Odwaga, stanowczość i polityczny instynkt – tego właśnie zabrakło w kluczowym momencie, gdy losy Prus mogły potoczyć się inaczej. Choć niefortunny hołd pruski miał przypieczętować polskie zwierzchnictwo nad zakonem, w rzeczywistości stał się początkiem problemu, który z czasem urósł do rangi śmiertelnego zagrożenia. Decyzje podjęte (lub raczej zaniechane) przez Zygmunta Starego kosztowały Polskę więcej, niż ktokolwiek wtedy mógł przewidzieć.
Szczyt potęgi Zakon Krzyżacki osiągnął na przełomie XIV i XV wieku. Od stu lat pasł się polskimi ziemiami, stanowiąc największe zagrożenie zarówno dla Korony Polski jak i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Krzyżacką potęgę złamały najpierw bitwa pod Grunwaldem a następnie wojna trzynastoletnia. Syn Jagiełły, Kazimierz Jagiellończyk nie tylko odebrał dawne polskie ziemie nad morzem, ale zmusił też Zakon Krzyżacki do złożenia mu hołdu. Niestety w Królewcu, nowej stolicy zakonnego państwa, wcale nie pogodzono się z pozycją lennika, knuto i spiskowano jak odzyskać dawną wielkość.
Pięciu wielkich mistrzów kolejno złożyło hołd dwóm polskim królom. Szósty, Fryderyk von Wettyn obrany w 1498 roku odmówił hołdu, bo marzyła mu się rewizja pokoju toruńskiego. Król Jan I Olbracht dwukrotnie zagroził zakonowi wojną wobec braku hołdu. Nie poskutkowało więc w 1501 roku król zaczął przygotowania do akcji zbrojnej, które niestety przerwała śmierć monarchy. Kiedy tron polski objął Zygmunt I Stary i w 1507 roku postawił ultimatum wielkiemu mistrzowi, ten uciekł z Prus i udał się do Saksonii. Do państwa zakonnego już nie wrócił.
Stracona szansa – po raz pierwszy
Państwo zakonne u progu XVI wieku było już cieniem własnej potęgi. Wśród mieszkańców Prus zakonnych było wielu przeciwników krzyżaków. Nie zważając na to, gdy Zygmunt I zasiadł na polskim tronie, Fryderyk nie tylko nie złożył hołdu, ale prowokacyjnie pod koniec 1506 roku zaczął zbrojenia i spisy ludności Prus.
Wyszło mu, że w Prusach zakonnych może liczyć na 17,8 tysiąca zbrojnych. W reakcji sejm krakowski, powołując się między innymi na papieskie breve z 11 maja 1505 roku, wezwał wielkiego mistrza do złożenia hołdu. Termin wyznaczono na 6 grudnia 1507 roku w Poznaniu. Wtedy Fryderyk Wettyn wyjechał z Królewca do Rzeszy, u władzy pozostawiając regentów.
W tamtym okresie król rzeczywiście mógł raczej straszyć niż działać bo od 1507 roku Litwa toczyła kolejną wojnę z Moskwą. Jednak 8 października 1508 roku Zygmunt I Stary zakończył ją podpisaniem pokoju wieczystego, na mocy którego Litwa zachowywała swój stan posiadania sprzed konfliktu. Rok 1509 był więc świetnym momentem na przeprowadzenie ekspedycji karnej wobec Zakonu Krzyżackiego, pozbawionego bezpośredniego wpływu wielkiego mistrza.
Zamiast tego Zygmunt I pozwolił na umiędzynarodowienie konfliktu i „mediacje” nieprzychylnych nam stolic. I to po tym jak wprost zagroził akcją zbrojną i to dwukrotnie. Co prawda po Prusach i w Niemczech krążyły wieści, że król ma wezwać Fryderyka do złożenia hołdu na 18 marca 1509, a jeśli ten odmówi uderzy na zakon. Nic takiego się nie stało.
