Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Gnić na oczach swoich poddanych – czyli… o właścicielu Rzeszowa, Mikołaju Spytku Ligęzie

Gnić na oczach swoich poddanych – czyli… o właścicielu Rzeszowa, Mikołaju Spytku Ligęzie

Miał ponoć żyć ponad sto lat, jak zapisano „niespożyty, fenomenalny starzec, który przeżył pięciu królów, pan możny i światły, wielki filantrop”. Mikołaj Spytek Ligęza, kasztelan i właściciel podkarpackiego Rzeszowa, większość – nielicznych zresztą – zabytków Rzeszów zawdzięcza właśnie jemu… Pozostawił po sobie ogromną fortunę i testament, w którym po śmierci zapragnął zgnić na oczach swoich poddanych…

Walerian Nekanda Trepka w swoim Liber chamorum wspominał, iż o Mikołaju Ligęzie plotkowano, że jego naturalnym ojcem był woźnica jego matki – Elżbiety z Jordanów. W wieku 28 lat został kasztelanem czechowskim, później starostą ropczyckim i bieckim i kasztelanem sandomierskim, wreszcie senatorem. Był trzykrotnie żonaty: z Zofią Rzeszowską, Elżbietą Kormanicką oraz Zofią Krasińską. Pierwsza żona wniosła Ligęzie Rzeszów jako wiano. Mikołaj był przyjacielem Wazów, a jego regalistyczna postawa szczególnie zaznaczyła się podczas rokoszu Zebrzydowskiego wymierzonego przeciwko królowi Zygmuntowi III Wazie. Jego dobra, przede wszystkim Biecz, za lojalność uzyskały od króla liczne przywileje. W 1605 roku udał się na wesele królewskie Zygmunta III z Konstancją Habsburżanką. Podarował „młodej parze” upominek wykonany ze szczerego złota przez jednego z rzeszowskich jubilerów…

Wojna o jarmarki

Mikołaj Spytek Ligęza z kościoła bernardynów w Rzeszowie
Fot: Arkadiusz Bednarczyk

Ligęza dbał o gospodarczy i handlowy rozwój Rzeszowa. Prowadził „wojnę o jarmarki” z właścicielem sąsiedniego Łańcuta – Stanisławem „Diabłem” Stadnickim. W Rzeszowie odbywały się one na świętego Wojciecha – 23 kwietnia. Stadnicki zaś starał się odciągnąć kupców od Rzeszowa organizowanym w Łańcucie jarmarkiem na świętego Marka, czyli dwa dni później (który kiedyś był przyznany miastu przez Jana Olbrachta, później zaś, na skutek protestu Rzeszowskich, odwołany przez króla Aleksandra Jagiellończyka). Diabeł zdaje się wyznawał zasadę „wszystkie chwyty dozwolone”, gdyż napadał na kupców ściągających do rzeszowskiego grodu, blokował dostęp do miasta, zatrzymywał towary, a kupców z Mołdawii zmusił do wystawiania towarów na rynku w Łańcucie. Kiedy zamknął drogi do Rzeszowa, Ligęza zebrał trzy hufce i ruszył na Łańcut. Jak to się skończyło – dzisiaj nie wiemy. Ale do bitwy doszło też później, na moście w Przemyślu, kiedy to obaj magnaci przybyli na roki sądowe. Potyczka pociągnęła za sobą kilka ofiar śmiertelnych wśród żołnierzy obu panów. Walkę o jarmark kontynuował syn Diabła – Władysław. 1 maja 1617 roku wojska Stadnickiego wpadły do Rzeszowa, czyniąc wiele szkód. Zwaśnione strony do pokoju wzywał sam król Zygmunt III Waza, sprawa ostatecznie zakończyła się tym, że i Rzeszów utrzymał swój jarmark, i Łańcut został zaspokojony – miasto otrzymało prawo składu win i ryb.

Nasz bohater był surowym panem. Swoich urzędników i poddanych trzymał krótko. Jednego ze swoich karczmarzy za oszustwa kazał nagiego „u pręgierza usiekać”. Dyscyplinował swoich poddanych, włączając ich w system obrony miasta. Np. szewcy z tkaczami bronili jednej z rzeszowskich bram, posiadając hakownicę i trzy kopy kul, jednej z baszt bronili nawet rzeszowscy Żydzi. Istniała także w mieście zaprowadzona przez Ligęzę straż nocna i – w czasie jarmarków – straż jarmarczna. Społeczeństwo ówczesnej Rzeczypospolitej porównywał do palców jednej ręki: króla, senatorów, posłów, chłopów i mieszczan. Dwa ostatnie „palce” potrzebne są do pracy i żywienia… trzech innych palców – jak pisał znawca biografii Ligęzy prof. Adam Przyboś.

Bitwa o trupy

W 1603 roku wybuchła wojna między Andrzejem Ligęzą z Piotraszówki (Boguchwała) a jego stryjem. Andrzej poczuł się pokrzywdzony przez stryja, który miał sobie bezprawnie przywłaszczyć część jego majątku. Wszelkie próby zawarcia ugody zakończyły się fiaskiem. Andrzej wraz ze swoją prywatną kompanią napadł rzeszowski zamek stryja, do którego dostać się miał, rozbiwszy uprzednio mury taranami. Ukradł, a może wziął swoje talary ze skarbca stryja. Mikołaj zrewanżował się napadem w Zwięczycy i Starej Niwie, napadając na dobra Andrzeja ze swoimi poddanymi. Jeszcze tego samego roku w oktawę Bożego Ciała Andrzej spalił przedmieścia, oblegał przez kilka dni rzeszowski zamek, zdobywając go w końcu, w mieście żołnierze Andrzeja Ligęzy dopuszczali się rabunków i gwałtów. Sprawa napadów miała znaleźć finał przed przeworskim sądem ziemskim. Kiedy Mikołaj dowiedział się o zajęciu Przeworska przez Andrzeja wraz z najemnymi hajdukami i Kozakami, zatrzymał się w klasztorze bernardyńskim i otoczył swoimi żołnierzami przeworski gród. Próbował przedostać się do sądu, jednak Andrzej ze swoimi hajdukami nie chcieli go przepuścić. Doszło do regularnej bitwy między najemnikami obydwu magnatów. Ze strony Andrzeja polec miało 21 żołnierzy, Mikołaj stracił sześciu najemników. Jednak do bardziej gorszącej bitwy doszło pod Urzejowicami, kiedy Andrzej wiózł do Przemyśla na wozach trupy swoich żołnierzy (jako dowód), aby tam przed starostą udowodnić okrucieństwo stryja. Mikołajowi Ligęzie udało się odbić kilkunastu nieboszczyków z taboru Andrzeja. Później – jak się zdaje –doszło do zgody pomiędzy dwoma magnatami…

Partnerzy



Przewiń do góry