Uwikłani | Recenzja

Marcin Ogdowski, Uwikłani

Mottem najnowszej książki Ogdowskiego, pt. Uwikłani, są słowa Seana Penna: „Nie żyjemy w świecie, w którym źli niszczą dobrych. To świat, w którym trudno odróżnić jednych od drugich”. Pomyślałam wtedy: „Zapowiada się ciekawie…”. O ja biedna! Jakże się wtedy pomyliłam! Nie było ciekawie. Było piorunująco! Niesamowicie! Wartko!

Książkę można kupić tutaj – Uwikłani

Marcina Ogdowskiego nie muszę przedstawiać. Jest to postać znana wielu osobom – nie tylko z kręgu wojskowego, a po fenomenie jego wcześniejszych publikacji (książek, reportaży i artykułów) rozpoznawana również w czytelniczym świecie. Dla mniej zorientowanych odsyłam do bloga: bezkamuflazu.pl (zakładka „o mnie”).

Otrzymanie książki do recenzji, było dla mnie niesamowitym wyróżnieniem. Zawsze interesowały mnie reportaże zagranicznych korespondentów, dotyczące konfliktów zbrojnych, a znając kunszt literacki Ogdowskiego wiedziałam, że książka jest po prostu dobrze napisana. Najlepsze w niej jest to, że nie można jednoznacznie określić swoich odczuć w stosunku do bohaterów. W zależności od sytuacji raz się ich popiera, a raz krytykuje ich zachowanie. Ciekawe jest również spojrzenie na wojnę, oczami 'z zewnątrz'. Moralne dylematy, takie jak pomagać pokrzywdzonym, czy zostawić ich na pastwę losu są nierozstrzygnięte. Ale do żołnierzy należy przecież walka, a do korespondentów – jak najprawdziwsze ukazanie wojny, prawda?

Głównym tematem jest oczywiście wojna na Ukrainie. Widzimy ją przez pryzmat losów czwórki dawnych znajomych, których łączy pewna tajemnica. Jeszcze z Afganistanu. Marek, korespondent wojenny, dla którego wojna, nieustanna pogoń za sensacją i ludzką tragedią – staje się narkotykiem, od którego nie potrafi się uwolnić. Daria – dziennikarka, wyzbyta dylematów moralnych, manipulowana przez separatystyczne władze. Ich celem jest pokazanie, jaka naprawdę jest wojna. Okrutna, straszna, fascynująca. Tylko któremu przyznać rację? Jakby mało było pytań – autor, do koszyka dorzuca nam dwójkę polskich żołnierzy – walczących po przeciwnych stronach barykady. „Za naszą i waszą wolność” – ale który z nich stoi po dobrej stronie? Michał – żołnierz ukraińskiej Gwardii Narodowej, czy Piotr – nadstawiający karku u „separów”? Jako czytelnicy pamiętajmy jedno: nie ma wojen sprawiedliwych, wszystkie one są – mimo różnych uzasadnień – nieludzkie.

Ludzie, którzy brali udział w wojnie, czy to cywile, czy żołnierze – już nigdy nie będą tacy sami. To wszystko, co widzieli, czego doświadczyli, pozostawia ślad w psychice, wpływa na ich życie i zmienia je diametralnie. Wiadomo od zawsze, że wojna niszczy, dokładnie wszystko i wszystkich. Nie da się od tego uciec. Ogdowski stworzył prawdziwych ludzi, z wadami. Bez upiększenia, pozwolił nam ich lubić, kochać lub nienawidzić. Ta powieść – choć jak autor zaznaczył we wstępie: „wszystko jest fikcją literacką” – łączy ze sobą reportaż, dokument, powieść sensacyjną, ba! a nawet romans. Język jest przejrzysty, konkretny, bez hurapatriotycznych opisów walk. Od pierwszych stronic jesteśmy w samym środku wojny, która na długo utrwala się w pamięci. A przede wszystkim pewne znalezisko… „ Oni nie zginęli w walce (…) Z dwóch widocznych ciał, częściowo jeszcze zasypanych ziemią, jedno leżało na brzuchu. Zabity miał dziurę w potylicy, ściągnięte za plecami ramiona i dłonie spętane drutem kolczastym”. Czy to aby na pewno fikcja literacka? Ukraińcy i separatyści ciągle oskarżają się nawzajem o mordowanie żołnierzy. Mnie natomiast zaciekawił jeszcze jeden wątek – dotyczący nacjonalistycznego batalionu „Burza” (batalion ochotniczy) wraz z jego dowódcą, nazywanym przez doniecczan „esesmańskim diabłem”. Kto czytał artykuł Marcina Ogdowskiego, dotyczący „Azowa” – widzi pewne powiązania…

Reasumując, nie mogłam oderwać się od lektury, nie wiedząc co bardziej wciąga: brutalność konfliktu na Ukrainie, czy burzliwe losy bohaterów. Wojna to najpodlejszy przejaw ludzkiego działania, który wydobywa z naszej podświadomości wszystko co najgorsze. Ludzie nie mogą obejść się bez wojen. Zakończywszy jedną, natychmiast zabierają się za kolejną. Siedzimy na beczce z prochem, a ja – pisząc kolokwialnie – nadal zbieram szczękę z podłogi, po lekturze Uwikłanych.

Polecam. Książka jest jedną z tych, które należy przeczytać.

Dołączone zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów Marcina Ogdowskiego – dotyczących jego wizyt jako korespondenta wojennego na Ukrainie.

Ocena recenzenta: 6 /6

Anita Świątkowska

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*