Nieśmiertelny symbol i nieśmiertelne kłamstwo
Podczas defilady na Placu Czerwonym w Moskwie w 1975 roku spiker telewizyjny powołując się na słowa Leonida Breżniewa stwierdził, że: Kiedy nad Reichstagiem zawisnął czerwony sztandar, zawieszony rękami sowieckich żołnierzy, był to nie tylko symbol naszego militarnego zwycięstwa. To był nieśmiertelny symbol października, to był wielki symbol Lenina, był to niezwyciężony symbol socjalizmu[4]. Dziś kłuje nas w oczy propagandowa wymowa tych słów, jednak niezbicie dowodzi, że to Reichstag był niekwestionowanym budynkiem – symbolem klęski hitlerowskich Niemiec. To Reichstag był bowiem symbolem dojścia nazistów do władzy i rozprawienia się z opozycją, a w szczególności z niemieckimi komunistami. W tym kontekście jego zdobycie miało niebagatelne znaczenie propagandowe i wiązało się z ogromną presją ze strony przełożonych. W warunkach pola bitwy sytuacja była dalece skomplikowana. Choć wszyscy zdawali sobie sprawę ze znaczenia Reichstagu, nikt nie wiedział dokładnie jak on wygląda. Tak oto jego poszukiwania opisał generał Wasilij Szatiłow: Ze swego miejsca określiłem odległość. Tak, to z pewnością Reichstag. Przecież musi się jakoś wyróżniać z otoczenia. Ale jak go jeszcze inaczej odróżnić? Nie mieliśmy w ręku żadnej fotografii, nie widzieliśmy obrazu przedstawiającego Reichstag, ze słyszenia też nic o nim nie wiedzieliśmy. Dlatego jeszcze sprawdzę z mapą, upewnię się – zadecydowałem. I jeńców trzeba spytać. A to zdobędziemy jeszcze nie to, co trzeba – ze wstydu się nie pozbieram …[5].
By oddać sprawiedliwość bohaterom tamtych wydarzeń należy podjąć refleksję nad ich okolicznościami. W 2006 roku w Moskwie ukazała się praca Nikołaja Jamskiego, który w oparciu o dostępną w Rosji literaturę przedmiotu oraz materiały zgromadzone w rosyjskich archiwach podjął się zadania zweryfikowania prawdy o tamtych wydarzeniach[6]. Antony Beevor w swojej pracy poświęconej walkom o Berlin stwierdził, że czerwony sztandar nad Reichstagiem udało się wywiesić dopiero około godziny 22:50, jednak co do przebiegu tych wydarzeń należy zachować ostrożność[7]. Dowództwo sowieckie nalegało na to, by Reichstag zajęto w terminie do 1 maja, by jego zdobycie stanowiło ozdobę Święta Pracy. Jednak wyznaczenie terminu zajęcia dobrze bronionego budynku komplikowało i tak już trudną sytuację. Istotnie, okoliczności zdobycia niemieckiego parlamentu są zagmatwaną, aczkolwiek barwną historią.
Zaszczytne zadanie szturmu na Reichstag przypadło żołnierzom 150. oraz 171. dywizji dowodzonym przez generałów Wasilija Szatiłowa i Aleksieja Niegody. Obydwie dywizje wchodziły w skład 3. Armii Uderzeniowej 1. Frontu Białoruskiego dowodzonego przez marszałka Gieorgija Żukowa. Wsparcie ogniowe zapewniała im 3. Gwardyjska Brygada Pancerna, 351. pułk artylerii ciężkiej oraz dwa pułki pancerne liczące łącznie ponad 60 czołgów i dział samobieżnych[8]. Takie wsparcie zapewniało istotną siłę ognia, jednak nie znaczy to, że zajęcie wyznaczonego celu było proste. W wielu relacjach Reichstag był opisywany jako dobrze ufortyfikowana twierdza. Jego garnizon liczył około tysiąca ludzi, w piwnicach kryło się wielu rannych. Podejścia do budynku osłaniały działa kalibru 88 milimetrów oraz gniazda karabinów maszynowych. Okna pozamieniano w dobrze zabezpieczone punkty dla strzelców. Ktokolwiek ośmieliłby się spróbować wziąć ten budynek szturmem nieuchronnie musiał zmierzyć się z huraganowym ogniem ze strony obrońców. Nim wyżej wymienione siły ruszyły do ataku, w drodze po palmę pierwszeństwa spróbowali ich ubiec lotnicy. Samoloty ze 115. Pułku myśliwców zrzuciły na dach Reichstagu czerwone pasy jedwabiu z napisem pobieda, czyli zwycięstwo. Niestety wiatr nie był tego dnia łaskawy dla lotników gdyż zrzucił tkaniny na ziemię[9].