Król Zygmunt Jagiellończyk wolał rozsądzanie spraw przez wspólnotę chrześcijańską. Pozornie tłumaczył go też opór stanów Prus Królewskich, które nie chciały łożyć pieniędzy na wojnę z zakonem, a nawet próbowały kwestionować władzę króla polskiego, jako zwierzchnika, wskazując na biskupa warmińskiego Łukasza Watzenrode.
Tymczasem właśnie uderzenie na Prusy zakonne byłoby równocześnie dobrym ostrzeżeniem dla pruskich mieszkańców Korony. Niestety jak napisał później współczesny mu kronikarz, że król: na nieprzyjaciela się nie ruszył, aż za wielką krzywdą. O wiele surowiej ocenił króla Paweł Jasienica. W dziele „Polska Jagiellonów” napisał: Dziesięciolecia przeżyte w przykrej roli książęcego petenta musiały jeszcze bardziej pogłębić wrodzoną mu bierność.
Rzeczywiście, uważne prześledzenie toku podejmowania decyzji przez Zygmunta I i to w bardzo różnych sprawach dowodzi, że decyzyjność nie była jego mocną cechą. Tymczasem w sprawie zrobienia porządku „raz, na zawsze” z Zakonem Krzyżackim miał król poparcie z różnych stron. Ba, już za Jana Olbrachta, a później z coraz większą siłą, pojawiły się w Polsce propozycje przeniesienia zakonu krzyżackiego gdzieś na tereny Europy południowej.
Na Podole, w celu obrony kresów Polski przed napaścią Imperium Osmańskiego i Tatarów. Później pojawiały się jeszcze bardziej fantastyczne plany przeniesienia zakonu na Cypr, bądź też na Krym. Nie wdając się w ich realność, świadczyły o jednym – część polskiej klasy politycznej chciała pozbyć się krzyżaków znad Bałtyku i w tym celu gotowa była pójść na wojnę!
Zygmunt Jagiellończyk wojny nie lubił i głównie za podszeptem swoich wieloletnich współpracowników Piotra Tomickiego i Krzysztofa Szydłowieckiego – o którym wspominany już Jasienica napisał ironicznie: Gładki światowiec Szydłowiecki był wobec rodu cesarskiego (Habsburgów) tak uprzejmy, że nie odmawiał przyjmowania pieniędzy i zdradzał tajemnice państwowe, uparcie negocjował.
Tymczasem w końcu 14 grudnia 1510 roku w wieku 37 lat zmarł wielki mistrz Fryderyk. Sposobność minęła, teraz należało czekać na wybór nowego wielkiego mistrza i jego decyzje.
Czas dyplomacji
Nowym wielkim mistrzem Zakonu Krzyżackiego kapituła wybrała 21-letniego Albrechta Hohenzollerna z linii elektorów brandenburskich, syna Fryderyka Hohenzollerna i Zofii Jagiellonki – córki Kazimierza Jagiellończyka a zarazem siostry Zygmunta I Starego.
Przed jego oficjalnym wyborem, który ogłoszono 6 lipca 1511 roku, król Zygmunt wspierany uchwałami sejmowymi, stroszył wojenne piórka, domagał się wpływu na wybór wielkiego mistrza, a jego doradcy – jak arcybiskup Jan Łaski – wysuwali coraz bardziej fantastyczne plany. Łaski zaproponował na przykład by wielkim mistrzem został król polski.
Dla Jagiellonów przywdzianie zakonnej szaty przez Zygmunta znaczyłoby koniec dynastycznych rządów w Polsce i zniweczenie matrymonialnych zamiarów ślubu króla z Barbarą Zapoylą. Kiedy Zakon Krzyżacki zignorował króla i samodzielnie dokonał wyboru, rozpoczęła się faza innych pomysłów. Znów głos zabrał, zapewne za aprobatą Zygmunta I prymas Łaski, zgłaszając propozycję by biskup Pomezanii otrzymał za Pomezanię dobra w Koronie, a zakon za ziemie pruskie dostałby inne w Polsce by mógł walczyć z poganami (Tatarami, Turkami) lub schizmatykami (Moskwą). Propozycji oczywiście strona zakonna nie przyjęła.
