Grecja dla zielonych

Grecja dla zielonych |Recenzja

Alicja Rokicka, Grecja dla zielonych

Grecja w tej wersji pachnie jak prawdziwa, domowa kuchnia – ta spod pergoli, z kotem kręcącym się pod nogami i miską oliwek, która nigdy nie stoi równo. Grecja dla zielonych Alicji Rokickiej wpisuje się dokładnie w ten klimat. Nie celuje w kulinarne fajerwerki, tylko w przejrzyste opowieści zakotwiczone w codzienności. Można by ją streścić jako przewodnik po roślinnej stronie greckiej tradycji, ale to zbyt skromne określenie, bo jej konstrukcja działa jak zestaw krótkich, miejscami reporterskich scen.

To książka kucharska, która pracuje jak relacja z miejsca: nie buduje fabuły, lecz tło kulturowe. Przepisy funkcjonują tu razem z kontekstami – zwyczajami, sezonowością, domowymi praktykami i gestami obecnymi w greckich kuchniach od pokoleń. Te dodatki nie mają charakteru ozdobników, lecz porządkują sposób lektury. Zupy z soczewicy i ciecierzycy pojawiają się jako stałe punkty kuchni postnej, meze jako rytm stołu, warzywa i strączki jako wynik klimatu i lokalnej ekonomii, a nie chwilowej mody.

Dzięki temu książka staje się popularnonaukowym wprowadzeniem do roślinnej warstwy gastronomii greckiej, która w polskich publikacjach bywa pomijana. Tam, gdzie wiele książek o Grecji utrwala zestaw fetą i grillem, Rokicka kieruje uwagę na proste składniki, tanie produkty i powtarzalność przepisów, które od zawsze funkcjonują tu w wersji roślinnej.

Alicję Rokicką, znaną z Wegan Nerd, wyróżnia styl lekki, rytmiczny i pozbawiony nadęcia. Akapity są krótkie, ton nieformalny, a opisy opierają się na obserwacji zamiast egzaltacji. Pojawiają się kulturowe odniesienia, ale nie przytłaczają przepisu. Małe anegdoty dotyczące miejsc nie udają literatury podróżniczej – tworzą raczej wrażenie rozmowy przy stole.

Atuty są wyraźne: język jest prosty, ale nie spłycony, obrazy działają, atmosfera buduje się naturalnie. Styl nie próbuje być akademicki i dla części odbiorców może brzmieć bardziej jak eseistyczne pisanie blogowe niż klasyczna proza kulinarna. Jedni uznają to za świeżość, inni – za brak ciężaru.

Całość rozwija się w powtarzalnym, ale skutecznym rytmie: przepis, komentarz, historia, obraz. Ta warstwowość pozwala płynnie przechodzić od składników do kultury, bez wrażenia chaosu. Perspektywa „z bliska” skupia się na domowych scenach, małych rytuałach, drobiazgach stołu, które nadają książce autentyczności.

Taki sposób opowiadania działa, bo eliminuje patos i omija mitologizowanie kuchni. Sporadycznie może brzmieć emocjonalnie, co zależy od wrażliwości czytelnika, ale narracja trzyma się codzienności i nie udaje naukowego wywodu.

Książka opiera się na dwóch dobrze ugruntowanych tezach funkcjonujących od lat w badaniach nad kuchnią śródziemnomorską i antropologią jedzenia. Pierwsza mówi, że tradycyjna kuchnia grecka jest w dużej mierze roślinna – potwierdzają to analizy diety śródziemnomorskiej, wskazujące na wysoki udział warzyw, strączków, zbóż i oliwy przy niewielkiej ilości mięsa, co wynika zarówno z praktyk ekonomicznych, jak i religijnych.

Druga podkreśla, że prostota i lokalność tworzą najtrwalszy model kulinarny – w badaniach nad kuchniami regionu to w zasadzie truizm, przywoływany w klasycznych opracowaniach dotyczących Krety czy ogólnie basenu Morza Śródziemnego.

Nowością nie są więc tezy, lecz ich praktyczne przełożenie: Rokicka łączy tradycyjny kontekst z dostępnością przepisów w Polsce, co odróżnia ją od bardziej literackich autorów w rodzaju Bartka Kieżuna czy turystycznych przewodników „Eat Like a Local”.

Najmocniej wybrzmiewają przejrzystość książki, bardzo dopracowana strona wizualna, kulturowe osadzenie przepisów i nienachalnie poprowadzona roślinność. To publikacja, którą można czytać i z której można gotować, bez poczucia, że coś zostało napisane „pod trend”.

Słabszym punktem dla odbiorców szukających twardych danych będzie brak pogłębionych analiz historycznych, obecnych u autorów bardziej zakorzenionych w historii kulinariów. Rokicka nie tworzy ujęcia naukowego – korzysta z wiedzy kuchennej i opisowej.

Grecja dla zielonych to spójna i atrakcyjna książka, wyrastająca z realiów greckiej codzienności: prosta, sezonowa, roślinna. Trzyma się ustaleń dotyczących diety śródziemnomorskiej, unika mitologizacji kulinariów, a jej siła tkwi w rytmie i praktyczności. Przepisy są osiągalne, zdjęcia współtworzą opowieść, a narracja nie aspiruje do antropologii ani literatury podróżniczej.

Wśród współczesnych publikacji o kuchni południa wyróżnia się konsekwentnym skupieniem na zwykłym dniu – bez haseł, bez deklaracji, za to z namacalnym światem kuchni, która naprawdę istnieje poza folderami.


Wydawnictwo Marginesy
Ocena recenzenta: 5,5/6
Agnieszka Cybulska


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Marginesy. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.