Jeremi Wiśniowiecki – doświadczony wódz czy rębajło szlachecki?

Dnia 20 (sierpnia) książę Wiśniowiecki Jeremi Korybut mąż i sprawca wojskowy, rycerz doświadczony w boju […] umarł w obozie pod Pawołoczą, po którym wszystkie Rycerstwo żałosne było jako dzieci małe po matce, gdyż był to pan dobrotliwy nie poważny. 

W takich słowach opowiedział o śmierci księcia Jeremiego Joachim Jerlicz w Latopiścu. Natomiast kanclerz litewski Albrycht Radziwiłł nie omieszkał ocenić księcia bardzo pozytywnie. Zanotował on, że z dużą szkodą Rzeczypospolitej zmarł jeden z najbardziej wojowniczych bohaterów, wojewoda ruski Wiśniowiecki […] godny najlepszej i nie zmazanej pamięci.

Czym zasłużył sobie na takie opinie najbogatszy magnat Rzeczypospolitej; człowiek, który dla własnej korzyści nie zawahałby się użyć siły nie tylko przeciw sąsiadowi, ale i senatowi? Burzliwe życie księcia zjednało mu tyluż przeciwników, co zwolenników. Zarzucano mu tchórzostwo, okrucieństwo, inni znowuż dostrzegali w nim same dobre cechy, sławili za talenty wojskowe i organizacyjne. Rzucony w wir wydarzeń, które zmieniły oblicze środkowo-wschodniej Europy, spędził ostatnie cztery lata swojego krótkiego życia na tułaczce i wojnie. Właśnie ten okres – lata buntu kozackiego, jest najbardziej znany w życiu Jeremiego i wzbudza najwięcej kontrowersji.

Marsz z Zadnieprza

Jeremi Wiśniowiecki  Wikimedia Commons
Jeremi Wiśniowiecki
Wikimedia Commons

Po bitwach żółtowodzkiej i korsuńskiej Rzeczpospolita pozostała bez dowódców i armii. Jednakże znajdujący się na Zadnieprzu Jeremi Wiśniowiecki, wierzył że chociaż chorągwie hetmańskie zostały rozbite, to żołnierze powinni kręcić się po okolicy. Postanowił przejść na prawy brzeg Dniepru, zebrać rozproszone oddziały i wzmocniwszy się w ten sposób, uderzyć na Chmielnickiego.
Rozumiał to dobrze również buntowniczy hetman. Kozacy zagarnęli i zniszczyli promy oraz łodzie. Na ruskim brzegu Dniepru krążyły kozackie sotnie, by bronić przeprawy. Niezrażony tym Jeremi Wiśniowiecki postanowił przejść rzekę w jedynym możliwym miejscu, kierując się na położony na północy Czernichów. Zaczynał się marsz, który nazwano podobnym gdzieś z Egiptu Mojżeszowym torem. Oprócz Jeremiego i jego chorągwi Zadnieprze żegnały rodziny szlacheckie i żydowskie. Kiedy jeszcze Wiśniowiecki nie opuścił swojego “państwa”, powstawały zachęcone powodzeniem buntu masy chłopskie na samym Zadnieprzu. Położenie księcia wydawało się być straszne. Odcięty od serca Rzeczpospolitej przez tryumfujących Kozaków, siedział na swoim Zadnieprzu jak na beczce z prochem. Wystarczyła tylko iskra, by rozbudzić gorącą krew ukraińskich chłopów. A wobec dzikich mas nawet dobrze zorganizowana karna dywizja mogła nie wystarczyć. Trzeba było nie tylko myśleć o tym, jak poskromić Chmielnickiego, ale przede wszystkim, jak wyprowadzić jedyną, jak sądził książę, wartościową jednostkę w Koronie w bezpieczniejsze kraje. Rozumiał też, że kiedy hetmani dostali się do niewoli, należało wybrać wodzów, wokół których rozpocznie się organizacja nowego wojska.
Na razie jednak należało myśleć o bezpiecznym wycofaniu się z zagrożonych okolic. Idąc na północ przez nieprzebyte lasy, atakowany przez Kozaków dotarł Jeremi Wiśniowiecki do Czernichowa. Tam przeprawił się przez Desnę i ruszył ku Dnieprowi. Przekroczywszy rzekę, wstąpił w krainę bagien poleskich. Liczne strumyki, rzeczki i błota nie zatrzymały księcia. Owszem, opóźniły jego dywizję. Niemniej, z końcem czerwca wszedł książę w kraj objęty wojną.

