Staropolskie tańcowanie

Havelock Ellis, brytyjski lekarz, powiedział kiedyś, że taniec jest najwznioślejszą, najbardziej wzruszającą, najpiękniejszą ze wszystkich sztuk, bo nie jest tylko prostą interpretacją czy wyobrażeniem życia; jest samym życiem. Taniec w dawnej Polsce doskonale ilustruje te słowa.

Taniec jest jednym z najstarszych wytworów ludzkiej kultury, wywodzącym się bezpośrednio z rytuałów religijnych. Na przestrzeni wieków zjawisko to zaczęło rozszerzać się również na formy świeckie. Jedną z takich form jest taniec dworski. Dominował on od XVI[1] do XVIII wieku, m.in. we Włoszech i Francji. Kraje te stworzyły charakterystyczne formy taneczne, które przetrwały do naszych czasów w traktatach tanecznych, m.in. Orchésographie Thoinot Arbeau, Nobiltà di Dame Fabritio Caroso, Maître à danser Pierre’a Rameau, Recueil de contredanses Raoul’a Auger’a Feuillet’a. Pozycje te pozwalają dziś na wierną rekonstrukcję renesansowych i barokowych tańców dworskich.

Jan Norblin, Polonez Zdj. Wikimedia Commons
Jan Norblin, Polonez
Zdj. Wikimedia Commons

W Polsce do naszych czasów nie zachowały się żadne traktaty taneczne, w których moglibyśmy odnaleźć opisy techniki, kroków oraz choreografii rodzimych tańców. Mogło to być spowodowane tym, iż „Rzeczy zwykłe, codzienne, jako powszechnie wiadome i znane, nie były na tyle ważne, ażeby mogły zwrócić na siebie baczniejszą uwagę współczesnych (…). Powodem mógł być też niski poziom oświaty, a więc i brak umiejętności zapisywania ruchu. Prowadzone zaś w XVII i XVIII wieku wojny nie zachęcały do zajmowania się opisywaniem tanecznych uciech i składających się na nie tańców”[2]. Badaczka Ewa Dahlig-Turek założyła, że nasi przodkowie, m.in. ze względu na swoją umysłowość, nie pozostawili po sobie żadnych zapisów choreotechnicznych. Równie dobrze możemy założyć, iż stworzono takie opisy, jednak ze względu na XVII-wieczne wojny uległy one zniszczeniu lub zostały wywiezione poza granicę Polski i niszczeją teraz gdzieś w archiwach rosyjskich. Dlatego też należy ostrożnie podchodzić do słów badaczy, które nie zostały oparte na mocnych naukowych dowodach.

Nie jest jednak tak, że nie posiadamy żadnych informacji o rodzimych tańcach. Wiedzy na ich temat dostarczają nam nielicznie zachowane źródła ikonograficzne. Dzięki nim możemy odtworzyć ubiór, gest, postawę oraz pewne fazy ruchu, które występowały w tańcu. W literaturze staropolskiej pojawiają się także nazwy tańców występujących w Polsce. I tak na przykład odnajdujemy zapożyczone zachodnie formy taneczne, takie jak galiarda, cenar, menuet, oraz tańce rodzime, wśród których możemy wymienić lipkę, fortunnego, wyrywanego, gonionego, szewca, obertasa, świeczkowego, mienionego i chodzonego.

W utworze Odpowiedź na złote jarzmo małżeńskie czytamy: „Na to tańce różne, żebyście się dziewicom słusznie przypatrzyli. Na to świeczkowy, żeby, jeśli który nie dojrzy, lepiej ją widział przy świecy, którą przed sobą nosi; na to mieniony, żeby z boku obaczył; na to goniony, żeby widział, jeśli nie kaleka albo nie dychawiczna; na to śpiewany kowal, żeby słyszał, jeśli niemota, na to Niemiec, żebyście jak w garnce kołatali, czy dobra miedź i złość, jeśli się w niej nie ozwie”[3].

Innym przykładem są Pamiętniki Paska, w których odnajdujemy taki opis bitwy: „Tu coraz z lasa wymknie się chorągiew, właśnie jak kiedy wyrywanego tańcują (…). Żeby do gonionego tańca były w pogotowiu i damy, bo to nie wojna była, ale właściwie goniony taniec, bośmy ustawicznie z miejsca na miejsce gonili nie goniąc, oni uciekali nie uciekając”[4].

Dzięki polskiej poezji XVII wieku oraz Silva Rerum dowiadujemy się, iż taniec był jedną z ulubionych rozrywek wszystkich stanów społecznych. Tańczono na dworze królewskim, w magnackich pałacach, szlacheckich dworkach, mieszczańskich kamienicach oraz wiejskich karczmach. Tańce poszczególnych warstw różniły się od siebie charakterem oraz istotą wykonania. Bogatsze warstwy tańczyły na redutach, kuligach, uroczystościach w celach rozrywkowych i zabawowych. Chłopi traktowali taniec z jednej strony jako rozrywkę i odpoczynek po ciężkim dniu pracy w polu, z drugiej zaś był on częścią obrzędowości. Wystarczy wspomnieć o tańcach weselnych czy „tańcach na urodzaj” (np. w Środę Popielcową mężatki zbierały się w karczmie i wykonywały taniec, który miał zapewnić dostatek konopi i lnu, śpiewając: „Na konopie, na konopie, żeby się rodziły/Żeby nasze dzieci i my nago nie chodziły”[5]). Pozostawione opisy pozwalają także zauważyć wzajemne przenikanie się form tanecznych. Tańce ludowe przenikały na dwory szlacheckie poprzez służbę folwarczną przy okazji dożynek i zapustów, natomiast możnowładcy sprowadzali na swe dwory wiejskie grupy taneczne, które popisywały się tańcami regionalnymi[6]. „Gdyby zaś pokojowy lub średni między dworzaninem i chłopcem na pokojach swego pana lub w gościnie wyrwał się do tańca, natychmiast byłby ze służby odprawiony (…). Atoli gdy który umiał gładko tańcować kozaka, mazura lub krakowiaka, rozkazywano takowym popisywać się z umiejętnością swoją dla uciechy kompanii. Jakoż było się czemu przypatrzeć, osobliwie gdy młodzian i panna dobrali się oboje, gładko takie sztuki tańcząc”[7].

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*