Służące do wszystkiego okładka

Służące do wszystkiego |Recenzja

Joanna Kuciel-Frydryszak, Służące do wszystkiego

Poszukuję służącej do wszystkiego: czysta, uczciwa, umiejętna, do małej rodziny — takie ogłoszenia w I połowie XX wieku można było znaleźć w wielu gazetach. Co kryje się pod sformułowaniem „do wszystkiego?”. Służąca ma być zaradna, grzeczna, skromna i posłuszna. Ma też sprzątać, gotować, prać i cerować. Często też ma być nianią, ocierającą niejedną łzę oraz powiernicą rodzinnych tajemnic. Służące stanowiły naturalny, wręcz niezbędny, element funkcjonowania każdego bogatego, szanującego się domostwa. Mimo tego ich losy zniknęły z kart historii. Dlaczego tak się stało? Odpowiedź na to pytanie oraz inne zagadnienia związane z losem służących znajdziemy w książce Joanny Kuciel-Frydryszak Służące do wszystkiego.

Kilka słów o autorce książki Służące do wszystkiego

Joanna Kuciel-Frydryszak jest pisarką i dziennikarką. Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Spod jej pióra wyszły takie książki jak: Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie, Chłopki. Opowieść o naszych babkach czy właśnie Służące do wszystkiego, pierwsza książka o polskich służących, uznana za jedną z 10. książek roku 2018 wg Magazynu Książki do Czytania. Wielokrotnie nominowana do nagród historycznych i literackich. Laureatka nagrody Bestsellery Empiku 2023 w kategorii Literatura faktu za Chłopki. Opowieść o naszych babkach.

Co znajdziemy w książce Służące do wszystkiego?

W książce Służące do wszystkiego Joanna Kuciel-Frydryszak zabiera nas do świata tzw. „białych niewolnic” z I połowy XX wieku. Książka składa się z 416 stron oraz jest opatrzona bogatym i ciekawym materiałem graficznym. Autorka prowadzi nas przez życiową drogę służących w różnych jego aspektach: od pochodzenia i rozpoczęcia służby przez codzienny trud, jaki wkładały w swoją pracę (oraz z jakim musiały się mierzyć), aż do końca: zwolnienia, odejścia lub śmierci. Przyglądamy się więc temu, jak wyglądała praca służby oraz jak zmieniało się jej postrzeganie na przestrzeni lat.

Może mi się poszczęści

Joanna Kuciel-Frydryszak prezentuje nam życie służących z ich perspektywy. Razem z autorką siadamy przy kuchennym stole jednego z mieszkań znajdującego się w eleganckiej kamienicy i przyglądamy się z boku życiu służących. Widzimy, jak pracowały, jak spędzały wolny czas, o której godzinie wstawały i gdzie robiły zakupy.

Możemy przyjrzeć się też, jak radziły sobie z wieloma trudnymi sytuacjami, bo jak wiemy, ich życie nie należało do najłatwiejszych — rozpoczęcie pracy w roli służącej wiązało się z utratą wolności, wieloma niesprawiedliwościami czy brakiem zrozumienia. Mimo to praca służącej była dla wielu młodych dziewczyn swego rodzaju awansem i wejściem do lepszego świata, który wcześniej znały tylko z opowieści.

Każda z nich liczyła też, że uda jej się podjąć pracę na lata w domu, gdzie chlebodawcy okażą się dla niej dobrymi opiekunami. Część dziewczyn nie miała  jednak takiego szczęścia — były bowiem wykorzystywane i nieszanowane.

Od dziś masz na imię Marysia

Autorka książki w znakomity sposób ukazuje też zagadnienie dotyczące różnic klasowych oraz potrzebę dominacji bogatych nad biednymi. Czytając ją, na każdym kroku możemy dostrzec, że światy państwa i służby, pomimo iż były od siebie zależne, stawały się coraz bardziej odległe. Autorka w przejmujący sposób prezentuje warunki, w jakim przyszło funkcjonować „białym niewolnicom”.

Porusza zagadnienia dotyczące m.in., warunków mieszkaniowych, pożywienia, stanu zdrowia czy wynagrodzenia. Ponadto zaznacza też problem samotności, na jaką skazane były służące. Ich życie osobiste praktycznie nie istniało — całe dnie wypełnione pracą znacznie utrudniały poznanie przyszłego małżonka.

Bo przecież, po co służącej wolne, skoro panie zawsze znalazły im coś nowego do zrobienia?

Zresztą ślub był jednoznaczny z zakończeniem służby, na co większość dziewcząt nie mogła sobie pozwolić. Dodatkowo podjęcie pracy jako służąca wiązała się poniekąd z utratą własnej tożsamości — część pań zwracała się do nowo przyjętych dziewcząt po imieniu jej poprzedniczki, bo tak było wygodniej. Musiały mierzyć się też z brakiem wsparcia społecznego, niesprawiedliwością czy też przemocą psychiczną i cielesną. Okazuje się więc, że nagle znalazły się w świecie, który obiecywał im wszystko, a tymczasem sprawił, że zostały zepchnięte na samo jego dno.

Jednak oprócz tych momentami wstrząsających treści, znajdziemy również te pozytywne, w których z sentymentem wspominano służące, traktowane poniekąd jak część rodziny.

Jednak nie takie zapomniane – herstoria na najwyższym poziomie

Książka znakomicie wpisuje się w nurt badań historycznych nad dziejami kobiet. Autorka w pewien sposób sprawia, że służące znów stają się osobami, które czują i myślą, a nie są tylko dodatkiem do wystroju bogatego domu.

Joanna Kuciel-Frydryszak zebrała liczne świadectwa oraz relacje i stworzyła z nich opowieść o życiu służących przeplataną historiami imiennie prezentowanych przedstawicielek tej profesji. Praca, którą wykonała, przyczyniła się do częściowego uzupełnienia kolejnej luki w dziejach historii naszego kraju i odczarowała anonimowość polskich służących początku XX wieku.

(Nie)pełne nasycenie

Służące do wszystkiego to książka pod każdym względem poruszająca i otwierająca oczy —  taki los mógł spotkać niejedną naszą prababkę, prawda? Wszystkie zagadnienia zostały tak przedstawione, że nie sposób oderwać się od lektury. Czytając ją, miałam poczucie rozdarcia wewnętrznego.

Z jednej chciałam, by już się skończyła i zamknęła za sobą przysłowiowe drzwi, pozostawiając za nimi ten niesprawiedliwy los służących. Z drugiej strony jednak czułam lekki niedosyt. Dlaczego?

Chciałabym szerszego rozwinięcia niektórych zagadnień, np. czy sytuacja służących różniła się na terenach należących do konkretnego zaboru, jednak zrozumiałe jest takie ograniczenie ze względu na zakres książki. Ponadto należy zaznaczyć, że autorka sięgnęła do licznych opracowań oraz źródeł, jak gazety, ogłoszenia, listy itp., których cytowanie w znacznym stopniu wzbogaca i urozmaica treść książki.

Joanna Kuciel-Frydryszak serwuje nam więc świadomie skonstruowany, czterystustronicowy reportaż, w który włożyła ogrom pracy. Stworzyła z niego fascynującą, bogatą w materiały graficzne i ciekawostki opowieść o losach „białych niewolnic”, będąca uzupełnieniem (po części) brakującego elementu historii kobiet na ziemiach polskich.


Wydawnictwo Marginesy
Ocena recenzentki: 6/6
Sara Trojanowska

Comments are closed.