,,Taka mediewistyka będzie, jak jej finansowanie’’ – wywiad z dr. Robertem Kasperskim

Badanie ideologicznego dyskursu z przełomu V i VI wieku wiążę się z dogłębną analizą hermeneutyczną i erudycyjną tekstów z tamtego czasu. Czy sprawia to trudności naukowcowi?

Oczywiście. Jedno łacińskie słowo ma często wiele znaczeń, więc historyk toczy bitwę nad semantycznym znaczeniem źródłowego terminu. Dodajmy, że nie jest to jedyny problem. Trwa teraz swoisty spór o metodę – które z dostępnych narzędzi analizy jest najlepsze w interpretacji tekstów narracyjnych. Ostatnio skłaniam się ku metodzie porównawczej, ale znów ktoś powie „nie wolno porównywać ze sobą narracji „Historia Gothorum” Izydora z Sewilli z narracją dzieła Grzegorza z Tours, bo jeden żył na terenie wizygockiej Hiszpanii, a drugi w królestwie Merowingów. A już porównywanie struktur narracyjnych znalezionych u Prokopiusza z Cezarei z tymi, które znajdują się w „Historiae” Grzegorza z Tours to już prawie herezja i wręcz błąd.

Jakie inne zagmatwania i problemy stoją przed podejmującym się takiego zadania?

Problemów jest bez liku i nie starczyłoby dnia, żeby wszystkie wymienić.

Czy perspektywa polska ogranicza historyka?

W żadnym wypadku. Wręcz przeciwnie. Wręcz przeciwnie. Jeśli idzie o naszą historiografię, to powiem oczywistość, mamy wspaniałe tradycje historiograficzne. Co jakiś czas zmienia się moda na przodującą historiografię. Był czas „królowania” niemieckiej szkoły, potem przodować zaczęli Francuzi (przede wszystkim tzw. „szkoła Annales”), teraz, jak sądzę, palma pierwszeństwa przypada Anglosasom. Spoglądając na to jednak z boku, zauważamy, iż Anglicy i Amerykanie dopiero teraz zwracają się ku metodzie porównawczej, która u nas praktykowana jest dawna. Jeśli spojrzeć na badania narratywistyczne, to Polacy są o trzy długości przed Anglikami. Od dawna robimy rzeczy, które oni – powiem z przekąsem – dopiero „odkrywają”. Metoda porównawcza – mam tu szczególnie na myśli tę, którą wypracował Georges Dumézil – ma szerokie grono zwolenników w naszym kraju, podczas gdy wśród anglosaskich kolegów jego dorobek i metody są praktycznie nieznane.

Ma Pan swojego mistrza?

Nie mam mistrza, lecz kilku mistrzów. Najwięcej nauczyłem się od Zbigniewa Dalewskiego, dużo też korzystałem z rad i uwag Haliny Manikowskiej, Waltera Goffarta, Franka M. Clovera, Romana Michałowskiego i Jacka Banaszkiewicza. W arkana metodologii i historii historiografii wprowadzał mnie Wojciech Wrzosek. Mam też swoich „bohaterów”, których prace czytam z wielką uwagą. Heinricha von Sybela, Georgesa Dumézila, Curta Weibulla, Johna Michaela Wallace’a-Hadrilla by wymienić tylko kilka nazwisk.

Ile czasu zajęło Panu się zapoznanie z źródłami, dotyczącymi interesującego Pana okresu?

Ja się ciągle z nimi zapoznaję. Wciąż je czytam i nieustannie studiuję. Przypomina mi się konwersacja z Walterem Goffartem, którego zagadnąłem kiedyś w sprawie Getica Jordanesa. Nie znam lepszego specjalisty od źródeł wczesnośredniowiecznych, ale jego odpowiedź brzmiała: „teraz zajmuje się innym problemem, ale daj mi dwa tygodnie, a zajrzę do Jordanesa i przemyślę sprawę”. Nawet tak znakomity badacz jak Goffart wciąż zapoznaje się ze źródłami. Przypomina mi się nawet pewien znawca chińskiego, który zapytany ile lat uczył się tego języka, odrzekł „ależ ja się wciąż go uczę”.

Czy obecne pokolenie studentów historii jest perspektywiczne?

Mamy wspaniałą młodzież, to jest nasz największy skarb. Staram się czytać opublikowane prace studentów i mogę tylko powiedzieć, że wiele z nich zdradza duży potencjał intelektualny. Rzecz w tym, żeby go nie zmarnować.

Czego nauczyło Pana średniowiecze?

Nauczyło mnie, że kto panuje nad przeszłością, panuje nad teraźniejszością. Amalowie „stworzyli” taką „przeszłość Gotów”, żeby uzasadnić i uprawomocnić własne roszczenia do władzy nad Wizygotami. Choć nad Wizygotami panowali w rzeczywistości tylko dwaj Amalowie – Teodoryk Wielki i Amalaryk, to propagandyści tego pierwszego demonstrowali, że jego przodkowie byli już wieki temu władcami obu gockich ludów – Ostrogotów i Wizygotów. Tym samym pokazano, że Amalowie byli jakby prawowitymi władcami Gotów.

Istnieje jeszcze zagadnienia dotyczące panowania Ostrogotów w Italii potrzebujące swej monografii?

Historiografia – cytując Pietera Geyla – to dyskusja niemająca końca. Ostatnio wyszła praca zbiorowa poświęcona Ostrogotom i mogę powiedzieć na podstawie lektury tej publikacji, że nowe pytania badawcze tylko pokazują ilość problemów, które należy na nowo przedyskutować. Herwig Wolfram stwierdził kiedyś, że potrzebna jest nowa biografia Teodoryka Wielkiego, a ja mogę się tylko z nim zgodzić.

Zgadza się Pan z stwierdzeniem słynnego historyka, iż ,,inteligentni historycy zajmują się średniowieczem, a pracowici czasami nowożytnymi”?

Z takim stwierdzeniem zgodzić się z oczywistych względów nie mogę.

Przeczytaj także: Hunowie – piekło w Europie.

Ekskurs

Autor wywiadu nie jest ex professo dziennikarzem, a historykiem, dlatego prosi o szczególną wyrozumiałość dla chropowatości niektórych pytań i, być może, niewystarczającego wyeksploatowania poszczególnych wątków.

Wywiad przeprowadził Wojciech Mazurek

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*