Sytuacje w innych prowincjach w zasadzie były podobne do tej w Azji. W drastycznych przypadkach zrujnowane finansowo miasta odmawiały dalszej spłaty długów i ogłaszały bankructwo. W tym właśnie momencie z pomocą ekwitom przychodził namiestnik. Wezwany przez ekwitów do pomocy przybywał on do danego miasta z wojskiem, by ściągnąć należność. W sytuacji gdy miasta były oporne, nie cofał się przed ich obleganiem. Jak podaje Tadeusz Łoposzko, tego typu wydarzenia miały miejsca w Epirze, gdzie na pomoc wezwał wojsko Attykus, lub na Cyprze, gdzie rzymskie wojska wezwano przeciwko Salaminie zadłużonej u Brutusa[21].
Różnorodne operacje finansowo-bankowe i lichwiarskie, prowadzone na szeroką skalę, były główną domeną ekwitów. Ludzi, którzy zajmowali się tego typu działaniami, określano mianem argentarii. Swoje interesy prowadzili głównie w Rzymie, gdzie zapotrzebowanie na gotówkę było ogromne. Poszukiwali jej chociażby ludzie zamierzający zrobić karierę polityczną, którzy potrzebowali środków na kampanię wyborczą. Oficjalna wysokość oprocentowania wahała się pomiędzy 4-12%, jednak ze źródeł wiemy, że pożyczek udzielano na 24-60%. Bacząc na fakt, iż Argentarii udzielali pożyczek przekraczających kilkadziesiąt, a niekiedy i kilkaset tysięcy sesterców, nietrudno wyobrazić sobie zyski płynące z takiego procederu. Po utworzeniu prowincji argentarii rozszerzyli swoją działalność na wszystkie rzymskie prowincje[22].
Pożyczki na lichwiarski procent to jednak nie jedyna sfera działalności ekwitów. Rzymska administracja w okresie republiki nie wykształciła własnych specjalnych organów państwowych do ściągania tego rodzaju opłat i powinności. Dlatego też rozwinął się system wynajmowania obywatelom lub też całym spółkom różnych uprawnień i korzyści przypisanych państwu – tak na przykład: podatki, cła i wszelkie inne dochody z różnych źródeł. By ściągnąć tego rodzaju należności finansowe, organizowano przetarg na wykonanie usług dla Rzymu. Spośród zgłoszonych reflektantów wybierano tego, który przedstawił najkorzystniejsze dla państwa warunki. Zwycięzca przetargu zobowiązany był do wpłaty z góry ustalonej sumy pieniędzy, po czym został upoważniony do ściągnięcia w określonym czasie wydzierżawionych mu świadczeń. Niejednokrotnie świadczenie było tak wysokie, że pojedyncza osoba nie była wstanie wypłacić tak ogromnej sumy gotówką. Dlatego też obywatele zrzeszali się w tzw. spółki publikanów – sociates publicanorum lub sociates publicani, które zajmowały się taką formą działalności[23].
Obywatele, którzy tworzyli spółkę, wpłacali do niej określone wkłady pieniężne – partes, stanowiły one podstawę do proporcjonalnego udziału w zyskach. Członkami spółek byli przedstawiciele patrycjuszy, senatorowie, niekiedy zamożniejsza część plebsu. Głównie jednak tego rodzaju działalnością zajmowali się oczywiście ekwici. Istnienie spółek publikanów, jak informuje Tadeusz Łoposzko, poświadczone jest źródłami już w III w. p.n.e. Początkowo podnajmowały od państwa różnorodne prace publiczne, jak budowa świątyń i innych gmachów publicznych oraz dróg, mostów itd. Zleceniami tego rodzaju kierowali cenzorowie, którzy zawierali z przedstawicielami spółek odpowiednie pisemne umowy[24]. Wielu informacji o spółkach publikanów dostarcza nam również G. Alfödy, według niego spółki oprócz realizacji różnych robót publicznych wykonywały również zlecenia dla wojska – np. dostawa zaopatrzenia. Osoby tworzące spółki nie znały granic w dążeniu do uzyskania jak największych zysków. Byli pozbawionymi moralności szantażystami, którzy nie wahali się oszukiwać państwa rzymskiego[25].
Nowe możliwości dla spółek publikanów pojawiły się wraz z ekspansją terytorialną Rzymu i pojawieniem się prowincji. Rzym, stając się spadkobiercą władców podbijanych terytoriów, stawał się właścicielem wszelkiego rodzaju dóbr znajdujących się w prowincji. W skład takich dóbr wchodziły ziemie rolnicze zamieniane na ager publicus, lasy, pastwiska, kopalnie itd. Owe dobra oddawano w użytkowanie prywatnym osobom, wśród których dominowała ludność miejscowa. Dzierżawcy zobowiązani byli do płacenia corocznie określonych kwot do skarbu państwa określonych mianem vectigalia. Mianem scriptura określano natomiast opłaty z pastwisk i terenów hodowlanych. Również ściąganie tego typu danin zaczęto powierzać spółkom publikańskim[26].
