Biało-czerwona szachownica nad ZSRR. Początek szlaku bojowego 1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego „Warszawa” | Część 2

Wykorzystując brak samolotów przeciwnika w powietrzu, piloci mogli poświęcić czas i amunicję na atakowanie celów naziemnych. Szczególnie łakomym kąskiem dla myśliwskich Jaków były niemieckie pociągi, które można było łatwo unieruchomić, ostrzeliwując parowóz. Następnie nad unieruchomiony pociąg naprowadzano grupę szturmowców, które dokańczały dzieła zniszczenia[14].

Oczywiście podczas lotów, w których piloci atakowali cele naziemne, myśliwskie Jaki ponosiły szkody. W okresie walk pod Warszawą pułk utracił tylko jednego pilota, zestrzelonego przez obronę przeciwlotniczą mjr. Tadeusza Wichierkiewicza[15], który dostał się niemieckiej niewoli. Oprócz niego kilku pilotów również miało za sobą ciężkie przeżycia. Jednym z pechowców był por. Aleksander Wierzbicki, którego Jak-1 otrzymał kilka trafień w silnik.

Dzięki dużej przytomności umysłu pilot nie stracił panowania nad maszyną. Z rozbitym silnikiem, który dymił i chlustał olejem, Wierzbicki przeciągnął nad niemieckimi okopami i już na naszym obszarze, zaledwie 200 metrów od linii frontu, wpakował się w las podczas przymusowego lądowania. Samolot wyłamał skrzydła i samym kadłubem szorował jak rakieta ileś tam jeszcze metrów pomiędzy pniami, aż wytracił zupełnie prędkość i zarył się w piach tuż przed starym dębem[16].

Por. Wierzbicki został wyciągnięty z samolotu przez żołnierzy i wkrótce potem wrócił do jednostki. O jeszcze większym szczęściu mógł mówić chor. Władysław Suszek, który był zmuszony do awaryjnego lądowania na wiślanej plaży:

Władek latał odważnie, z wyczuciem, drwił często z artylerii, ale pewnego razu Niemcy jakoś go wymacali. Oberwał także w silnik i ze stojącym śmigłem wylądował gładko na plaży wiślanej, ostrzelany przez niemieckich żołnierzy z drugiego brzegu. Jak-1 wyorał brzuchem długą bruzdę w mokrym piachu, pozostawił po sobie porwane strzępy blachy, sklejki i zmiażdżoną osłonę chłodnicy. Pilot wyszedł jednak z tego lądowania bez szwanku. Zwyczajnie odpiął pasy, które wytrzymały gwałtowną zmianę przeciążeń, przesadził nogi za burtę, obejrzał rozbitą maszynę i solennie obiecał sobie, że przy najbliższej okazji zrewanżuje się hitlerowcom[17].

Duże znaczenie dla pułku sprowadzonego de facto do roli jednostki rozpoznawczo-szturmowej miał dobór odpowiedniego sprzętu. Wysłużone Jaki-1, wykorzystywane przez pułk, nie dysponowały odpowiednio dużą siłą ognia, by szybko kończyć wszystkie rozpoczęte ataki na niemieckie cele naziemne. W celu poprawienia sytuacji jednostki w grudniu 1944 r. gen. Fiodor Pietrowicz Połynin zadecydował o przydzieleniu jednostce nowych myśliwców Jak-9T. Z przybyciem generała na lotnisko wiązał się niezbyt udany start klucza alarmowego, w skład którego wchodził E. Chromy. Podczas lądowania generalskiego myśliwca, prawdopodobnie był to amerykański P-39, obsługa lotniska wystrzeliła czerwoną rakietę, która była sygnałem do startu dla klucza alarmowego. Już po oderwaniu się od ziemi piloci dwóch Jaków zauważyli dwie sylwetki obcych samolotów, które rozpoznano jako Fw-190.

Radziecki P-39 Aircobra w fińskim muzeum. Na takiej samej maszynie latał gen. Fiodor Połynin, pierwszy dowódca lotnictwa LWP. Fot. Wikipedia Commons.
Radziecki P-39 Aircobra w fińskim muzeum. Na takiej samej maszynie latał gen. Fiodor Połynin, pierwszy dowódca lotnictwa LWP. Fot. Wikipedia Commons.

Na widok startujących Jaków niemieckie myśliwce pośpiesznie się wycofały. W tej sytuacji dowództwo zadecydowało o ściągnięciu klucza na ziemię. Po wylądowaniu gen. Połynin wdał się w rozmowę z lotnikami, podczas której poinformował pilotów o przydzieleniu jednostce nowych myśliwców, uzbrojonych w potężne działko kal. 37 mm. Nowe samoloty do Zadybia Starego mieli sprowadzić najbardziej doświadczeni piloci, wśród których znalazł się również E. Chromy. Grupa pilotów opuściła jednostkę 22 grudnia 1944 r. Powrót do Zadybia nastąpił dopiero 18 stycznia. Na miejscu piloci dowiedzieli się o wyzwoleniu Warszawy oraz o pierwszych sukcesach sowieckiej ofensywy styczniowej.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*