Ideowopolityczne dziedzictwo dawnej Polski jest mało znane – rozmowa z Remigiuszem Okraską, redaktorem naczelnym kwartalnika Nowy Obywatel

Jednak oczywiście muszę się zgodzić także z sugestią, że lewica częściowo oddała ten mecz walkowerem. Trochę już mówiłem o tym, dlaczego tak się stało. Postkomunistów nigdy nie interesowały dzieje obcego im nurtu socjalistyczno-niepodległościowego. Może to i dobrze, bo gdy ich zainteresowały, to dochodziło do takich absurdów jak ten, gdy SLD-owscy postkomuniści utworzyli organizacyjkę imienia antykomunisty Daszyńskiego… Z kolei dawna „lewica laicka” wolała raczej zapomnieć i zatuszować – lub sporadycznie instrumentalnie wykorzystywać – dawne swoje odwołania do Abramowskiego czy Ciołkosza, bo to nawet dla ludzi niezbyt zorientowanych w historii i ideach kiepsko pasowało do popierania Balcerowicza i neofickich wywodów, że „rynek ma zawsze rację”. Ale problem ten dotyczył także mniejszych środowisk intelektualnych i politycznych. Przez długie lata lewicowe partyjki, grupki, stowarzyszenia czy środowiska nieformalne niemal zupełnie lekceważyły – czy może raczej nie miały o nim niemal żadnego pojęcia – ogromny dorobek i tradycje rodzimej lewicy. W Polsce lewicowy plankton obejmował miłośników Trockiego, ludzi zaczytanych w historii hiszpańskiego anarchosyndykalizmu, grupki przekonane, że o prawa kobiet walczono wszędzie na świecie, ale nie u nas; były tu dzieciaki z „Che” na koszulkach, byli intelektualiści znający detale węgierskiej republiki rad czy maoizmu w Peru etc. A zarazem wszyscy oni nie pisnęli słowem o Okrzei, rewolucji 1905, dorobku ideowym czy organizacyjnym PPS, nie wiedzieli, kto to Pużak, kim byli Czerwoni Harcerze, po co i kto stworzył Warszawską Spółdzielnię Mieszkaniową i tysiące sklepów spółdzielczych na całym obszarze II RP, jak działały uniwersytety ludowe i Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego, co to był „polski strajk”, kto zacz Maria Orsetti czy Kazimiera Bujwidowa itd. Jednostki, policzalne chyba na palcach jednej ręki, podejmowały takie zagadnienia, zwykle niezbyt systematycznie, czasami w sposób typowy dla odkrywania tradycji zupełnie zerwanej, czyli wynajdując niszową ciekawostkę, a pomijając zjawiska masowe i zakorzenione społecznie. Wynikało to z niewiedzy, ale także ze swoistego désintéressement – przez lata na tej niszowo-intelektualnej lewicy było w dobrym tonie nie wiedzieć i nie chcieć wiedzieć niczego o poprzednikach ideowych, a wręcz wierzyć i głosić, że „w tym kraju” nie wymyślono nigdy niczego postępowego, że tu zawsze dominowali kler i prawica. Ta mieszanina ignorancji, oikofobii, pogardy dla własnej wspólnoty i zapatrzenia w „cywilizowany świat” była naśladownictwem postaw salonowych liberałów, z którymi mikrolewica zresztą dzieliła wiele innych poglądów i postaw, a także redakcyjnych i knajpianych stolików.

