Kult Marszałka nie ograniczał się do pogadanek, przybierał on również formę obrzędową. Już przed przewrotem majowym dowódcy poszczególnych garnizonów podejmowali spontaniczne próby organizacji obchodów imienin Piłsudskiego przypadających na 19 marca. W latach 1928-1935 uroczystości te stały się świętem państwowym w pełnym tego słowa znaczeniu. Uczestniczyli w nich również przedstawiciele władz cywilnych i duchowieństwa różnych wyznań, a nagłaśniała je ogólnokrajowa prasa oraz radio. Imieniny Wodza szczególne znaczenie miały dla oddziałów odwołujących się do tradycji legionowych, mających Piłsudskiego za patrona lub obchodzących swoje święto pułkowe tego samego dnia. Obchody przygotowywane były przez kilka miesięcy, obejmowały nie tylko sam dzień 19 marca, ale również dni sąsiednie, a w stolicy, gdzie obchodzone były najhuczniej, potrafiły trwać nieomal tydzień. Na dziedzińcu Belwederu zbierali się przedstawiciele najwyższych władz wojskowych, poczty sztandarowe jednostek warszawskich, delegacje wysłane z innych garnizonów oraz orkiestry wojskowe. Poza stolicą przeprowadzano dla żołnierzy akademie i odczyty, a także wystawiano przedstawienia teatralne, wręczano odznaczenia, oficerowie uczestniczyli zaś w galach z udziałem dygnitarzy państwowych. Stałym punktem były także uroczyste nabożeństwa oraz występy różnorodnych zespołów muzycznych, grających nie tylko pieśni patriotyczne. Obchody imienin Marszałka większą popularnością cieszyły się w centralnej części kraju oraz na Kresach Wschodnich. Mniej wystawne były w Wielkopolsce i na Pomorzu, gdzie niekiedy natrafiano na trudności w ich organizacji, pojawiające się ze strony organów samorządowych lub kleru. Dla przykładu w 1929 r. gen. Stefan Pasławski, dowódca toruńskiego Okręgu Korpusu, zwrócił się z prośbą do bp. chełmińskiego Stanisława Okoniewskiego o wydanie duchowieństwu diecezjalnemu polecenia odprawienia uroczystych mszy świętych w dniu 19 marca. Związane było to z postawą księży z Kościerzyny, którzy nieprzychylni osobie Piłsudskiego, nie godzili się na okazjonalną mszę[20].
Po roku 1935 celebrację imienin J. Piłsudskiego zaczęło łączyć z żałobą, zmalała także ich ranga. Wpłynęła na to m.in. data imienin następcy Marszałka – Edwarda Rydza-Śmigłego, które przypadały na 18 marca. Z jednej strony podkreślało to w wymiarze propagandowym ciągłość władzy, jednak z drugiej wyeksponowano postać nowego wodza, kosztem uroczystości imieninowych jego poprzednika. Szczególnie reprezentacyjną formę upamiętnienia Marszałka przybrały jego uroczystości pogrzebowe w 1935 r., związane z kolejowym transportem trumny Piłsudskiego z Warszawy do Krakowa. W obu granicznych stacjach trwały one prawie tydzień (13-18 V 1935), zaś we wszystkich jednostkach Wojska Polskiego zarządzona została sześciotygodniowa żałoba. Od 1935 r. środek ciężkości rocznic związanych z osobą Naczelnika Państwa przesunął się z 19 marca na 12 maja. Wymiar propagandowy miało również umieszczanie posągów, popiersi, obrazów i fotografii Piłsudskiego w przestrzeni publicznej, a zwłaszcza na terenie obiektów wojskowych. Organizowane były także wycieczki tematyczne związane z postacią Wodza i imprezy sportowe mu poświęcone, np. marsz na trasie Sulejówek – Belweder, odbywający się 19 marca, który często przeradzał się w bieg[21].
Sytuacja korpusu oficerskiego

Zdj. Wikimedia Commons
Na szczególną uwagę zasługuje grupa, która wyróżniała się swoją odrębnością nie tylko w szeregach wojska, ale także w łonie całego społeczeństwa. Grupę tę stanowili oficerowie. Ich status społeczny i materialny zmieniał się wraz z przemianami politycznymi, jakie dotykały państwo polskie w dwudziestoleciu międzywojennym. Od 1919 r. trwała weryfikacja stopni wojskowych, która wprowadziła chaos w korpusie oficerskim. Przy przyznawaniu wyższych stopni, zamiast wykształcenia i długości służby, uwzględniano subiektywnie oceniane zasługi w odzyskaniu niepodległości i „męstwo wojenne”. Powodowało to, iż faworyzowani byli młodzi oficerowie Legionów Polskich, którzy niejednokrotnie przeskakiwali nawet po trzy stopnie wojskowe, obejmując komendę nad starszymi i bardziej doświadczonymi oficerami pochodzącymi z armii zaborców. Po wojnie polsko-bolszewickiej sytuacja polskich oficerów nie prezentowała się najlepiej. Ich wynagrodzenie było niskie, wielu z nich odeszło z wojska lub popadło w długi, również ich prestiż społeczny został ograniczony. Co więcej o awansie decydowała zasada starszeństwa, co uniemożliwiało karierę młodszym żołnierzom. Armia przepełniona była starszymi stopniem i wiekiem oficerami, brakowało zaś podporuczników i poruczników.
Znaczące zmiany przyniósł zamach stanu, mający miejsce 12–15 maja 1926 r. W rok po tych wydarzeniach podniesiono wydatnie pensje oficerów, co nierzadko pozwoliło im dorobić się pokaźnych majątków. Rozpoczęły się również masowe zwolnienia wśród wyższych oficerów, często będących przeciwnikami politycznymi Piłsudskiego. Awanse ze starszeństwa zastąpiono awansami z wyboru, ponownie dając szansę młodym. W wojsku dominować zaczęli oficerowie legionowi i piłsudczycy. Po 1926 r. zintensyfikowało się przenikanie sfery wojskowości i polityki. Wielu oficerów odchodziło z wojska, ponieważ inaczej nie mogli pełnić funkcji publicznych, aby objąć stanowiska na różnych szczeblach administracji państwowej lub samorządowej. Przez cały okres lat 1918-1939 charakterystyczne było dążenie do awansu społecznego poprzez awans wojskowy. Kariera oficerska poza perspektywą zdobycia wykształcenia i stanowiska państwowego, dawała nadzieję na małżeństwo z panną z „dobrego domu”. Oficerowie starali się bowiem zintegrować z przedstawicielami inteligencji, ziemiaństwa i fabrykantami o lepszej pozycji towarzyskiej i majątkowej. Okazje do spotkania reprezentantów wszystkich tych środowisk stanowiły m.in. bale, polowania i święta pułkowe[22]. Ozdobą każdego oficera były nie tylko zdobyte przez niego odznaczenia, ale też jego ubranie. Mundur oficerski w okresie dwudziestolecia międzywojennego miał zarówno dla społeczeństwa polskiego, jak i dla samej kadry oficerskiej ogromne znaczenie. Niewątpliwie był oznaką suwerenności państwa. […] Mundur oficerski w tamtym czasie był marzeniem wielu młodych ludzi u progu życiowej kariery, zawód oficera dawał bowiem możliwość awansu społecznego, szczególnie uboższym warstwom[23].
Po pierwsze primo! Nazwisko marszałka brzmi Piłsudski a nie jak piszesz atorze PIŁSUDZKI. To błąd tak poważny ,że odstręcza od dalszego czytania.