Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca | Recenzja

Karol Modzelewski, Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca

Karol Modzelewski, historyk i legenda opozycji antykomunistycznej, wydał swoją autobiografię. Dzieło to intelektualnie stymuluje, rewolucyjnie podburza, profetycznie przeraża. Już na samym początku zastrzec sobie trzeba, iż jest to jedna z najwspanialszych książek ostatnich lat i nieprzebrane źródło refleksji nad minioną, obecną i przyszłą opozycją antysystemową.

Na wstępie opowieści Modzelewskiego ujmuje już sam tytuł. Dla niewtajemniczonych – pierwsza jego część pochodzi z wiersza ulubionego poety lat młodzieńczych autora – Władimira Majakowskiego pt. Lewą marsz:

,,Zajeździmy kobyłę historii! −
Lewa!
Lewa!
Lewa!’’

Sam autor wybór tytułu uzasadnia tak: ,,metafora o zjeżdżaniu kobyły historii świetnie oddawała bolszewicką filozofię dziejów’’.

Zaś druga część jest to dowcipne podsumowanie doświadczenia rewolucyjnego i opozycyjnego Modzelewskiego.

A kim jest autor recenzowanego dzieła? Karol Modzelewski jest profesorem historii, wybitnym znawcą dziejów społecznych i gospodarczych Polski Piastów (Organizacja gospodarcza państwa piastowskiego (X – XIII wieku); Chłopi w monarchii wczesnopiastowskiej) oraz historii ludów barbarzyńskich w wczesnym średniowieczu (wspaniała Barbarzyńska Europa). Jego zainteresowanie historią wpłynęło znacznie na działalność polityczną autora (znajomość schematów historycznych), ale niestety też i vice versa. Modzelewski o utrudnieniach w swoim życiu naukowym pisał w Barbarzyńskiej Europie: ,,Z przyczyn politycznych, do których sam się przyłożyłem, przeszkód takich [tj. w pracy naukowej – przyp. W.M] spiętrzyło się wielu na mojej drodze.’’

Poza życiem akademickimi, Modzelewski był legendą opozycji antykomunistycznej. Wraz z Jackiem Kuroniem napisał List otwarty do Partii (1964), jego omówienie wraz z ważnymi dla historyków uwagami anegdotycznymi o jego powstaniu zawiera jeden z rozdziałów (konkretnie III), który stanowił kamień milowy dziejów kształtowania się antytezy PZPR-u. Historycy (Kuroń też był badaczem nauki Klio), w swym liście, ostro piętnowali wypaczenia społeczne socjalizmu polskiego. Pisali o egalitaryzmie klasowym, teoretyzowali o kapitale robotniczym i krytykowali niesprawiedliwości polskiego systemu socjalnego. Na marginesie trzeba zauważyć, że do tego momentu zarówno późniejszy minister pracy w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, jaki nasz bohater byli członkami Partii (z publikacją wydaleni). Była to więc opozycja wewnątrzsystemowa. Liczni przeciwnicy lewicy ideologicznej wykorzystują członkowstwo partyjne Modzelewskiego do atakowania go jako ,,post-trockistę, zwolennika chorej ideologii’’ (zaczerpnięte z portalu wPolityce.pl). Tym samym dają świadectwo nieznajomości historii, biografii, ale i żargonu PZPR-u. Odtrutką na nieznajomość historii jest, rzecz jasna, recenzowana książka.

Wracając do biografii Modzelewskiego – po liście został symbolem oporu i autorytetem dla grup Marca’68 (pod przywództwem Adama Michnika). Był wielokrotnie internowany (trzykrotnie), przez co postanowił zrezygnować z działalności opozycyjnej i zająć się mediewistyką (nauką o średniowieczu) ex professo (wcześniej przerwał studia doktoranckie w związku z opublikowaniem Listu otwartego) – obfite naukowo lata -70 XX w.. Dlatego też nie włączył się, w przecież bliski mu ideologicznie – KOR. Na poważnie zaangażował się dopiero w Solidarność, której, o czym mało kto wie, wymyślił nazwę. Będąc delegatem z Wrocławia, a potem rzecznikiem prasowym związku, uczestniczył w włoskich porozumieniach między ,,S’’ a italskimi komunistami (marksistami par exellence, bo nie u władzy), stanie wojennym, przygotowaniach do Okrągłego Stołu, wyborach czerwcowych, a potem w transformacji ustrojowej, której niektóre aspekty (reformę Balcerowicza) ostro skrytykował.