To się częściowo zmieniło w ostatnich latach, m.in. dzięki pracy wykonanej przez nas – książki i teksty w „Nowym Obywatelu”, a przede wszystkim portal Lewicowo.pl uświadomiły środowiskom niszowo-lewicowym, szczególnie ich młodszemu pokoleniu, pozbawionemu ideowych obciążeń starszych koleżanek i kolegów, że mamy w Polsce bogate tradycje lewicy innej niż komunizm i PRL, że te tradycje miały ogromny dorobek praktyczny, że były zakorzenione w masach społecznych, że nie mamy się czego wstydzić, za to mamy kogo naśladować i co przywoływać jako wzorzec. To oczywiście efekt nie tylko naszych starań. Warto zwrócić uwagę, że nawet lewica mocno powiązana z liberalnym salonem i zapatrzona w „Zachód” przejawia w swoim młodszym pokoleniu znacznie większe zainteresowanie rodzimymi tradycjami. Przy całym moim dystansie ideowym i środowiskowym wobec „Krytyki Politycznej” należy im zapisać na plus, że dołożyli cegiełkę do przypominania Brzozowskiego, Ciołkosza, Kelles-Krauza czy Rewolucji 1905 roku. A takich inicjatyw jest więcej. To zjawisko wciąż niszowe, lecz możemy już pomału zacząć mówić o swoistym renesansie zainteresowań polskim socjalizmem niepodległościowym, dziejami rodzimej lewicy różnych nurtów, postępowymi wizjami z lat II RP czy II wojny światowej, dorobkiem polskiej spółdzielczości, etatyzmu, lewicowo-egalitarnymi wątkami w „Solidarności” itd. Co ciekawe, widać to także coraz bardziej w kręgach akademickich i podobnych – o dziejach szeroko pojętego polskiego obozu postępowego ukazuje się dzisiaj tyle ciekawych, solidnych i obszernych książek, że właściwie trudno nadążyć z ich czytaniem. Z jednej strony jest oczywiście za późno, żeby można było odrobić wieloletnie zaniedbanie i odwrócić trendy, ale, z drugiej, lepiej późno niż wcale. Doczekamy się koszulek z Okrzeją, Baronem czy Montwiłł-Mireckim zamiast z „Che”, jestem o to spokojny.

Ale pomówmy o czymś jeszcze, swego czasu w Polsce wielka karierę robiło powiedzenie: „kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość będzie świnią”. Czy środowiska lewicowe nie powinny czuć się odpowiedzialne za wychowanie młodzieży, tak aby w roku 2015, gdy Polacy nie zestarzeją się, nasz kraj nie zamienił się w wielki chlew? Jakie długoterminowe skutki w polskiej świadomości społecznej może przynieść wyrugowanie tradycji socjalistycznej?

Nie przepadam za tym bon motem, choć jest korzystny dla bliskiej mi tradycji ideowej. Powiedziałbym raczej, że ocalenie tej i innych polskich tradycji ideowych jest korzystne dla Polski, jej społeczeństwa i narodu, bo przypomina nam, skąd przychodzimy, kim byli nasi pradziadowie, o co walczono, spierano się, w imię czego działano, jaki to był kraj; to rezerwuar mnóstwa świetnych idei, postaw, wzorców itd. Wskutek zerwania historycznej ciągłości utraciliśmy świadomość istnienia ogromnej części polskiego dorobku ideowokulturowego. Dotyczy to nie tylko lewicy, ale także ruchu ludowego, chadecji, ruchu spółdzielczego/kooperatywnego, polskiej myśli morskiej czy etatyzmu gospodarczego, idei Międzymorza i wielu, wielu innych spraw. W tej kwestii jestem zresztą pluralistą i oprócz przypominania dziejów i osiągnięć lewicy wielokrotnie starałem się pokazywać, że również inne nurty miały w Polsce ciekawe zdobycze intelektualne czy osiągnięcia praktyczne. Dziś jesteśmy narodem bez korzeni, wspólnotą bez rodzimych wzorców, ślepo zapatrzoną w „Zachód” lub „Wschód”, nierzadko zawstydzonymi rzekomym brakiem tutejszych osiągnięć, pozbawionymi środowiskowej, rodzinnej czy innej kontynuacji tożsamościowej. To przekłada się na wiele spraw, poczynając od obezwładniającego poczucia niższości i bezmyślnego małpowania cudzych pomysłów, przez swoistą pustkę społeczną (świetnie to widać, gdy polskie kampanie wyborcze bazują na banalnych i okazjonalnych hasełkach, a np. w Wielkiej Brytanii całe regiony i grupy społeczne głosują wedle pewnej tożsamości, na którą składa się obcowanie z weteranami postaw politycznych, sztandarami, wspomnieniami, pieśniami czy filmami z przeszłości i o przeszłości – i nie jest to muzeum czy skansen, lecz inspiracja twórczo rozwijana w zmieniającym się świecie), po coraz większą obcość kanonu kulturowego (jak zrozumieć np. „Przedwiośnie”, gdy nie wiemy nic o tym, kim Żeromski był jako człowiek, w co się angażował społecznie i politycznie, jakie idee i postaci – np. Abramowski czy syndykalizm – go inspirowały).