Tymczasem wybrano regimentarzy: Władysława Dominika Zasławskiego, Mikołaja Ostroroga i Aleksandra Koniecpolskiego, trzech pozbawionych koncepcji wojny wodzów. Pierzyna, łacina i dziecina, jak określił ich Chmielnicki odpowiadały polityce kanclerza Ossolińskiego, który dążył do ugody ze zwycięskim hetmanem zaporoskim.
Odsunięcie Wiśniowieckiego od regimentarstwa miało, zdaniem Zbigniewa Wójcika, zapobiec zaprzepaszczeniu jakiejkolwiek rozsądnej polityki wobec powstańców ukraińskich. Komfort poczynań mógł sobie zapewnić kanclerz tylko w przypadku nominacji osób miernych, pozbawionych inicjatywy i spełniających jego rozkazy. Automatycznie więc odpadły kandydatury hetmanów litewskich Janusza Kiszki i Janusza Radziwiłła, jak również Andrzeja Firleja czy Janusza Tyszkiewicza. Powyższe warunki spełnili natomiast Zasławski, Ostroróg i Koniecpolski. Ten triumwirat gwarantował, zdaniem Tomkiewicza, niezgodę, niezdecydowanie… i swobodę działań kanclerza. Droga do ugody wydawała się otwarta. Lecz…

Wiktoria konstantynowska

Pominięty w regimentarstwie Jeremi Wiśniowiecki, pozbawiony posiłków, których niechybnie spodziewał się od Rzeczypospolitej, nie mógł rozpocząć walki z liczniejszym i silniejszym przeciwnikiem. Pozostawało wycofać się do Zbaraża i w gnieździe rodzinnym doczekać pomyślniejszych czasów. Napotkane oddziały kozackie znosił sam lub przy pomocy swoich pułkowników. Szedł więc za nim lament chłopski i dziękczynne głosy ratowanej szlachty i Żydów. Pod Konstantynowem po dwakroć rozgromił Kozaków pułkownika Krzywonosa, szarżą, którą według Pawła Jasienicy, mógł się zadziwić tylko słabo rozgarnięty oficer, rębajło szlachecki lub mówca odpustowy. Lecz bitwa zakończyła się patem, a to z przyczyny niezdecydowania wojewody Janusza Tyszkiewicza. On bowiem odradzał księciu zdobycie taboru. Wzięci jeńcy kozaccy przyznawali, że gdyby szturm na tabor miał miejsce, złamałby opór Kozaków, którzy dla ratowania własnej skóry pewnie oddaliby i Krzywonosa. Niemniej, to Kozak pozostał na placu boju, książę szedł na zachód do Zbaraża.
Bitwa konstantynowska pokazała, że liczniejsze wojska kozackie nie mogły sprostać ćwiczonym w sztuce wojennej żołnierzom. Ta krytykowana przez Jasienicę szarża nastąpiła po wpuszczeniu jazdy kozackiej na błonie odgrodzone od głównych sił Krzywonosa wąską przeprawą na Słuczy. Zaraz potem Jeremi rozkazał piechocie i działom ostrzeliwać bród tak, by nie przepuściły więcej mołojców. Na tych, którzy byli po “polskiej” stronie rzeki uderzył Jeremi całą jazdą. Krzywonos dał się zaskoczyć w ten sposób jeszcze dwukrotnie. Za ostatnim razem jazda Jeremiego dotarła aż do taboru, przy którym gdyby nie wojewoda Tyszkiewicz, doszło by do rzezi Kozaków.