Dla kamerdynera nikt nie jest bohaterem… nie dlatego, by ten nie był bohaterem, lecz dlatego, iż tamten jest kamerdynerem – te słowa Georga Hegla wziął za motto swoich wspomnień o Modzelewskim Adam Michnik (genialna gazetowa biografia ,,Karol z krainy Rogatych Dusz’’) , zaś Jacek Kuroń nazywał go niedzielnym politykiem. Dlaczego? Po krótkim zarysie biografii, który poczyniłem można tylko spekulować nt. odpowiedzi, ale po przeczytaniu autobiografii historyka, wszystko dla zaciekawionego Czytelnika, będzie jasne.

Teraz wypada pokrótce opisać konstrukcję książki. Składa się ona z dziewięciu rozdziałów, poukładanych w ciągu chronologicznym (1937 – 2013). W pierwszym (pt. Dzieci Ojczyzny) mowa o rosyjskimi dzieciństwie Modzelewskiego (ciekawe jest to, że do dziś pierwsze słowa rano autor mówi po rosyjsku), poszukiwaniach biologicznego ojca (wywiezionego do Gułagu), stosunkach z matką i ojcem (Zygmuntem Modzelewskim, działaczu KC PPR), ,,edukacji sentymentalnej’’ (patriotyzm radziecki, Majakowski, Międzynarodówka), pierwszym pobycie w Polsce. W drugim (pt. My, ZMP) opowiada o swojej działalności w stalinowskim organie młodzieżowym Związku Młodzieży Polskiej, ideach w nim wpajanych, a także o pewnym sądzie nad pewną dziewczyną… W trzecim i czwartym (pt. Rewolucja do poprawki i Obrona konieczna) analizuje List otwarty, przedstawia zarzewie konfliktu inteligencji z władzą, zderzenie zetempowskich idei z rzeczywistością oraz rachuje się z doświadczeniem Marca’68, nie szczędząc oczywiście anegdot związanych z bohaterami wystąpień. Piaty rozdział (pt. Więzienna strona świata) należy do najciekawszych, dla Czytelnika, w książce. Jak można się domyślić autor przedstawia w nim swoje więzienne przeżycia. Trzykrotnie internowany Modzelewski poznał doskonale obyczaje więźniów, ich kod kulturowy i potrzeby. Później będąc negocjatorem, z ramienia Solidarności, w strajku głodowym więźniów z obozu karnego w Zarębie wykorzysta znakomicie swoje doświadczenie by przekonać strajkujących o nierealności niektórych postulatów, więc do, wcale nieoczywistego w obyczajowości więźniów, kompromisu. W rozdziale tym opisuje również swoje procesy i kurioza polskiego wymiaru sprawiedliwości doby PRL-u, podział na ,,grypsujących’’ i ,,niegrypusjących’’ (łącznie z heroikomicznym leżeniem po dwóch stronach torów w czasie głodówki), oszukiwanie bezpieki i de facto teorię Foucaulta (odbicie systemu zewnętrznego na świat wewnętrzny – więzienny). W następnym rozdziale (pt. Socjalizm z twarzą Gierka) dokonuje rozbioru imitacji gospodarczej czasów towarzysza Gierka. Opisuje też List otwarty, który wystosował do Edwarda Gierka w 1976 r., który był symbolem jego wewnętrznej dychotomii, jak to ujął Stefan Kieniewicz, ,,między ugodą a rewolucją’’. Przy okazji dodaje własne przemyślenia nad tamtym okresem i charakteryzuje swój stosunek wobec KOR-u. Rozdział siódmy (pt. Związek nasz bratni) mówi o Solidarności ustami świadka, uczestnika i historyka ,,karnawału’’. Modzelewski był w stoczni, w czasie negocjacji, w czasie zjazdów, w stanie wojennym… Ciekawy jest szczególne zachowawczy stosunek autora wobec tryumfalistycznego i entuzjastycznego tłumu oraz zaskakująco ironiczny (choć z charakterystycznymi dla profesora: poczciwością i dystansem) portret Wałęsy. Jak się zdaję właśnie od niego pochodzi jedna z najtrafniejszych charakterystyk ,,Wałęsy dodatniego’’ i ,,Wałęsy ujemnego’’– pierwszy jest politykiem pozakulisowym, pragmatyczny a kompromisowy, drugi wiecowym mówcą, demagogiem, niebezpiecznym konformistą – populistą, świetnie czytającym nastroje otoczenia i słuchaczy…

