M. Ciszewski, Most we mgle
Kto z Was nie lubi powieści z gatunku historii alternatywnej, niech pierwszy rzuci kamieniem! A jeśli historia alternatywna to wiadomo, że klasyczne „Poland strong” jest kanwą najlepszą! A kto robi to lepiej niż Marcin Ciszewski? No właśnie aktualnie ciężko znaleźć. I „Most we mgle” udowadnia to z całą mocą.
Jakiś czas temu nakładem wydawnictwa „Warbook” ukazała się nowa książka. Cóż można o niej powiedzieć?
Okładka przykuwa uwagę na dłużej i nie sposób przejść obok niej obojętnie. Oj jest to w mojej opinii majstersztyk pracy grafika. Genialnie wykonana robota, która z pewnością odpowiada ze cześć czytelników tej książki. I kaski, którą na nią wydali! Na sami spójrzcie! Przedstawienie postaci Napoleona i Piłsudskiego przy jednym stole z pewnością uderza w czuła strunę każdego, kto choć w najmniejszej mierze zna i interesuje się historią Polski. Tym bardziej, że w naprawdę świetnej narracji znajduje to stuprocentowe potwierdzenie.
Marcina Ciszewskiego zapewne nikomu z Was przedstawianie trzeba. Autor kilkunastu powieści – głównie historycznych i sensacyjnych, którego książki prawie zawsze ociekają żywą akcją i mnóstwem adrenaliny. W mojej ocenie jego sztandarowym dziełem jest cykl powieściowy „WWW”. Opowiada on o konfrontacji czasów, spotkaniu sił dwóch różnych epok i próbie zmiany rzeczywistości. A wszędzie tam działania bohaterów kreują nowe realia – historia kontrfaktyczna w całej okazałości. No może z wątkami sci-fi.
Po przejściowym romansie z innymi gatunkami powieściowymi Cieszewski powraca do konwencji, w której radził sobie zdecydowanie najlepiej. Bowiem cykl meteorologiczny z insp. Tyszkiewiczem, swoją drogą też świetny, osobiście traktuję, jako spin-off serii wojskowej z płk Grobickim). Tym razem Ciszewski zabiera czytelnika do lat 30. wieku XX. Przedstawia mu braci Krępskich, którzy już od pierwszego rozdziału wyrastają na głównych bohaterów. I jest jeszcze postać niezwykle tajemniczego sierżanta Rokity, który od samego początku wydaje się mieć w narracji olbrzymie znaczenie. Każdy rozdział rozpoczyna się od jego „przesłuchania”, prowadzonego w nader mrocznych okolicznościach. Co ciekawe atmosfera tajemniczości z tym związana narasta przez całą powieść i wyjaśnia się dopiero na ostatnich stronach. A udział sierżanta w całej akcji okazuje się być dużo bardziej znaczny niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Na prawie 400 stronach „Most we mgle” prezentuje czytelnikowi opowieść według scenariusza bardzo podobnego do tego z czym miał on do czynienia w cyklu „WWW”. W stosunku do tamtej narracji następuje przesunięcie czasowe o stulecie. I tak zamiast podróży z wieku XXI do XX mamy przeskok z czasów Piłsudskiego do początków wieku XIX. Zmienia się też „wehikuł”, którym podróżują bohaterowie oraz punkt zwrotny, który Ciszewski obiera na oś fabuły. Na próżno jednak szukać bohaterów znanych z poprzednich książek autora. W mojej ocenie tą powieścią zostało otwarte nowe uniwersum, którego kontynuacji sam z niecierpliwością oczekuję.
Reszta elementów niestety nie jest już aż tak unikalna. Tutaj również mamy ukazaną przewagę technologiczną pola walki, między przybyszami a autochtonami, sugestywne opisy batalistyczne, wątpliwości moralne i etyczne bohaterów drugoplanowych oraz klasyczny Grande finale, tym razem z nieco zaskakującym zaskoczeniem.
Bardzo silną stroną „Mostu we mgle” są też kreacje bohaterów. O ile główne postacie braci Krępskich od początku mnie irytowały i uważam, że ich biogramy zostały trochę spłycone, o tyle postacie słynnych wodzów polskich z obu stuleci zostały już napisane bardzo dobrze, mimo iż w tej powieści są co najwyżej bohaterami 2. Planu (a może nawet 3., jak w wypadku Roweckiego). Piłsudski – świetnie, Poniatowski – bardzo dobrze. Wieniawa – trochę słabiej, ale według mnie nadal dobrze. Nie potrafiłem przekonać się jedynie do postaci Napoleona, którą usiłował mi sprzedać autor. No ale każdy z nas inaczej odbiera tę postać! To oczywiste.
Fabuła została w tej książce naprawdę dobrze opracowana. Autor wykonał naprawdę dobrą pracę, co wiązało się też zapewne z kwerendą źródłową, co stało się widoczne we fragmentach dotyczących XIX stulecia. Świetnie wykonana została też praca redaktorska i korektorska, bo podczas lektury nie dostrzegłem błędów.
Reasumując: stary, dobry Marcin Ciszewski, jakiego znaliśmy i lubiliśmy najbardziej właśnie powrócił. Prezentuje nam wizję historii Polski, na którą być może nie zasługujemy, ale której bardzo potrzebujemy. I cóż! Teraz tylko pozostaje czekać jak rozwinie on nowe uniwersum. Bo może MCU czy SWU to nie jest, ale fanów tego gatunku wciągnie tak samo mocno.
Wydawnictwo: WARBOOK
Ocena recenzenta: 5,5/6
Dawid Siuta