Generał był bardzo odważny i kłócił się ze Stalinem, że musi powstać Wojsko Polskie. Wszyscy wyczekiwaliśmy swego Mojżesza. Anders to nasz zbawiciel. Widział, jacy głodni byliśmy… Powiódł nas jak najdalej od terroru nieludzkiej ziemi, w płaczu mówił Pan Stefan, łapiąc oddech za oddechem. Pomimo że w pierwszej defiladzie maszerowaliśmy w obdartych łachmanach, w łapciach i bez butów, uderzając odmrożonymi stopami po lodzie – radości nie było końca. Defilowaliśmy przed generałami: Andersem i Sikorskim. Anders wypychał Polaków z Rosji. Miliony tych, co nie dołączyło do wojska, zostało w Rosji, zamilkł i zamyślił się…
Jako jeńcy, za 2-letnią niewolniczą przymusową pracę, otrzymaliśmy po 500 rubli odszkodowania wojennego, za które można było kupić na czarnym rynku aż dwie szklanki machorki (tytoniu) lub melony do zjedzenia… Taka była cena naszej niewoli… Ja nie paliłem. Kupiłem sobie za to pieczonych placków do jedzenia i jadłem z kolegami.
Na wiosnę 1942 r. nastąpił upragniony moment ewakuacji, istny cud – opuszczenie ZSRR. Na tę okoliczność niemieckie radio podawało komunikaty, że polscy turyści wyjeżdżają na południe… – wspominał Pan Stefan. Masy ludzkie, teraz jako nowo powstałe Wojsko Polskie, rodziny, osoby samotne oraz setki tysięcy osieroconych polskich dzieci, osadzonych uprzednio w więzieniach i obozach sowieckich na własną rękę przemierzały tysiące kilometrów o głodzie i chłodzie, byleby dotrzeć do WP – wszyscy oni jechali transportem kolejowym do Krasnowodzka przy Morzu Kaspijskim. Uderzeni licznymi tragediami i plagami chorób polscy zesłańcy uciekali do nowego życia poza Rosją sowiecką. Te tłumy ładowane były w Krasnowodzku do strasznie brudnych statków transportowych, cuchnących rozkładającą się rybą. Nikt nie zwracał na to uwagi, byleby być jak najdalej od stalinowskiego terroru. Niemiłosiernie stłoczeni, w spiekocie wysokiego słońca, mieli dopłynąć do Iranu. Wielu z nich swą podróż w drodze do Ojczyzny zakończyło w morskich odmętach, które stały się ich grobem, i nigdy nie ujrzeli już swej ukochanej Polski.
Pamiętajmy o Nich!
Inni wybrańcy – byli więźniowie i jeńcy sowieckich łagrów także z beznadziejnym stanem zdrowia – dotarli do Pahlevi w Iranie. Tam był już raj na ziemi, pomimo wstrząsających wspomnień i głębokiej traumy z łagrów. Ocaleni od zagłady wojennej Polacy byli mile widziani przez Persów. Zetknęli się z nieznaną im dobrocią ludzką. Każdy zaznawał w Iranie życzliwości i innego życia, zachłystując się wolnością. Stalinowi nie udało się uciszyć i zatuszować prawdy o wydarzeniach z łagrów. Wiele setek tysięcy Polaków skazano na eksterminację przy niewolniczej pracy archipelagu i przeznaczono na śmierć głodową z myślą, że prawda o GUŁagu nigdy nie wypłynie. „Dobrobyt” sowieckiego komunizmu, o którym śpiewali Sowieci i kłamały ich filmy wyświetlane polskim jeńcom w obozach, pozostawił po sobie ogromny ślad w psychice zesłańców. Jednym z propagandowych filmów wyświetlanych w obozie w Kozielsku był film o rewolucji październikowej pt. Na dworze jesienny wiatr wieje i z każdym dniem życie jest weselsze. Polacy – oporny naród, nie ulegli sowietyzacji. Po odzyskaniu wolności wielu z nich, wycieńczonych długotrwałym głodem niewoli, zmarło przez najedzenie się do syta. Ich ciała grzebano na nowo powstałym polskim cmentarzu wojennym w Pahlevi. Nieopłakani przez swych bliskich – rodacy, spoczęli tam na wieki…