Klęska piławiecka

Bohdan Chmielnicki Wikimedia Commons
Bohdan Chmielnicki
Wikimedia Commons

Wojna trwała nadal. W czasie, kiedy Jeremi Wiśniowiecki walczył na Ukrainie, Chmielnicki mamił Koronę obietnicami pokojowymi. W rozmowach brał udział wojewoda Kisiel, człowiek stary i poważny, wyznania prawosławnego; wierzący w możliwość pogodzenia dwóch pobratymczych narodów, prawa ręka kanclerza Ossolińskiego. Lecz Chmielnicki nie chciał pokoju. Zaczął się więc okres trudnych rozmów łamanych to przez pułkowników kozackich, to przez cofającego się na zachód Jeremiego. Wreszcie nie można już było dalej ukrywać zamiarów kozackich i pod Gliniany i Czołhański Kamień zaczęły zbierać się chorągwie polskie. Generalna rozprawa z Chmielnickim zbliżała się wielkimi krokami.
Tymczasem Jeremi Wiśniowiecki nie stanął w obozie regimentarzy. Zakwestionował wybór Glinian jako miejsca zbyt oddalonego od teatru działań wojennych. W zamian zaproponował Czołchański Kamień, położony między Zbarażem i Starym Konstantynowem. Miejsce, które wybrał Jeremi, zdaniem Tomkiewicza zamykało drogę wojskom kozackim do województw ruskiego, wołyńskiego i lubelskiego. Jednocześnie broniło prywatnych dóbr księcia. Nie ulega wątpliwości, że obóz pod Glinianami tego bezpieczeństwa nie zapewniał. Dopiero w pierwszych dniach września zmuszeni sytuacją regimentarze przybyli w pobliże obozu Wiśniowieckiego. Niestety, wciąż nie było połączenia między obu wojskami. Mediacje, na które zdecydowały się obie strony, przyniosły skutek i 11 września obozy zostały połączone.
Obóz tętnił optymizmem i… bałaganem. Nikt nikogo nie słuchał, nikt nie wiedział, jak postępować. Zdecydowano się w końcu ruszyć ku Kozakom, którzy założyli warowny obóz w dogodnym do obrony miejscu pod Piławcami. Polacy zmuszeni zostali rozłożyć się na niewygodnych pozycjach. Sześć obozów nie miało ze sobą kontaktu, brakowało wody i jednolitego dowództwa. Jednak 20 września chaotyczny i niezorganizowany atak polski zakończył się zdobyciem dzielącej oba wojska grobli.
Następnego dnia bitwą miał dowodzić sam Jeremi Wiśniowiecki. Uszykował wojsko bardzo porządnie, ale do bitwy nie doszło. Regimentarze robili wszystko, by nie doprowadzić do rozstrzygnięcia tego dnia. Czyżby bali się, że sława spadnie na samego księcia?
Kolejny dzień minął spokojnie. Dopiero 23 września Chmielnicki sprawił szyk i ruszył do ataku. Trwoga wstąpiła w polskie serca. Jedni uciekali, inni stali w miejscu, tylko chorągwie Kisiela, a z nimi Wiśniowieckiego i Koniecpolskiego uderzyły na Kozaków. Bitwa nie była rozstrzygnięta. Wieczorem odbyła się narada regimentarzy, która jednak nie przyniosła owoców. Aczkolwiek możliwym jest, że wówczas postanowiono wycofać się spod Piławiec do Konstantynowa, by tam czekać Kozaków. W nocy z 23 na 24 września, kiedy planowano rozpocząć odwrót, obóz polski opanowała panika. Poczęto krzyczeć, że wodzowie uciekają! Zasławski, i Koniecpolski opuścili wojsko jako pierwsi, za nimi uciekał Ostroróg. Kisiel i Wiśniowiecki zostali, lecz w ślad za regimentarzami poszło wojsko. Porzucano tabory, bogate sprzęty, srebra stołowe, splendory, namioty, pieniądze i inne cenne rzeczy dostały się w ręce Kozaków. Jako jedni z ostatnich wycofali się Jeremi i orędownik pokoju Adam Kisiel.

Działanie Wiśniowieckiego niezaprzeczalnie kolidowało z rozkazami regimentarzy, ale nie szkodziło bezpieczeństwu Rzeczypospolitej. Wydaje się, że kroki podjęte przez regimentarzy stawiały sobie za cel unikanie Chmielnickiego. Zasławski pisał w liście do podkanclerzego Leszczyńskiego […] zatrzymam się pod Gliniany, częścią dlatego, abym ruszeniem moim do zdecydowania się na wszystko nieprzyjaciela nie przywiódł[…]. Jeremi Wiśniowiecki niewątpliwie kierował się sytuacją militarną. Życzył sobie szybkiego rozbicia kozackiej armii i w tym widział możliwość sukcesu.

