Zasadźca zlecał wymierzenie obszaru miasta fachowym mierniczym. W przypadku prawa magdeburskiego typowy układ przestrzenny miasta składał się z placu targowego (Ring – rynek), przeważnie kwadratowego lub do kwadratu zbliżonego. W zależności jednak od wielkości miasta lub jego położenia geograficznego rynkiem mogła być poszerzona w tym celu droga – często spotykane rozwiązanie w miastach górskich. Rynek był otoczony zabudowaniami. Do rynku przylegał bardzo często drugi plac, na którym znajdował się kościół parafialny. W większych miastach mogło być takich placów więcej. Z każdego narożnika rynku wychodziły ulice. Przeważnie dwie, jednak w mniejszych miastach mogły być pojedyncze, np. w osi głównej drogi handlowej. W największych miastach ulice wychodziły również ze środków pierzei rynkowych (np. Wrocław). Ulice w miarę możliwości (decydowało o tym położenie elementów dawnej osady, np. kościołów) przecinały się pod kątem prostym, tworząc tym samym prostokątne obszary zabudowy, które dzielono na parcele, zwykle prostokątne, węższymi bokami zwrócone w stronę rynku (przyrynkowe) lub w stronę ważniejszej ulicy. Jak wyglądał proces wymierzania miasta wiemy niestety tylko z dokumentów lokacyjnych miast zachodnich, ściślej z wznoszenia miasta Ardes we Francji: „(…) uczony w sztuce geometrycznej Szymon ze swoją laską mistrzowską wytycza plan przedsięwzięty z góry, prętem i miarą oka bardziej, każąc burzyć domy, stodoły i wycinać sady kwitnące (…) depcze zasiewy w celu przeprowadzenia dróg, przy asyście jęków, narzekań i złorzeczenia. W pracy uczestniczą chłopi z wozami kamieni, kopacze, karczownicy, a także pomocnicy mistrza – tyczkarze i młodsi mierniczy”.[8]
Oprócz rozplanowania przestrzennego miasta lokacyjne wyróżniały się jeszcze jedną ważną cechą: posiadały władze – dziedzicznego wójta oraz ławę miejską, pełniącą funkcje sądowe. Z czasem w miastach wykształcały się przedstawicielstwa patrycjatu miejskiego, które przyjęły nazwy rad miejskich. Na czele rad miejskich stawali burmistrzowie. Właśnie wykształcenie się rad miejskich było tym czynnikiem, który odróżniał miasto od wsi.[9]
Burmistrz był urzędnikiem miejskim, natomiast wójt był urzędnikiem pana feudalnego – rzeczywistego właściciela miasta. W XIV wieku miasta zaczęły wyzwalać się spod władzy panów feudalnych i nasiliły się próby wykupywania urzędów wójtowskich.
Skąd wzięło się na Dolnym Śląsku tak wielkie powodzenie przenoszenia starych osad, czasem wznoszenia ich na nowo w innych miejscach, tzw. translokacja, lub zupełnie od zera, na tzw. surowym korzeniu, z dodatkowym obdarzaniem licznymi przywilejami i zwolnieniami?
Prowincja ta była w wieku XIII i na początku wieku XIV świadkiem wielkich wydarzeń, ogromnych zmian zwłaszcza w sferze gospodarki. Nie tylko tu, ale w całej Europie władcy szukali dodatkowych źródeł dochodu. Rozwijało się górnictwo, handel i rzemiosło, ale wciąż największym dobrem była ziemia. Wspomniałem wcześniej o władcach, pamiętać jednak należy, że wiek XIII był kulminacyjnym okresem rozbicia dzielnicowego Królestwa Polskiego. Księstwa były niewielkie, na Dolnym Śląsku do roku 1241 pełnia władzy spoczywała w rękach Henryka Brodatego, a po jego śmierci (1238 r.) Henryka Pobożnego, który poległ w bitwie pod Legnicą. Od połowy XIII wieku księstwa dolnośląskie wręcz pączkowały, stając się coraz mniejsze. Każde nowe księstwo posiadało swój własny dwór, co za tym idzie książąt otaczała większa liczba dworzan, a tych należało jakoś wynagradzać. Najłatwiej było nadawać ziemię, której było dużo. Do pracy wykorzystywano jeńców i niewolników (choć tych w ówczesnej Polsce nie było zbyt wielu).
Tak więc książęta, możni rycerze, biskup wrocławski i klasztory, wszyscy oni szukali dodatkowych źródeł dochodu. Ta właśnie chęć poprawienia swojej pozycji względem sąsiadów, panów feudalnych etc., stała się źródłem niesłychanego sukcesu procesu lokacyjnego na Dolnym Śląsku. O osadników nie było trudno, w związku z przeludnieniem Europy Zachodniej napływali sami. Wystarczyło ująć ich w określone ramy prawne, które albo sami oni przynosili ze sobą, albo też można było uzyskać korzystając z doświadczenia miast w sąsiednich Niemczech. Jak wspomniałem powyżej głównym źródłem dla procesu lokacyjnego miast dolnośląskich był Magdeburg. Podatki czy cła z miast, ale także wsi, miały stać się jednym z głównych dochodów ich właścicieli. Wielkie ośrodki, głównie książęce, szybko jednak uwolniły się od wpływu narzuconych im przez fundatorów wójtów. Znacznie więcej skorzystali na tym prywatni założyciele – biskupi i możnowładcy, których ośrodki były mniejsze i słabiej obwarowane prawami. Były też bardziej uzależnione od swoich właścicieli.
Warto w tym miejscu zastanowić się głębiej nad genezą powstawania miast lokacyjnych na Dolnym Śląsku – uwarunkowaniami prawnymi i społeczno-gospodarczymi. Istotne będzie tu stwierdzenie, że powoływanie nowych miast nie odbywało się według ustalonego od początku do końca wzoru, a wystawiane przy tej okazji dokumenty jedynie ogólnie stwierdzały sam fakt. Jak pokazuje dokument lokacyjny czeskiego Litomyśla z roku 1257 zawarte w nim były bardzo ogólne informacje: „ius fori, ius civile, ius iudicii ceteraque iura et libertate”[10] (prawo targowe, prawo obywatelskie, prawo sądowe i pozostałe prawa i wolności). Oznaczać to mogło tylko tyle, że fundator używał prawa niemieckiego tylko po to, by mieć oparcie prawne dla danego ośrodka, konkretyzację praw zostawiając jakby na później i dostosowując je do sytuacji i potrzeb miasta.
Przykładem tego typu rozwiązań są m.in. Złotoryja i Kąty Wrocławskie. Ta pierwsza lokowana już w 1211 roku, zgodę na budowę ratusza otrzymała dopiero w 1327 roku; z kolei Kąty Wrocławskie, lokowane w latach 1298-1302 obwarowania miejskie mogły wznieść dopiero w XV wieku (pierwsza wzmianka o murach pochodzi z roku 1428).[11]