Możliwość prowadzenia swojej działalności publikanie otrzymali we wszystkich prowincjach rzymskich. W I w. na Sycylii powierzono im w dzierżawę dziesięciny z produkcji oliwy, wina i innych owoców zwanych frugus minutae – co było sukcesem, gdyż wcześniej publikanie byli odsunięci od tego typu aukcji podatkowych. Od II w. byli dzierżawcami ceł portowych na Sardynii, Sycylii, Korsyce oraz w obu prowincjach hiszpańskich. W Afryce publikanie zbierali czynsz z posiadłości zabranych Kartagińczykom i przemianowanych w ager publicus. Zajmowali się też skupem posiadłości ziemskich, które sprzedawane były przez władze drogą licytacji. Spektakularnym sukcesem publikanów było uzyskanie dzierżawy podatków z prowincji Azja, na mocy ustawy Gajusza Grakchusa w 124 r. – lex de provincia Asia. Wedle rzymskiego zarządzenia cała ludność prowincji winna płacić podatek w wysokości 10% wartości wszystkich zebranych plonów. Podatek, który początkowo był przedmiotem aukcji prowadzonej przez cenzorów, stał się na stałe sferą działalności publikanów. Podatki nałożone przez spółki były olbrzymie, pojawiał się proceder, o którym wspomniałem już wcześniej – nie mogąc spłacić podatków, ludność zaciągała lichwiarskie pożyczki od innych spółek – ekwickich. Władze rzymskie zaczęły stopniowo oddawać w ręce publikanów zadanie ściągania podatku niemal ze wszystkich prowincji rzymskich co, przynosiło publikanom niezmierzone dochody[27]. Prowincje rzymskie stały się głównym obszarem działalności publikanów i ekwitów aż do upadku republiki.
Już po powstaniu pierwszych prowincji można zauważyć rywalizację pomiędzy warstwą senatorską a ekwitami o możliwości czerpania zysków. Namiestnicy prowincji wybierani byli przecież spośród warstwy senatorskiej, to oni i ich rody ponosili koszty kampanii wyborczych i chcieli, rzecz jasna, uzyskać jak największe przychody z późniejszego zarządzania prowincją. Z ograbionej i zubożałej poczynaniami ekwitów ludności namiestnicy nie mogliby ściągać pokaźnych sum. Niektórzy namiestnicy starali się w jak największym wymiarze ograniczyć działalność ekwitów, zwłaszcza publikanów, zapobiegając nadużyciom. Takie poczynania namiestników przyczyniały się z kolei do niezadowolenia ekwitów[28].
Skargi na namiestników przyjmowali, a co za tym idzie sądy nad nimi sprawowali sędziowie ekwiccy. Warstwa ta doskonale przysposobiła sobie umiejętność posługiwania się tą „bronią” – odnotowywano liczne przypadki skazywania namiestników uczciwych i sumiennych, lecz zarazem przeciwnym działaniom ekwitów w swojej prowincji. Podobnie było również w odwrotnym przypadku, gdzie niemający żadnych skrupułów w swoich nadużyciach namiestnik, który współpracował z ekwitami, mógł liczyć na bezkarność[29].
Niemniej jednak działalność ekwitów jest niezwykle istotna w rozpatrywaniu nadużyć i korupcji wśród rzymskich urzędników. Niewątpliwie istniały konflikty interesów, zdarzały się przypadki skazywania namiestników, lecz interesy prowadzone w prowincjach bardziej łączyły, niż dzieliły warstwę senatorską i ekwitów. Najważniejszą sprawą dla obu warstw było zagwarantowanie sobie możliwości nieograniczonej eksploatacji prowincji. Ekwici nigdy nie występowali przeciwko nadmiernym eksploatacjom ludności prowincji przez namiestników – jeśli tylko zostało coś dla nich. Spółki publikanów niejednokrotnie potrzebowały pomocy namiestnika w ściągnięciu długów od niewypłacalnych dłużników. Podczas gdy namiestnicy nakładali na prowincje wysokie świadczenia, ekwici udzielali mieszkańcom pożyczek na lichwiarski procent. To również namiestnicy przekazywali spółkom publikanów ściąganie niektórych należności w prowincji, czerpiąc również z tego zyski.