I na zakończenie, w gruncie rzeczy to samo pytanie lecz zadane od „drugiej strony”. Czego uczy historia ruchu socjalistycznego? Że ludzie są równi, że warto być solidarnym? Po co nam taka wiedza i tradycja. Ostatecznie, grunt żebyśmy zdrowi byli…

Dla ludzi o poglądach lewicowych znajomość dziejów polskiego ruchu socjalistycznego będzie potwierdzeniem tego, że ideały równości, solidarności, samoorganizacji, walki z uciskiem, wspierania słabych, budowy nowoczesnego państwa i sprawiedliwego społeczeństwa mają na naszej ziemi długie i piękne tradycje. Będzie ich mogła nauczyć tego, co jest sednem tej tradycji – to z kolei jest bardzo ważne w takich czasach, jak dzisiejsze, czasach frazesu i obiecanek, postpolityki, billboardów, uśmiechów i w zasadzie… niczego więcej, gdy mowa o polityce. Będzie ich mogła nauczyć, co to znaczy wierzyć w coś na serio i walczyć o to – bo mówimy o ludziach, którzy za swoje idee i ideały byli zabijani, bici, więzieni w koszmarnych warunkach, zsyłani na Sybir, ukrywali się, tracili zdrowie, przerywali kariery czy wygodne życie. Będzie ich mogła nauczyć, że Polacy nie tylko nikogo nie naśladowali czy „doganiali”, ale że w wielu kwestiach byliśmy na gruncie lewicowości przodownikami czy szliśmy od początku ramię w ramię z przedstawicielami innych narodów. Będzie ich mogła nauczyć także tego, że lewicowość oznacza odwagę myślenia nie tylko wobec świata zastanego, ale także wobec własnej tradycji. W dziejach polskiej lewicy znajdziemy bowiem wiele postaw nowatorskich – ot, choćby Abramowskiego, który postawił na głowie tezę Marksa o prymacie „bazy” nad „nadbudową”, albo Krzywickiego, który wiele lat przed tzw. Szkołą Frankfurcką zaproponował podobne sposoby analizy współczesnej kultury, czy raczej „przemysłu kulturalnego”, albo Kelles-Krauza, który jako pierwszy w skali świata tak całościowo powiązał koncepcyjnie teorię Marksa z poparciem dla „sprawy narodowej”, w tym dla niepodległości Polski (to zresztą właśnie Polacy i „sprawa polska” byli czołową zaporą przed rozrostem popularności „beznarodowego” nurtu w światowym ruchu socjalistycznym, gdy taka postawa zdobywała popularność). Znajdziemy tutaj także sporo postaw nieortodoksyjnych, które, paradoksalnie, dały piękne świadectwo wierności ideałom, gdy inni je porzucali – mam tu na myśli np. konsekwentny polski lewicowy antybolszewizm, który nastał tuż po rewolucji październikowej i trwał przez dekady także wtedy, gdy znaczna część np. zachodniej lewicy stoczyła się na pozycje „użytecznych idiotów” ZSRR za cenę całkowitego porzucenia własnych ideałów, choćby demokratycznych, dotyczących praw obywatelskich czy praw robotników.

