Hispaniola – jak zburzono raj | część 1

Hispaniola to nie tylko dżungla
Fot. własność autora

Bunt osadników

Pod nieobecność Krzysztofa Kolumba jego brat Bartłomiej w 1496 roku, założył na południu Hispanioli drugą osadę, Nową Izabelę, przemienioną szybko na Santo Domingo. Lepsze warunki naturalne i klimatyczne miały poprawić jakość życia kolonistów… ale nie poprawiły. Dramat sytuacji doprowadził do wybuchu buntu hidalgos, którzy za wszystko winili braci z Genui. Prowadzeni przez niejakiego Roldana, przenieśli się na zachód wyspy i całkowicie wyłamali spod zwierzchnictwa Kolumbów. Aby załagodzić sprawę, po powrocie z trzecią wyprawą, Krzysztof nie dość, że ułaskawił buntowników, to wprowadził system przydziału ziemi wraz z żyjącymi na niej Indianami, zwany repatrimiento (później encomienda), którzy bezwzględnie zobowiązani do ciężkiej pracy na plantacjach, mieli utrzymywać każdego Hiszpana do którego zostali przydzieleni. Na Roldana zadziałało, ale niektórym spośród buntowników nawet to nie wystarczyło, więc skończyli na stryczku.

Co mądrzejsi z pierwszych kolonizatorów, zanim głód i choroby doporwadziłyby ich do depresji, kradli okręty i uciekali do Ojczyzny, niosąc ze sobą opowieści o tym jak naprawdę wyglądał raj na Hispanioli. Przerażony tymi nowinami dwór królewski, wysłał w 1500 roku Francisca Bobadilla, który miał zbadać sytuację i pogłoski o fatalnej administracji Kolumba. Kiedy posłaniec monarchów zobaczył Hiszpanów wiszących na szubienicach u wejścia do portu w Santo Domingo, szybko wyrobił sobie opinię. Braci Kolumbów aresztowano i odesłano w kajdanach do Hiszpanii, gdzie wyjątkowo lubiany przez królową Izabelę Krzysztof został uniewinniony i zrehabilitowany, ale odwołano go ze stanowiska zwierzchnika kolonii. Nie wolno mu było nawet w niej przebywać, dlatego kiedy latem 1502 roku przepływał w pobliżu, nie odważył się samowolnie wpłynąć do Santo Domingo aby uzupełnić zapasy, tylko wysłał posłańca do swojego następcy, licząc na jego życzliwość. Od niewielu tygodni funkcję gubernatora wyspy pełnił Nicolas de Ovando, który przybył do kolonii z potężnym zapleczem ludzi, zwierząt i sprzętu. Największa flota hiszpańska jaka kiedykolwiek wypłynęła do Ameryki, liczyła 30 statków, na których pokładach ściśniętych było łącznie ponad 2500 osób. Po rozładowaniu okręty miały zabrać osadników chcących wrócić do Ojczyzny oraz towary, bogactwa i różne dobra mające trafić do skarbca korony i pozostałych inwestorów całego przedsięwzięcia.

Indianie Taino
Fot. Wikimedia Commons

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*