Tak upłynęły dwa lata, a tymczasem zaczęła się nowa wojna z Moskwą. Wykorzystując swoje uprawnienia seniora Zygmunt I 6 stycznia 1513 roku wezwał siostrzeńca do udzielenia pomocy Polsce w „wojnie sprawiedliwej”. Oczywiście nie otrzymał jej a cesarz, część krajów niemieckich i zakon zaczęły montować koalicję przeciw Polsce. Według cesarza Maksymiliana I ważną rolę w koalicji miała zająć … Moskwa.
Wojna z Wasylem III toczyła się ze zmiennym szczęściem. W lipcu 1514 roku moskiewskim wojskom poddał się oblegany kolejny już raz Smoleńsk. Polska odpowiedź była szybka – 8 września 1514 wojska litewsko-polskie pod dowództwem hetmana wielkiego litewskiego księcia Konstantego Ostrogskiego, w sile 20 000 jazdy i 10 000 piechoty pobiły 50-tysięczne zgrupowanie moskiewskie w bitwie pod Orszą.
Niestety nie udało się odzyskać samego Smoleńska ale Moskwa musiała się wycofać ze Smoleńszczyzny. Jednocześnie kłopoty Maksymiliana I we Włoszech i polskie sukcesy na moskiewskim froncie spowodowały, że cesarz jednostronnie wypowiedział traktat z Moskwą i przynajmniej formalnie pogodził się z Jagiellonami podczas zjazdu wiedeńskiego w 1515 roku.
Zachodzących zmian nie zrozumiał mistrz Albrecht Hohenzollern który w marcu 1517 roku zawarł w Moskwie sojusz zaczepno-odporny wymierzony w Zygmunta I. Wasyl III zobowiązał się przekazać pieniądze na zwerbowanie 10 000 piechoty i 2 000 jazdy, w celu wspólnej walki z polsko-litewskim państwem. Do współpracy nie doszło ale wieść o sojuszu dotarła do Zygmunta Jagiellończyka!
Niedokończona wojna – znów stracona szansa
Wiarołomny sojusz Albrechta, który dalej odmawiał hołdu, wzburzył poważnie szlachtę. W lutym 1519 r. sejm w Piotrkowie uchwalił wyegzekwowanie praw Polski w odniesieniu do Krzyżaków. Polaków wsparła delegacja stanów pruskich, która chciała, aby Prusy Zakonne zostały włączone do Polski. Dlatego też kolejny sejm, w Toruniu, uchwalił już wprost rozpoczęcie wojny z Krzyżakami, a nawet wyznaczył nowe podatki na werbunek wojsk zaciężnych. Spolegliwy Zygmunt Stary, którego może i lepszym przydomkiem byłby gnuśny, nie miał wyboru.
Hetman wielki koronny Mikołaj Firlej przeprowadził koncentrację 4 tysięcy polskich wojsk zaciężnych w obozie pod Kołem. Jednocześnie wzmocniono polskimi załogami Gdańsk i Toruń. Następnie wojska polskie uderzyły przez Pomezanię, w kierunku Królewca. Pozwolono jednak by 1 stycznia 1520 roku Krzyżacy zdobyli Braniewo i obsadzili je swoją załogą.
Niezrażone tym siły polskie obległy Kwidzyn i Pasłęk. Jednocześnie skaptowana przez Zygmunta Starego flota kaperska przeprowadziła blokadę portów krzyżackich – Królewca i Pilawy. 18 stycznia 1520 roku wojska polskie zwyciężyły w bitwie pod Pasłękiem i 16 kwietnia w bitwie pod Bartoszycami. Działania zaczepne stanęły jednak w miejscu, ponieważ wojska koronne nie posiadały … artylerii oblężniczej. Dopiero sprowadzenie ciężkich dział z Krakowa i Gdańska przyspieszyło zdobycie Kwidzyna (18 marca) i Pasłęka (29 kwietnia).