Sądzę również, że wiedza o dziejach i ideałach dawnej polskiej lewicy byłaby przydatna także osobom o niekoniecznie lewicowych poglądach. Istnieje relacja z rozmowy Andrzeja Tadeusza Kijowskiego z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem, który miał mu powiedzieć tak: „Michnik powie coś, odwraca się i co ma za plecami: całą plejadę szlachetnych socjalistów od Rzewuskiego czy Mickiewicza poprzez Abramowskiego i Nałkowskiego wliczając Brzozowskiego czy Irzykowskiego aż po Wykę bądź Kołakowskiego. Same najzacniejsze głowy. A półka myśli prawicowej? Co ma z niej wartość poza kilkoma książkami Dmowskiego?”. Zostawmy w spokoju Michnika i Rymkiewicza, dzisiejsze spory i orientacje, ale fakt jest faktem: dużą i ważną część nowoczesnej polskiej kultury – tej sprzed PRL lub szybko z nim wchodzącej w spór – stworzyli ludzie zorientowani lewicowo lub lewicująco. Kto ma dzisiaj tego świadomość? Kto wie, że z lewicą była związana Maria Dąbrowska, że emigracyjnym PPS-owcem był Gustaw Herling-Grudziński, że sympatii wobec lewicy nie ukrywał Janusz Korczak, że rodzinny klimat lewicowy był ważną inspiracją dla ratowania Żydów przez Irenę Sendlerową, że znaczna część polskich „spiskowców” antycarskich, a później żołnierzy Legionów wywodziła się ze środowisk postępowych, że ludzie lewicy tworzyli podwaliny nowoczesnego państwa po odzyskaniu niepodległości, jego instytucji, polityki społecznej, że „ojcem” polskiej socjologii był wybitny uczony i zarazem marksista Ludwik Krzywicki? To wszystko nie spadło z nieba, lecz wzięło się tutaj, na polskiej ziemi, z tego, że kiedyś niespokojne, szlachetne, zbuntowane głowy przejęły się lewicowymi ideałami – warto to wiedzieć w kraju, w którym skojarzenia z lewicowością dotyczą głównie dawnych gułagów czy współczesnych liberalnych wygłupów.

rozmawiał JG

Remigiusz Okraska – m.in. pomysłodawca i twórca portalu Lewicowo.pl – pierwszego i jedyne portalu poświęconego dziejom i dorobkowi polskiej lewicy patriotycznej, demokratycznej i niekomunistycznej; od roku 2009 na portalu ukazało się ponad 1000 tekstów, w większości unikalnych i od lat niewznawianych, a dokumentujących idee i osiągnięcia praktyczne tego nurtu. Redaktor naczelny pisma „Nowy Obywatel” (w latach 2000-2010 ukazywało się jako „Obywatel”), w którym od roku 2006 ukazuje się cykl tekstów pt. „Z Polski rodem”, prezentujący zapomnianych polskich myślicieli, polityków i działaczy społecznych różnych opcji ideowych. Współtwórca portalu Kooperatyzm.pl, poświęconego przypominaniu dorobku i tradycji ruchu spółdzielczego. Pomysłodawca, redaktor, współtwórca i autor przedmów lub posłowi do książek i broszur poświęconych przypominaniu polskiego dorobku ideowego: Edward Abramowski – „Braterstwo, solidarność, współdziałanie. Pisma spółdzielcze i stowarzyszeniowe” (2009), Jan Gwalbert Pawlikowski – „Kultura a natura i inne manifesty ekologiczne” (2010), Romuald Mielczarski – „RAZEM! czyli Społem. Wybór pism spółdzielczych” (2010), Stanisław Thugutt – „Listy do młodego przyjaciela” (2013), Ludwik Krzywicki – „Takimi będą drogi wasze” (2013), Andrzej Strug – „Wiekopomny dzień 6 sierpnia 1914” (2014), Maria Dąbrowska – „Życie i dzieło Edwarda Abramowskiego” (2014), „Kooperatyzm, spółdzielczość, demokracja. Wybór pism” (2014), „Wspólna sprawa. Antologia tekstów poświęconych dziejom i zasadom spółdzielczości” (2014). Jest także autorem wywiadu-rzeki z Joanną i Andrzejem Gwiazdami pt. „Gwiazdozbiór w »Solidarności«” (2009). Właśnie trafiła do druku przygotowana przez niego 700-stronicowa książka: Jan Wolski – „Wyzwolenie. Wybór pism spółdzielczych z lat 1923-1956”. Obecnie rozpoczyna prace na wyborem pism spółdzielczych Franciszka Stefczyka.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*