W sukcesach tych, ale również bolesnych stratach, miało swój udział Lotnictwo Polskie. Tworzone od pierwszych miesięcy 1940 r. na Wyspach Brytyjskich, w okresie bitwy o Anglię liczyło cztery dywizjony: 300 Dywizjon Bombowy „Ziemi Mazowieckiej”, 301 Dywizjon Bombowy „Ziemi Pomorskiej”, 302 Dywizjon Myśliwski „Poznański”, 303 Dywizjon Myśliwski „Warszawski” im. T. Kościuszki.
Dywizjony te włączały się sukcesywnie do walki: 15 sierpnia 1940 r. – Dywizjon 302; 30 sierpnia 1940 r. – Dywizjon 303, a w nocy z 14 na 15 września 1940 r. – Dywizjony 300 i 301.
W okresie bitwy o Anglię sformowano jeszcze dwa dywizjony myśliwskie – 306 i 308 – oraz jeden nocny dywizjon myśliwski – 307, ale żaden z nich nie osiągnął gotowości operacyjnej przed końcem bitwy.
Tu warto wspomnieć o zapominanej bardzo często roli Bomber Command, czyli brytyjskiego lotnictwa bombowego, w czasie bitwy o Anglię. Cały okres kampanii francuskiej wykazał całkowite nieprzygotowanie lotnictwa bombowego Wielkiej Brytanii do działań na nowoczesnym polu walki, stawiającym nowe wyzwania. Tym bardziej godne podkreślenia są wysiłki polskich lotników bombowych, aby jak najszybciej opanować nowy sprzęt i osiągnąć gotowość operacyjną w terminie krótszym niż zakładały to najbardziej optymistyczne prognozy. Polacy wzięli udział w tzw. bitwie o barki.
Siły bombowe RAF-u już w lipcu 1940 r. rozpoczęły ataki na tworzące się wówczas zalążki niemieckiej floty desantowej, niezbędnej do przeprowadzenia inwazji na Wielką Brytanię. Pod koniec sierpnia wywiad brytyjski odkrył rosnącą koncentrację okrętów i barek w portach nad kanałem La Manche. Bomber Command otrzymało wówczas zadanie systematycznego ich bombardowania. Nie były to trudne zadania; o ile, na tym etapie wojny, zlokalizowanie celu w głębi zaciemnionego kontynentu, nie mówiąc już o dobrym ulokowaniu bomb, było niełatwą rzeczą, o tyle porty były wdzięcznymi obiektami bombardowań, ponieważ wyraźnie odcinały się na tle morza, nawet w bezksiężycowe noce.
W połowie października 1940 r. Dywizjon 300 przerwał loty bojowe i zaczął przezbrajać się w ciężkie bombowce Vickers Wellington, a Dywizjon 301 zaczął przezbrojeniew listopadzie. Od debiutu bojowego 14 września 1940 roku do momentu przezbrojenia polscy lotnicy bombowi wykonali przeciwko flocie inwazyjnej 15 wypraw (85 samolotozadań), podczas których zrzucili 45 ton bomb. Warto tutaj przytoczyć w pełni wypowiedź, z której wyjmuje się najczęściej najwygodniejszy dla cytujących fragment o tych nielicznych, którym liczni zawdzięczają tak wiele: Każdy dom na naszej wyspie, w naszym imperium, a wreszcie na całym świecie, wyjąwszy miejsca zamieszkania winowajcy, powinien okazać wdzięczność brytyjskim lotnikom, którzy, niezrażeni przez przeciwności, nieustraszeni w obliczu nieustannego wyzwania i śmiertelnego niebezpieczeństwa, odwracają los wojny światowej dzięki swojemu męstwu i poświęceniu. Nigdy w historii ludzkiego konfliktu tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym. Wszystkie nasze serca są z pilotami myśliwców, których wspaniałe akcje możemy dzień po dniu obserwować. Lecz nie wolno nam nigdy zapomnieć, że przez cały czas, noc w noc, miesiąc po miesiącu, nasze eskadry bombowców lecą daleko w głąb Niemiec, dzięki najwyższej próby umiejętnościom i rozważnemu, dokładnemu rozeznaniu znajdują swoje cele w ciemności, przeprowadzają ataki, często pod ciężkim ostrzałem, często ponosząc ciężkie straty, i zadają poważne ciosy całej technicznej i wojennej strukturze nazistowskiej potęgi.
Jest to fragment przemówienia Churchilla wypowiedzianego w Izbie Gmin 20 sierpnia 1940 r., który docenił wtedy wysiłki zarówno lotników Fighter Command, jak i Bomber Command. Nie powinno się tego cytatu stosować do Polaków, gdyż oba polskie dywizjony myśliwskie jeszcze w ogóle nie weszły do akcji… Choć kilku polskich lotników już zaznaczyło swoją obecność na niebie Anglii.
Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.