Różne pomysły na Rekonstrukcję
Rekonstrukcja, w największym skrócie, miała być przyłączeniem stanów, które dokonały secesji, oraz ich mieszkańców do Unii i ponowne zjednoczenie kraju zgodnie z powojennymi zasadami. O sposób, w jaki miało to wyglądać, oraz działania, jakie miały być w tym celu podjęte, sprzeczało się kilka ośrodków – najpierw prezydent Abraham Lincoln, później prezydent Andrew Johnson oraz środowiska republikańskich radykałów. Proces Rekonstrukcji, która zaczęła być prowadzona po wojnie, rozpoczął się de facto już w czasie jej trwania. Prezydent Lincoln, chcący rekonstrukcji natychmiastowej, ogłosił w grudniu 1863 roku Proklamację Amnestii i Rekonstrukcji. Według niej każdy stan Konfederacji mógł utworzyć wierny Unii rząd, jeśli tylko 10% głosujących w 1860 roku złoży przysięgę wierności Unii i zostanie przez jej prezydenta ułaskawiona. Rządy takie próbowano ustanowić w Tennessee, Arkansas i Luizjanie, lecz nie uznał ich kongres, w którym rosło w siłę środowisko radykalnych Republikanów. Radykałowie nie chcieli natychmiastowego przywrócenia stanów Południa do Unii, woleli w sposób gruntowny przebudować całe południowe społeczeństwo. Bardziej niż powrotu stanów Konfederacji do struktur państwowych Unii pożądali przemodelowania okupowanych terenów na własną modłę i przejęcia tam władzy, pozbawiając tamtejsze elity jakichkolwiek wpływów. Plany takie przedstawili m.in. w zatrzymanej wetem kieszonkowym przez Lincolna ustawie Wade’a-Davisa. Prezydent sprzeciwiał się nierzadko po prostu mściwym planom radykałów, uważając, że wraz z końcem wojny najważniejsze, czyli zachowanie jedności Unii, zostało już poczynione. Jak powiedział w swym ostatnim publicznym wystąpieniu, nie chciał „żadnych prześladowań, żadnej krwiożerczości”, a w momencie gdy stany południowe „są już bezpieczne w ojczyźnie, rzeczą całkowicie nieistotną jest, że znajdowały się poza nią”.
Niedługo po wypowiedzeniu tych słów Lincoln już nie żył. Zabicie prezydenta przez Johna Wilkesa Bootha było jednak tylko częścią planu ułożonego przez niemogących pogodzić się z porażką Konfederacji zamachowców. Ofiarą mieli paść także sekretarz stanu oraz wiceprezydent Andrew Johnson. Obaj przeżyli, a wraz ze śmiercią Lincolna stanowisko prezydenckie objął Johnson. Gdy w swych ostatnich słowach postrzelony podczas ucieczki Booth stwierdził, że umiera za swój kraj i czyni to w najlepszej intencji, nie mógł przewidzieć, że wyświadczył Południu niedźwiedzią przysługę. Nie dość, że Lincoln zyskał status niemalże świętego męczennika, który rzekomo stracił życie za sprawę wyzwolenia czarnych, to w dodatku zastąpiła go osobowość mniej charyzmatyczna i mniej odporna na wpływy radykałów. Mogło to wyjść tylko na niekorzyść okupowanym przez wojska federalne terenom. Z początku wypowiedzi nowego prezydenta dawały radyklanym Republikanom nadzieję na pozyskanie sojusznika – mimo że nie dbał w ogóle o los czarnych, to ostro wypowiadał się o większych właścicielach ziemskich, nazywając ich „zdradzieckimi arystokratami”. Jednakże osobiste antypatie nie wpłynęły na jego zbliżenie się z radykałami. Wręcz przeciwnie, niechęć wobec murzynów stawiała go w opozycji do nich, ponieważ Johnson bardzo niechętnie patrzył na przyznawanie czarnym pełni praw politycznych. Dodatkowo, jako wieloletni, fanatyczny zwolennik państwa federalnego, wielokrotnie podkreślający, że Unia i stany są niezniszczalne, prezydent nie uważał, że Rekonstrukcja jest potrzebna. Jak powiedział w 1865 roku: „Nie ma czegoś takiego jak rekonstrukcja. Te stany nie wyszły z Unii. Dlatego rekonstrukcja jest niepotrzebna”. Ostatecznie plan nowej głowy państwa dotyczący przywrócenia jedności Unii bardzo przypominał plan jego poprzednika. Wydał on nową Proklamację Amnestii, by budować lojalne rządy, blokował także plany dystrybucji skonfiskowanej ziemi wyzwoleńcom. Do jak najszybszego instalowania nowych władz stanowych wykorzystywał także nowych gubernatorów rekrutowanych z lokalnych zwolenników Unii. Szybka budowa nowych struktur i udawanie, że w zasadzie nic się nie zmieniło odbiło się negatywnie na wyzwolonych czarnych, którzy byli ograniczani specjalnymi przepisami prawnymi na szczeblu stanowym, tzw. Black Codes. Nowe legislatury stanowe, wierne Unii, nie zamierzały się pogodzić z tym, że w krótkim okresie ta sama Unia wyzwoliła wszystkich miejscowych niewolników. Rewolucyjna zmiana doprowadziła do nasilenia rasizmu. Także wielu białych Republikanów, choć będąc wrogami niewolnictwa, było wrogo nastawionych do samych czarnych. Nie przeszkodziło im to jednak w dostrzeżeniu w wyzwoleńcach dużej i naiwnej grupy wyborczej, dzięki której mogli pozyskać władzę – tym bardziej, że dzięki temu mogliby odegrać się na „zdrajcach” z Południa, którzy śmieli przeciwstawić się ich prezydentowi i państwu federalnemu.
Wraz z wejściem na scenę nowego prezydenta rozpoczęła się niemal roczna batalia, którą ostatecznie wygrali radykałowie i forsowana przez nich koncepcja, że to kongres, a nie prezydent, ma decydować, na jakich zasadach zbuntowane stany, będące w tym momencie niczym więcej jak podbitymi i okupowanymi prowincjami pozbawionymi praw, mają zostać przywrócone do Unii. Ostatecznym zwycięstwem tej koncepcji była uchwalona w 1867 roku Ustawa o rekonstrukcji wojskowej. W niej właśnie określono, na jakiej zasadzie powinno się rozpocząć od nowa formowanie rządów stanowych na Południu. Dawała ona dowódcom wojskowym absolutną kontrolę nad wprowadzaniem praw, a ich szczegółowe postanowienia miały pozostać kwestią otwartą. Całe szczęście dzięki wprowadzonej później przez bardziej umiarkowanych kongresmenów poprawce powstrzymane zostały plany zredukowania zbuntowanych stanów do statusu terytoriów (czyli obszaru, który dopiero mógł stać się stanem, takie jak wówczas obszary tzw. Dzikiego Zachodu). Spod ustawy wyłączono jedynie stan Tennessee, a pozostałe podzielono na pięć okręgów wojskowych, których dowódcy byli upoważnieni do zastąpienia sądów cywilnych trybunałami wojskowymi. Rozpoczął się okres mozolnego pisania na nowo stanowych konstytucji oraz rządów wojskowych. W 1868 roku kongres zgodził się na przyjęcie na powrót do Unii siedmiu stanów – poza Unią pozostały Wirginia, Missisipi i Teksas, które na powrót uznano za stany dopiero w 1870 roku.