Wymienione ślady nie wskazują wprost na współpracę Chrostowskiego z porywaczami, lecz są bardzo zagadkowe i mogą budzić pewne wątpliwości. Podobną niewiadomą stanowi różaniec ks. Jerzego Popiełuszki, którego nie znaleziono przy wyłowionym z wody ciele. Okazało się, że znaleziono go 25 października 1984 r., w Toruniu pod mostem drogowym. Dobry stan przedmiotu wskazywał na to, że nie leżał on tam długo[9]. Można wykluczyć więc, że był to jakiś inny różaniec, tym bardziej że zgadzał się ze opisem, który przedstawili znajomi księdza. Sprawcy natomiast nie wspominali w swoich zeznaniach, jakoby zatrzymywali się w okolicach mostu. Odnalezienie różańca w tym miejscu jest więc tym bardziej niezwykle zastanawiające.
Różaniec ks. Popiełuszki odnaleziony został w ramach akcji poszukiwawczej, przeprowadzonej wzdłuż przypuszczalnej trasy, po której mogli poruszać się porywacze po uprowadzeniu kapłana. Po przyznaniu się przez Pękalę i Chmielewskiego do wrzucenia ciała księdza Jerzego do wody, poszukiwania przeniesiono na tamę we Włocławku w miejsce przez nich wskazane.
Do akcji zaangażowano grupę trzydziestu dwóch płetwonurków, którzy w dniu 26 października 1984 r. przeszukiwali rejon Zalewu Włocławskiego w godzinach 12:30 do 16:30, jednak bez żadnego skutku. Do poszukiwań powrócono po przeprowadzeniu wizji lokalnej z udziałem Leszka Pękali, mającej miejsce 29 października. Wtedy wskazał on, że zwłoki wrzucono ok. 100 metrów od tabliczki z napisem „Wisła”, zaznaczając, że mógł się pomylić o kilkanaście metrów w obie strony[10]. 30 października przystąpiono więc do ponownego przeszukania okolic zalewu we Włocławku, którego skutkiem było odnalezienie zwłok ks. Popiełuszki.
Wątpliwości budzi więc fakt, dlaczego nie znaleziono zwłok ks. Jerzego już wcześniej, czyli 26 października, skoro przeszukiwano wtedy te same miejsca. Jeden z płetwonurków prowadzących wtedy akcję poszukiwawczą wyznał, że niecodzienną praktyką było przerywanie poszukiwań, tak jak zrobiono to 26 października. Poszukiwania zwykle prowadzi się do skutku[11].
Kontrowersyjna jest również sprawa kar jakie wymierzono oskarżonym. Prokurator dla każdego z trzech bezpośrednich morderców żądał kary za trzy przestępstwa. Były to: po pierwsze pozbawienie życia ks. Jerzego Popiełuszki po uprzednim jego porwaniu, które nacechowane było szczególnym udręczeniem; po drugie uprowadzenie i usiłowanie pozbawienia życia Waldemara Chrostowskiego; po trzecie usiłowanie pozbawienia życia ks. Jerzego Popiełuszki, Waldemara Chrostowskiego i Seweryna Jaworskiego w dniu 13 października 1984 r. Dla Grzegorza Piotrowskiego prokurator domagał się kary śmierci, dla Leszka Pękali i Waldemara Chmielewskiego 25 lat pozbawienia wolności[12].
Adamowi Pietruszce postawiono zarzut podżegania i pomocnictwa w zbrodni dokonanej przez wyżej wymienionych sprawców, za który prokurator żądał kary 25 lat pozbawienia wolności oraz pozbawienia praw publicznych i praw do zajmowania stanowisk kierowniczych na 10 lat.
Wyrok jaki ogłoszono 7 lutego 1985 r. był zdecydowanie łagodniejszy niż ten, którego domagał się prokurator. Grzegorz Piotrowski został skazany na 25 lat pozbawienia wolności, Leszek Pękala na 15 lat, Waldemar Chmielewski na 14 lat. Adama Pietruszkę natomiast skazano na 25 lat więzienia i pozbawienia praw publicznych na 10 lat.
Wyrok wydany przez Sąd Wojewódzki w Toruniu był nieprawomocny, dlatego też przysługiwało od niego odwołanie, które oskarżeni złożyli niezwłocznie, czując się poszkodowani wyrokiem sądu. W odwołaniu podali niezwykle zuchwałe dowody na to, że zostali przez sąd pokrzywdzeni. Domagano się między innymi zmiany kwalifikacji prawnej czynu z zabójstwa na nieumyślne spowodowanie śmierci w następstwie uszkodzenia ciała. Taką linię obrony podjął już Piotrowski w trakcie procesu. Utrzymywał, że nie wie kto zabił ks. Popiełuszkę (twierdził, że nie wie kto zadał księdzu śmiertelny cios). Po opinii lekarskiej mówiącej, że przyczyną śmierci było prawdopodobnie napięcie „uciskającej szyję linki obciążonej workiem z kamieniami”[13], z zaznaczeniem jednak, że nie ma pewności czy w momencie wyrzucenia ks. Popiełuszki do wody był on jeszcze żywy czy też nie, Piotrowski poczuł się oczyszczony z winy, twierdząc, że wcześniej uważał, że to on zabił księdza a jednak to on sam się udusił. Czy więc doprowadzanie ofiary do śmierci nie jest równoznaczne z jej zabójstwem?
Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.