(…) dwóch lub trzech sąsiadów zmówili się ze sobą, zabrali ze sobą żony, córki, synów, czeladź służącą i co tylko mieli w domu dorosłego (…). Wpakowawszy się na sanki (…) jechali do sąsiada pobliższego ani proszeni od niego, ani przestrzegłszy go, żeby się im nie skrył albo nie ujechał z domu. Tam go zaskoczywszy, rozkazywali sobie dawać jeść, pić, koniom i ludziom (…), poty u niego deboszując, poki do szczętu nie wypróżnili mu piwnicy, spiżarni i spichlerza; gdy już wyżarli i wypili wszystko, co było, brali owego nieboraka z sobą z całą jego familią i ciągnęli do innego sąsiada, któremu podobneż pustki zrobiwszy, ciągnęli dalej (…)[7].

Alkohol, wlewany w ogromnych ilościach do gardeł zebranych podczas tych eskapad, powodował, iż testosteron burzył się w niejednej sarmackiej piersi. W związku z tym podczas kuligów nie mogło zabraknąć bijatyk, które wybuchały pod byle pretekstem.
Kulminacyjnym momentem karnawału był mięsopust, czyli ostatki. Ostatnie dni przed Popielcem należało spędzić na rozpasaniu i niepohamowanej zabawie. Miasta i wsie opanowywane były przez przebierańców: „w niedzielę mięsopustną kto zasię nie oszaleje, na urząd jako ma być twarzy nie odmieni, maszkar, ubiorów, ku diabłu podobnych, sobie nie wymyśli, już jakoby nie uczynił krześcijańskiej powinności dosyć”[8]. Szlachta przebierała się za Żydów, Cyganów i chłopów. Czeladnicy miejscy przebierali się za Cyganów, „a jednego między siebie ustroiwszy za niedźwiedzia, czarnym kożuchem (…) okrytego i około nóg czysto, jak niedźwiedź poobwiązywanego, wodzili od domu do domu różnych figlów z nimi dokazując (…)”[9]. Od maskarad nie stronił też dwór królewski: „w ostatni wtorek zapustny ubierają się u dworu w strój jednaki, mężczyźni jako włościanie, kobiety jako pasterki, lecz bynajmniej nie strojno i zdaniem moim nazbyt wieśniaczo (…). Widziałam sama, jak król Władysław [IV Waza] i kanclerz z siwą brodą a podobnież inni urzędnicy przebierali się tym sposobem”[10]. O ile jednak w Europie Zachodniej maskarady związane były z obyczajem tzw. świata na opak, polegającego na powszechnej zamianie ról społecznych (w tym okresie możni stawali się żebrakami, biedacy bogatymi, żacy statecznymi mieszczanami), w Polsce próżno szukać przykładów tego zjawiska. Wyższe warstwy społeczne sprzeciwiały się bowiem takiej tradycji, nie życząc sobie, aby chłopi, nawet w formie zabawy, przyoblekali się w szlacheckie piórka[11].

Chodzenie z kozą
Lud jednak radził sobie doskonale z tym niepisanym zakazem urządzając m.in. kolędowanie zapustne oraz chodzenie z kurkiem. Pierwszy zwyczaj polegał na przebieraniu się za Cyganów, turów, niedźwiedzie, kozy i radosnym obchodzeniu chat wiejskich oraz okolicznych dworów szlacheckich. Chłopi, przy wtórze muzykantów, wykonywali pieśni zapustne, za co obdarowywani byli jedzeniem i napitkiem[12]. Drugi zwyczaj, opisany także przez Kitowicza, polegał na obnoszeniu po chałupach kurka wystruganego z drewna. Również temu zwyczajowi towarzyszyły śpiewy i muzyka, a zdobycz stanowiły strawa i alkohol.