Biało-czerwona szachownica nad ZSRR. Początek szlaku bojowego 1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego „Warszawa” | Część 2

Samolot był bardzo przyzwoitą konstrukcją, miał jednak szereg wad, które czyniły go niezbyt odpornym na trafienia – część szczególnie delikatnych elementów nie była pokryta pancerzem. Lekkie trafienie odłamkiem w chłodnicę oleju powodowało szybkie zatarcie się silnika. Pomimo tego szturmowce produkowano do samego końca wojny. Na froncie Iły-2 uzyskały szereg przydomków: „Latający czołg”, „Czarna Śmierć”, „Zementbomber”, „Eisernen Gustaw” („Żelazny Gustaw”), „Fleisher” („Rzeźnik”), które według sowieckiej propagandy miały wskazywać na „wspaniałe właściwości maszyny”. Rzeczywistość była jednak o wiele bardziej złożona.

Już podczas walk dużym utrudnieniem dla załóg Ił-ów okazało się niewielkie pole ostrzału tylnego strzelca, a także duża podatność na ogień nieprzyjacielskich myśliwców. Dlatego też ważnym elementem każdej wyprawy, w której brały udział radzieckie szturmowce, stała się obecność eskorty myśliwskiej. Oprócz eskortowania Ił-ów piloci 1 PLM „Warszawa” mieli również inne zadania.

Jednym z najciekawszych było polowanie na tzw. „Grubą Bertę”. Imię to nadano potężnemu niemieckiemu moździerzowi samobieżnemu, który pod koniec sierpnia zaczął stanowić poważne zagrożenie dla jednostek LWP i oddziałów powstańczych, a także ludności cywilnej. 1 PLM wykonał wiele lotów rozpoznawczych w poszukiwaniu moździerza, które ostatecznie zakończyły się odnalezieniem celu w trakcie zmiany stanowiska bojowego. „Grubą Bertę” odnalazł por. Wsiewołod Bobrowski, jeden z wielu przydzielonych do pułku Rosjan[11].

9 Niemiecki moździerz samobieżny 60 cm Mörser Karl-Gerät 040. Fot. Wikipedia Commons
9 Niemiecki moździerz samobieżny 60 cm Mörser Karl-Gerät 040. Fot. Wikipedia Commons

Oprócz poszukiwań „Grubej Berty” 1 PLM „Warszawa” wykonywał również loty rozpoznawcze, podczas których często dochodziło do atakowania celów naziemnych nieprzyjaciela. Piloci rozpoznawali m.in. niemieckie lotniska wojskowe znajdujące się w pobliżu Warszawy. Były to szczególnie trudne misje, podczas których Jaki docierały nad obszar silnie broniony ogniem artylerii przeciwlotniczej oraz niemieckich myśliwców. W czasie pobytu na lotnisku Zadybie Stare do spotkań z myśliwcami przeciwnika dochodziło bardzo rzadko. Piloci 1 PLM, jeśli już widzieli jakieś nieprzyjacielskie samoloty, zazwyczaj nie mieli czasu na wdawanie się w walkę – jednostka była zbyt niedoświadczona, by można było angażować ją w walki z bardziej doświadczonymi pilotami niemieckimi, a ponadto w okolicy wprost roiło się od sowieckich jednostek bojowych. Jedno ze spotkań z nieprzyjacielem w powietrzu opisał E. Chromy:

Lecieliśmy kluczem w okolicach Warszawy i w pewnej chwili, najzupełniej nieoczekiwanie, zaskoczyła nas od czoła szóstka maszyn z gwiaździstymi silnikami. W pierwszej chwili sądziłem, że są to radzieckie myśliwce Ła-5, ale trwało to tylko moment. Maszyny przemknęły błyskawicznie, łamiąc nasz szyk, i dopiero wtedy zobaczyliśmy czarne krzyże! Zawróciliśmy natychmiast za FockeWulfami, dodając gazu. Uprzedzili nas jednak Rosjanie. Okazało się, że Niemcy po prostu uciekali przed ścigającymi ich radzieckimi myśliwcami, które siedziały im na ogonach[12].

Ławoczkin Ła-5 radzieckiego asa Georgija Kostylowa z 3 Gwardyjskiego Pułku Lotnictwa Myśliwskiego. Fot. Wikipedia Commons.
Ławoczkin Ła-5 radzieckiego asa Georgija Kostylowa z 3 Gwardyjskiego Pułku Lotnictwa Myśliwskiego. Fot. Wikipedia Commons.

Spotkania z niemieckimi myśliwcami należały do rzadkości również z innego powodu. Niemiecka Luftwaffe na początku drugiej połowy 1944 r. poniosła ciężkie straty i odbudowywała się po alianckiej inwazji na Francję i sukcesach sowieckiej ofensywy. Ponadto nie bez znaczenia były również nieustanne naloty na Rzeszę, do zwalczania których Luftwaffe musiała wydzielić znaczne siły myśliwskie. Do bardziej regularnych walk i pierwszych zwycięstw polskiego pułku doszło dopiero w pierwszych miesiącach 1945 r., gdy niemieckie lotnictwo zaczęło przejawiać więcej inicjatywy na froncie wschodnim, w celu powstrzymania sowieckiej ofensywy styczniowej.

Wyjątek stanowiły stoczone w rejonie Jabłonny walki z niemieckimi myśliwcami. Pułk prowadził wówczas loty rozpoznawcze w grupach złożonych z dwóch Jaków, których zadaniem było prowadzenie rozpoznania i osłona szturmowego Iła. W przypadku wykrycia celów naziemnych szturmowiec miał od razu przystępować do ataku. W dniu 29 września z Zadybia Starego wystartowały trzy takie mieszane grupy. Pierwsza z nich podczas lotu w rejonie Dziekanowa natknęła się na formację niemieckich Messerschmittów Bf-109, które jednak wycofały się z walki, gdy myśliwce i szturmowiec skierowały się na południe. Dalsze loty w tym rejonie pozwoliły na wykrycie mostu budowanego przez Niemców pomiędzy Dziekanowem i Rajszewem[13].

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*