Braniewo bezskutecznie próbowały odbić oddziały pod wodzą Janusza Świerczowskiego. Jednocześnie od południa uderzyły na państwo zakonne wojska mazowieckie, a wojska gdańskie przeprowadziły atak na Bałgę i Kłajpedę. Wszystko to oznaczało wielki chaos i brak koordynacji walk przez Zygmunta I.
Nic dziwnego, że w lipcu 1520 r. wojska krzyżackie przeszły do kontrofensywy. I to dosyć udanie. Po wielu walkach ze zmiennym szczęściem 5 kwietnia 1521 strony zgodziły się podpisać zawieszenie broni na cztery lata i oddać spór pod sąd rozjemczy Karola V i króla Węgier Ludwika Jagiellończyka. Tak oto ponad trzymilionowa Polska właściwie przegrała wojnę z niespełna 300 tysięcznym państwem zakonnym.
Niefortunny Hołd pruski – same złe decyzje
W samej Koronie zdania co do zawarcia ugody z Albrechtem były podzielone. Prymas Jan Łaski nalegał, by walczyć dalej i po prostu przyłączyć wschodnią część Prus do Polski. Wtórowało mu wielu przedstawicieli szlachty, którzy opowiadali się za kontynuacją wojny aż do ostatecznego zwycięstwa. Odmienne stanowisko zajęła z kolei wpływowa grupa magnatów z kanclerzem Krzysztofem Szydłowieckim na czele. I ta opcja niestety przeważyła.
Na próżno biskup i poeta Stanisław Hozjusz pytał w swym wierszu:
Powiedz, ktokolwiek przeczytasz te sprawy,
Czyli nie nazwiesz monarchę szalonym,
Co mogąc łatwo skończyć z zwyciężonym,
Wzrok mu swój wolał pokazać łaskawy?
Wybitny humanista i biskup warmiński Jan Dantyszek wprost pisał na początku 1525 roku do króla Zygmunta: Nie powinno się pominąć żadnej sposobności, ażeby wejść w posiadanie tego kraju [Prus krzyżackich – RN], skąd tyle nieszczęść od dawnych czasów spadało na Polskę, gdyż okazywanie łaskawości i miłosierdzia, zwłaszcza wrogom, często przynosiło niepowetowane szkody. Przeciwna ugodzie była też królowa Bona Sforza, tak jak i obradujący w Piotrkowie sejm, który pod koniec lutego 1525 roku wezwał króla, by nie zawierać ani pokoju, ani rozejmu z zakonem, lecz usunąć go z tych ziem.
Ze szkodą dla państwa polsko-litewskiego Zygmunt Stary – zawsze skłonny do kompromisu, poza tym zaś niechętny do zbyt surowego traktowania własnego siostrzeńca, jakim był Albrecht Hohenzollern – zgodził się na sekularyzację Prus i nadanie Albrechtowi tytułu księcia dziedzicznego. Do tego na znanych warunkach.
Bez ograniczenia Prus książęcych w sprawach wewnętrzych – na przykład przez wprowadzenie królewskich komór celnych w Królewcu i Kłajpedzie, bez realnego ograniczenia władzy księcia przez jakiś rzeczywisty sejm pruski, bez obowiązku utrzymywania polskiej załogi (okrętów?) w porcie królewieckim. A zapisane traktatem ograniczenie księcia Prus w sprawach polityki zagranicznej szybko okazało się iluzoryczne. W jednym tylko instynkt polityczny nie zawiódł Zygmunta I – w wykluczeniu linii brandenburskiej w dziedziczeniu praw do księstwa pruskiego.