Oblężenie Lwowa

Panorama Lwowa w 1616 roku. Wikimedia Commons
Panorama Lwowa w 1616 roku.
Wikimedia Commons

Pierwsi rozbitkowie spod Piławiec dotarli do Lwowa świtaniem dnia 26 września – napisał Sienkiewicz. Główny winowajca klęski, regimentarz Zasławski, nie zatrzymał się w mieście, tylko pędził w głąb Rzeczypospolitej do Rzeszowa lub Tarnowa. W jego ślady poszedł również Koniecpolski. Ostroróg usłuchał próśb mieszczan i został w mieście, obiecując go bronić. Wątpił jednak w skuteczność obrony. Jego wątpliwości nie były pozbawione sensu, gdyż wojsko nie chciało go słuchać, oznajmiając, że wybierze sobie nowego wodza. Wodzem tym miał być książę Wiśniowiecki. Ale Jeremi odmówił przyjęcia buławy, zaznaczając, że mianowany regimentarz jest w mieście. 28 września w kościele bernardynów odbyła się narada, na którą Ostroróg zaprosił wszystkich znaczniejszych oficerów. Burzliwe obrady wśród krzyków, przekleństw i wymysłów zakończyły się oddaniem buławy regimentarskiej księciu wojewodzie ruskiemu Jeremiemu Wiśniowieckiemu. Ten nie chciał przyjąć władzy, obawiając się oskarżenia o zagarnięcie dowództwa bez zgody stanów Rzeczypospolitej. Lecz jedna ze szlachcianek rzuciła do nóg książęcych bogactwa panien Karmelitanek, zaklinając go z płaczem na miłość ojczyzny, na Boga, na świętych patronów kraju – aby stanął na czele wojska i ratował ojczyznę. Prośbę szlachcianki poparły liczne głosy żołnierzy, tak więc książę przyjął buławę z rąk Ostroroga, prosząc go przy tym, by pozostał przy nim jako drugi regimentarz.
Lecz 5 października gruchnęła po mieście wiadomość, że Wiśniowiecki zabrał pieniądze, wojsko, i… uciekł. Niezadowolenie i złość mieszczan na księcia sięgnęła zenitu, czuli się oszukani. Tymczasem Jeremi rzeczywiście opuścił miasto i kierował się na północ w stronę Zamościa. Po drodze zniósł oddział tatarski. Wysłał też wiadomość do Lwowa z ostrzeżeniem przed zbliżającym się nieprzyjacielem. Do obrony wyznaczył Wiśniowiecki dragonów, piechotę niemiecką i załogę zamku. Razem około 225 ludzi. Liczył też książę na czynny udział 1500 mieszczan. Obroną miał dowodzić generał artylerii Krzysztof Arciszewski. Ten jednak zrzekł się dowództwa na rzecz burmistrza Grozwayera.
Wróćmy do zachowania księcia, które sprowadziło burze nad jego głowę tak współcześnie, jak i dzisiaj. W liście do prymasa pisał Jeremi Wiśniowiecki, że mieszczanie sił proporcjonalnych siłom nieprzyjacielskim nie mieli. Obiecał jednak, a wraz z nim Ostroróg i inni dygnitarze, wrócić z odsieczą pod Lwów i uratować miasto. Takie tłumaczenie prof. Władysławowi A. Serczykowi wydaje się niedorzeczne. Profesor nie wątpi przy tym, że Wiśniowiecki wydał bezbronne miasto w ręce nieprzyjaciela. Tego samego zdania jest Władysław Czapliński, który dopatruje się przyczyny opuszczenia Lwowa w zbliżającym się sejmie elekcyjnym. Jeremi nie chciał, by wybór króla odbył się bez jego udziału.
W innym świetle widzą całą rzecz profesorowie Tomkiewicz i Widacki. Ich zdaniem Jeremi Wiśniowiecki czuł się odpowiedzialny za ratowanie nie tylko Lwowa, ale całej Rzeczypospolitej. Armia, którą dysponował książę stanowiła jedyną zorganizowaną siłę zbrojną w Koronie. Lwów leżał na uboczu drogi do Warszawy. Do oblężenia miasta, które mogło trwać parę miesięcy, wystarczyło wyznaczyć szczupłe siły. Tymczasem Chmielnicki główną kolumną uderzyłby na ogołocone z wojska centrum kraju. Tymczasem na północy znajdowała się twierdza o wiele mocniejsza niż Lwów. Był to Zamość. Idąc do tego miasta spodziewał się też Wiśniowiecki zebrać niewielkie chorągwie i wyborową piechotę pomorską Weyhera. Profesor Tomkiewicz twierdzi, że opuszczenie Lwowa i pozostawienie sobie swobody działania było ze strony Wiśniowieckiego nie tylko nie karygodnym postępkiem, lecz jedynym wyjściem z sytuacji. Trudno nie zgodzić się ze zdaniem profesora. Podobnie uważa Ludwik Kubala.
Chmielnicki, jak wiadomo, obległ Lwów, ale go nie zdobył, zadawalając się okupem. Pociągnął za to na Zamość, najpotężniejszą, obok Kudaku twierdzę siedemnastowiecznej Polski. Lecz Jeremi Wiśniowiecki zaopatrzył miasto w żołnierzy i żywność. Dodatkowo, załogę wzmocniła piechota kasztelana elbląskiego Weyhera. Dobrze przygotowane miasto czekało na Chmielnickiego, który zbliżał się ku niemu.
Wiśniowiecki jednak znowu opuścił miasto, zabierając ze sobą jazdę niepotrzebną w czasie oblężenia twierdzy, a nawet przeszkadzającą. Owszem, mogła się ona przydać do działań zaczepnych i podjazdowych na tyłach nieprzyjaciela.

