchodził pod wieloma względami za wzór w średniowiecznej Europie, a także później, w czasach renesansu. Przypomniano wówczas starożytne pojęcie wspaniałości, aby uzasadnić istnienie elity ekonomicznej w społeczeństwie, a nawet jej wysokie aspiracje polityczne.
Wymagało ono uzasadnienia, bo owa elita coraz bardziej oddalała się od zwykłych obywateli z powodu majątku zdobytego w handlu, przemyśle i finansach. Jak już wiemy z rozdziału 8, w późnym średniowieczu wspaniałością, na której zbiorowość mogła wiele skorzystać, odznaczali się ludzie żywiący ambicje politycznego przewodzenia tej zbiorowości.
Doskonałym przykładem jest Kosma Medyceusz Starszy, który według włoskiego autora z końca XV wieku, Giovanniego Pontana, pierwszy w swoich czasach dał dowody wspniałości na skalę porównywalną z Rzymianami. Wznosił okazałe pałace i kościoły, zakładał biblioteki, a jednocześnie, i po części dzięki owej wspaniałości, stał się faktycznym władcą Florencji.
Zysk duchowy, zysk społeczny: jałmużna jako inwestycja
Oprócz pragnienia społecznego uznania i zapewnienia sobie politycznego poparcia bogacze z późnego średniowiecza mieli jeszcze inną motywację do łożenia na cele publiczne: uzyskanie korzyści duchowych. Bogactwo samo w sobie uchodziło za potencjalnie grzeszne, a sposób jego zgromadzenia mógł narazić posiadacza na dodatkowe duchowe niebezpieczeństwa; niewątpliwie ryzykowna była więc działalność finansowa, ale także, przynajmniej według takich teologów jak święty Tomasz z Akwinu, handel na wielką skalę.
Okoliczność ta skłaniała zaawansowanych wiekiem krezusów do działalności dobroczynnej i otaczania opieką instytucji religijnych, a także do hojnych zapisów na te cele Przykładem jest znów postępowanie Kosmy Medyceusza Starszego i Francesca di Marco Datiniego, który, jak pamiętamy, zapisał większość majątku organizacjom dobroczynnym, a nawet ufundował Szpital Niewiniątek, pierwszą ochronkę w dziejach Zachodu.
Budowano ją od 1419 roku według projektu słynnego architekta Filippa Brunelleschiego. Gmach Spedale degli Innocenti to jedno z najwcześniejszych dzieł architektury renesansowej, a także dobry przykład splatania się działalności charytatywnej z mecenatem sztuki.
Awans społeczny opłacony wizerunkiem
Dobroczynność i opieka nad instytucjami religijnymi zaspokajały nie tylko duchowe potrzeby. Ponieważ od „dobrego kupca” oczekiwano działalności charytatywnej, tego rodzaju aktywność pomagała mu w zdobyciu pozycji oraz wejściu do społecznej, politycznej i ekonomicznej elity. Dlatego można ją uważać także za inwestycję mającą przynieść zyski w przyszłości (nie negując oczywiście korzyści, jakie odnoszą ubodzy i inni beneficjenci).
Donato Ferrario, mediolański kupiec z początku XV wieku, pochodził ze wsi Pantigliate. W Mediolanie był więc homo novus („nowym człowiekiem”), przez co nie było mu łatwo osiągnąć sukces materialny. Dopiął jednak celu, a swój awans społeczny uwieńczył i przypieczętował wobec całej społeczności ustanowieniem w 1429 roku pobożnej fundacji pod nazwą Scuola della Divinità di Tutti i Santi (Szkoła Teologii Wszystkich Świętych); jej zadaniem był rozdział jałmużny pomiędzy ubogich mieszkańców miasta.
Statut, w którym ów cel był zapisany ułożył sam Donato, nie zrezygnował też z nadzorowania organizacji, a zwłaszcza jej nieruchomości. Nie tylko sprawował pieczę nad zarządem złożonym z szacownych obywateli (wybranych przez siebie), ale i postanowił, że nawet po jego śmierci przeor i dwaj członkowie zarządu będą pochodzić z rodziny Ferrario.
Tekst jest fragmentem książki Jak bogowie pośród ludzi. Historia bogaczy na Zachodzie, i powstał we współpracy z Wydawnictwem Wielka Litera. Opracowanie, wstęp i śródtytuły: Agnieszka Cybulska.