Decyzję króla bardzo surowo ocenili już mu współcześni. Król Danii Chrystian II stwierdził: Gdyby teraz król polski zmądrzał i chciał wznowić wojnę z mistrzem pruskim, nie miałby żadnych trudności; [mistrz – przyp. RN] opuszczony jest przez wszystkich przyjaciół, nikt więcej mu nie wierzy i skończona sprawa z Prusami i jego fortuną. Przebywający w Polsce legat papieski Antonio Puglioni, powiedział, że: król jest dobrym człowiekiem, lecz w wielu sprawach pozwala kierować sobą, a część rady królewskiej, w której rękach spoczywają podobne sprawy, jest dość przekupna .
Katastrofalne błędy następców Zygmunta I
Nie dobito słabnącego wroga, a potem, po sekularyzacji zakonu w Prusach przez Albrechta Hohenzollerna i porzuceniu przez niego religii katolickiej, nie wykorzystano okazji, jaką było odwrócenie się dotychczasowych protektorów (papieża i cesarza) od wielkiego mistrza – apostaty – napisał w książce „Hohenzollernowie. Władcy Prus” Grzegorz Kucharczyk.
Uczciwie należy jednak powiedzieć, że gdyby następcy Zygmunta I Starego dotrzymali postanowień traktatu, to w 1618 roku Prusy stałyby się częścią Polski. Niestety polityka jego następców okazała się w sprawie Prus jeszcze bardziej krótkowzroczna i szkodliwa. Temu jak za krótkotrwałe korzyści, mówiąc wprost najczęściej za pieniądze, kolejni królowie poświęcali interes państwa polskiego, warto skreślić odrębny tekst. Tutaj tylko krótkie zasygnalizowanie ich decyzji.
Jako pierwszy, za to ogromnego błędu dopuścił się król Zygmunt August. W roku 1563 bezmyślnie zgodził się on rozszerzyć prawo dziedziczenia także na brandenburską linię Hohenzollernów.
Po śmierci Albrechta, w 1568 r. księciem został jego syn, Albrecht Fryderyk (chory umysłowo, jak wkrótce okazało się). W 1577 r. kuratelę nad nim, czyli faktyczną władzę w państwie, za zgodą króla Stefana Batorego, otrzymał brat stryjeczny księcia, Jerzy Fryderyk. Gdy ten zmarł (1603), kuratela została przekazana w 1605 r. linii brandenburskiej, elektorowi Joachimowi Fryderykowi, a w 1609 elektorowi Janowi Zygmuntowi. W 1611 r. – za pieniądze, król Zygmunt III Waza uznał elektorów brandenburskich za sukcesorów księcia pruskiego. Albrecht Fryderyk zmarł 1618 bez męskiego potomka, nastąpiło wtedy połączenie Prus Książęcych unią personalną z Brandenburgią.
Zamiast lennika wyrastał na północy i zachodzie wielki przeciwnik Rzeczypospolitej. Jeszcze w październiku 1641 roku książę pruski złożył hołd lenny przed polskim królem Władysławem IV – Rzeczpospolita była u szczytu potęgi. Po raz ostatni. Kilka lat później Fryderyk Wilhelm, w obliczu narastających problemów Rzeczypospolitej, świadomie popełnił akt felonii – stał się wiarołomcą, który złamał zobowiązania lenne wasala wobec seniora.
Od tego czasu doświadczaliśmy tylko złego wpływu na Rzeczpospolitą ze strony Prus, a na koniec z inspiracji Prus i z ich udziałem doszło trzech rozbiorów Polski.
Bibliografia:
- Besala J., Zygmunt Stary i Bona Sforza, Zysk i S-ka 2012.
- Bogucka M., Hołd Pruski, Interpress, 1985.
- Jasienica P., Polska Jagiellonów, Swiat Książki, Warszawa 1997.
- Kucharczyk G., Hohenzollernowie. Władcy Prus, Bellona 2022.
- Markiewicz M., Historia Polski 1492-1795, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002.