Order dla Łagiernika? – Ostatniego Ułana Rzeczypospolitej

Dziś jest taki czas, że wiele drzwi powinno się otworzyć na prawdę. Kancelaria Prezydenta pilotowała sprawę mianowania i odznaczenia ostatniego ułana. Jednakże jak to często w życiu bywa, bez kłopotów się nie obejdzie.

21 stycznia br. złożyłam wniosek do biura Pani minister Anny Marii Anders i dalej uzupełniałam wniosek dokumentami w dniu 7 lutego. 27 stycznia MON poinformował, że Pan minister Antoni Macierewicz awansował ułana ppor. Abramowicza na stopień porucznika. Konsulat RP w Manchesterze służył pomocą Kancelarii Prezydenta w pracach na polu przyznania i odznaczenia ostatniego ułana. Ma być mu przyznany Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski – Polonia Restituta za wspaniałe życie oraz zasługi dla Polski i Polaków. Do Konsulatu RP wysłałam skany wszystkich dokumentów ułana, sięgające aż do 1943 r. Wcześniejszych dokumentów staruszek nie posiadał. Jego polski paszport, który zdał w koszarach do sejfu na okres służby wojskowej jesienią 1937 r. – po wybuchu II wojny światowej prawdopodobnie przejęli Sowieci i wraz z innymi polskimi dokumentami z koszar wywieźli do archiwów w głąb Związku Radzieckiego. Według innej hipotezy paszporty zostawione w depozycie wojskowym 13. Pułku mógł strawić pożar.

3aUhonorowanie niestety napotkało trudności związane z polskim obywatelstwem Pana Stefana, pomimo że on nigdy nie zrzekał się polskiego obywatelstwa. Ze względu jednak na brak dokumentu poświadczającego polskie obywatelstwo, prace zostały zahamowane. Sprawę przejęło MSZ.

Czekając na rozstrzygnięcie sprawy, przybliżę losy wojenne naszego ułana.

Gdy wybuchła wojna, w koszarach kawalerii była wzmożona mobilizacja. Starszy ułan Abramowicz, polski Tatar, ładował żołnierzy i konie do wagonów. Pożegnał młodszego brata Bekira, wiezionego pociągiem na pierwszą linię frontu. Bekir przyszedł w 1938 r. jako rekrut do 1 Szwadronu Tatarskiego 13. Pułku. Stefan dostał rozkaz pozyskiwania dla wojska koni z okolicznych folwarków. Masy rezerwistów zgłaszały się do armii. Byli wysyłani pociągami na front zachodni wraz z czynną służbą. Ułanom, którym zabrakło mundurów, pozostał cywilny łach i praca w koszarach. Jako ułani byli też kierowani do pułków piechoty. W 13. Pułku zostało ok. 150 ułanów i 1 koń dowódcy. Wszędzie panowała panika, nie było czasu zorganizować żadnej obrony. Dowódca, por. Zygmunt Barcicki, nie mając kontaktu ze swym dowództwem, wydał samodzielny rozkaz opuszczenia koszar i przebicia się na Litwę. Honorowo szedł pieszo ze swymi ułanami, a na jego koniu jechał Stefan. Porucznikowi i innym ułanom udało się przedrzeć przez granicę i przedostać do obozu internowania na Litwie. Stefan natomiast został aresztowany, zrewidowany i wywieziony do łagru w Kozielsku. Tam też NKWD dokonało spisu naszych żołnierzy oraz polskich cywilów. Po ewidencji wszyscy zostali zarejestrowani i przydzieleni do różnych tymczasowych podobozów, a potem tysiącami wywożono ich w nieznane – w głąb ZSRR na katorgę, a oficerów zlikwidowano.

4aNa mocy układu Sikorski-Majski, podpisanego w lipcu 1941 r., polscy jeńcy wojenni (z ros. „wojenno-plenni”) byli wypuszczani na wolność i zapisywali się masowo do Wojska Polskiego. Chcieli jak najszybciej opuścić Archipelag GUŁag – komunistyczny raj Kraju Rad. Do wojska ze wszystkich stron pchali się wygłodniali, obdarci i strasznie wynędzniali polscy cywile. Aż przykro było na nich patrzeć… Zapisywano ich do wojska bez względu na wiek, by ułatwić im wyjazd z Rosji. Był to jedyny ratunek, bo lepiej było zginąć z bronią w ręku niż u Rosjan w obozie, mówił Pan Stefan. Pomimo że Polacy wszędzie umierali, zostawiając za sobą całe masy trupów i groby – Stalinowi nie powiódł się plan ludobójstwa Polaków i całkowitej eksterminacji polskiego wroga.

Wieści o wyjściu na wolność zastały Stefana w Starobielsku – w ósmym z kolei obozie, w którym przebywał (VII 1941 r.). Do Starobielska przyjechał pułkownik Wiśniewski w przedwojennym mundurze oficerskim. Jako polski przedstawiciel rozmawiał z Rosjanami. Tu formowało się Wojsko Polskie, którego żołnierze byli prawdziwymi nędzarzami. Stefan został także zapisany do WP. Stamtąd wraz z innymi szczęściarzami, jako wybrańcy losu, dotarli do innego obozu armii sowieckiej w Tockoje. Obóz był strasznie zawszawiony, tak jak i inne łagry. Jeńcy omiatali się nawzajem miotłą z pluskiew i wszy, które zmiecione na piasek maszerowały za nimi jako wierne towarzyszki biedy. Podczas snu obłaziły każdego i gryzły niemiłosiernie, wchodząc we wszystkie otwory ciała – wywołując tyfus i inne choroby. Był to letni obóz ćwiczebny Sowietów zupełnie nieprzystosowany do zimowania wojska. Przy ostrej zimie i 40-stopniowych mrozach drzewa, trzaskając, pękały. Kopaliśmy na 1 metr głębokości ziemianki i stawialiśmy nad nimi namioty. Zbieraliśmy cegły z bruku w obozie Sowietów i budowaliśmy piece, by przetrwać ostrą zimę. Mieli obdarte łachmany, które kiedyś były letnim mundurem polskim. Mimo siarczystych mrozów, ratowało ich to, że nie było tu wiatrów. Piłą krojono zamarznięty na kość chleb i dzielono kromki między siebie. Wychudzone i poodmrażane ciała więźniów GUŁagu obleczone były brudną oraz zainfekowaną, pełną wrzodów i ran skórą. Stefan miał odmrożone ręce i palce u stóp. Stąd Mojżesz Wschodu – gen. Anders wyprowadził na wolność swą niepokonaną armię.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*