W niełasce monarchy

Jan Kazimierz Wikimedia Commons
Jan Kazimierz
Wikimedia Commons

Sejm elekcyjny zebrany w Warszawie opowiedział się za nominacją księcia na regimentarza. Niechętny Wiśniowieckiemu Ossoliński przemilczał całe wydarzenie. Jednak dla nikogo nie było tajemnicą, że źle przyjął tą nominację. Wszak Wiśniowiecki sprzeciwiłby się pertraktacjom pokojowym. Miało się to okazać po wyborze nowego króla – Jana Kazimierza. Monarcha popierany podczas elekcji przez stronnictwo pokojowe przyjął pertraktacje pokojowe jako sposób rozwiązania konfliktu. Był zatem przeciwny Wiśniowieckiemu radzącemu kampanie zimową. Następnie, podczas pogrzebu Władysława IV złamany grot sztandaru królewskiego Jana Kazimierza przekazał swemu słudze. Zwyczaj nakazywał przekazanie proporca i kawałka grotu hetmanowi na znak zatwierdzenia jego osoby na tym stanowisku. Król tego nie uczynił.
Podczas sejmu koronacyjnego szlachta żądała potwierdzenia nominacji Wiśniowieckiego. Tymczasem król z namowy Ossolińskiego raczył buławę wielką trzymać i wojskiem tym zawiadować. Ostatniego dnia obrad odebrał więc król Jeremiemu buławę i zostawił ją dla siebie. Później powierzył władzę nad wojskiem Andrzejowi Firlejowi, Stanisławowi Lanckorońskiemu i Mikołajowi Ostrorogowi.
Odsunięty od władzy i pominięty przy rozdawaniu dóbr (najbogatsze starostwo zachował Ossoliński dla siebie) wycofał się książę na czas jakiś z życia politycznego.

Oblężenie Zbaraża

Okop zbaraski był miejscem, gdzie gwiazda Wiśniowieckiego zaświeciła najjaśniej. Okrzyknięty wodzem przez wojsko i trzech regimentarzy, natchnął żołnierzy męstwem i poprowadził ich do zwycięstwa. Lecz książę nie przyjął dowództwa. Pozostawił je w ręku mianowanych przez króla regimentarzy. Jednak sytuacja wymogła na księciu, że w radzie wojennej jego głos był decydujący. On nakazywał szturmy, on planował wycieczki. Jego głosu słuchano, gdy zmęczeni szturmami i tracący wiarę w zwycięstwo regimentarze chcieli się przenieść do zamku. Za jego przyczyną polska załoga licząca według jednych źródeł 9000, według innych 15000 żołnierzy, przez 56 dni stawiała opór 200 000 Kozaków i 100 000 Tatarów. Nie dość powiedzieć, że to książę Wiśniowiecki, który przez ten czas wszystkie niewczasy i głód z żołnierzem prostym znosił i u wału sypiał, na wycieczkach sam zawsze bywał i wszystkiego pilnował, sam serca nie tracił i zawsze wypogodzoną wesołą twarzą otuchy żołnierzom dodawał.
Dla współczesnych to książę był prawdziwym dowódcą obrony i bohaterem. Jednak wśród historyków panują zdania podzielone. Nie budzi wątpliwości, czego przykładem może być powyższy cytat, że jego zdanie znaczyło wiele, jeżeli nie decydowało.

