Namiestnicy

Źródło: Wikimedia Commons
System prowincji rzymskich dostarczał namiestnikom ogromne korzyści i zyski. Niejednokrotnie chodziło o wielkie sumy pieniędzy, trudne do wyobrażenia i wiary bogactwa, jak wskazuje Cyceron w swoich mowach. Warto również zwrócić uwagę, że namiestnik mógł osiągnąć wielkie dochody bez grabieży i nadużywania swej władzy. Uczciwi lub „prawie uczciwi” namiestnicy również przywozili do domu z prowincji pokaźne sumy[11]. Liczni namiestnicy przywłaszczali sobie w prowincjach dzieła sztuki i inne drogocenne przedmioty [12].
Namiestnik, jak już wspominałem, posiadał w prowincji władzę absolutną – podlegały mu sprawy wojska, finansów, administracji i jurysdykcji, co dawało mu wiele okazji do nadużyć. Okazję do nadużyć stanowiła też ilość złota, jaką fundowano zwycięskiemu wodzowi w postaci wieńca. Namiestnicy prowincji niejednokrotnie domagali się od jej mieszkańców złota wbrew prawu, które nakazywało pobór pieniędzy tylko w przypadku ogłoszenia triumfu[13].
Pierwszą okazją do wzbogacenia się dla namiestnika była ornatio provinciae. Była to suma pieniędzy, jaką namiestnik otrzymywał ze skarbu państwa na poczet kosztów utrzymania i administrowania oraz na wszelkie wydatki o reprezentacyjnym charakterze. O wysokości ornatio provinciae decydował senat, bazując na aktualnych potrzebach danej prowincji i namiestnika[14]. Stwarzało to więc okazję do wielu korzyści i przywilejów dla namiestnika i jego drużyny. Fakt, że namiestnicy oszczędzali przyznaną im sumę, by jak największą jej część przywieść do domu, stał się regułą w ich praktyce. W Rzymie natomiast był to sposób uznany za całkowicie legalny i zgodny z przepisami.
Namiestnik miał również prawo do pobierania świadczeń od mieszkańców swojej prowincji nie tylko na utrzymanie własne i swojej świty, ale również na wszelkiego rodzaju koszty administracyjne. Jeśli pamiętamy o tym, że namiestnik posiadał w prowincji władzę niemal absolutną, mógł więc pobierać takie świadczenia, jakie uznał za stosowne, również na cele, które pokrywane były z przyznanego ornatio provinciae[15].
Niezwykle rozpowszechnione w prowincjach było łapownictwo, którego dopuszczał się zarówno sam namiestnik, jak i jego ludzie. Wymuszano okupy pieniężne w czasie dochodzeń sądowych (ustawianie wyroków) albo specjalnie oskarżano bogatych kupców, by zagrabić ich majątki lub po wzięciu okupu (łapówki) odstąpić od oskarżenia. Nagminne stawało się również mianowanie miejscowych urzędników, przyznawanie godności, tytułów i zaszczytów w zamian za podarowaną namiestnikowi gotówkę[16]. Przywilejem namiestnika, jak pisałem wcześniej, było nakładanie na ludność prowincji pewnego rodzaju obowiązków i ciężarów, jak np. przymus pracy przy budowie dróg dla wszystkich mieszkańców oraz wysokie opłaty za zwolnienie z tego obowiązku. Namiestnicy wyznaczali i pobierali do własnej kieszeni różnego rodzaju cła od przywożonych lub przewożonych towarów przez kupców, w portach, na targach, miastach handlowych itd.[17]
Szybkie bogacenie się namiestników było również możliwe dzięki różnego rodzaju operacjom finansowym powiązanym z zarządzaniem zbożem. Mieszkańcy prowincji zobowiązani byli do oddawania Rzymowi dziesiątej części zboża (dziesięciny) z własnych plonów. Wysokość tej dziesięciny określał oczywiście namiestnik, co stanowiło kolejną doskonałą okazję do pomnożenia majątku dla wielu namiestników. Mógł on bowiem pobierać od ludności znacznie większą ilość zboża niż ta, którą oddawał Rzymowi. Zdarzały się przypadki, gdy namiestnicy zamieniali dziesięcinę zbożową na jej równowartość pieniężną, dzięki czemu od razu uzyskiwali czystą gotówkę. Namiestnicy prowincji w szczególnych przypadkach i za zgodą senatu mogli również pobierać tzw. drugą dziesięcinę zbożową. Namiestnik mógł wówczas pobrać taką dziesięcinę, płacąc rolnikom wartość niższą niż rynkowa. Zgodę senatu można było łatwo uzyskać, a namiestnicy niekiedy wcale się o nią nie starali, pobierali też dodatkową dziesięcinę, nie płacąc za zboże rolnikom. Przywłaszczone zboże sprzedawali, zatrzymując zyski dla siebie. Namiestnicy nadużywali również często prawo, zmuszali rolników do sprzedawania im zboża po zaniżonych cenach[18].
Publikanie

Źródło: Wikimedia Commons
Namiestnicy, którzy dokonywali nadużyć, często współdziałali ze spółkami publikanów. Rzym i/lub namiestnicy nakładali na prowincje różnego rodzaju zobowiązania – wojenne kontrybucje, okupy, wysokie podatki itd. W przypadku niewywiązania się z zobowiązań nakładano na ludność wysokie sankcje – zmuszano do pracy, do służby itd. Sytuacja, w jakiej znajdowali się mieszkańcy prowincji, wymagała niejednokrotnie szybkiego pozyskania gotówki. W tym właśnie momencie swoją pomoc oferowali ekwici – niejednokrotnie tworzący spółki. Oferowali oni pieniądze – pożyczkę na bardzo wysoki procent. Sytuacja, w jakiej znajdowali się mieszkańcy prowincji, zmuszała ich do korzystania z takowych pożyczek, które przez długi czas musieli spłacać, po czym zaciągali kolejne pożyczki[19]. Przykładem takiej działalności była „zafundowana” przez Sullę kontrybucja nałożona na prowincję Azję. Początkowo wynosiła 20 tys. talentów srebra, gdy ludność, nie mogąc poradzić sobie z jej spłatą, zaciągała kolejne pożyczki na wysokie procenty, w krótkim czasie suma zadłużenia wzrosła do 120 tys. talentów[20]. Przykład ten pokazuje, jak wielkimi kwotami obracały ekwickie spółki, a co za tym idzie, jakimi wpływami dysponowały. Tworzenie się tego typu spółek możliwe było dzięki brakowi w administracji republikańskiej rozwiniętego aparatu fiskalnego.