
Fot. Wikimedia commons
Rząd dbał również o rozwój oświaty. Od początku białej rewolucji liczba instytucji edukacyjnych wzrosła trzykrotnie. Nabór do przedszkoli wzrósł z 13 tysięcy do ponad 200, szkół podstawowych- z 1,5 miliona do ponad czterech, ponadpodstawowych- z 370 tys. do 710 tysięcy, do szkół zawodowych – z 14 240 do 227 tysięcy, a na uczelnie wyższe z 24 885 do ponad 140 tysięcy. Poziom umiejętności czytania i pisania wzrósł z 26 do 42 procent. Program ochrony zdrowia zaowocował wzrostem liczby lekarzy z 4 tysięcy do ponad 12, liczby pielęgniarek- z prawie 2 tys. do ponad 4 tysięcy. Wzrost populacji w okresie pełnego panowania Pahlawiego był prawie dwukrotny – w 1956 roku kraj zamieszkiwało prawie 19 milionów mieszkańców, a w przededniu rewolucji islamskiej było ich już 33,5 miliona.
Szach planował, by w stolicy każdej prowincji powstał uniwersytet, co dla kraju, w którym ponad 50% społeczeństwa było analfabetami, stanowiło ogromny krok naprzód, jednak większość z nich pozostawała na bardzo niskim poziomie, z jednym lub dwoma wydziałami. Powodowało to stworzenie klasy absolwentów o bardzo niskich kwalifikacjach, ale bardzo wysokich aspiracjach. W najlepszym razie na młodych Irańczyków czekało miejsce w lokalnej administracji, gdyż kraj już zatrudniał rzeszę specjalistów z Zachodu, a dodatkowo dochodziła konkurencja w postaci taniej siły roboczej z Afganistanu, Pakistanu, Indii czy nawet Filipin. Wśród przyjezdnych byli również wykształceni lekarze, inżynierzy i technicy. Budziło to w rdzennych Irańczykach wrogość i ksenofobię, a przybysze zaczęli być oskarżani o ogólne pogorszenie się kondycji gospodarczej w kraju czy nawet o szerzenie moralnego zepsucia, co wpisywało się w radykalne hasła głoszone przez Chomeiniego.
W drugiej połowie lat 70. zaczęły ujawniać się negatywne skutki białej rewolucji. Ogrom sukcesów w zakresie militariów i czysto pokazowych posunięć nie może przysłonić drugiej strony medalu, czyli rosnącego rozwarstwienia społecznego i coraz większej irytacji monarchią. Chwilowe ożywienie dyskusji politycznej i produkcji kilku filmów klasy B nie mogło zatrzeć wrażenia kryzysu nie tylko gospodarczego, ale i stagnacji kulturalnej, wynikającej z braku wolności słowa i opresyjnej roli państwa.
Zbliżały się wówczas terminy spłat pierwszych kredytów zaciągniętych przez rolników na wykup ziemi. Ci, których nie było stać na spłatę, porzucali ziemię i migrowali do miasta. Migrowali również ci małorolni, pozbawieni pracy przez postępującą mechanizację rolnictwa. Wbrew założeniom parcelacja nie pociągnęła za sobą wzrostu produkcji rolnej, ale jej gwałtowny spadek, powodujący konieczność importu żywności z USA, Australii, Nowej Zelandii czy Izraela. Dotyczyło to przede wszystkim produktów podstawowych jak ryż, pszenica, mięso, masło, owoce. Natomiast ceny w samym Iranie stale rosły.
Tradycyjne muzułmańskie miasta chaotycznie przemieniały się w nowoczesne metropolie, co jednak wobec rzeszy ludności napływowej i słabej infrastruktury powodowało zanieczyszczenie powietrza, korki uliczne czy braki w wodzie pitnej – Teheran wciąż nie był wyposażony w nowoczesną sieć kanalizacyjną! Dewastacji uległo wówczas wiele historycznych dzielnic miasta, które dodatkowo zalane zostało, najczęściej bez uwzględnienia uwarunkowań historycznych, tandetną zabudową mieszkalną. Pomimo tego, jak donosiła ONZ, Teheran był jednym z najdroższych miast świata, a inflacja w kraju sięgała 25%.
W końcu boom gospodarczy przestał być czynnikiem legitymizującym władzę Mohammada Pahlawiego, a wraz z nadejściem hiperinflacji kraj pogrążył się w kolejnym kryzysie, który jednak, w przeciwieństwie do tego z początku lat sześćdziesiątych, okazał się dla monarchii zabójczy. Wobec potężnego importu dóbr zagranicznych system komunikacyjny i transport stały się niewygodne, a armia, będąca niegdyś chlubą, zaczęła stawać się jedynie wojskiem paradnym, a przede wszystkim – zbędnych obciążeniem.
Ostatni Szachinszach Iranu
W ostatnich latach panowania Mohammad Reza Pahlawi powrócił do idei rządów jednopartyjnych. W marcu 1975 roku szach rozwiązał zarówno Partię Ludu, jak i Iran-e Nowin, tworząc jednocześnie nową partię – Odrodzenie (Hezb-e Rastachiz). Oświadczył równocześnie, że od teraz nad wszelkimi aspektami życia czuwać będzie partia, do której należeć będą musieli wszyscy obywatele, a ci, którzy odmówią tego zaszczytu, uznani zostaną za komunistów i zdrajców. Pytany przez zachodnich dziennikarzy o jego nagłą zmianę retoryki wobec wolności słowa i demokracji odpowiedział, że „nie chce mieć z nimi nic wspólnego”. Sam uważał, że zachodnie wzory nie sprawdzą się w jego kraju, a rolą Iranu będzie płynna symbioza między wzorami Wschodu i Zachodu.