Zdj. Wikimedia Commons
Rosyjski historyk Władimir Bieszanow w swojej pracy poświęconej przybliżeniu oblicza zwycięskiego roku 1945 podaje, że w wyniku pierwszego szturmu to żołnierze kompanii dowodzonych przez Piotra Greczenkowa oraz Ilję Sawinowa, a także zwiadowcy pod dowództwem porucznika Sorokina, jako pierwsi wdarli się do budynku. Zwiadowcy Sorokina po zajęciu kilku pomieszczeń, rozwiesili flagi w oknach na pierwszym piętrze. Wśród nich można wymienić sierżantów Łysenkę, Orieszkę i Prawotworowa oraz czerwonoarmistów Bułatowa, Briuchowieckiego i Poczkowskiego. Na dach przedarli się tylko sierżant Prawotorow oraz szeregowy Bułatow i o 14:25 wywiesili czerwony sztandar[10]. Michael Jones w swojej obszernej pracy poruszającej dzieje Wielkiej Wojny Ojczyźnianej podaje, że to Aleksiej Kowalow był żołnierzem, który jako pierwszy wywiesił czerwony sztandar w oknie na pierwszym piętrze[11]. Trudno zweryfikować tą tezę, ponieważ jak podają liczne relacje okno niemal każdego pokoju zajętego przez czerwonoarmistów zdobił czerwony akcent. Gwoli ścisłości najprawdopodobniej nie były to sztandary ani flagi, a jedynie fragmenty czerwonej tkaniny. Choć niewątpliwie pojawienie się takiego symbolu w oknach i na dachu budynku mogło mieć wymiar symboliczny, proces zdobywania Reichstagu dopiero się zaczynał. Stwierdzono bowiem, że fragment wypatroszonej czerwonej pierzyny zatkniętej na pośpiesznie znalezionym drzewcu nie jest godzien miana „sztandaru zwycięstwa”. Choć może się to wydawać dziwne, tak właśnie wyglądał pierwszy Czerwony Sztandar zatknięty na dachu Reichstagu[12].
Walki w budynku wciąż trwały, a część sił, która przystąpiła do szturmu, została odcięta od reszty w wyniku zdecydowanych niemieckich kontrataków. Tymczasem Generał Szatiłow pośpieszył się z obwieszczeniem, że „ostatni bastion faszystowskiej bestii” został zajęty, nieopatrznie informując dowództwo o wykonaniu zadania[13]. Jeszcze tego samego dnia – 30 kwietnia – marszałek Gieorgij Żukow wyraził wdzięczność żołnierzom 171. i 150. dywizji za zdobycie Reichstagu i zawieszenie na nim sztandaru zwycięstwa[14]. Trudno opisać zamieszanie wśród żołnierzy wyżej wymienionych dywizji, gdy obserwując silnie broniony Reichstag usłyszeli, że właśnie go zdobyli. Nie był to jedyny lapsus tego dnia. Generał Szatiłow wściekle zagrzewając swoich żołnierzy do walki obwieścił, że zatkną czerwony sztandar nad Paryżem. Gdy jeden z oficerów politycznych go poprawił, że nad Berlinem, generał go sklął odpowiadając, że: To nie ma znaczenia – Berlin czy Paryż! Flaga będzie wisiała tam, gdzie każą nam ją powiesić![15] Stało się jasne, że liczy się każda godzina. Rozpoczął się śmiertelny wyścig z czasem.
Niemcy, mimo miażdżącej przewagi ognia po stronie sowieckiej wciąż stawiali zaciekły opór. Korespondent wojenny obserwujący zmagania o Reichstag tak oto opisał wygląd budynku, od którego dzieliło go zaledwie kilkaset metrów: cały w błyskach i płomieniach, eksplodowały pociski, w górze pociski smugowe tworzyły przerywane linie … gdyby nie było tu walk dystans ten można by pokonać w kilka minut, teraz wydawało się to niemożliwe[16]. Po zapadnięciu zmroku kolejna grupa zwiadowców pod dowództwem kapitana W. Makowa przedzierając się pod gradem kul zawiesiła sztandar własnego wykonania na dachu Reichstagu. W skład grupy wchodzili M. Minin, G. Zagitow, A. Lisimienko oraz A. Bobrow[17][18]. W narracji Bieszanowa, oddział kapitana Makowa dostał się na dach około godziny 18:30 i zatknął flagę obok tej, która już się tam znajdowała. Choć mogłoby się wydawać, że Reichstag został bezsprzecznie zdobyty, znów nie był to koniec wypraw na dach budynku, ponieważ uznano, że należy na nim zatknąć „prawdziwy” sztandar, a dokładniej Sztandar Zwycięstwa wydany przez Radę Wojenną Armii. Właśnie przy tym sztandarze sfotografowano Kantariję i Jegorowa, rankiem 1 maja na dachu zdobytego już Reichstagu[19]. Tego samego dnia Stalin poinformował zagraniczne media, że: Wojska 1. Frontu Białoruskiego, wspierane przez wojska 1. Frontu Ukraińskiego (…) przejęły pełną kontrolę nad Berlinem, stolicą Niemiec – centrum niemieckiego imperializmu i siedliskiem niemieckiej agresji[20]. Najsłynniejsze zdjęcie Jewgienija Chałdeja, które uwiecznia moment zawieszania flagi na Reichstagu wykonano dopiero po złamaniu niemieckiego oporu w budynku. Ponad osiem godzin intensywnych walk o każde pomieszczenie kosztowało Niemców około dwustu zabitych[21]. Dopiero po zabezpieczeniu budynku, można było go „zdobyć” na potrzeby sowieckiej propagandy. Co do osób uwiecznionych na fotografii, jej autor przyznał później, że to nie Gruzin Meliton Kantarija, a Ukrainiec Aleksiej Kowalow został uwieczniony na zdjęciu[22].