Ostanie dwa rozdziały (pt. Stan powojenny i Wolność bez braterstwa’ są jednym z najtrafniejszych podsumowań budowy i pierwszych lat III Rzeczypospolitej. Bez emocji i egzaltacji, z chłodną kalkulacją ,,plusów’’ i ,,minusów’’ – Modzelewski ocenia Okrągły Stół, krytykuje kapitalizm jako koncepcję ekonomiczną; rozprawia się, jak przystało na historyka nie ex cathedra, z politycznymi błędami liberałów, którzy nie zadbali o spoiwo ideowe, co w szerszym kontekście dziejowym doprowadzić może do władzy nacjonalistów (antycypowany Modzelewski jako profeta – słowa te pisał, przypomnę, trzy lata temu!).

Oczywiście Modzelewski, choć temat jest trzecioplanowy, wspomina o swoim życiu prywatnym. O pierwszej miłości, której nie pamięta, o spotkaniu z biologicznym ojcem, o dwóch żonach (o trzeciej, obecnej, milczy), więc i o rozwodzie etc. Ckliwie mówi o Wrocławiu, który uważa za ,,swoje miasto’’, o repatrianckiej Sobótce, gdzie ,,swój’’ był ten, który nie urodził się w tej podwrocławskiej mieścinie…

Trzeba jeszcze powiedzieć o ubarwiających całą opowieść anegdotach. W pamięci pozostają na pewno: historia o pijackiej eskapadzie Władysława Broniewskiego, w która przerodziła się wspólna wyprawa poety z małym Modzelewskim w góry z zaskakującym epilogiem i polecana już na obwolucie opowiastka o Bruderszafcie Michnika, Kwaśniewskiego i Modzelewskiego, która jest zabawnym przykładem trudnych konwenansów dyplomatycznych…

Bez wątpienia wielką zaletą książki jest język i styl używane przez profesora – Modzelewski pisze jasno, a niebanalnie, ważąc słowa, wyrażając się klarownie, a przy tym dobitnie. Nie ocenia nikogo pochopnie, zbyt prędko, rozważa różnie warianty oceny. Przykładem są wyważone oceny komunistów, więźniów, opozycjonistów, którzy w danym momencie postąpili mówiąc eufemistycznie ,,nie chwalebnie’’.

Autobiografia wydana jest bardzo porządnie przez wydawnictwo Iskry, ma dobre, trwałe i solidne szycie, estetyczną, twardą okładkę, a sama książka jest poręczna (co wcale nie jest takie oczywiste – patrz: nowowydana autobiografia Andrzeja Wielowieyskiego). Liczy sobie 436 stron z indeksem. Wydanie zawiera, na końcu, wybór zdjęć z życia Modzelewskiego z komentarzem odautorskimi, który jest bez wątpienia ciekawym ekskursem do dzieła.

Książka została nagrodzona literacką Nagrodą Nike za rok 2014, co tylko potęguje jej znaczenie wśród współczesnych dzieł historycznych.

Dobrze, że Modzelewski się odezwał. Jego głos mocno wybrzmiał w środowisku dawnych opozycjonistów, ostatnio co raz częściej opluwanych i obrażanych przez, we własnym mniemaniu, ,,zdradzonych o świcie’’. Głos intelektualisty – historyka był zatem niezbędny. Przy okazji udowodnił, że o minionych dziejach pisać można ciekawie, osobiście, refleksyjnie nikogo nie obrażając i krzywdząc. Jest to też niebywale ważne dzieło z racji płynącej z niej mądrości i wiedzy. Modzelewski rozprawia się z rewolucją, z antysystemowością, z ekskluzją i inkluzja polityczną. Ów praktyk rewolucji staje się dziś jej teoretykiem – mówi o jej ,,wymykaniu się politologicznym formułkom’’, uczy dziennikarza Gazety Wyborczej Grzegorza Sroczyńskiego (w uznawanym za jeden z najlepszych wywiadów ostatniej dekady) jak się ,,wkurzać’’ oraz irytuje się na ,,kiełkującą rewolucję niemych – oburzonych’’. W końcu po to jest ta książka. Nie jest ona zapisem historii, ale jej prolegomeną. Ma niemych nauczyć mówić i robi to nadzwyczaj dobrze…

Ocena recenzenta: 6/6

Wojciech Mazurek

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*