Beresteczko

Jeremi Wiśniowiecki  Wikimedia Commons
Jeremi Wiśniowiecki
Wikimedia Commons

Było w historii wojen kozackich jeszcze jedno wydarzenie, które okryło chwałą księcia Jeremiego – trzydniowa bitwa berestecka.
Przez pierwsze dwa dni przeważali to Polacy, to Kozacy. Dopiero trzeci dzień bitwy miał być decydujący. Lecz do południa nic się nie działo. Wojsko ustawione osobiście przez Jana Kazimierza w holenderskim szyku w szachownicę, gdzie sąsiednie pola zajmowały na przemian jazda i piechota, czekały na rozkaz. Tymczasem zastanawiano się, czy nie odłożyć ataku do następnego dnia. Ale Jeremi widząc, że Kozacy przystąpili do budowy fortyfikacji przysłał do króla posłańca, pana Denhoffa, z prośbą rozpoczęcia ataku. Król się zgodził.
Minęła trzecia po południu kiedy w trąby i bębny kazawszy uderzyć ruszył się zaraz sam książę z lewym skrzydłem, sam osobą swoją osiemnaście chorągwi kwarcianych, po sześciu na skwadron przywodząc. Jeremi zniósł z pola Kozaków i obrócił się w stronę atakujących chorągwie pospolitego ruszenia Tatarów. Uderzył na nich z taką siłą, że spędził ich z pola. Teraz do ataku ruszyło całe centrum wojsk królewskich. Jeremi natomiast próbował z zaskoczenia zdobyć tabor. Niestety nie udało mu się to, gdyż atakowany z obu skrzydeł przez zbierających się w szyk Tatarów Nuradyna, musiał się cofnąć do linii centrum. Ale bitwa miała się już ku końcowi. Chan przerażony i załamany śmiercią dostojników (poprzedniego dnia zabito Tuchaj – beja), zamyślał o ucieczce. Za wodzem zaczęła uciekać jazda tatarska. Kozacy zostali sami. Na dodatek, wściekły chan porwał Chmielnickiego. Pozbawionych wodza Kozaków ogarnęła panika. Uciekli.
To była ostatnia bitwa, w której wziął udział kniaź Jeremi. Zmarł 20 sierpnia 1651 roku w Pawołoczy, niedaleko swojego ukochanego Zadnieprza.
Jeremi całą swoją energię poświęcił wojsku i na tym polu oddał krajowi usługi. Czy jego działania i decyzje były “marcepanem” sztuki wojennej? Na pewno przyniosły powodzenie. Nie wątpliwie natomiast najpiękniejszą kartę swojej biografii zapisał Jeremi w okopach Zbaraża i na polach Beresteczka. One też wzbudzają najmniej kontrowersji w ocenie historyków. Los nie pozwolił mu nigdy stanąć dłużej na czele wojska, co było marzeniem jego życia, toteż w rezultacie nie możemy należycie ocenić jego zdolności strategicznych. Wszystko jednak co zdziałał jako wódz, świadczyło wyraźnie, iż Rzplita mogła w nim mieć godnego następcę hetmana Koniecpolskiego, napisał o księciu Władysław Tomkiewicz.

Kacper Śledziński

Bibliografia:
Czapliński W., Glosa do trylogii, Białystok 1999.
Frąś L., Obrona Zbaraża w 1649, Kraków 1932.
Kaczmarczyk J., Bohdan Chmielnicki, Wrocław – Kraków – Warszawa 1988.
Kubala L., Szkice historyczne, Tom II, Seria 1 i 2, Lwów 1923.
Radziwiłł A., Pamiętniki, Warszawa 1980.
Serczyk W, Na płonącej Ukrainie, Warszawa 1998.
Tomkiewicz W., Jeremi Wiśniowiecki, Warszawa 1933.
Widacki J., Kniaź Jarema, Katowice 1984.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*