Weronika Zych, Co ma piernik do wiatraka i inne językowe rozkminy
Frazeologizmy brzmią jak szyfry z innego świata, dopóki ktoś nie pokaże ich z bliska. Co ma piernik do wiatraka i inne językowe rozkminy robi to z błyskiem w oku i tempem dobrego internetowego żartu. Wchodzisz w tę książkę jak w rozmowę, która nagle odkrywa, że „stawać okoniem” to nie metafizyczna obraza, a „kocia morda” ma dłuższą historię niż jakikolwiek mem. Lekki, współczesny przewodnik po idiomach, który przywraca im sens i humor, zamiast spychać je do szkolnego zeszytu z obowiązkami.
Co ma piernik do wiatraka i inne językowe rozkminy to książka, która traktuje szkolny koszmarek pod tytułem „związki frazeologiczne” jak materiał na dobrą zabawę, a nie torturę z podręcznika. Zamiast suchego wykładu dostajemy serię językowych śledztw: skąd się wzięło „stawanie okoniem”, czemu ktoś „dostaje kociej mordy” i dlaczego „zbija kokosy”, choć w sklepie od lat królują arbuzy. Frazeologizmy, które zwykle lecą nam z ust automatycznie, nagle okazują się pełne historii, absurdów i całkiem przytomnej logiki.
Weronika Zych przenosi do książki sposób mówienia, którym zdobyła publiczność w sieci: język jest współczesny, żywy, z wyczuciem młodzieżowych kodów, ale bez udawania nastolatka na siłę. Zamiast definicji jak z klasówki, pojawiają się krótkie scenki, sytuacje, skojarzenia z życia codziennego. Dzięki temu nawet ktoś, kto na hasło „frazeologia” odruchowo szuka wyjścia ewakuacyjnego, tu zostaje do końca rozdziału.
Książka opiera się na prostym, ale sensownym porządku. Frazeologizmy są pogrupowane w bloki tematyczne – zwierzęta, rośliny, człowiek, różne życiowe sytuacje i „miszmasz” na deser. Do tego dochodzą wyjaśnienia znaczeń, informacje o pochodzeniu i krótkie dopowiedzenia kulturowe. Tam, gdzie istnieją konkretne ustalenia badaczy, czytelnik dostaje jasny, przetrawiony opis; tam, gdzie są tylko hipotezy, zostaje to uczciwie zaznaczone, bez dorabiania legend na siłę. Efekt jest taki, że całość trzyma się faktów, a jednocześnie nie brzmi jak przepisanie słownika frazeologicznego na ładniejszy papier.
Styl Zych to największy atut książki. Jest szybko, jasno i z humorem, bez dłużyzn i bez popisywania się terminologią. Tekst pracuje jak dobra rozmowa: łapie na przykładzie, dopowiada w prostych słowach, puentuje żartem. Minusem dla części dorosłych może być to, że język i rytm są wyraźnie ustawione pod młodszego odbiorcę – dla kogoś przyzwyczajonego do naukowych opracowań to bardziej wstęp do tematu niż „wielka księga frazeologii”. Ale jako popularyzacja działa bez zarzutu.
Na poziomie treści książka mocno podkreśla kilka rzeczy: że frazeologizmy są zapisem obyczajów i realiów swoich czasów, że znaczenia potrafią się zmieniać, a powiedzenia, które dziś brzmią absurdalnie, kiedyś miały bardzo konkretne osadzenie w świecie. Dobrze to koresponduje z tym, co od lat mówią językoznawcy: idiomy są jednym z najciekawszych miejsc, w których widać historię, społeczne nawyki i wyobraźnię danej wspólnoty. Książka nie wywraca badań do góry nogami, raczej pakuje ich ustalenia w formę, którą da się „łyknąć” bez zgrzytania zębami.
Ogromnym plusem są ilustracje Marcina Wierzchowskiego, które robią dokładnie to, czego trzeba: pomagają zapamiętać i jeszcze podkręcają absurd niektórych zwrotów. Razem z lekkim tekstem tworzą zestaw, który można czytać ciurkiem albo na raty, wracając do wybranych haseł. Dobrze pomyślany spis treści i przejrzysta struktura sprawiają, że książka nadaje się zarówno do czytania „dla przyjemności”, jak i jako pomoc na lekcjach czy w domowych powtórkach z polskiego. Szkoda tylko, że książka została wydana w miękkiej oprawie. Dla dzieci i młodzieży jednak najlepszą opcją jest solidna, twarda oprawa.
W ostatecznym rozrachunku to bardzo udana, nowoczesna opowieść o frazeologizmach: solidnie oparta na wiedzy, podana po ludzku, z poczuciem humoru i wyczuciem odbiorcy. Dla dzieci i młodzieży – idealny sposób, żeby zobaczyć, że język nie musi być nudny. Dla dorosłych – lekka, ale sensowna powtórka i dobry punkt startu do bardziej zaawansowanych lektur. Dla wszystkich razem – dowód, że polszczyzna wciąż ma w zanadrzu więcej niespodzianek, niż się wydaje po wyjściu z podstawówki.
Wydawnictwo Znak Emotikon
Ocena recenzenta: 5,5/6
Agnieszka Cybulska
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Emotikon. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.