Polscy piloci w bitwie o Anglię – bohaterowie czy zwykli ludzie? | Część 2

31 sierpnia dywizjon oficjalne wszedł do walki i od razu z ogromnym sukcesem – zestrzelono sześć Messerschmittów 109 w rejonie Biggin Hill. Zwycięzcami byli: P/O Mirosław Ferić, P/O Zdzisław Henneberg, Sgt Stanisław Karubin, S/Ldr Ronald Gustave Kellett, Sgt Eugeniusz Szaposznikow i Sgt Kazimierz Wünsche.

2 września w rejonie Dover Messerschmitty 109 zaatakowały dywizjon lecący na wysokości 19 tys. stóp. Piloci uchronili formację Hurricane’ów przed atakiem z zaskoczenia i sami zaatakowali Messerschmitty. Sgt Rogowski zaatakował jednego, który ostatecznie wpadł do morza 10 mil od francuskiego wybrzeża. Sgt František również pogonił za swoim Messerschmittem, który ostrzelany, począł dymić. Czech zrezygnował z dalszego pościgu, gdy nad francuskim brzegiem artyleria przeciwlotnicza zaczęła intensywny ostrzał. Dwaj pozostali bohaterowie pościgu za niemieckimi Messerschmittami – Ferić i Henneberg zapędzili się głębiej nad Francję. Jeden zgłosił zestrzelenie prawdopodobne, a drugi uszkodzenie Me 109.

Echem wyczynów polskich lotników z Dywizjonu 303, którzy uganiali się za niemieckimi Messerchmittami aż na drugą stronę kanału, była depesza z dowództwa 11. Grupy Myśliwskiej. Tym razem była niezbyt przyjemna w tonie: Dowódca grupy docenia ofensywnego ducha, który zagnał dziś dwu polskich pilotów (Henneberg i Ferić) nad wybrzeże francuskie w pościgu za nieprzyjacielem. Taka praktyka nie jest ekonomiczna ani rozsądna, kiedy jest tyle dobrych celów do odstrzału widocznych z Londynu.

3 września, podczas walki sześciu Hurricane’ów zaatakowanych przez Messerschmitty 109, został uszkodzony samolot F/O Zdzisława Henneberga i Sgt Wójtowicza, który lądował przymusowo.

Po południu trzy sekcje wystartowały na patrol rejonu Maidstone i Dover na wysokości 22 tys. stóp. W rejonie patrolowania napotkano Hurricane’y 253 Squadronu oznaczone literami kodowymi SW. Przez fatalną mgiełkę o mały włos nie związano się z nimi walką, lecz w porę zaprzestano działań zaczepnych. Tylko Sgt Josef František nie zrezygnował i ostro pikując próbował zaatakować formację samolotów lecących na wysokości 8000 stóp. Rozpoznał je jako Spitfire’y i minął tę formację, widząc pod chmurami lecący nisko nad wodą samolot.

Zszedłem pod chmury i ujrzałem He 113. Zanurkowałem na niego i strzelałem przez 2 sekundy z góry ze 100 jardów w kabinę. Musiałem zabić pilota, gdyż samolot powoli zanurkował do wody i zniknął. Samolotem nieprzyjacielskim, który František rozpoznał jako He 113 i który zniknął w wodach kanału, był najprawdopodobniej Messerschmitt 109. Jak widać z kilku podanych tu przykładów, rozpoznawanie typów samolotów nie było najmocniejszą stroną pilotów. Kolejne wrześniowe dni pełne sukcesów wielokrotnie były opisywane w prasie i książkach. Spektakularne sukcesy pojawiły się w momencie, gdy Polacy stanęli na drodze niemieckich wypraw bombowych kierujących się w tych dniach nad Londyn. Goering zmienił taktykę działania Luftwaffe, koncentrując główne uderzenie na terrorystycznych atakach na angielskie miasta. Polski dywizjon broniąc Londynu znalazł się zatem w oku cyklonu.

Po intensywnych walkach 5 i 6 września, zwieńczonych zwycięstwami oraz okupionych stratami w sprzęcie i w ludziach, stan samolotów wieczorem 6 września był opłakany. Trzeba było nawet pożyczać samoloty zdatne do lotu ze stacjonującego również w Northolt kanadyjskiego dywizjonu. Był to chyba najintensywniejszy dzień działań dla pilotów 303 Dywizjonu.

7 września rano dotarły do dywizjonu nowe samoloty, a znakomita większość maszyn, które wzięły udział w walkach w poprzednich dniach została uruchomiona dzięki wysiłkowi polskich mechaników. Przywrócili oni bowiem do stanu używalności wszystkie postrzelane maszyny, nawet samolot, na którym lądował z palącym się silnikiem kanadyjski dowódca eskadry Johny Alexander Kent.

Nad Anglię nadlatywała formacja złożona z prawie tysiąca samolotów, podziwiana z klifów Calais przez samego Reichsmarschalla Hermana Göringa. Celem wyprawy był Londyn. W rozbiciu formacji wzięli udział Polacy. Długo można by opisywać poszczególne walki. Wszystkich zainteresowanych ich przebiegiem odsyłam do książki mojego autorstwa Polacy w obronie Wielkiej Brytanii (Dom Wydawniczy REBIS). Warto jednak wspomnieć o dwóch epizodach.

W trakcie walki nad Londynem F/O Marian Pisarek wyskoczył z płonącego samolotu ze spadochronem i ocalił swe życie, choć utracił jednego buta. Opuszczony przez niego samolot Hurricane upadł w zamieszkałych rejonach Loughton. Wrak maszyny trafił idealnie w schron przeciwlotniczy, w którym na czas niemieckiego nalotu schroniła się trzyosobowa rodzina. Do dziś fragmenty samolotu Hawker Hurricane I nr R4173 RF-T znajdują się wśród eksponatów London Air Museum. Jest tam również but pilota, który pozostał w kabinie podczas skoku.

Na terenie Wielkiej Brytanii znajduje się mnóstwo polskich śladów i reliktów bitwy. Czekają na zebranie i skatalogowanie, by można było Polaków, coraz liczniej zaludniających Wyspy Brytyjskie, poprowadzić śladem historii lotników polskich – obrońców Wyspy. Na szczęście do popularyzacji tematu przyczyniły się ostatnio brytyjskie stacje telewizyjne, emitując kilka filmów dokumentalnych i paradokumentalnych poświęconych lotnikom Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie. Odpowiedzią naszej telewizji publicznej na propozycję wyemitowania zrealizowanego w kraju filmu dokumentalnego o tej tematyce był brak zainteresowania oraz wykręt, że nie odpowiada on profilowi programu. Cofnijmy się jednak w czasie o 75 lat.

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*